Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


czwartek, 22 maja 2008
Boże Ciało w Warszawie






Pieśnią dzwonów gród brzmi stary
I we łzach się korzy cały.
Oto z jasnej głębi Fary
Płynie orszak przewspaniały.
Or-Ot "Boże Ciało r. 1685"


Święto Bożego Ciała w Warszawie od samego początku było obchodzone z wielką okazałością, z udziałem dworu królewskiego i dostojników państwowych. Od początku XVII w. procesja wychodziła z Katedry na Rynek Starego Miasta. W organizacji Świeta duży udział miały cechy rzemieślnicze. Wszystkie pojawiały się z chorągwiami i świecami. Ołtarze były wznoszone z czterech stron stojącego w Rynku ratusza. Orszak był podobny do dzisiejszego, długie kolumny dziewcząt w bieli, dzieci sypiace kwiaty, szeregi chorągwi, feretrony. Wszystko wśród chóru dzwonków ministranckich. Był jeszcze wówczas zwyczaj bicia w kotły. Ostatnia procesja z udziałem króla Stanisława Augusta odbyła się w 1794 r.

Obchody osiemnastowieczne Święta w Warszawie opisał Jędrzej Kitowicz. Za czasów Augusta III był zwyczaj strzelania z muszkietów w momencie, gdy duchowieństwo wchodziło do kościoła. Muszkiety miała konfrateria kupiecka, podzielona na dwa bataliony, jeden w strojach niemieckich, drugi w polskich.

Za czasów króla Stanisława Augusta strzelania zaniechano ze względu na bojące się kobiety. Procesję zawsze prowadził biskup, król asystował. Dookoła Rynku był zrobiony drewniany pomost, zaczynający się przy drzwiach Fary. Z obu stron pomostu stały dwa rzędy gwardii pieszej koronnej, niedopuszczającej tłumów do środka.

Pisał Jedrzej Kitowicz:
"Wyglądający z kamienic oknami na procesją, którymi najwięcej są damy, muszą zamykać okna, gdy procesja się zbliża, a to dlatego, żeby te obiekta wabiące wzrok do siebie nie czyniły dystrakcji nabożeństwu - i wielce nieprzyzwoita rzecz jest, żeby głowy tych lalek nad Sanctissimum górowały". pokaż powiększenie

W r. 1818, po przeniesieniu ratusza do pałacu Jabłonowskich, ołtarze zaczęto stawiać na placu Bernardyńskim. Procesja przez dwa lata wychodziła przez Bramę Krakowską stojącą przy Podwalu a po jej zburzeniu bezpośrednio przez plac Zamkowy do ołtarzy przy kościele bernardynów, kamienicy "Na Wałach" i kościele św. Klary. Kościół rozebrano w 1843 roku, aby zbudować zjazd Pancera. Kamienica "Na Wałach" została przebudowana, gdy otwarto przelot na Miodową.

W XIX w. procesje uliczne nie zawsze się odbywały ze względów na bezpieczeństwo lub w przypadku niepogody. W roku 1864 procesje Bożego Ciała odbyły sie tylko w kosciołach. Przygotowane wcześniej ołtarze na Krakowskim Przedmieściu rozebrano.

niedziela, 23 marca 2008
Wielkanoc

W XIXw. przygotowania świąteczne w domach zaczynały się od Wielkiego Poniedziałku.

W Wielki Czwartek odbywał się w katedrze obrządek obmywania stóp 12 starcom przez arcybiskupa. Od tej pory przestawały bić w kościołach dzwony a na mieście rozlegał się hałas różnych grzechotek.

W Wielki Piątek pod kościołem Najświętszej Marii Panny na Nowym Mieście odbywało się widowisko pod tytułem "Śmierc Judasza". Na wieżę kościoła była wciagana słomiana kukła dziwacznie przystrojona i stamtąd wśród przekleństw zrzucana na bruk a potem bita kijami. Następnie przywiązywano jej kamień do szyi, do kieszeni kładziono 30 kawałków szkła, wyobrażających srebrniki i gromadnie na sznurku wleczono do Wisły, gdzie była topiona.

W Wielki Piątek i Sobotę obchodzono groby. Najładniej przystrojone były u kapucynów na Miodowej, posiadających własną hodowlę kwiatów. Przy grobach panie z towarzystwa kwestowały na rzecz ubogich i chorych, bedących w szpitalu. Wielki post kończył się procesją rezurekcyjną we wszystkich kościołach. W tym okresie rozpoczynała się ona między 9 a 10 wieczorem.

