Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


poniedziałek, 09 grudnia 2013
"Przedwojenne Kamionek, Grochów, Saska Kępa. Najpiekniejsze fotografie" Jarosław Zieliński
warszawa

Ukazała się następna książka wydawnictwa RM z świetnej serii "Przedwojenne najpiękniejsze fotografie" Tym razem jest to "Kamionek, Grochów i Saska Kępa".

Książka składa się z dwóch części. W pierwszej jest opisana historia Kamionka, Grochowa i Saskiej Kępy, w drugiej są przedwojenne zdjęcia.

Mało kto wie, że na Kamionku przy kościele istnieje jeszcze średniowieczny cmentarz. Wolne elekcje kojarzą się z Wolą, ale pierwsza miała miejsce na Kamionku, kiedy królem Polski został wybrany Henryk Walezy. Z nowszych czasów ciekawostką jest tzw. Republika Podskarbińska. Aby choć trochę rozwiązać problem bezdomności, magistrat zarządził zbudowanie kolonii mieszkaniowej dla ubogich. Czasami były to budynki adaptowane ale na Podskarbińskiej 4 i Kobielskiej wybudowano eleganckie nowe budynki w stylu klasycyzującym, który zupełnie nie kojarzył sie z tandetnym wykonczeniem budownictwa socjalnego. Domy te stoją do dziś. Oprócz mieszkań były tu również pomieszczenia socjalne takie jak świetlica czy ambulatorium. Zamieszkaly tu 474 rodziny, razem 1545 osób.

Z innych informacji możemy się dowiedzieć, że na pobliskim Witolinie przed wojną był kibuc, gdzie młodzi Żydzi przygotowywali się do wyjazdu do Palestyny.

W części albumowej znajdziemy wiele unikatowych zdjęć Grochowa,Kamionka i Saskiej Kępy. Ciekawe są zwłaszcza te odnoszące się do Kamionka i Grochowa, bo te rejony miasta były stosunkowo rzadko fotografowane. Mało kto wie, że w miejscu dzisiejszego ronda Wiatraczna był cmentarz żołnierzy z Powstania Listopadowego, zwany Choinkami. W książce znajdziemy zdjęcie tego miejsca.

Książka jest bardzo starannie wydane, jak wszystkie pozycje wydawnictwa RM. Gorąco polecam, świetna na prezenr gwiazdkowy dla miłośników Warszawy.

piątek, 21 grudnia 2012
Międzynarodowa czyli "Fikolki na trzepaku"
warszawa

Jeszcze można gdzieniegdzie znaleźć w księgarniach książkę Małgorzaty Kalicińskiej "Fikołki na trzepaku". Autorka opisuje lata dziecięce i młodość w Warszawie PRL-u. Najwięcej miejsca poświęca ulicy Międzynarodowej, gdzie przez wiele lat mieszkała.

We wstępie pisze:
"To, co opisuję, to najwcześniejsze lata mojego życia, spędzone w jednej z najładniejszych dzielnic Warszawy - Saskiej Kępie, na ulicy Międzynarodowej, która przez rdzennych przedwojennych mieszkańców Saskiej Kępy zaliczana była do drugiej "gorszej" części dzielnicy. Nazywana brzydko "Chamówkiem", jako że po wojnie zamieszkała tam ludność napływowa albo ta, która wróciła do Warszawy po wojnie, ale nie zastała już swojego domu, bo był w jego miejscu lej po bombie. Tak było i z moimi rodzicami. Tatko urodzony na Starówce, mama na Floriańskiej osiedli na Saskiej Kępie.

Kalicińska zamieszkała na Międzynarodowej 53 w czasie gdy ulica dopiero się zabudowywała a od strony działek jeszcze nie było domów. W książce barwnie opisuje swoje podwórko, najbliższą okolicę i dzieci ze swojego podwórka. Chyba niektóre osoby czytające książkę rozpoznały się w niej. Świetny powrót do dzieciństwa, lat spędzonych pod trzepakiem, lemoniady w proszku, zająca za oknem, żeby kruszał przed Bożym Narodzeniem.

