Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


Wpisy z tagiem: Śródmieście

poniedziałek, 21 stycznia 2013
Ogród Krasińskich

warszawa

Ogród Krasińskich został założony w roku 1676 na powierzchni około 3.4 ha. Był w stylu barokowym i należał wówczas do Jana Krasińskiego. Główna aleja była przecięta trzema prostopadłymi. Część przy pałacu miała promieniście ułożone kwatery. Brama główna znajdowała się od strony Nalewek, a całość była otoczona żelaznym płotem. W drugiej połowie XVIII w. ogród został przekształcony wg proj. Jana Christiana Knackfusa i został udostępniony publiczności po tym jak Rzeczpospolita zakupiła go wraz z pałacem. W 1815 roku w narożniku Nalewek i Świętojerskiej został wybudowany piętrowy pawilon dla cukierni. Ogród w tym czasie miał wszystkie alejki prostopadłe i regularny kształt.

Zasadnicza zmiana wyglądu nastąpiła w latach 1891 – 1895. Franciszek Szanior proste alejki zastąpił łukowymi . Przy Nalewkach powstał staw z wysepką. Pawilon cukierni został przebudowany. Ogród był miejscem wypoczynku głównie zamieszkałej w pobliżu ludności żydowskiej. Chrześcijanie rzadko tu bywali.

Ogród wspomina Bernard Singer w książce „Moje Nalewki”. Autor jako dziecko chodził pod wieczór z mamą do kawiarni. Bardzo często stamtąd uciekał na plac zabaw dla dziewczynek żydowskich, gdzie panie „uczycielki” usiłowały je uczyć polskich piosenek. Ogród był wieczorem zamykany.
„Można było siedzieć jedynie na tarasie kawiarni, do której wchodziło się z ulicy Świętojerskiej. Cichy o tej porze ogród nabierał czaru. Dla gości kawiarnianych nie istniał ani letni zmierzch, ani czar zamilkłego ogrodu. Rodzice przyszłych ofiar egzaminów zamawiali dla swoich latorośli mleko z ciastkiem, dla siebie herbate z cytryną i zagłębiali się w rozmowę o tym, co ich w tej chwili najbardziej nękało: o trudnościach dostania się do szkoły. (…) Gdy do ogrodu przychodził ojciec, temat rozmów zmieniał się. Mówiono, zazwyczaj po żydowsku, o wekslach, kupcach, bankructwach; kawiarnia przeistaczała się wtedy w instytucję wspólnego wzdychania nad złymi interesami”

W czasie okupacji ogród był poza gettem, choć przy jego granicy. W czasie Powstania Warszawskiego został bardzo zniszczony. pokaż powiększenie

Po wojnie został powiększony o teren zajmowany przed wojną przez ulice dzielnicy żydowskiej. Na północy została przyłączona część ulicy Świętojerskiej oraz fragmenty Nalewek i tyły posesji ulicy Długiej. Ogród zajmuje teraz około 10 ha.

Do dzisiejszych czasów w historycznej części ogrodu przetrwał zarys łukowych alejek zaprojektowanych przez Szaniora. Przy pałacu istnieje gazon oraz fontanna z kolistym basenem. Jest tez staw i wysepka oraz górka od strony Nalewek (ob. Bohaterów Ghetta). Z elementów małej architektury zachowały się filary bramy od strony Nalewek. Sama brama wraz z ogrodzeniem i furtką została zniszczona w 1945 roku. Przy pałacu, jak wspomniałam, jest fontanna z 1895 roku. Była w 1991 roku odrestaurowana. Na kolumience stoi pijka z 1936 roku, ufundowana w rocznicę powstania wodociągów miejskich. Od strony placu Krasińskich stoją dwie studnie żeliwne z 1824 roku, zaprojektowane przez Aignera.