W Lany Poniedziałek u bonifratrów odbywał sie odpust zwany Emaus, na który ciągnął cały warszawski lud. Do tradycji należał też udział w zabawie na placu Krasińskich. Znajdowały się tam karuzele, huśtawki, był słup szczęścia z nowym surdutem na szczycie, butelką wina i dwiema butelkami piwa od Haberbuscha z Krochmalnej. Atmosferę tworzyły grające katarynki i dudniące bębny.

czwartek, 31 stycznia 2008
Tłusty Czwartek w Warszawie.

Po trotuarze idąc Nowym Światem,
Okiem ciekawem patrząc w wszystkie strony,
Napotkałem znak Ponczków, powziąłem chęć zatem
Ciekawość zaspokoić i być nasycony;
Zaszedłem więc w dom Stara Poczta zwany,
Kupiłem Ponczek, aby został spróbowany,
Iak za trzy grosze, nie był przysmak mały,
Zaręczam, że Wam wszystkim będą smakowały.

Pączki wynalazł cukiernik Czutowski, mający w XVIII wieku pracownię przy ulicy Nowomiejskiej. Kto wynalazł faworki, w 100% nie wiadomo. Przypuszcza się, jak pisze Wojciech Herbaczyński, że mający w tym samym czasie cukiernię na Starym Mieście cukiernicy Witkowski z Wojciechowskim. Pączki bardzo szybko się przyjęły, właściwie zrobiły fororę. Zajadały się nimi i dzieci, i dorośli. Na wystawie każdej szanującej się ciastkarni stały z nich piramidy. Były tak dobre, że ludzie kupowali na kopy, rozgrzeszając się z obżarstwa ich lekkością.

Pączki warszawskie słynne były za króla Stanisława Augusta. Kazał je podawać wraz z faworkami na Czwartkowych Obiadach. Stanisław Trembecki ułożył nawet na ich cześć wierszyk:
Smakuie pewno Faworek i Pączek
Bo iest dziełem ślicznych rączek;
Smakuią bardziej wszelkie inne ciasta
Jeśli ie smaży cnotliwa Niewiasta;
Spożywaj zdrów Najjaśniejszy Panie
Faworeczki na obiad, Pączki na śniadanie.
I my czwartkowi pójdziem Twoim śladem,
I może wszyscy pójda za Twoim przykładem.
Lepiej zjeśc pączek lub faworek tłusty
Niż upiiać sie codzień przez całe zapusty.

W drugiej połowie XIX wieku zapotrzebowanie na pączki w Tłusty Czwartek było tak wielkie, że zaczęto zastanawiać się nad zaprojektowaniem maszyny do ich wytwarzania.

Wybór pączków był bardzo urozmaicony i kupić je można było wszędzie.

Na Krakowskim Przedmieściu na wprost placu Saskiego były pączki z Fabryki Karmelków, Cukrów i Czekolady Erazma Głebockiego. Przy pomniku Kopernika sprzedawano pączki parowe. Były też w wykwintnej cukierni Belli na rogu Senatorskiej i Miodowej. Do Loursa na pl. Teatralnym na pączki chodziła brać aktorska.

Pączki "nadspodziewanie wyborniejsze" można było kupić na Freta obok Dominikanow, na Piwnej pączki z jabłkami sprzedawała niejaka pani Marianna Ptaszyńska.

Warszawiacy pielgrzymowali od cukierni do cukierni. Docierali karetami i saniami, jeśli była ostra zima, nawet do "Wiejskiej Kawy" w okolice placu Trzech Krzyży. Na Starówce ogromnym powodzeniem cieszyła się pączkarnia Kohsego w domu "Pod Okrętem".

Obecnie największe chyba kolejki są do cukierni Bliklego.

niedziela, 23 grudnia 2007
Boże Narodzenie w dawnej Warszawie.




Moje kochane dzieci,
był taki czas na świecie,
że wcale nie było choinek,
ani jednej, i dzięcioł wyrywał sobie piórka
z rozpaczy, i płakała wiewiórka,
co ma ogonek jak dymiący kominek.

