|
Archiwum
Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy
Tagi
|
niedziela, 18 listopada 2012
Willa Chowańczaka przy Morskim Oku
Na początku tego roku hiszpański developer, który kilka lat temu kupił kilka leżących obok siebie działek przy Morskim Oku, wystawił je na sprzedaż. Powodem było prawdopodobnie to, że konserwator zabytków nie zgodził się na wyburzenie willi znanego przedwojennego kuśnierza Arpada Chowańczaka. Obrońcy zabytków walczyli o wpisanie willi do rejestru zabytków. Jest jednym z nielicznych w Warszawie budynków w stylu uproszczonego klasycyzmu. Hiszpanie usiłowali nie dopuścić do wpisania willi do rejestru. Zamierzali po zburzeniu postawić tu biurowce. Gdy z planów nic nie wyszło, willę porzucili. Dom był kilka razy podpalany przez nieznanych sprawców. Po ostatnim pożarze stracił część dachu. Nie wiem kto teren kupił. Jakoś przeszło to bez echa. Kilka dni temu przechodziłam tamtędy i zobaczyłam, że się coś dzieje. Teren jest ogrodzony. Stoi budka z dozorcą. Ale nie wiadomo kto jest inwestorem i co zamierza. Nie ma tablicy informacyjnej. Dach jest załatany. Okna odbite z desek, futryny całkowicie wyjęte. Widać wewnątrz rusztowania podpierające stropy. Wycięte zostały wszystkie chaszcze i nędzne samosiejki drzew. Wygląda na to, że zmian w bryle budynku nie będzie. Na przyległych działkach nic się nie dzieje.
niedziela, 02 września 2012
Spacery po Mokotowie
Zaczynają się jesienne spacery po Mokotowie. Finansuje to dzielnica. Oprowadzać będą przewodnicy z biura turystycznego PTTK "Trakt". Spotkania zawsze są o godz. 11 Harmonogram:
poniedziałek, 28 lutego 2011
Rodzina Chowańczaków
Firmę futrzarską „A. Chowańczak i Synowie” znał każdy warszawiak. Nigdzie indziej nie było tak eleganckich futer i pelis. Rodzina wywodziła się z Orawy na Słowacji. Protoplasta linii polskiej, Arpad Chowańczak, przybył do Warszawy w 1884 roku. Fachu kuśnierskiego uczył się u znanego mistrza, Karola Schneidra. Własną pracownię otworzył bardzo szybko, bo już w 1892 roku w wynajętym pomieszczeniu pałacu hr. Potockiego przy Krakowskim Przedmieściu 15/17, tu gdzie obecnie mieści się Ministerstwo Kultury i Sztuki. Chowańczak bardzo dbał o rozwój firmy. Jego futra nie miały sobie równych pod względem jakości ale były bardzo drogie. Sam jeździł po świecie, szukając doskonałych jakościowo skór. Bywał i na Syberii, i w Chinach, i w Indiach, nawet do Kanady podróżował. Na brak klientów nie narzekał. Wkrótce dotychczas zajmowane pomieszczenia okazały się dla rozrastającej firmy za małe. Chowańczak był już człowiekiem zamożnym. Stać go było na wykupienie od hrabiego Potockiego na początku XX w. całego skrzydła pałacu ze 100 salami. Interes szedł tak dobrze, że po pewnym czasie utworzył magazyny i sklepy również w Łodzi i Lublinie.