W tych latach była tu jeszcze prawie wieś. Przy bloku ciągnęło się wielkie kartoflisko i było jeszcze gospodarstwo rolne a w miejscu gdzie jest szkoła wśród chaszczy rósł łubin, zboża i kwitły malwy.

Autorka ma doskonałą pamięć, zapamiętała masę szczegółów z Warszawy tamtych lat. Książka jest napisana bardzo żywym językiem, świetnie się czyta. Jeśli komuś jeszcze uda się kupić, bardzo polecam.

Mam w tej okolicy przy Kinowej rodzinę. Gdy się sprowadzili w tym miejscu, gdzie teraz jest Aleja Stanów Zjednoczonych, była łąka i pasły się krowy. W kanałku, który obecnie jest śmierdzącym ściekiem, wujek łowił ryby.

wtorek, 12 czerwca 2012
Książka "Rakowiec" Henryk Sienkiewicz

warszawa

Wyszła niedawno książka o ochockim osiedlu Rakowiec. Autorem jest Henryk Sienkiewicz, pochodzący z Radomia. Za projekt książki, wydanej przez wydawnictwo VEDA, w serii "Ulice mojego miasta", otrzymał w 2009 roku wyróżnienie w edycji MAK.

O Ochocie pisze się stosunkowo niewiele, a jeśli już to zazwyczaj o Starej Ochocie. O osiedlach mieszkaniowych w zasadzie nie ma żadnych poważniejszych publikacji. Autor przedstawia Rakowiec zarówno dzisiejszy jak i przedwojenny, sięgając do czasów, gdy to miejsce było jeszcze wsią jak również prehistorii. Przedstawia też rozmaite hipotezy na pochodzenie nazwy osiedla.

W drugiej połowie XVIII wieku Rakowiec był słabo zaludniony. W roku 1789 było tu zaledwie 16 gospodarstw chłopskich ale i doskonale prosperujący folwark. Na skrzyżowaniu obecnych ulic Trojdena i Sanockiej znajdowała się karczma. Nie wiadomo jak wyglądała, nie zachowały sie po niej żadne rysunki ani opisy. Obie ulice są śladem dawnych traktów.

W czasach Królestwa Kongresowego na Rakowcu stanęła nowa karczma, również przy Trojdena ale na skrzyżowaniu z szosą krakowską. Była wybudowana z rozmachem. Był to wielki murowany budynek, mogący pomieścić kilkuset gości. Stajnie mogły przyjąć jednocześnie kilkadziesiąt koni i wiele karet. Zajazd nosił nazwę Pociecha ale ponieważ był wybudowany z czerwonej cegły, równocześnie funkcjonował pod nazwą Czerwona Oberża.

Rakowiec jest wspomniany w "Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich". Jest informacja, że są: to wieś, folwark i kolonia w gminie Pruszków, w parafii Służew, w lewo od drogi bitej do Radomia i znajdują się 4 wiorsty od Warszawy. W 1827 roku było tu 15 domów i 171 mieszkańców. Na terenie Rakowca znajdowała się doskonale prosperująca fabryka przerabiająca odchody ludzi na nawóz. Folwark był prowadzony wzorowo. Często tu były urządzane wystawy sprzętu rolniczego i organozowane konkursy. Obszar Rakowca należał do szpitala św. Rocha, który wypuścił to w dzierżawę.

Książka "Rakowiec" szeroko opisuje czasy przedwojenne. Jest wiele ciekawych informacji o AGRiL, kolonii robotniczej na Pruszkowskiej (domy stoją do dziś). Autor przedstawia gehennę Zieleniaka po upadku Powstania Warszawskiego, gdzie urządzono punkt przejściowy dla wypędzanych z Warszawy mieszkańców.

Osobnym rozdziałem są czasy powojenne.

Książka jest wartościowa, przybliża, wydawało by się, nieciekawe miejsce na peryferiach Ochoty, a jednak ma ono czasami pasjonująca historię. Można ją kupić w niektórych większych ksiągarniach. W księgarni na Pruszkowskiej, o dziwo, nie kupi się jej.