Jarosław Zieliński w „Atlasie dawnej architektury ulic i placów Warszawy”, t.8 pisze, że rośnie ok. 35 drzew ponad stuletnich a kilkadziesiąt ma od 60 do stu lat. Czasy Szaniora pamiętają jeszcze: miłorząb japoński, orzech czarmy, leszczyna turecka i skrzydłoorzech kaukaski. pokaż powiększenie

Zarząd Terenów Publicznych postanowił odsłonić w historycznej części ogrodu osie Szaniora. Zaczął od wycinki. Pod piłę poszło ponad 300 drzew, czyli 1/3 całego drzewostanu. Wycięte zostały również drzewa o średnicy dochodzącej do półtora metra. Wbrew temu co twierdzi dyrektor ZTP wycinka nastąpiła nie tylko w części historycznej ale i poza nią. Wycięte zostały zdrowe, duże drzewa dające cień. Oprócz topól również kilkadziesiąt lip i wiązów. W zamian ma być posadzonych 91 drzew: 9 kasztanowców, 14 magnolii, dwa platany, jabłonie ozdobne, 13 sztuk drzew iglastych, wiśnia, lipy i klony pospolite. Tyle tylko, ze zanim one urosną upłyną dziesiątki lat.
Rzez_w_zabytkowym_ogrodzie

Dawno nie było wśród warszawiaków tak pospolitego ruszenia w obronie zieleni. W „Stołecznej” zamieszczono list zbulwersowanego czytelnika.
Park_bez_drzew_to_chora_idea

Aktor Olgierd Łukaszewicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Urzędnicy odpowiedzieli na zarzuty i zapewnili, że wszystkie decyzje były poprzedzone wytycznymi konserwatorskimi, opiniami architektów krajobrazu, specjalistów od zabytkowych założeń parkowych, a także skonsultowane z mieszkańcami ale przyznali, że sama wycinka konsultacjom nie podlegała
Urzednicy-odpowiadaja-aktorowi

Gdy warszawiacy się oburzyli, ZTP ogrodził cały ogród płotem, żeby nikt nie przeszkadzał w wyrywaniu ogromnych karp drzew. Wczoraj ludzie, którzy się skrzyknęli na FB, część ogrodzenia przesunęli. Przyszli z dendrologami. pokaż powiększenie

W czwartek w siedzibie Agory o godz. 18 ma być dyskusja na temat wycinki i przebudowy ogrodu Krasińskich. W dyskusji udział wezmą burmistrz Śródmieścia i dyrektorka ZTP.

Przez kilkadziesiąt lat nic sie tu nie działo. Teraz ZTP dostał 15 mln na odnowienie ogrodu. Szkoda tylko, ze zaczął od radykalnego przerzedzania. To jest praca, którą powinno się rozłożyć na lata.

Literatura: "Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy" Jarosław Zieliński
"Moje Nalewki" Bernard Singer

piątek, 09 marca 2012
Remont kamienic na ulicy Próżnej

warszawa „ulica ta krótka i dość wąska, zachowała ze zniszczeń kilka kamienic w całości. Były to secesyjne, czarnoszare, siedmiopiętrowe czynszówki, pełne balustrad i gzymsów, teraz odrapane, świecące nagą cegłą i obtłuczonym tynkiem , przygnębiające spękanym szychem wykładanych ongiś kolorowymi kafelkami ścian. Niemniej ulica Próżna wyglądała czyściej i zamożniej niż ulica Bagno: były tu większe sklepy prywatne i spółdzielnie usługowe(...)" Leopold Tyrmand "Zły"

W ubiegłym roku rozpoczął się wreszcie zapowiadany od lat remont kapitalny dwóch kamienic na Próżnej, pod numerami 7 i 9. Historia remontu jest długa.

W połowie lat 90-tych ulicą zainteresował się amerykański filantrop Ronald Lauder. Postanowił wskrzesić przeszłość i przywrócić Próżnej przedwojenny żydowski charakter - miała być ulicą tętniąca życiem, z koszernymi restauracjami, sklepami, hotelami dla turystów. Powstała spółka Próżna Street Company, która kupiła w 1997 roku dwie kamienice, jedną od miasta, drugą od spadkobierców i zobowiązała się rozpocząć remont w ciągu 12 miesięcy a zakończyć po dwóch latach. Miała również odnowić elewacje na kamienicach 12 i 14, stojących po drugiej stronie (nie należały one do getta - Próżna była podzielona na pół) oraz wyremontować całą ulicę, wymienić szosę, chodniki i postawić nowe latarnie.