W 1917 roku działy wyprawy i farbowania skór zostały przekształcone w spółkę akcyjną „Futro”. Akcje wykupiło wielu przedsiębiorców i kupców. Firma był już tak mocna ekonomicznie, że nie zaszkodziła jej nawet I wojna światowa i pierwsze ciężkie powojenne lata. Na Krakowskim Przedmieściu pracowało 150 osób. Arpad Chowańczak miał dwóch synów: Władysława i Jana. Obaj już od najmłodszych lat byli przygotowywani do objęcia w przyszłości firmy po ojcu. W 1925 roku obaj, po zakończeniu nauki, dołączyli do firmy. Starszy, urodzony w 1894 roku Jan, był prawnikiem. Młodszy o dwa lata Władysław zdobywał wiedzę futrzarską w najlepszych zakładach polskich i zagranicznych. Firma „A.Chowańczak i Synowie” była drugą warszawską firmą, która wprowadziła usługę polegająca na przechowywaniu futer latem. Cieszyło się to ogromnym powodzeniem. W specjalnie przygotowanych pomieszczeniach pałacowych mieściło się aż 18 tys. futer i pelis. Pod koniec lat dwudziestych A. Chowańczak wybudował sobie willę na parceli liczącej 2000 metrów kw., zakupionej od Marii Szuster. Obecnie jest ona przy Morskim Oku 5. Wówczas była to ulica Koracjego. Wkrótce wraz z synami zakupił następna działkę przy Puławskiej 61, gdzie rozpoczęto budowę pięciopiętrowego domu. Nie zakończono jej przed wojną. Między tym domem a willą wzniesiono dwa dwupiętrowe budynki dla wyprawialni skór i pracowni kuśnierskiej. Zatrudnienie znalazło tutaj aż 200 osób. Jak widać firma świetnie prosperowała. Ubierali się w niej politycy, korpus dyplomatyczny, wielcy artyści. Nawet prezydent Mościcki chodził w futrze od Chowańczaków.
W 1932 roku Chowańczakowie postanowili na Krakowskim Przedmieściu urządzić nowy sklep. Zdarzyło się, że w tym czasie Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej ogłosił konkurs na projekt fasady sklepowej. Mottem konkursu była idea, że wygląd sklepu nadaje ulicy charakter. Będąc na parterze w zasięgu wzroku bardziej niż wysokie piętra, ma też większe znaczenie. Konkurs wygrał Zbigniew Puget, który wziął sobie za zadanie modernizację sklepu firmy A. Chowańczaka. Właścicielom nowatorski projekt bardzo się spodobał i zdecydowali się go wykorzystać i całkowicie sfinansować. Modernistyczne wnętrze sklepu wzbudzało powszechny zachwyt. Firma miała swoje pomieszczenia w kilku punktach miasta. Oprócz Krakowskiego Przedmieścia ze sklepem i pracowniani oraz budynków na Mokotowie, zajmowała przy placu Napoleona 1 pomieszczenia na biura, zaś na Lesznie 13 miała magazyny. W takim stanie dotrwała do wybuchu II wojny światowej. Firma otrzymała w ciągu swego długiego istnienia wiele medali i dyplomów. Arpad Chowańczak był odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, nadanym mu przez prezydenta RP.
Gdy wojna wybuchła, Chowańczakowie zostawili swój ogromny kapitał w kraju, nie przetransferowali do banków angielskich, choć mieli taka propozycję. Zrobili to ze względów patriotycznych. Po kapitulacji i wejściu wojsk hitlerowskich do Warszawy, firma futrzarska wznowiła działalność ale w okrojonym zakresie. Niemcy skonfiskowali futra. Wybuch Powstania Warszawskiego zastał Chowańczaków na Krakowskim Przedmieściu w firmie, która już pierwszej nocy spłonęła doszczętnie, podpalona przez Niemców. Dzieci Jana Chowańczaka, starszego syna Arpada, brały udział w walkach. Anna wzięta została do niewoli jako zakładniczka w rejonie hotelu Bristol i potem wywieziona do obozu w Pruszkowie. Stanisław walczył na Mokotowie w pułku „Baszta”. Dwukrotnie ranny dotrwał do kapitulacji dzielnicy a następnie, podobnie jak siostra, trafił do Pruszkowa a z niego do stalagu na terenie Rzeszy. Z obozu wraz z kilkoma innymi więźniami uciekł i przedostał się do Belgii. Tu po wojnie studiował. Do kraju nie chciał wracać, bo bał się aresztowania. Zdecydował się wyjechać do Argentyny.
