Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


czwartek, 18 lipca 2013
Z dekretem Bieruta w Warszawie

warszawa

W przyszłym roku kończy się druga kadencja rządów Hanny Gronkiewicz – Waltz (jeśli w referendum nie zostanie odwołana) i PO w Warszawie a do tej pory nie została załatwiona sprawa skutków, które powoduje w Warszawie dekret Bieruta. Sejm się nie spieszy, sprawa została raczej odłożona ad acta. Gdy zniecierpliwiony ratusz warszawski napisał sam projekt ustawy, PO stwierdziło, że sprawę weźmie w swoje ręce i ustawę sporządzi. Ale na gadaniu się skończyło. A sprawa wymaga szybkiej i kompleksowej reakcji.

Trzeba zaspokoić uzasadnione roszczenia przedwojennych właścicieli i ich spadkobierców. Trzeba również zastanowić się, jak zabezpieczyć interesy lokatorów, którzy w czasie PRL-u otrzymali przydziały kwaterunkowe w mieszkaniach, które obecnie znajdują się w zwracanych kamienicach. Oprócz kamienic i mieszkań do zwrotu również są place i skwery, szkoły, przedszkola i tereny zielone obok nich. Pierwszym sygnałem, że zaczynają się problemy, był zwrot kawałka trawnika przy Świętokrzyskiej panu Tadeuszowi Kosowi. Jakoś słabo sobie wyobrażałam takie pokawałkowanie przestrzeni publicznej a jednak to ruszyło lawinowo. Ktoś odzyskał kawałek skwerku przy Pięknej, ktoś na Powiślu, rodzina Zamoyskich hektar Ogrodu Saskiego.

Wiadomo, że Warszawa sama sobie z tym problemem nie poradzi. Nie wydoła finansowo. W dodatku dekret nie zezwala na rekompensatę pieniężną zamiast zwrotu w naturze. Stąd takie, wydawało by się, kuriozalne decyzje ratusza.

Teraz miasto przedstawiło listę obiektów do zwrotu. Jest to 100 szkół, przedszkoli i innych obiektów oświatowych. Na samym Mokotowie jest takich obiektów 14. Przedszkola na Goszczyńskiego, Dolnej, Olszewskiej i integracyjne na Lenartowicza. Szkoły podstawowe na Nowoursynowskiej i Wiktorskiej. Gimnazja na Tynieckiej i w al. Niepodległości oraz dwa licea, jedno na Dolnej, drugie na Woronicza. Chodzi głównie o boiska. Królówka przy Woronicza straciła boisko, ale nowym właścicielom odmówiono wydania warunków zabudowy. Co jest warte przedszkole czy szkoła bez boiska, tłumaczyć nie trzeba.

Całość można zobaczyć na tym zestawieniu na tym zestawieniu pokaż powiększenie

W ubiegłym roku była podana informacja, że do zwrotu jest 2 tys. budynków a w już przekazanych właścicielom znajduje się 8 tys. lokali kwaterunkowych. Osoby mieszkające w nich często są w sytuacji nie do pozazdroszczenia, ponieważ właściciele z reguły ostro podnoszą opłaty i często chcą niechcianych lokatorów eksmitować. Miasto przeznacza część lokali spółdzielczych, które otrzymuje jako gmina ze spadków, dla mieszkańców z dekretowych kamienic. Jest to jednak niewielka liczba, najwyżej kilka - kilkanaście w roku a potrzeby są o wiele większe. Miasto by też mogło ewentualnie podpisywać umowy z właścicielami i podnajmować mieszkania lokatorom ale nowi właściciele najchętniej by chcieli mieć domy bez narzuconych lokatorów, bo to kłopotliwe.

Dla Warszawy ta cała sytuacja z roszczeniami jest bardzo kosztowna, zwłaszcza teraz, gdy mamy kryzys. Tusk obiecał 200 mln rocznie na zaspokajanie potrzeb dekretowych ale to nie są jakieś ogromne pieniądze w stosunku do rzeczywistych potrzeb. Warszawa rocznie płaci miliard janosikowego i ostatnio zaciąga komercyjne długi w bankach na ten cel, podobnie jak województwo mazowieckie. Też mu nie starcza pieniędzy. Kupy się to wszystko nie trzyma.