Jednak lata płynęły a na Próżnej nic się nie działo. Jedyne co zrobiono to z kamienic wyprowadzono w 1999 roku lokatorów, zaś na zewnątrz przybyło daszków, żeby odpadające elementy nie zabiły przemykających chyłkiem przechodniów. Spółka tłumaczyła zastój zmianą koncepcji zagospodarowania i nieporozumieniami z gminą Centrum. pokaż powiększenie

Pierwotnie kamienice 7 i 9 miały być biurami, potem był pomysł na eleganckie hotele. Kamienice 12 i 14 wg spółki powinny były najpierw mieć na koszt miasta przeprowadzony remont kapitalny. I tak upłynęło 7 lat. Potem zmienił się właściciel. Został nim austriacki developer Warimpex AG, deklarujący rozpoczęcie prac 1 stycznia 2006 roku ale termin nie został dotrzymany. Spółka chciała kamienice nadbudować i zrobić w nich hotele. Na nadbudowę nie zgadzali się społecznicy z ZOK. Zastrzeżenia miał też konserwator zabytków. W międzyczasie zmieniła się sytuacja na rynku nieruchomości. W związku z tym inwestor zrezygnował z hoteli na rzecz powierzchni biurowych. Ponieważ mieniła się koncepcja rewitalizacji, musiał starać się o nowe pozwolenia.

Obecnie prace trwają ale obiecywany pierwotnie termin zakończenia przed Euro 2012 jest nierealny. Roboty jest dużo. Obie kamienice zostaną połączone wewnątrz. Pod numerem 7 ma zostać odtworzona mansarda z dwoma dodatkowymi piętrami a pod numerem 9 będzie dodatkowe piętro ukryte w skośnym dachu i niewidoczne z placu Grzybowskiego. Kamienica będzie wyglądać jak przed wojną. Wewnątrz zostaną odtworzone niektóre elementy sztukatorskie i malowidła.

Teraz widać przez okna wzmocnienia nowych stropów a od ulicy nowe wsporniki pod balkony i podwyższanie murów. Gdy zaglądałam jesienią, kamienice miały zdjęte dachy i górne stropy. Przez okna można było zobaczyć niebo. Tak musiały wyglądać kamienice warszawskie zaraz po wojnie, same mury bez dachów, okien, puste wewnątrz. pokaż powiększenie

Ulicę przedwojenną wspominał w swojej ksiązce Jerzy Kasprzycki.

Ulica Próżna nie wyglądała wtedy, w 1939 roku, tak prowincjonalnie i smętnie jak dziś, kiedy o dawnej świetności przypominają tylko resztki sztukaterii i ozdobnych obramowań nad oknami kilkupiętrowych kamienic. (…) nazwiska właścicieli domów przy Próżnej miały szczerozłoty dźwięk. Szyldy i tabliczki nad bramami tej ulicy dotyczyły głównie banków, domów handlowych, agentur i pośrednictw w interesach. (…)Wszyscy ci ludzie interesu z ulicy Próżnej najchętniej spotykali się w barze „Pod Siódemką” lub w kawiarni o wymownej nazwie „Ekonomia” na rogu Zielnej.

Po wojnie lokal po barze zajmował znany wszystkim warszawiakom sklep ze śrubkami i gwoździami. Szafy, w których było trzymane żelastwo, stanowiły oryginalne wyposażenie przedwojennej restauracji. Gdy miasto opróżniało kamienicę, nie zadbało o zatrzymanie mebli. Właściciel sklepu wyprowadził się ze wszystkim w nieznane.

Jak będzie w przyszłości wyglądać ulica Próżna, trudno powiedzieć. Kamienice z południowej pierzei zyskają nowy wygląd. Natomiast kamienice z pierzei północnej są własnością miasta. Remont kapitalny obu kosztowałby około 20 mln i miasto tych pieniędzy ponoć nie ma. A nie tak dawno nadwyżkami ratowało budżet min. Rostowskiego. Kamienica pod numerem 14 jest całkowicie opuszczona i po trochu rozkradana przez złomiarzy. Zostały skradzione niektóre balustrady balkonów. Pewnie wkrótce okaże się, że nie ma czego ratować i jedynym wyjściem jest rozbiórka. Sąsiednia kamienica straszliwie obdrapana jest zamieszkana, jest w niej nawet kafejka. Podobno konserwator pani Nekanda – Trepka nie zgadzała się na odtworzenie przedwojennego wystroju kamienicy pod nr. 12, gdy wcześniej była mowa o remoncie. Ciekawe, co tym razem znów jej przeszkadzało i jakie miała zastrzeżenia. pokaż powiększenie