Ich ojciec, Jan, już 13 sierpnia został złapany przez Niemców i wysłany do obozu w Buchenwaldzie. W 1945 roku wrócił do Polski i z energią zabrał się do odbudowy firmy. Ciężko mu było, bo władze już mu zabrały część majątku. Willa przy Morskim Oku 5 przeszła pod zarząd kwaterunku. Niedokończony dom przy Puławskiej 61 oraz dwa budynki za nim z polecenia administracji zajęło Przedsiębiorstwo Państwowe Film Polski. W willi pełnej lokatorów kwaterunkowych mieszkali też Jan Chowańczak z żoną i trójką dzieci, Danutą, Anną i młodszym synem Jerzym. Nie dali się z niej wyrzucić, choć władze rzucały im kłody pod nogi jak tylko mogły. Do willi należał ogromny ogród. Wkrótce większą jego część państwo zabrało i przeznaczyło na rezydencję dla ambasadora japońskiego. Gdy syn Arpada Chowańczaka upomnial się o odszkodowanie, wkrótce doczekał się zabrania całej działki przy Puławskiej 61 na Skarb Państwa. I żeby było weselej, dalej kazano rodzinie płacić podatki. W 1964 roku bez odszkodowania zabrano im willę. W 1949 roku rodzinę dotknęło podwójne nieszczęście. Najpierw zmarł senior rodu, Arpad Chowańczak. Dwa miesiące po nim syn jego Jan. Zmarł na skutek rany zadanej jeszcze w Buchenwaldzie. Pochowani zostali na Powązkach.
Po ich śmierci firmę reaktywował przy al. Jerozolimskich 41 syn Arpada, Władysław. Klientkami, jak przed wojna były sławne aktorki i nawet sfery rządowe. Na skutek postępującej w kraju powszechnej biedy, futro stało się szybko symbolem drobnomieszczaństwa. Brakowało klientów i firma zmuszona była przenieść się do dwóch niewielkich pomieszczeń przy Złotej 9, akurat przemianowanej na Kniewskiego, tuż przy kinie Palladium. Najmłodszy syn Arpada Chowańczaka, Jerzy, został księdzem. Przebywał w kościele św. Michała przy Puławskiej 95. Zmarł w 1995 roku. W 2006 roku po raz pierwszy przyjechał do Polski z Argentyny Andrzej Chowańczak, syn Stanisława, powstańca warszawskiego z pułku „Baszta”. Był zaniepokojony stanem willi przy Morskim Oku 5. Willa, choć w rejestrze zabytków od 2004 roku, była dwa razy podpalona i jest w tragicznym stanie. Miała być zburzona, gdy teren przeszedł na własność firmy Candela. W 2003 roku plany wyburzenia willi i zastąpienia jej sześciopiętrowym apartamentowcem zaakceptował ówczesny wojewódzki konserwator, Ryszard Głowacz. Zaproponował przeniesienie willi w inne miejsce. Ciekawe jakby to miało wyglądać. W obronie stanęli społecznicy i poprosli generalnego konserwatora zabytków, Tomasz Mertę o uchylenie decyzji skazującej dom na wyburzenie.