W ubiegłym roku ratusz planował, że na Starym Mieście właścicielom kamienic zaproponuje lokale użytkowe w zamian za zrzeczenie się praw do budynków. Po swoje place i kamienice na Starówce zgłosiło się kilkadziesiąt osób. Między innymi na rynku staromiejskim, Świętojańskiej, Piwnej, Freta. Co z tego będzie, zobaczymy. A ustawy jak nie było tak nie ma. Dziwne to, zważywszy, ze Hanna Gronkiewicz - Waltz jest wiceprzewodnicząca PO. Ani w rządzie zdominowanym przez PO ani w Sejmie nie ma chęci współpracy z samorządami.

niedziela, 18 listopada 2012
Willa Chowańczaka przy Morskim Oku

warszawa

Na początku tego roku hiszpański developer, który kilka lat temu kupił kilka leżących obok siebie działek przy Morskim Oku, wystawił je na sprzedaż. Powodem było prawdopodobnie to, że konserwator zabytków nie zgodził się na wyburzenie willi znanego przedwojennego kuśnierza Arpada Chowańczaka. Obrońcy zabytków walczyli o wpisanie willi do rejestru zabytków. Jest jednym z nielicznych w Warszawie budynków w stylu uproszczonego klasycyzmu.

Hiszpanie usiłowali nie dopuścić do wpisania willi do rejestru. Zamierzali po zburzeniu postawić tu biurowce. Gdy z planów nic nie wyszło, willę porzucili. Dom był kilka razy podpalany przez nieznanych sprawców. Po ostatnim pożarze stracił część dachu.

Nie wiem kto teren kupił. Jakoś przeszło to bez echa. Kilka dni temu przechodziłam tamtędy i zobaczyłam, że się coś dzieje. Teren jest ogrodzony. Stoi budka z dozorcą. Ale nie wiadomo kto jest inwestorem i co zamierza. Nie ma tablicy informacyjnej. Dach jest załatany. Okna odbite z desek, futryny całkowicie wyjęte. Widać wewnątrz rusztowania podpierające stropy. Wycięte zostały wszystkie chaszcze i nędzne samosiejki drzew. Wygląda na to, że zmian w bryle budynku nie będzie. Na przyległych działkach nic się nie dzieje.

niedziela, 02 września 2012
Spacery po Mokotowie

warszawa





Zaczynają się jesienne spacery po Mokotowie. Finansuje to dzielnica. Oprowadzać będą przewodnicy z biura turystycznego PTTK "Trakt". Spotkania zawsze są o godz. 11