Dziwnie będzie wyglądać ulica z jedną stroną jak z modelowego katalogu i drugą, która jakby dopiero co wyszła w wojny. Nie wiadomo jak będzie wyglądać jezdnia. Sąsiedni plac Grzybowski został wyremontowany bezsensownie. Tu nigdy nie było w przeszłości na chodnikach i jezdni granitu. To był plac handlowy z brukiem. Bruk leży również na Próżnej pod asfaltem. Bardziej on pasuje w tym miejscu niż płyty granitowe.
Kiedyś pisałam o przymiarkach do renowacji kamienic. Był to rok 2006. :-)
Tu jest ciekawy opis dziejów ulicy Próznej
Zdjęcia ulicy Próżnej i historia przymiarek do remontu

wtorek, 13 grudnia 2011
Domki fińskie na Jazdowie

warszawa

Jest na Jazdowie miłe miejsce do spacerów wśród fińskich domków zatopionych w zieleni, tuż przy Alejach Ujazdowskich, Pięknej i Myśliwieckiej ale jednocześnie z dala od miejskiego gwaru. Osiedle jest klimatyczne i unikalne. Idealnie wpisuje się w skarpę warszawską. Zostało wybudowane już w 1945 roku. Domki przyjechały ze ZSRR, który je otrzymał od Finlandii w ramach reparacji wojennych. Były przeznaczone dla odbudowujących Warszawę.

W kwietniu i maju 1945 roku nadeszło do Warszawy 500 domków. W BOS trwała gorączkowa dyskusja nad tym, gdzie domki postawić. Józef Sigalin w swoich wspomnieniach pisze, że zakładano prowizoryczność osiedla ale i bliskość Śródmieścia, gdzie trwała intensywna odbudowa miasta. Wybrano wówczas trzy lokalizacje: Górny Ujazdów, Szwoleżerów i Wawelską. 25 czerwca 1945 roku rozpoczęto montaż pierwszego domku na Jazdowie. Składanie odbywało się bardzo szybko. Już 31 lipca do kierownictwa BOS przyszedł meldunek, że na dzień 1 sierpnia zostanie ukończona budowa osiedla Ujazdów Górny, składającego się z 90 domków fińskich, w tym wg typu 2 - 64 sztuki. Osiedle było pierwszym wybudowanym w Warszawie po wojnie i choć obecnie jest zmniejszone do 29 domków, istnieje nadal. Na Wawelskiej z ogromnej kolonii pozostały dwa domki, na Szwoleżerów nie ma ani jednego. Domki nie są byle jakimi barakami. To są domki wykonane z bardzo dobrego materiału, o ciekawej architekturze.

Ulica, przy której stoją, nazwę otrzymała dopiero w 1971 roku. Przed wojną była wewnętrzną drogą łączącą szpital w Zamku Ujazdowskim z koszarami przy zbiegu z Górnośląską. Pamiątką z czasów przedwojennych jest stojący pod numerem 5 ceglany pawilon szpitalny z drugiej połowy XIX wieku. pokaż powiększenie

Domki na Jazdowie są bardzo zadbane przez mieszkańców. Odmalowane, z porządnymi dachami, ładnymi oknami. Z werandami i ogródkami. Wszystkie są w świetnym stanie, z wyjątkiem jednego, którym opiekowało się miasto. Opuszczony, z zabitymi dyktą oknami, z połamaną, zapadniętą werandą, stoi jak wyrzut sumienia zawiadujących mieniem komunalnym w Warszawie. Jest jeszcze jeden wielki walor. To jest teren ogólnie dostępny. Każdy może spacerować alejkami jak po własnym ogrodzie.