Przed wojną Chowańczakowie kupowali również parcele po drugiej stronie Wisły. Na ich ziemi liczącej 10 ha, która kupili w 1920 roku, powstaje Stadion Narodowy. Tydzień temu pojawiła się informacja, ze Andrzej Chowańczak chce wspaniałomyślnie zrezygnować z ogromnego odszkodowania za zabrany grunt. W zamian za to chciałby aby jego rodzina została upamiętniona w nazwie ulicy. W tym celu wysłał list do Kancelarii Prezydenta a ta skierowała pismo do Komisji Nazewnictwa. Tu list wzbudził zdumienie i, można powiedzieć, szok. Radni z Komisji nie wiedzieli co mają odpowiedzieć. Pani Anna Nehrebecka skwitowała żałosnym komentarzem, że nie nosi futra. Pani Olga Johann stwierdziła, że musi być 200 obywatelskich podpisów popierających Andrzeja Chowańczaka lub zgoda pięciu radnych. Straszny problem spadł naszym bezradnym radnym na głowę. Nie jest ważny interes miasta, tylko papiórki. Być może radni zostaną uwolnieni od zbyt intensywnego myślenia, ponieważ pojawiła się informacja od pełnomocniczki rodziny, mecenas Joanny Modzelewskiej, że list został źle zrozumiany. Rodzina oprócz odszkodowania chcę również mieć swoją ulicę. Spadkobiercy walczyli o odszkodowanie za grunt prawie 20 lat. Rząd ogłosił budowę stadionu a przemilczał fakt, że do gruntu są roszczenia. Dobrze, że rodzina nie jest pieniacka i nie zablokowała budowy. Andrzej Chowańczak opisał dzieje swojej rodziny na forum
Wspomnienia Andrzeja Chowańczaka
niedziela, 19 grudnia 2010
Rozbierają skocznię mokotowską
Właśnie znika bardzo charakterystyczne miejsca Mokotowa południowego – skocznia narciarska. Już rozpoczęły się prace rozbiórkowe. Montaż skoczni rozpoczęto ponad pół wieku temu, latem 1955 roku. Prace szły niezwykle szybko. Produkcję prefabrykowanych elementów skoczni rozpoczęto w czerwcu a już 25 lipca zaczęły się prace montażowe. Główną przyczyną pośpiechu był mający się odbyć w sierpniu V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. To była pierwsza powojenna dekada i o materiały było bardzo trudno. Na nic nie zdały się wysiłki robotników. Nie dostarczono na czas igelitu, w związku z tym otwarcie obiektu trzeba było przesunąć na inny termin. Skocznię wybudowano na płaskim terenie, ale wykorzystana została skarpa, którą podwyższono i wyprofilowano, tworząc zeskok. W założeniu miała umożliwiać skoki przez cały rok, dzięki nawierzchni z mat igelitowych w okresie bezśnieżnym. W tamtych czasach było to nowoczesne rozwiązanie. W świecie, np. na Florydzie stosowano sztuczny śnieg, w ZSRR igliwie a w Finlandii maty słomiane. Rozwiązanie konstrukcyjne było nowatorskie, podobno pierwsze w świecie. Wstęga rozbiegu została zawieszona na trzech podporach. Każda składała się z dwóch dźwigarów kablobetonowych, zastosowanych po raz pierwszy w Polsce. Wieża miała wysokość 34 metrów i składała się z trzech podstawowych, powtarzalnych elementów prefabrykowanych. Miała siedem kondygnacji. Skocznia posiadała trzy tarasy rozbiegowe o wymiarach 6x6 metrów, umożliwiające oddawanie skoków z trzech długości rozbiegu. Największa długość 55 metrów umożliwiała oddanie skoku na odleglość 45 metrów. Wszystkie elementy żelbetowe powstały w Warszawskich Zakładach Betoniarskich i Żelbetowych. Skocznię zaprojektował zespół składający się z trzech inżynierów. Głównym projektantem był inż. Zenon Zieliński, współpracujący z inż. Czesławem Cywińskim i inż. Janem Stańczykiem. Projekt architektoniczny wykonał inż. arch. Jeremi Strachocki.
Rok później oddano budynek gospodarczo – administracyjny i stałą wieżę sędziowską. Poniżej skarpy znalazły się trybuny dla 5000 widzów. Skocznia oficjalnie została otwarta na początku marca 1956 roku. Piękna pogoda przyciągnęła rzesze warszawiaków, spragnionych rozrywki. W pierwszych zawodach brali udział zakopiańczycy i skoczkowie warszawscy. Skocznia stała się oryginalnym elementem skarpy. Zawody sportowe odbywały się do 1975 roku. Potem przez następnych pięć lat skocznia była remontowana. Po roku 1980 wznowiono skoki. Ostatnie zawody odbyły się w maju 1989 roku. W latach 90-tych na terenie skoczni działał serwis narciarski, była sauna, korty, odbywały się też tutaj słynne giełdy narciarskie. Skocznia mogła na siebie zarobić. Potem, gdy cały kraj ogarnęła małyszomania, zaczęto się zastanawiać nad modernizacją i odbudową częściowo rozebranej skoczni. Jednak zarządzający terenem Warszawski Ośrodek Sportu i Rekreacji niczego nie obiecał, gdyż wynikł problem z własnością terenu. To miejsce należące poprzednio do skarbu państwa na mocy wyroku sądowego przejęła gmina. W dodatku już istniał plan zbudowania ogromnego kompleksu sportowego.