Harmonogram:
- 1 września (sobota)
Sielskie życie na wsi - czyli w poszukiwaniu mokotowskich folwarków. Spotkanie z przewodnikiem na rogu Chełmskiej i Czerniakowskiej
- 2 września (niedziela)
Kołysanką zaczął, kołysanką skończył - rzecz o Krzysztofie Komedzie. Spotkanie z przewodnikiem pod Urzędem Dzielnicowym Mokotów, Rakowiecka 25/27
- 8 wrzesnia (sobota)
Rozrywka, musztra, awionetka - czyli tajemnice Pola Mokotowskiego. Spotkanie z przewodnikiem na Placu Unii Lubelskiej, rogatka wschodnia
- 9 września (niedziela)
Romantyczny spacer ulicą Nowowiejską Stanisława Przybyszewskiego i kobiety Bolesława Leśmiana. Spotkanie z przewodnikiem ul. Nowowiejska 10
- 15 września (sobota)
Poeta walczy z własnym cieniem - sladami Zbigniewa Herberta na Mokotowie. Spotkanie z przewodnikiem ul. Promenady 21
- 16 września (niedziela)
Boso ale w ostrogach - czyli chłopcy z ferajny. Spotkanie z przewodnikiem pod kościołem św. Antoniego Padewskiego na Czerniakowie.
- 22 września (sobota)
Tam, gdzie domy projektowali Gutt i Pniewski - czyli o zgubnym wpływie klasycyzmu na Starym Mokotowie. Spotkanie z przewodnikiem na rogu Kieleckiej i Rakowieckiej.
- 23 wrzesnia (niedziela)
Trio mokotowskich ulic - Kazimierzowska, Wiśniowa, Sandomierska. Spotkanie z przewodnikiem pod Urzędem Dzielnicowym na Mokotowie, Rakowiecka 25/27
- 29 września (sobota)
Pamiętajmy o ogrodach - spacer po mieście - ogrodzie Sadybie. Spotkanie z przewdonikiem przy centrum handlowym Best Mall Sadyba.
- 30 września (niedziela)
Plac Unii Lubelskiej. Spotkanie z przewodnikiem przy wschodniej rogatce.
- 6 października (sobota)
Żywe ściany czyli dekoracje plastyczne Mokotowa. Spotkanie z przewodnikiem przed budynkiem SGH, al. Niepodległosci 162
- 7 października (niedziela)
Stare i nowe na Ksawerowie, spotkanie z przewodnikiem na rogu Woronicza i Puławskiej
- 13 października (sobota)
Kontrasty współczesnego Mokotowa. Spotkanie z przewodnikiem przed budynkiem SGH, al. Niepodległości 162
- 14 października (niedziela)
Krasicki, Odyniec i Dreszer czyli park Dreszera i okolice. Spotkanie przed parkiem Dreszera od strony Puławskiej.
- 20 października (sobota)
Podróż pełna inspiracji czyli wokół Pola Mokotowskiego Ryszarda Kapuścińskiego. Spotkanie z przewodnikiem pod GUS, al. Niepodlełości 208
- 21 października (niedziela)
Kontrasty współczesnego Mokotowa czyli od siedziby telewizji do fabryki wind. Spotkanie z przewodnikiem pod budynkiem TVP, ul. Woronicza przy przystanku autobusowym Samochodowa.
- 27 października (sobota)
Człowiek to brzmi dumnie. Spotkanie pod Muzeum Broniewskiego, Dąbrowskiego 51
- 28 października (niedziela)
Dawne łąki i przedpole pałacu w Wilanowie. Spotkanie z przewodnikiem przy wejsciu na cmentarz w Wilanowie.
- 3 listopada (sobota)
Od ułana do senatora czyli zapomniana historia Andrzeja Struga. Wejscie do Muzeum Struga. Spotkanie z przewodnikiem pod muzeum, al. Niepodległości 210
- 4 listopada (niedziela)
Elitarny Mokotów czyli wille i rezydencje warszawskich elit. Spotkanie z przewodnikiem przy wejściu do Parku Dreszera od strony Puławskiej.
- 10 listopada (sobota)
Najstarsza parafia Warszawy i dominikanie na Służewie czyli kościół św. Katarzyby, Cmentarz Służewiecki i klasztor dominikanów. Spotkanie z przewodnikiem przy kościele św. Katarzyny na Służewcu.
- 11 listopada (niedziela)
Czym sie różni królik od lisa czyli z wizytą u szambelana de Thomatisa. Spotkanie przy Pałacu Szustra.
- 17 listopada (sobota)
Warszawskie noce i dnie Marii Dąbrowskiej - spacer z wejściem do Muzeum Marii Dąbrowskiej. Spotkanie z przewodnikiem na podwórku kamienicy przy Polnej 40.
- 18 listopada (niedziela)
Chocimska, ulica czekolady i cukierków czyli Mokotów na słodko. Spotkanie z przewodnikiem na placu Unii Lubelskiej przy rogatce zachodniej.

poniedziałek, 28 lutego 2011
Rodzina Chowańczaków

warszawa

Firmę futrzarską „A. Chowańczak i Synowie” znał każdy warszawiak. Nigdzie indziej nie było tak eleganckich futer i pelis.