Na stronie Urzędy Ochoty "Rakowiec" jest zamieszczony w wersji elektronicznej .

sobota, 14 stycznia 2012
Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy, tom XV

warszawa


Wreszcie ukazał się dawno oczekiwany XV tom "Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy" Jarosława Zielińskiego. Obejmuje ulice na litery Ob - Oż. Długi czas czekania wynagradza grubość pozycji - ma aż 632 strony, w tym około 150 zajmują zdjęcia.

Tom opisuje ulice: Objazdową, Obozowa, Oboźną, Oczki, Ogrodową, Okopową, Okólnik, Okrąg, Okrzei, Oleandrów, Olesińską, Olszewską, Olszową, Opaczewską, Opoczyńską, Ordynacką, Ossolińskich, Otwocką, Owsianą i Ożarowską.

Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam na Opaczewskiej opis niedużej kamieniczki spod numeru 26, który robi wrażenie najstarszego domu na całej Ochocie. Tymczasem została wybudowana w latach 1928 - 1930. Jest najstarsza, ale na Opaczewskiej. Ma bardzo małomiasteczkowy wygląd na tle okolicznych budynków.

Jak widać, w tomie znalazły się nieduże uliczki mokotowskie.

Tradycyjnie oprócz zdjęć są zamieszczone również mapki.


poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Powstanie Warszawskie - codzienność

warszawa



Lekkim krokiem łączniczki
wbiegłam w życie
wtuliłam się w kwiaty
i w gruzy

Lekkim krokiem łączniczki
wbiegłam w pożar
żelazo zgruchotało nogę
przemykam pod ścianami lat
uwaga...obstrzał

Kuśtykam po zwaliskach
o kulach pamięci
wiernym krokiem łączniczki
niosę meldunek
Teresa Sułowska - Bojarska ps. "Dzidzia - Klamerka"




Literatura poświęcona Powstaniu Warszawskiemu jest bardzo obszerna, zarówno dokumentacyjna jak i wspomnieniowa. Mało jest jednak pozycji opisujących codzienność powstania, zwykłe życie poza placówkami i barykadami. Tę lukę uzupełnia książka siedemnastoletniej wówczas łączniczki Teresy Sułowskiej - Bojarskiej, "Codzienność sierpień - wrzesień 1944"

Autorkę powstanie zastało na ulicy Grażyny w gmachu "Społem", gdzie tkwiła setka powstańców. Potem przedarła się do swojego miejsca zgrupowania na Wierzbno, na ulicę Lenartowicza 13. Była łączniczką szefa Wojskowej Służby Ochrony Powstania. Oddział miał kwaterę przy Pilickiej 24. Czule się nim opiekowała mieszkająca tutaj pani Milewska. Już 2 sierpnia na południowym Mokotowie doszło do podziału powstańców. Wobec niewielkiej ilości broni i obaw, że Niemcy szybko opanują teren, część pułku "Baszta" odeszła do Wilanowa aby przejść do Lasów Chojnowskich, część pod wodzą Daniela, podpułkownika Stanisława Kamińskiego, pozostała. Dowódca stacjonował przy Malczewskiego 17.

Wiedząc, że po drugiej stronie Wisły stoją wojska radzieckie, zakładano, że powstanie potrwa kilka dni, trzy, cztery. Wyposażenie osobiste sanitariuszki było bardzo skromne. Miała zmianę bielizny, mydło, szczoteczkę do zębów i notatnik. Z jedzenia "żelazną porcję" składającą się z kawałka czerstwego chleba, skrawka przydziałowej kiełbasy, margaryny, kilku kostek cukru i opatrunku osobistego. pokaż powiększenie

"Dzidzia - Klamerka" oprócz noszenia meldunków zajmowała się również zaopatrzeniem oddziału w żywność, ponieważ przydzielony kwatermistrz był chory. Mokotów miał szczęście, że wokół było wiele działek i ogródków oraz Pole Mokotowskie. Były żródłem zaopatrzenia kuchni powstańczej. Chleb był wypiekany w piekarni przy Wejnerta. Kromki były wydzielane do śniadania, smarowane sztucznym miodem i popijane kawą zbożową. Powstańcy mieli konie i wozy, zdobyte na wyścigach, służace do transportu oraz krowy, trzymane na placyku między Tylicką a Krasickiego. Mleko było dla dzieci okolicznych mieszkańców.

