Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


wtorek, 29 stycznia 2008
I po "Skarpie".

Jeszcze jedno doskonałe niegdyś kino zakończyło swój ziemski byt. Jeden z neonów pojechał do muzeum neonów, organizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a wyłożone mozaiką kolumny do pewnego warszawskiego hospicjum. Drugi z neonów zawiśnie na budowanym w tym miejscu apartamentowcu. Oryginalny jest tylko jeden neon. Drugi został wykonany w latach 80-tych podczas przebudowy gmachu. Ma inne liternictwo niż oryginał. Szkoda, że kina z duszą przegrywają z bezlitosnym rynkiem.

Projekt kina "Skarpa" powstał w 1953 roku, budowa trwała w latach 1956 - 1960. Projekt wykonał Zygmunt Stępiński we współpracy z A. Milewskim. Mozaiki wewnątrz kina są dziełem artystki plastyczki K.Kozłowskiej. Kino otrzymało nazwę "Skarpa", ponieważ jest bardzo blisko wąwozu ulicy Szczyglej, będącej fragmentem skarpy warszawskiej.

Kino w momencie otwarcia było bardzo nowoczesne i ciekawie eksponowane. Piękne neony przyciągały oko. Również aranżacja wnętrza z rurkami neonowymi na suficie i kostkami terakoty na posadzkach wzbudzała podziw warszawiaków. U podnóża tarasu, z którego wchodziło się do kina od strony ulicy Kopernika, projektanci umieścili malutki basenik z wodotryskiem, a barwna mozaika na ściance, z której tryskała woda, przedstawiała herb Warszawy - Syrenkę. Gdy sześć lat temu kino zamknięto i wynajęto na klub, wystrój został zniszczony.

Kino było swego czasu oblegane. Tu się odbywały słynne warszawskie Konfrontacje i tu ciągnęła sią tasiemcowa kolejka do kasy na "Krzyżaków". pokaż powiększenie

Działka po kinie została sprzedana przez "Max-Film " Mazowieckiemu Towarzystwu Powierniczemu, które w tym miejscu chce wybudować pięciopiętrowy apartamentowiec, zaprojektowany przez architektów z firmy Juvenes. To będzie monumentalny modernistyczny gmach, obłożony piaskowcem.

W budynku znajdzie się 38 mieszkań o wysokości 3 metrów. Nie będzie odgrodzony od ulicy. Na parterze mają być sklepy i restauracje a od strony ulicy Gałczyńskiego będzie małe dwusalowe kino, mieszczące po około 50 osób. Taki warunek inwestorowi postawił Max-Film. W "Skarpie" sala pozwalała na wejście 850 osób.

Latem ubiegłego roku "Rzeczpospolita" pisała o sytuacji kin warszawskich.

pokaż powiększenie

W 1998 roku, po wprowadzeniu reformy samorządowej, województwo mazowieckie zostało uwłaszczone na części mienia Skarbu Państwa będącego we władaniu Urzędu Kinematografii. W ten sposób marszałek stał się zarządcą wielu atrakcyjnych nieruchomości, często w wyjątkowo prestiżowych lokalizacjach (m. in. kina Skarpa, Relax, Polonia, W-Z, 1 Maja, Ochota). Zarządzaniem nimi zajęła się Instytucja Filmowa Max Film, która pracuje do dziś.

Ale dziś nie ma już kina Skarpa, nie ma Relaksu ani wielu innych kin. Ważą się też losy kina Ochota. Max Film okazał się nowym graczem na rynku nieruchomości, w którego portfelu znalazły się łakome dla deweloperów kąski warte grube miliony złotych. Spółka nie jest może rekinem na tym rynku, ale z pewnością ma kilka "złotych zębów", czyli atrakcyjnie położone działki.

poniedziałek, 01 maja 2006
Odlewnia braci Łopieńskich


Rodzina Łopieńskich należy do najbardziej znanych rodów warszawskich. Od 1862 roku mają pracownię odlewiczą. Dynastię brązowników rozpoczął Jan Łopieński, który po odbyciu studiów w Krakowie, Wiedniu i Paryżu założył na Ordynackiej pracownię artystyczną. Wkrótce zaczęli mu pomagać dwaj synowie. Ich brązy artystyczne swą klasą nie różniły się niczym od zagranicznych.