Rodzina wywodziła się z Orawy na Słowacji. Protoplasta linii polskiej, Arpad Chowańczak, przybył do Warszawy w 1884 roku. Fachu kuśnierskiego uczył się u znanego mistrza, Karola Schneidra. Własną pracownię otworzył bardzo szybko, bo już w 1892 roku w wynajętym pomieszczeniu pałacu hr. Potockiego przy Krakowskim Przedmieściu 15/17, tu gdzie obecnie mieści się Ministerstwo Kultury i Sztuki.

Chowańczak bardzo dbał o rozwój firmy. Jego futra nie miały sobie równych pod względem jakości ale były bardzo drogie. Sam jeździł po świecie, szukając doskonałych jakościowo skór. Bywał i na Syberii, i w Chinach, i w Indiach, nawet do Kanady podróżował.

Na brak klientów nie narzekał. Wkrótce dotychczas zajmowane pomieszczenia okazały się dla rozrastającej firmy za małe. Chowańczak był już człowiekiem zamożnym. Stać go było na wykupienie od hrabiego Potockiego na początku XX w. całego skrzydła pałacu ze 100 salami. Interes szedł tak dobrze, że po pewnym czasie utworzył magazyny i sklepy również w Łodzi i Lublinie.
pokaż powiększenie

W 1917 roku działy wyprawy i farbowania skór zostały przekształcone w spółkę akcyjną „Futro”. Akcje wykupiło wielu przedsiębiorców i kupców. Firma był już tak mocna ekonomicznie, że nie zaszkodziła jej nawet I wojna światowa i pierwsze ciężkie powojenne lata. Na Krakowskim Przedmieściu pracowało 150 osób.

Arpad Chowańczak miał dwóch synów: Władysława i Jana. Obaj już od najmłodszych lat byli przygotowywani do objęcia w przyszłości firmy po ojcu. W 1925 roku obaj, po zakończeniu nauki, dołączyli do firmy. Starszy, urodzony w 1894 roku Jan, był prawnikiem. Młodszy o dwa lata Władysław zdobywał wiedzę futrzarską w najlepszych zakładach polskich i zagranicznych. Firma „A.Chowańczak i Synowie” była drugą warszawską firmą, która wprowadziła usługę polegająca na przechowywaniu futer latem. Cieszyło się to ogromnym powodzeniem. W specjalnie przygotowanych pomieszczeniach pałacowych mieściło się aż 18 tys. futer i pelis.

Pod koniec lat dwudziestych A. Chowańczak wybudował sobie willę na parceli liczącej 2000 metrów kw., zakupionej od Marii Szuster. Obecnie jest ona przy Morskim Oku 5. Wówczas była to ulica Koracjego. Wkrótce wraz z synami zakupił następna działkę przy Puławskiej 61, gdzie rozpoczęto budowę pięciopiętrowego domu. Nie zakończono jej przed wojną. Między tym domem a willą wzniesiono dwa dwupiętrowe budynki dla wyprawialni skór i pracowni kuśnierskiej. Zatrudnienie znalazło tutaj aż 200 osób. Jak widać firma świetnie prosperowała. Ubierali się w niej politycy, korpus dyplomatyczny, wielcy artyści. Nawet prezydent Mościcki chodził w futrze od Chowańczaków.
pokaż powiększenie

W 1932 roku Chowańczakowie postanowili na Krakowskim Przedmieściu urządzić nowy sklep. Zdarzyło się, że w tym czasie Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej ogłosił konkurs na projekt fasady sklepowej. Mottem konkursu była idea, że wygląd sklepu nadaje ulicy charakter. Będąc na parterze w zasięgu wzroku bardziej niż wysokie piętra, ma też większe znaczenie. Konkurs wygrał Zbigniew Puget, który wziął sobie za zadanie modernizację sklepu firmy A. Chowańczaka. Właścicielom nowatorski projekt bardzo się spodobał i zdecydowali się go wykorzystać i całkowicie sfinansować. Modernistyczne wnętrze sklepu wzbudzało powszechny zachwyt.