Od kilku dni na osiedlu wrze, bo burmistrz Śródmieścia chce mieszkańców wysiedlić, domki rozwalić zaś teren przeznaczyć na cele administracyjne a osiedle koliduje z przyszłym planem zagospodarowania, którego jeszcze nie ma. To ciekawostka, bo najpierw powinien być plan a potem przygotowania do realizacji. Prawdopodobnie miasto myśli o następnych ambasadach. Jeśli one tu powstaną prawie cała skarpa zostanie zamknięta dla warszawiaków. Zniknie jeszcze jedno magiczne miejsce. Chciało by się zapytać dla kogo jest miasto. Czy dla warszawiaków czy dla aroganckich urzędników? W tych domkach mieszkało wielu słynnych ludzi, miedzy innymi Jonasz Kofta. pokaż powiększenie

Historia Warszawy została brutalnie rozcięta przez lata okupacji. Po 1945 roku zaczęto ją pisać w pewnym sensie od nowa. Domki fińskie na Jazdowie są pierwszym ogniwem tej nowej historii. Czy nie zasługują na zachowanie? Na Jelonkach stoją domki po budowniczych Pałacu Kultury i budzą powszechny zachwyt. Jakoś burmistrz Bemowa nie mówi o wyburzeniu. Pięknie się wpisały w krajobraz dzielnicy.

Mieszkańcy Jazdowa domki sobie ucywilizowali. Porobili łazienki, bo kiedyś tu były sławojki. Mają ciepłą wodę, ogrzewanie, niektórzy dobudowali sobie werandy. Domki są pogrodzone od lat 80-tych, kiedy to zomowcy spali ludziom pod oknami. Na zebraniu mieszkańców burmistrz nakazał doprowadzić domki do stanu pierwotnego. Wtedy będą mogli w nich pozostać do czasu uchwalenia planu zagospodarowania. Do końca stycznia wszyscy z Jazdowa mają złozyć podania o mieszkania zamienne. Ci, którzy domków nie doprowadzą do stanu pierwotnego i nie złożą podań, będą musieli się natychmiast wyprowadzić. Mało tego, za trzy lata wstecz zostaną im naliczone opłaty za dobudowane części domków i opłaty dzierżawne za użytkowanie ogrodów.

Sensu w tym nie widzę żadnego. Jeśli domki mają być zburzone, to po co narażać ludzi na koszty związane z demolowaniem obecnego stanu. Jeśli zaś mają być jeszcze przez jakiś czas użytkowane to czy nie lepiej podnieść użytkownikom czynsze, doliczyć metraże dobudowanych werand i opłaty dzierżawne za ogródki? A może chodzi o to, żeby z przywróconych do prymitywnego stanu domów wyrzucić lokatorów pod pretekstem warunków nie licujacych z XXI wiekiem? pokaż powiększenie

Urzędnicy miejscy czasami tak się zachowują, jakby po nich miał nastąpić koniec świata. Nie sięgają myślą w przód, granicą jest z reguły koniec kadencji. Domki są unikatem, osiedle jest pięknie urządzone bez nakładów finansowych miasta. Teren jest komunalny, domki też. Nowe prawo lokalowe daje możliwość nie przedłużania umowy najmu z rodziną głównego najemcy po jego śmierci. Przecież te domki bedzie można w przyszłosci odzyskać i na coś przeznaczyć. Choćby na oryginalne hoteliki. Na pewno wielu turystów wolałoby tu nocować niż gnieździć się w molochu hotelowym w centrum miasta. Ale pan burmistrz tak daleko myślą nie sięga, bo on już wtedy prawdopodobnie burmistrzem nie będzie.

Dziwi mnie zachowanie konserwatora zabytków, zresztą nie pierwszy raz. Mam nadzieję, że plan zagospodarowania przestrzennego ocali osiedle.

wtorek, 08 listopada 2011
Remont "Zodiaku"

warszawa

Rozpoczął się w Pasażu Wiecha gruntowny remont budynku, w którym niegdyś był bar „Zodiak” a obecnie znajduje się KFC i Pizza Hut.