Ciężkie to były czasy niepospolicie,
bo cóż to, proszę was, za życie
na święta bez choinki, czyste kpinki.
Więc kiedy nadchodziły święta,
dzieci w domu, a w lesie hałasowały zwierzęta:
-- My chcemy, żeby natychmiast były choinki!
K. I. Gałczyński



Choinka, najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa. I ten dreszcz oczekiwania, i strach po szybkim rachunku sumienia i niepewność, co Mikołaj przyniesie - czy rózgę czy prezent. Zapach palących się świeczek, zapach zimnych ogni rozpalanych pod czujnym okiem dorosłych, bo jak wiadomo, choinki lubiły w Wigilię płonąć. Nie żaden sztuczny śnieg na gałązkach, tylko pracowicie układane drobinki waty, lameta, błyszczące włosy anielskie prosiły się o pożar. Błyszczące bombki, różne lukrowane figurki, rajskie jabłuszka, orzechy, malowane na srebrno szyszki, cukierki-sople, mieszanka czekoladowa, a to wszystko ozdobione własnoręcznie robionymi łańcuchami z kolorowego papieru i bibułek wzbudzały zachwyt dzieciarni. Na czubku ogromna gwiazda. Bardziej pracowici mieli ozdoby z wydmuszek, kolorowe światy, rajskie oka. Cały dom pachniał świerkiem i pastą do podłogi.

pokaż powiększenie

Jak przygotowywali się warszawiacy do Wigilii i Bożego Narodzenia w 1885 roku, opowiada Franciszek Galiński w swoich "Gawędach o Warszawie".

A więc przede wszystkim był śnieg i trzaskający mróz. Po zakupy często się ganiało piechotą, z uszami wtulonymi w podniesione kołnierze. A przy tym:
"Mijając na wyślizganych, jak twoja dzisiejsza łysina, flizach wąskiego na jedną osobę chodnika znajomą damę kłaniasz się szarmancko również bobrową (lub karakułową od Weigta lub Wilferta) czapką, nadeptując równocześnie na wlokący się po chodniku, ach, przepraszam, trotuarze półłokciowy "tren" damy, majestatycznie spływający spod "turniury".

Odbywało się polowanie na delikatesy na świąteczny stół. Kupno dobrego wina, sardynek wymagało zachodu.

Kościoły staromiejskie, rzęsiście oświetlone, były przepełnione na jutrzni. Przed ołtarzem ministranci ku chwale Bożej walili w kotły tak głosno, że budzili mieszkańców sąsiednich domów. Na pasterce w katedrze grywała Orkiestra Opery.

U oo.dominikanów za kościołem św. Jacka na Freta dla dzieci były robione Jasełka.

Ławki na widowni zawsze są tam przepełnione przez dziecięcych widzów. Ileż tam rozkoszy, ile wzruszeń gdy na scenie zjawia się pochód trzech króli w purpurze i w złotych koronach, aby złozyć hołd Boskiemu Dzieciatku. Jak gorąco biją młodociane serduszka, gdy śmierć goni Heroda, jakie przerażenie gdy ścina mu głowę."
pokaż powiększenie

W Trzech Króli urządzano dla dzieci "Migdałowego Króla". Był pieczony wielki piernik z ukrytym w środku migdałem. Dziecko, które w swoim kawałku go znalazło, zostawało królem i korzystało z różnych zaszczytów. Co to była za radosć.

A tak wspomina choinkę z lat dwudziestych XX w. Jadwiga Waydel - Dmochowska:

Wyrastała z podłogi, a sięgała aż do sufitu. Gałęzie miała prawidłowo rozłożone, gęste, igły lśniące, jedwabiste, ciemnozielone, cudownie pachniała żywicą.(...)

Każdy dom miewał swoje zasady w ubieraniu drzewka. Niektórzy byli zdania, że wszystko na choince powinno byc do zjedzenia: a więc koszyczki pełne bakalii, orzechów, pierników, owoce marcepanowe, cukierki w błyszczących papierkach, łancuchy z rodzynków i fig, jabłka , mandarynki.