Potem wraz z innymi dziewczynami z oddziału dostała rozkaz znalezienia kwatery na przedpolach Wierzbna. Wybór padł na willę przy Ikara 3, będącą własnością kapitana rezerwy, pracującego dla powstania w komendzie. Choć od Lenartowicza do Ikara nie jest daleko, był tu w połowie sierpnia zupełnie inny świat. Na Krasickiego drzewa już potraciły od ostrzałów korony, tutaj uśmiechnięta pani domu spokojnie smażyła ogrodowe gruszki w syropie, jakby walki nie istniały. Teresa Sułkowska wspomina:
"Patrzymy na nią oniemiałe. Jest najzwyczajniej w świecie wesoła, ładna, z jasnymi włosami, olbrzymimi oczami koloru nasyconego nieba, pełna uroku, sypiąca dowcipami.Jakbyśmy zanurzyły się w oazie spokoju, w kąpieli ciepła, bezpieczeństa. Jakby nie istniały dni szaleństwem ryczących "krów", pocisków kolejowego działa, zwanego "gruba Bertą", ani samolotów ukazujących się znienacka nad dachami, siejących smierć."

Wkrótce i tu doszły walki. Dom stracił dach i piętro.

Pod koniec sierpnia dwukrotnie palił się szpital Elżbietanek, razem z chorymi i rannymi. Niemcy coraz silniej atakowali rejon między Puławska i aleją Niepodległości. Coraz więcej domów waliło się, traciło dachy i ściany. pokaż powiększenie

Gdy 2 września padła Sadyba, sytuacja się pogorszyła. W tym czasie w Zalesiu stacjonował oddział artylerzystów węgierskich. Pojawiły się pogłoski, że chcą się przyłączyć do powstania. Pomoc ich byłaby dla powstańców bezcenna. Niestety, wysłana na rozmowy delegacja wróciła z niczym. Węgrzy postawili warunek, że uderzą na Niemców jeśli naczelna komenda AK zapewni im, że z chwilą zwycięstwa armie sojusznicze potraktują jednostki węgierskie jako sprzymierzeńców. Dowództwo AK nie mogło dać im takich gwarancji, bo nie miało ich nawet dla powstańców.

Sytuacja była coraz bardziej dramatyczna. Już nawet nie grzebano poległych, nie było komu i nie było bezpiecznie, bo Niemcy reagowali na każdy ruch. Brakowało jedzenia i wody. Coraz więcej ludzi ginęło pod cegłami burzonych domów i dusiło się w piwnicach, z których nie można było ich wydobyć. Zawaliła się ogromna kamienica przy Puławskiej 128, gdzie przebywała częśc oddziału.

8 września nastąpiło krótkie zawieszenie broni, w czasie którego mogła wyjśc z miasta ludność cywilna. Niewiele osob skorzystało z tej możliwości, ale wyszła część sióstr Urszulanek, prowadzących do tej pory doskonałą kuchnię dla okolicznych mieszkańców i walczących. W tym czasie zaczęły przelatywać nad Mokotowem radzieckie dwupłatowce ze zrzutami. Zasobniki niestety nie miały spadochronów, więc ogromna ich ilość rozpadała się na ziemi. Zrzuty były odbierane w Parku Dreszera.

Wkrótce autorka została ciężko ranna w nogę. Jej oddział zaś w przyspieszonym tempie zaczął się wycofywać, bo lada chwilę na Naruszewicza mieli wejść Niemcy. Obrona miała się przenieść za Park Dreszera. Teresa Sułowska została tam przeniesiona przez powstańców i ulokowana w piwnicy przy Bałuckiego 14. 29 września do budynku weszli Niemcy.

Książka jest bardzo dynamicznie napisana. Opisuje zwykłe życie w tych dniach, reakcje mieszkańców, ich stosunek do powstania, bohaterstwo i ludzką małość. Jest cenną pozycją.
warszawa

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6