Zostaną przebudowane wnętrza i będzie powiększony wewnętrzny dziedziniec. Znikną wszystkie przyklejone do pawilonu budki. Remont jest przeprowadzany wg projektu pracowni architektonicznej Sweco Architekci. Nazywa się to szumnie i bardzo na wyrost przywracaniem do stanu sprzed 1993 roku. Tamtego wyglądu już się nie przywróci.

Pawilon jest całkowicie zdewastowany. Nic nie zostało po dawnej kawiarni „Zodiak” oprócz wysmarowanej przez wandali mozaiki na fasadzie. Obok schodów do kawiarni był basen z fontanną. Teraz zamiast basenu są ławki a po schodach zostało wspomnienie. Ma wrócić neon „Zodiak”, ale nie główny wielki sprzed wejścia ze znakami zodiaku, tylko mały boczny.

Pawilon powstał w latach 60-tych razem z wieżowcami Ściany Wschodniej. Kompleks kawiarniano – restauracyjny był bardzo popularny. W czasach peerelowskich pasaż tętnił życiem a z nim i „Zodiak”. Widać to na dawnych fotografiach. Przez pasaż przewalały się tłumy warszawiaków i przyjezdnych. Kameralny, z pergolami, kwietnikami i ławkami zapraszał.

Niestety, z czasem został zaniedbany. Oblegany przez rozmaitych meneli, ćpunów, pijaków, wróżki cygańskie zdegradował się. Kwietniki zamieniły się w klepiska zaśmiecone petami, płyty chodnikowe pozapadały się i połamały. A wśród tego wszystkiego walały się rozmaite śmieci. Przechodził przez pasaż tylko ten co musiał. pokaż powiększenie

Zapowiedź remontu pasażu witałam z nadzieją i pierwsze moje wrażenia były pozytywne, bo wreszcie było czysto a szemrane towarzystwo wyniosło się. Szybko zdanie zmieniłam. Remont nie wyszedł temu miejscu na dobre. Z przytulnego zamienił się w pusty wygwizdów, bez zieleni za to z latarniami wysokimi do nieba. Poprzednio pergole jakby odgradzały od wieżowców, bo zatrzymywały wzrok. Teraz one dominują. Wszystko jest wielkie, wysokie, zimne. Dla człowieka nie ma tutaj miejsca. Właściwie remont powinno się zrobić jeszcze raz, przywrócić ludzką skalę.

Nowy wygląd „Zodiaku” tego miejsca nie zmieni na bardziej przyjazne.

czwartek, 25 sierpnia 2011
Grand Hotel

warszawa

Podczas porządkowania starego kredensu u rodziny znalazłam "Trybunę Mazowiecką" z 27 marca 1958 roku. Gazeta zżółkła ze starości, na zgięciach się mocno przyciemniła, ale jest cała i czytelna. Pewnie dlatego, że służyła do wyłożenia szuflady. Ponad pół wieku temu gazety były drukowane bardzo dobra farbą.

"Trybuna" z 27 marca 1958 roku informuje, że wkrótce zostanie oddany do do użytku hotel przy Kruczej.

"Grand" był jednym z pierwszych hoteli warszawskich, zaprojektowany jeszcze w epoce socrealizmu. Został wybudowany dla licznych delegacji z całej Polski przyjeżdzających do ministerstw. Jego uruchomienie bardzo ożywiło ulicę Kruczą, zamienioną po wojnie w ulicę ministerstw, centralnych zarządów i rozmaitych instytucji. Póżnym popołudniem Krucza pustoszała. Czasami tylko przemykał jakiś zapóźniony przechodzień. Nie było jeszcze domów mieszkalnych, poza kilkoma ocalałymi wśród ruin kamienicami.

I nagle na tej kamiennej pustyni miał się pojawić elegancki, rozświetlony hotel z odlotowym, pofałdowanym daszkiem.