U nas było inaczej. Moja matka uważała, że słodycze lepiej jest podać na talerzykach lub w salaterkach, gdyż wśród jadalnych ozdób dzieci poczynając od Wigilii zaczynały robić spustoszenia. Już w drugi dzień świąt choinka wyglądała trochę jak podskubana gąska, a miła przecież dotrwać do Trzech Króli (...).
pokaż powiększenie

U nas na szczycie choinki unosił się anioł w powłóczystej bladoróżowej szacie z rozpuszczonymi blond włosami. Ręce miał rozpostarte, trzymał błękitna szarfę, na której biegł napis złotymi literami :'Gloria, gloria in excelsis Deo". Anioła przechowywano z roku na owiniętego w bibułkę w pudle po gorsecie. (...)

Nie uznawałam nigdy oświetlenia choinki lampkami elektrycznymi. Kolorowe topiące się świeczki, choćby nawet trochę krzywo obsadzone w lichtarzykach, były znacznie bardziej swojskie.

Na trzecim zdjęciu są życzenia świateczne od redakcji "Życia Warszawy" równo sprzed 40 lat, z roku 1967.

niedziela, 25 lutego 2007
Pomnik siedmiu generałów.

Jest miejsce na męczarnie - plac Saski się zowie.
To dla tortur, katowni obrali carowie;
Tu Konstanty carewicz do taczek zaprzągał,
Tu - z żołnierzy zmrożonych ducha on wyciągał,
Tu, Polski bohaterów biorąc on na próbę,
Przy biegunowym mrozie mustrował przez dobę
Car tę ziemię krwią mężnych, łzami matek sprawił
I jakby w swych siepaczy tyraństwa nie wierzył,
Żelazną tu kolumnę na falach krwi stawił,
By męczeńskich powodzi głębiny nią zmierzył.
Wznosi się straszny potwór jak olbrzym szatana,
Dwadzieścia sążni w górę cielsko swe wyciąga,

Jan Kazimierz Radecki

Pomnik siedmiu generałów zwany w przeszłości również pomnikiem hańby jest jednym z mniej znanych pomników i o dość krótkim okresie istnienia. Trudno nawet znaleźć jego ikonografię. Został wystawiony po upadku Powstania Listopadowego na placu Saskim w celu pognębienia buntowniczych mieszkańców Warszawy. Był poświęcony zabitym w Noc Listopadową siedmiu generałom, uchodzącym za lojalnych wobec Rosjan i stał się wówczas symbolem zdrady narodowej.

Po wybudowaniu Cytadeli przyszła kolej na dalsze restrykcje wobec miasta. W 1835 roku ogłoszony został konkurs na projekt monumentu poświęconego generałom, którzy zginęli nocą 29 listopada 1830 roku. Nie wiadomo czyja to była inicjatywa, ale pomnikiem żywo interesował sie car Mikołaj I. On też wybrał do realizacji pracę Corazziego, który wcześniej zdążył się przysłużyć rządowi rosyjskiemu, zamieniając kościół pijarów na Długiej na cerkiew.

Prace przy pomniku początkowo były prowadzone w Petersburgu a na początku 1836 roku zostały przeniesione do Warszawy. Tego też roku pomnik księcia Józefa Poniatowskiego wywieziono do twierdzy Modlin. Car zadecydował o tym, aby na obelisku były umieszczone dwugłowe orły rosyjskie z orłami polskimi na piersiach. Paskiewicz z generałem Gołowinem ustalili listę zabitych generałow, która miała być umieszczona na pomniku. Byli to generałowie: Ignacy Blummer, Mirosław Hauke, Stanisław Trębicki, Józef Nowicki, Tomasz Siemiątkowski i Stanisław Potocki oraz podpułkownik Filip Mieciszewski. Kryterium była śmierć z rąk powstańców (czasami przypadkowa). Umieszczony został napis, że jest poświęcony "Polakom poległym 17(29) listopada za wiernośc swemu Monarsze". To była dodatkowa perfidia strony rosyjskiej, ponieważ ci oficerowie nie byli zdrajcami ale ludność nie zdawała sobie z tego sprawy i obelisk traktowała jako niewyobrażalną obelgę. O niewinności generałów świadczą zapiski gen. Prądzyńskiego.

pokaż powiększenie

Kosztorys prac wykonał Bank Polski a pomnik powstawał w zakładach w Białogonie i w Warszawie na Solcu. Kosztował 302900 zł i został wykonany na koszt Królestwa Polskiego. Cokół był zrobiony z szarego marmuru ze Słupcy a obelisk z żeliwa i brązu. Rzeźbiarz Konstatny Hegel wymodelował 8 lwów i 4 orły, które zostały wykonane w pracowni ludwisarskiej Jana Trouve z przetopionych zdobytych na powstańcach działach i armatach. Tam też zrobiono złocenia, cyzelowanie i wykończenie ozdób spiżowych. Na budowę pomnika zużyto 55 ton żeliwa i 18 ton brązu.