W 1900 roku zakład został przeniesiony na Hożą 55. Miał już wielkie uznanie, zdobywał medale na wystawach. Wykonał w tym czasie między innymi część brązów do pomnika Mickiewicza i balustradę barokową przez wielkim ołtarzem na Jasnej Górze.

Łopieńscy przeważnie wykonywali przedmioty w stylu Ludwika XIV, XV, XVI i w stylu empire. Rzadko robili coś w stylu współczesnym. Specjalizowali się też w medalionach pamiątkowych i odtwarzaniu brakujących brązów w antykach. Przed pierwszą wojną światową zaczęli też wykonywać przedmioty z kutego srebra.

Przedwojenny wygląd terenu odlewni wspomina Jadwiga Waydel - Dmochowska: Pojechaliśmy dorożką na Hożą. (...) Od ulicy dzielił posesję niski murek, a na nim żelazna krata, po środku brama z wypisaną kutymi z żelaza literami nazwą firmy. Na prawo i lewo niskie budynki warsztatów zamknięte i wyludnione, bo była niedziela. W głębi murowana, dwupiętrowa kamienica. Tam skierowaliśmy nasze kroki."

Po wojnie nic się nie zmieniło. Powstanie tej okolicy nie zmiotło z powierzchni ziemi. Pozostały nawet przedwojenne kocie łby na podwórzu. Za to teraz tragedia.

W ubiegłym roku latem w budynku, który odwiedziła przed laty pani Jadwiga wybuchł pożar. Gmach nie posiada dachu ani okien. Nikt go nie pilnuje. Budynek choć skromny z zewnątrz, miał piękny wewnętrzny wystrój, pałacowe posadzki i kute balustrady. Został wybudowany przed 1892 rokiem wraz z pozostałymi dla wytwórni broni palnej Roberta Zieglera. Mieszkała w nim rodzina Łopieńskich i miała biuro, po odkupieniu całości od Zieglera. W 2004 roku ZOK złożył u wojewódzkiego konserwatora zabytków wniosek o wpisanie budynku do rejestru zabytków, ale konserwator jak zwykle zaspał. Dopiero teraz ma się zacząć coś wokół wniosku dziać.

W 1950 roku zakład braci Łopieńskich przejęła spółdzielnia Brąz Dekoracyjny. Rodzina posesję odzyskała niedawno, ale chce sprzedać plac pod budowę apartamentowca. Miasto wydało już warunki zabudowy. Zamiast zaadaptowac budynki, jak uważa dyrektor Muzeum Techniki, niszczy się bezmyślnie kawał historii Warszawy i warszawskiego przemysłu. Przecież miasto mogłoby teren odkupić, tym bardziej, że lekką ręką rozdaje pieniądze.

Niektóre wyroby firmy mozna zobaczyć w Galerii.

wtorek, 11 kwietnia 2006
Supersam z placu Unii Lubelskiej

Właśnie pożegnaliśmy się z Supersamem z Puławskiej. Od poniedziałku jest zamknięty. Oficjalnym powodem jest zżarta korozją konstrukcja. Dyrektor Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego Jacek Laskowski, powołując się na ekspertyzę prof. Kazimierza Szulborskiego, twierdzi, że dach może runąć w każdej chwili.

Właściciele chcą pawilon rozebrać i postawić tutaj kilkupiętrowy budynek handlowo - biurowy. Weszli już w porozumienie z poznańskim funduszem inwestycyjnym BBI Investment (sfinansuje budowę) i firma Juvenes, która ma zdobyć pozwolenie na budowę. Prezes tej ostatniej usiłuje wmówić, że Supersamu nie da się naprawić. Innego zupełnie zdania jest współprojektant budynku Stanisław Kuś. Twierdzi, że wystarczy tylko wymienić skorodowane elementy dachu. Dla Jacka Laskowskiego jest to tylko eksperymentalny pawilonik, który nie zasługuje na jakąkolwiek ochronę.