Tuż przed otwarciem "Trybuna" pisała z entuzjazmem:
Jedenaście pięter wysokości, 92.000 metrów sześc. - kolos! Na dachu lotnisko dla helikopterów. Kawiarnia na 11 piętrze z całą panoramą Warszawy na dłoni. Na parterze również kawiarnia, sale restauracyjne, dancing z występami artystów zagranicznych, coctail bar, aperitif.
Ponad 600 miejsc sypialnych. W każdym pokoju telefon, radio i łazienka. Poza tym 21 cudnych apartamentów z telewizorami.
Do dyspozycji gości samochody a nawet basem pływacki.
A jedzenie? Ślinkę łykać. Najlepsi kuchmistrze będą przygotowywać frykasy dla najwybredniejszego podniebienia. Oprócz kuchni i garmażerni będzie pracownia cukiernicza, piekarnia i wytwórnia wód gazowych.

pokaż powiększenie

Kelnerzy szkolili się w "Bristolu". Zostali nimi zwolnieni z administracji pracownicy. Podobno tak dobrze się tam sprawowali, że zachwyceni goście obdarowywali ich upominkami i to cenniejszymi jak na tamte czasy. "Trybuna" pisze, że jeden z kelnerow dostał zegarek na rękę, inny eleganckie wieczne pióro.

Hotel został zaprojektowany przez Stanisława Bińkuńskiego, jako głównego projektanta i Stanisława Rychłowskiego. Projekt powstał w roku 1954, zaś realizacja nastąpiła w latach 1954 - 1959. Płaskorzeźby wewnątrz, w holu i kawiarni, wykonał Jan Ślusarczyk.

Obecnie po kilkuletnim remoncie hotel zmienił nazwę na dziwaczną "Mercure Grand Warszawa". Remont zaczął jeszcze Orbis a dokończyła sieć Accor, do której należą hotele z linii Mercury. Pierwsze pokoje zostały oddane dla gości w 2008 roku. Pierwotnie Grand miał 416 pokoi. W czasie remotu część połączono. Obecnie jest ich 299.

Pamiętam dawne czasy, gdy bywanie w restauracji w Grandzie i kawiarni należało do dobrego tonu. Dobre ciastka były tam, sprzedawane również w cukierence po drugiej stronie Kruczej:-)

W czasie gdy budowano Grand, Warszawa nie miała jeszcze zbyt wielu hoteli. Warszawski Kalendarz Ilustrowany "Stolicy" z roku 1959 podaje zaledwie kilkanaście miejskich, niektóre z nich już nie istnieją obecnie. Do "Orbisu" należało 10: "Polonia" - 678 łóżek, "MDM" - 221 łóżek, "Warszawa" - 391, "Syrena" przy Górczewskiej - 285 łóżek i 6 hoteli połączonych w dwa przedsiębiorstwa. Jeden to zespół "Saski" z 232 łóżkami i trzema hotelami: "Saski" Żabia 9, "Mazowiecki" Rutkowskiego 18 i "Terminus" Rutkowskiego 28. Drugi zespół grupował hotele praskie i miał 221 łóżek w hotelach: "Praga" Stalowa 73, "Wschodni" Targowa 26 i hotel "Mały". W 1959 roku przewidywano otwarcie hotelu "Praga" przy Dąbrowszczaków z 259 łóżkami a dotychczasowe hotele praskie zamierzano zlikwidować. pokaż powiększenie

Hotele były podzielone na dwie kategorie. Do pierwszej kategorii należały trzy hotele: "Polonia", "MDM" i "Warszawa". Do drugiej wszystkie pozostałe. W II kategorii ceny były następujące: pokój 1-osobowy z łazienką - 40 zł, bez łazienki - 32 zł; dwuosobowy - 60 i 48 zł; pokój wieloosobowy - 18 zł. W "Polonii" 1-osobowy z łazienka - 70 zł, bez łazienki 55 i 60 zł; 2-osobowy: 150 - 160 i 100 - 120 - 140. W "Warszawie": 1-osobowy z łazienką - 90 i 100 zł, bez łazienki - 65 i 75 zł; 2-osobowy z łazienką 136, 150, 160 a bez łazienki 115 i 125. W hotelu "MDM" pokój 1-osobowy z łazienką kosztował 90 zł, bez - 60 i 70 zł; 2-osobowy - 140 i 160 zł a bez łazienki 100 i 120 zł. We wszytskich hotelach I kategorii łózko w wieloosobowym pokoju z łazienką - 35 zł, bez - 30. Apartament w hotelu "MDM" kosztował 220 zł, w pozostałych hotelach - 200.

Hotel "Europejski" był w tym czasie przebudowywany.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5