Firma miała swoje pomieszczenia w kilku punktach miasta. Oprócz Krakowskiego Przedmieścia ze sklepem i pracowniani oraz budynków na Mokotowie, zajmowała przy placu Napoleona 1 pomieszczenia na biura, zaś na Lesznie 13 miała magazyny. W takim stanie dotrwała do wybuchu II wojny światowej.

Firma otrzymała w ciągu swego długiego istnienia wiele medali i dyplomów. Arpad Chowańczak był odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, nadanym mu przez prezydenta RP.
pokaż powiększenie

Gdy wojna wybuchła, Chowańczakowie zostawili swój ogromny kapitał w kraju, nie przetransferowali do banków angielskich, choć mieli taka propozycję. Zrobili to ze względów patriotycznych. Po kapitulacji i wejściu wojsk hitlerowskich do Warszawy, firma futrzarska wznowiła działalność ale w okrojonym zakresie. Niemcy skonfiskowali futra.

Wybuch Powstania Warszawskiego zastał Chowańczaków na Krakowskim Przedmieściu w firmie, która już pierwszej nocy spłonęła doszczętnie, podpalona przez Niemców. Dzieci Jana Chowańczaka, starszego syna Arpada, brały udział w walkach. Anna wzięta została do niewoli jako zakładniczka w rejonie hotelu Bristol i potem wywieziona do obozu w Pruszkowie. Stanisław walczył na Mokotowie w pułku „Baszta”. Dwukrotnie ranny dotrwał do kapitulacji dzielnicy a następnie, podobnie jak siostra, trafił do Pruszkowa a z niego do stalagu na terenie Rzeszy. Z obozu wraz z kilkoma innymi więźniami uciekł i przedostał się do Belgii. Tu po wojnie studiował. Do kraju nie chciał wracać, bo bał się aresztowania. Zdecydował się wyjechać do Argentyny.
pokaż powiększenie

Ich ojciec, Jan, już 13 sierpnia został złapany przez Niemców i wysłany do obozu w Buchenwaldzie. W 1945 roku wrócił do Polski i z energią zabrał się do odbudowy firmy. Ciężko mu było, bo władze już mu zabrały część majątku. Willa przy Morskim Oku 5 przeszła pod zarząd kwaterunku. Niedokończony dom przy Puławskiej 61 oraz dwa budynki za nim z polecenia administracji zajęło Przedsiębiorstwo Państwowe Film Polski. W willi pełnej lokatorów kwaterunkowych mieszkali też Jan Chowańczak z żoną i trójką dzieci, Danutą, Anną i młodszym synem Jerzym. Nie dali się z niej wyrzucić, choć władze rzucały im kłody pod nogi jak tylko mogły. Do willi należał ogromny ogród. Wkrótce większą jego część państwo zabrało i przeznaczyło na rezydencję dla ambasadora japońskiego. Gdy syn Arpada Chowańczaka upomnial się o odszkodowanie, wkrótce doczekał się zabrania całej działki przy Puławskiej 61 na Skarb Państwa. I żeby było weselej, dalej kazano rodzinie płacić podatki. W 1964 roku bez odszkodowania zabrano im willę.

W 1949 roku rodzinę dotknęło podwójne nieszczęście. Najpierw zmarł senior rodu, Arpad Chowańczak. Dwa miesiące po nim syn jego Jan. Zmarł na skutek rany zadanej jeszcze w Buchenwaldzie. Pochowani zostali na Powązkach.
pokaż powiększenie

Po ich śmierci firmę reaktywował przy al. Jerozolimskich 41 syn Arpada, Władysław. Klientkami, jak przed wojna były sławne aktorki i nawet sfery rządowe. Na skutek postępującej w kraju powszechnej biedy, futro stało się szybko symbolem drobnomieszczaństwa. Brakowało klientów i firma zmuszona była przenieść się do dwóch niewielkich pomieszczeń przy Złotej 9, akurat przemianowanej na Kniewskiego, tuż przy kinie Palladium. Najmłodszy syn Arpada Chowańczaka, Jerzy, został księdzem. Przebywał w kościele św. Michała przy Puławskiej 95. Zmarł w 1995 roku.