Pomnik był gotowy jesienia 1841 roku, odsłonięty został 29 listopada w rocznicę Nocy Listopadowej z wielką pompą. Tak to opisywał "Kurier Warszawski":

Konwenty X.X. kapycynów, reformatów, bernardynów, franciszkanów, karmelitów bosych i trzewiczkowych, trynitarzy, dominikanów, augustyanów, zgromadzenie X.X. misyonarzy, duchowieństwo świeckie poprzedzone świętymi krzyżami postępowało we 2-dwóch rzędach, kanonicy i prałaci archikatedralni poprzedzali J. W-ego X-dza Chmielewskiego, biskupa Gracjanopolitanskiego administratora archidyecezyi Warszawskiej przybranego w ubiory pontyfikalne w infule i z krzyżem. Przy wyruszeniu orszaku zaintonowanym został hymn pogrzebowy "dies irae" śpiewany podczas procesyi przez kler i zakony. Za duchowienstwem postępował J. O. Książę Namiestnik, gubernator wojenny miasta Warszawy, Minister Sekretarz Stanu Król. P., członkowie Rady administracyjnej, senatorowie, generałowie, wyżsi urzędnicy, sztab, wojskowi stopni oficerskich, członkowie i składy biur władz wszelakich, oraz znakomici obywatele z miasta. Lud mnogi napełnił przystępy placu i przyległe ulice."

Pomiędzy kolumnadą pałacu Saskiego a obeliskiem zbudowana została prowizoryczna kaplica. Po poświęceniu pomnika dziekan metropolitarny ks. Kotowski wygłosił okolicznościowe przemówienie, w którym potępił Polaków za bunt przeciwko władzy rosyjskiej, natomiast pochwalił lojalnych. Uroczystośc odsłonięcia uświetniły salwy z dział ustawionych w Ogrodzie Saskim.

Obelisk miał 13 metrów wysokości. Był posadowiony na czworobocznym postumencie. U jego podstawy znajdowały się cztery pozłacane dwugłowe orły. Do postumentu przylegało osiem stopni a u ich podstawy leżało osiem żelaznych lwów. Całość stała na ośmiokątnym postumencie obłożonym marmurowymi płytami. Górna część obelisku ozdabiały pozłacane laury.

Warszawiacy nie mogli się pogodzić z myślą, że mają taki pomnik, widoczny z każdego punktu miasta. Traktowali go jako symbol zniewolenia. Postało kilka wierszy. Jednym z nich jest "Na Saskim placu" Andrzeja Niemojewskiego. Opisuje nie tylko swoje odczucia, ale również wygląd pomnika.

pokaż powiększenie (...) Czy pamiętacie u stóp obelisku
Te lwy cielskami w brązie zastygłemi
Gotowe ruchem drapieżnym do skoku,
Te lwy, podobne piekielnym rumakom,
Na których wjechał gwałt do naszej ziemi?
Czy pamietacie te czarne orlice,
Co mierzą szponem w wasze gniewne lice,
Gdy na spiżowym czytacie zlepisku:
"Wiernym dynaście Polakom"?
Na Saskim placu pół wieku szarzeje
Ten posąg hańby, nowożytne dzieje,
(...) Kiedy przechodniów dołem krąży fala,
rzekłbyś - ten pomnik jest ręką szarawą,
Co grozi pałką laną z min Urala:
"Jak psica legniesz u mych stóp, Warszawo!"

Odsłonięty z taką wielką pompą obelisk pozostał na placu Saskim aż do roku 1894, gdy ustępując miejsca soborowi prawosławnemu, został przeniesiony na plac Zielony. Tu władze miejskie natychmiast go obsadziły wysokimi drzewami, całkowicie skrywając przed wzrokiem przechodniów. Przetrwał na placu 23 lata, pilnie strzeżony przez policję rosyjską, gdyż często był zasmarowywany napisami. Został rozebrany zimą 1917 roku ku wielkiej radości warszawiaków.

 
1 , 2 , 3