Dwa lata temu zaczęto mówić więcej o rozbiórce skoczni. Zainteresowani tematem twierdzili, że skoki z dala od gór nie mają większego sensu, nie są atrakcyjne. Z kolei w Warszawie trudno by było znaleźć aż tylu profesjonalnych skoczków, aby opłacało się obiekt utrzymywać. Obecnie wieża grozi zawaleniem i został wydany nakaz rozbiórki. Na starych zdjęciach sprzed ponad pół wieku, gdy w wyniszczonym wojną mieście nie było zbyt wielu atrakcji, widać ogromne tłumy pod skocznią. Nie powstydziłoby się ich Zakopane. Cała okolica wyglądała też inaczej. Niemal pusta ogromna przestrzeń, gdzieniegdzie widać pierwsze budujące się domy. Skocznia górowała nad całą okolicą. Obecnie jest przysłonięta rozrośniętymi drzewami, zwłaszcza od strony podnóża skarpy. Ostatnie zdjęcia można tu zobaczyć.
wtorek, 07 września 2010
Miasto - Ogród Czerniaków
Na terenie Sadyby na ulicy Goraszewskiej na ogrodzeniach posesji są umieszczone plansze, obrazujące historię Miasta – Ogrodu Czerniaków czyli obecnej Sadyby. Miasto-Ogród Czerniaków powstało w latach 20-tych na terenie wsi Czerniaków. Podwarszawska wieś była znana z kościoła bernardynów, wystawionego przez Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, który posiadłość otrzymał w 1683 roku za wybitne zasługi w bitwie pod Wiedniem. Po śmierci Lubomirskiego wieś wielokrotnie zmieniała właścicieli. Pod koniec XIX wieku przeszła na własność Sobańskich i Tarnowskich. Właśnie z inicjatywy tych dwóch rodów powstało Miasto-Ogród Czerniaków. 2 czerwca 1920 roku Michał Sobański i Adam Tarnowski założyli spółkę z o.o Miasto-Ogród Czerniaków. Po roku do spółki dołączył hrabia Aleksander Skrzyński, odkupując część udziałów. Spółka miała siedzibę przy Senatorskiej 17. Na jej zlecenie rozplanowaniem terenów zajęli się profesor Politechniki Warszawskiej arch. Oskar Sosnowski i kierownik biura w Magistracie, arch. Antoni Jawornicki, późniejszy projektant Podkowy Leśnej.
Architekci w swoim projekcie wzorowali się na angielskiej koncepcji miasta – ogrodu, łączącej wygody miejskie z pobytem na łonie natury. Projekt nowej osady został zatwierdzony w 1923 roku a dwa lata później wpisany do planu rozwoju Warszawy. Zawierał również plan zagospodarowania terenów wokół Fortu IX im. H. Dąbrowskiego czyli przyszłej Sadyby Oficerskiej. Wytyczał nieistniejące wówczas w tym miejscu ulice Powsińską i Klarysewską. Projekt Sosnowskiego i Jawornickiego był niemal kompleksowy. Przewidywał, oprócz projektów budynków również drogi, miejsca społecznej integracji jak place, parki, zieleń, ścieżki nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Projektanci zaplanowali również ratusz przy forcie i kościół po wschodniej części jeziorka. Domy po tej stronie jeziora miały być utworzone w postaci tzw. okolnic. Polegało to na tym, że domy były ustawione na planie koła i miały wspólne duże ogrody. Ze względu na kryzys lat 20 i 30 ta część projektu nigdy nie została zrealizowana. Po zachodniej stronie jeziora powstały oprócz willi i dworków również też kamienice czynszowe, istniejące do dzisiejszych czasów. Na obrzeżach osady zaprojektowano miejską zabudowę zwartą z lokalami usługowymi na dole. Domy jednorodzinne powstawały wzdłuż głównych ulic osady. Szczególnym powodzeniem cieszyła się Goraszewska, wytyczona już w 1919 roku i będąca najstarszą ulica osady. Bardzo do rozwoju Miasta – Ogrodu Czerniaków przyczyniło się powstanie pierwszej osady spółdzielczej Społem, wzorowanej na angielskiej z Rochdale. Składała się z zespołu trzech budynków z 4 lokalami, zaprojektowanymi przez Oskara Sosnowskiego. Zamieszkało w nim kierownictwo Społem z rodzinami. Kolonia Społem słynęła z jedynego w okolicy kortu tenisowego.