W 2006 roku po raz pierwszy przyjechał do Polski z Argentyny Andrzej Chowańczak, syn Stanisława, powstańca warszawskiego z pułku „Baszta”. Był zaniepokojony stanem willi przy Morskim Oku 5. Willa, choć w rejestrze zabytków od 2004 roku, była dwa razy podpalona i jest w tragicznym stanie. Miała być zburzona, gdy teren przeszedł na własność firmy Candela. W 2003 roku plany wyburzenia willi i zastąpienia jej sześciopiętrowym apartamentowcem zaakceptował ówczesny wojewódzki konserwator, Ryszard Głowacz. Zaproponował przeniesienie willi w inne miejsce. Ciekawe jakby to miało wyglądać. W obronie stanęli społecznicy i poprosli generalnego konserwatora zabytków, Tomasz Mertę o uchylenie decyzji skazującej dom na wyburzenie.
pokaż powiększenie

Przed wojną Chowańczakowie kupowali również parcele po drugiej stronie Wisły. Na ich ziemi liczącej 10 ha, która kupili w 1920 roku, powstaje Stadion Narodowy. Tydzień temu pojawiła się informacja, ze Andrzej Chowańczak chce wspaniałomyślnie zrezygnować z ogromnego odszkodowania za zabrany grunt. W zamian za to chciałby aby jego rodzina została upamiętniona w nazwie ulicy. W tym celu wysłał list do Kancelarii Prezydenta a ta skierowała pismo do Komisji Nazewnictwa. Tu list wzbudził zdumienie i, można powiedzieć, szok. Radni z Komisji nie wiedzieli co mają odpowiedzieć. Pani Anna Nehrebecka skwitowała żałosnym komentarzem, że nie nosi futra. Pani Olga Johann stwierdziła, że musi być 200 obywatelskich podpisów popierających Andrzeja Chowańczaka lub zgoda pięciu radnych. Straszny problem spadł naszym bezradnym radnym na głowę. Nie jest ważny interes miasta, tylko papiórki.

Być może radni zostaną uwolnieni od zbyt intensywnego myślenia, ponieważ pojawiła się informacja od pełnomocniczki rodziny, mecenas Joanny Modzelewskiej, że list został źle zrozumiany. Rodzina oprócz odszkodowania chcę również mieć swoją ulicę. Spadkobiercy walczyli o odszkodowanie za grunt prawie 20 lat. Rząd ogłosił budowę stadionu a przemilczał fakt, że do gruntu są roszczenia. Dobrze, że rodzina nie jest pieniacka i nie zablokowała budowy.

Andrzej Chowańczak opisał dzieje swojej rodziny na forum Wspomnienia Andrzeja Chowańczaka

Literatura: "Rody warszawskie" Tadeusz Władysław Świątek; "Korzenie miasta" Jerzy Kasprzycki

niedziela, 19 grudnia 2010
Rozbierają skocznię mokotowską

warszawa

Właśnie znika bardzo charakterystyczne miejsca Mokotowa południowego – skocznia narciarska. Już rozpoczęły się prace rozbiórkowe.

Montaż skoczni rozpoczęto ponad pół wieku temu, latem 1955 roku. Prace szły niezwykle szybko. Produkcję prefabrykowanych elementów skoczni rozpoczęto w czerwcu a już 25 lipca zaczęły się prace montażowe. Główną przyczyną pośpiechu był mający się odbyć w sierpniu V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. To była pierwsza powojenna dekada i o materiały było bardzo trudno. Na nic nie zdały się wysiłki robotników. Nie dostarczono na czas igelitu, w związku z tym otwarcie obiektu trzeba było przesunąć na inny termin.

Skocznię wybudowano na płaskim terenie, ale wykorzystana została skarpa, którą podwyższono i wyprofilowano, tworząc zeskok. W założeniu miała umożliwiać skoki przez cały rok, dzięki nawierzchni z mat igelitowych w okresie bezśnieżnym. W tamtych czasach było to nowoczesne rozwiązanie. W świecie, np. na Florydzie stosowano sztuczny śnieg, w ZSRR igliwie a w Finlandii maty słomiane.

Rozwiązanie konstrukcyjne było nowatorskie, podobno pierwsze w świecie. Wstęga rozbiegu została zawieszona na trzech podporach. Każda składała się z dwóch dźwigarów kablobetonowych, zastosowanych po raz pierwszy w Polsce. Wieża miała wysokość 34 metrów i składała się z trzech podstawowych, powtarzalnych elementów prefabrykowanych. Miała siedem kondygnacji. Skocznia posiadała trzy tarasy rozbiegowe o wymiarach 6x6 metrów, umożliwiające oddawanie skoków z trzech długości rozbiegu. Największa długość 55 metrów umożliwiała oddanie skoku na odleglość 45 metrów. Wszystkie elementy żelbetowe powstały w Warszawskich Zakładach Betoniarskich i Żelbetowych.

Skocznię zaprojektował zespół składający się z trzech inżynierów. Głównym projektantem był inż. Zenon Zieliński, współpracujący z inż. Czesławem Cywińskim i inż. Janem Stańczykiem. Projekt architektoniczny wykonał inż. arch. Jeremi Strachocki.
pokaż powiększenie

Rok później oddano budynek gospodarczo – administracyjny i stałą wieżę sędziowską. Poniżej skarpy znalazły się trybuny dla 5000 widzów.

Skocznia oficjalnie została otwarta na początku marca 1956 roku. Piękna pogoda przyciągnęła rzesze warszawiaków, spragnionych rozrywki. W pierwszych zawodach brali udział zakopiańczycy i skoczkowie warszawscy. Skocznia stała się oryginalnym elementem skarpy.

Zawody sportowe odbywały się do 1975 roku. Potem przez następnych pięć lat skocznia była remontowana. Po roku 1980 wznowiono skoki. Ostatnie zawody odbyły się w maju 1989 roku. W latach 90-tych na terenie skoczni działał serwis narciarski, była sauna, korty, odbywały się też tutaj słynne giełdy narciarskie. Skocznia mogła na siebie zarobić.

Potem, gdy cały kraj ogarnęła małyszomania, zaczęto się zastanawiać nad modernizacją i odbudową częściowo rozebranej skoczni. Jednak zarządzający terenem Warszawski Ośrodek Sportu i Rekreacji niczego nie obiecał, gdyż wynikł problem z własnością terenu. To miejsce należące poprzednio do skarbu państwa na mocy wyroku sądowego przejęła gmina. W dodatku już istniał plan zbudowania ogromnego kompleksu sportowego.
pokaż powiększenie

Dwa lata temu zaczęto mówić więcej o rozbiórce skoczni. Zainteresowani tematem twierdzili, że skoki z dala od gór nie mają większego sensu, nie są atrakcyjne. Z kolei w Warszawie trudno by było znaleźć aż tylu profesjonalnych skoczków, aby opłacało się obiekt utrzymywać. Obecnie wieża grozi zawaleniem i został wydany nakaz rozbiórki.

Na starych zdjęciach sprzed ponad pół wieku, gdy w wyniszczonym wojną mieście nie było zbyt wielu atrakcji, widać ogromne tłumy pod skocznią. Nie powstydziłoby się ich Zakopane. Cała okolica wyglądała też inaczej. Niemal pusta ogromna przestrzeń, gdzieniegdzie widać pierwsze budujące się domy. Skocznia górowała nad całą okolicą. Obecnie jest przysłonięta rozrośniętymi drzewami, zwłaszcza od strony podnóża skarpy.

Ostatnie zdjęcia można tu zobaczyć.

 
1 , 2 , 3 , 4