Osada jednak nie rozwijala się zbyt szybko. Aby rozkręcić budownictwo, jeszcze niezabudowane parcele na terenie Ogrodu zostały w latach 30 - tych sprzedane 7 różnym towarzystwom parcelacyjnym które miały przyciągnąć klientów dobrą komunikacją i istniejącymi już domami. Wbrew założeniom nie przyspieszyło to rozwoju, między innymi z powodu ciągle trwającego kryzysu. Również konieczność osuszania podmokłych gruntów zniechęcała potencjalnych inwestorów. Ci, którzy już tutaj mieszkali, bardzo sobie chwalili miejsce. We wspomnieniach jawi się ono niczym Arkadia. Zachwycała czysta woda w Jeziorze Czerniakowskim i piękna piaszczysta plaża. Wokół było pełno zieleni, jezioro pokryte nenufarami i obrośnięte tatarakiem było ogromnie popularne. Tuż obok znajdował się kort tenisowy. Podobno mieszkający przed wojną na Okrężnej Jeremi Przybora nad jezioro szedł z domu w szlafroku. To świadczy o sielskości i wielkim spokoju okolicy. Uroku dodawały dworki i gazowe latarnie, które trafiły tutaj w 1930 roku, gdy centrum miasta przestawiło się na oświetlenie elektryczne. We wspomnieniach mieszkańców ulice Jodłowa, Kąkolewska, Gołaszewska, Godebskiego, Waszkowskiego i Orężna wieczorami nabierały bajkowego wyglądu. Miasto – Ogród Czerniaków dwukrotnie zmieniało granice. W roku 1929 przyłączono teren na północ od Goraszewskiej do św. Bonifacego i w 1934 od Bonifacego do Woziwody. Osada była jedną z pierwszych w Europie i pierwszą w Polsce założoną wg angielskiej idei miasta - ogrodu. W 1933 roku powstała szkoła podstawowa, co podniosło rangę tego miejsca. Mieściła się w drewnianym budynku w pobliżu bloku oficerskiego na Sadybie Oficerskiej . Była płatna i dość droga ale co dziesiąty uczeń mógł się uczyć bezpłatnie. Miasto – Ogród Czerniaków było dobrze skomunikowane z miastem. Z placu Kerkholmskiego jechał tutaj kolejka ulica Powsińską. W latach 30-tych uruchomiono linie tramwajowe 2, W i W extra.
Prasa wówczas pisała starała się to miejsce reklamować, aby zachęcić nowe osoby do pobudowania się:
Czerniaków, dzielnica położona w południowej części Warszawy posiada największą przyszłość. (…) Rozległe wolne tereny, które w przyszłości przetnie wielka arterja komunikacyjno – spacerowa – nadbrzeżny bulwar Wilanów – Bielany, świetne położenie, bliskość centrum miasta, dogodne warunki komunikacyjne – wszystko to umożliwia powstanie na Czerniakowie wielkiej nowoczesnej dzielnicy mieszkaniowej. Obszerne tereny parcelacyjne w tej części Czerniakowa należą do Górnośląskiego Towarzystwa Hipotecznego, Piękna 2 m. 5, które rozsprzedaje je na działki. Teren ten nad jeziorem czerniakowskim posiada wyjątkowo dogodne i piękne położenie malownicze oraz wszystkie warunki kulturalne: kanalizacja, woda, gaz, światło, komunikacja z centrum miasta. |