Pod koniec marca w "Stołecznej" była zamieszczona rozmowa Dariusza Bartoszewicza z architektem Grzegorzem Buczkiem, wiceprezesem Stowarzyszenia Architektow Polskich, na temat sposobu ratowania Supersamu przed wyburzeniem. Wynika z niej, że nie warto i nie można wpisywać budynku na listę zabytków. Budynek w świetle definicji zabytkiem nie jest. A gdyby nawet udało się go wpisać do rejestru, to paradoksalnie tylko by mu się zaszkodziło, gdyż w budynkach zabytkowych trudno jest przeprowadzać jakiekolwiek zmiany, nie mówiac już o modernizacji. Jest lepszy pomysł na chronienie. Warszawski SARP sporządził listę obiektów, stanowiących dziedzictwo kultury współczesnej i wpływających na tożsamośc miasta. Jest na niej ponad 100 budynków, wzniesionych po II wojnie światowej i wśród nich Supersam, pierwszy tego typu sklep samoobsługowy w Polsce. W praktyce oznacza to, że w każdym planie zagospodarowania jest zapisane, jak chronić budynek z listy dziedzictwa dla potomnych. Lekką ręka rozwala się ciekawe przykłady archikektury powojennej. Do tej pory nie mogę odżałowac kina "Moskwa". Wciąż przed oczami mam ten spokojny skwerek z pamiątkowym kamieniem i postojem taksówek obok.

pokaż powiększenie

Wizja wyburzenia Supersamu zbulwersowała niemal całą Warszawę. Studenci Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzali ankietę aby sie dowiedziec, co mieszkańcy o tym sądzą. Obecnie nieoczekiwanie do walki o sklep włączył się McDonald's, mający tam restaurację. Rzecznik koncernu twierdzi, że w 1994 roku przed podpisaniem umowy z Supersamem zlecił przeprowadzenie ekspertyzy budynku. Nie stwierdzono żadnych zagrożeń. Również w 2002 roku przy przełużaniu umowy dzierżawy nie było zastrzeżeń. W ubiegłym roku McDonald's otrzymał zgodę na remont restauracji. Zamierzał tu zainwestowac 2.5 mln złotych. Obecnie grozi procesami o wielomilionowe odszkodowania. Gotów jednak pójść na ugodę i jednorazowo wpłacić cała kwotę tytułem czynszu za 8 lat, aby Supersam mógł wyremontować budynek.

Sprawa jest podejrzana, Spółdzielni nie zależy na ratowaniu pawilonu, woli wystawić biurowiec z powierzchniami do wynajęcia. Działka jest w bardzo atrakcyjnym miejscu.

Supersam został otwarty 6 czerwca 1962 roku. Był taki tłum, że wyleciały szyby. Projekt wstępny powstał w 1953 roku, budowa była realizowana w latach 1959 - 1962. Głównym projektantem był arch. Maciej Krasiński. Współpracowali przy projekcie: Ewa Krasińska, Jerzy Hryniewiecki i Zbigniew Karpiński. Projekt wstępny dostał pierwszą nagrodę w 1953 roku, projekt realizacyjny dostał nagrodę SARP w roku 1959. Na Biennale w Sao Paulo w roku 1962 otrzymał dyplom uznania. Supersam jest jedną z najlepszych w Polsce realizacji tzw. stylu brukselskiego, bardzo charakterystycznego w latach 1950 - 60. Cechuje się bardzo nowatorską konstrukcją wiszącego dachu, wspartego przemiennie na skośnych słupach rozpierających i odciągach. Oba górne zdjęcia przedstawiają Supersam w roku otwarcia. Nostalgiczne zdjęcie wnętrza sklepu zamieściła "Stołeczna", od dłuższego czasu alarmująca sprawą pawilonu.

Przed pierwszą wojną światową plac Unii nosił nazwę Ronda Mokotowskiego. Za zachodnią rogatką stał drewniany płot, oddzielający od ulicy i Ronda tereny kolejki grójeckiej. Za rogatką wschodnią była kolejka wilanowska. Między ogrodzeniami ciuchci grójeckiej i koszar carskich znajdował się staw, dokładnie w tym miejscu, gdzie obecnie stoi Supersam. W pobliżu stawku rosła młodziutka topola białodrzew, szumiąca do tej pory obok wejścia do sklepu. Staw zasypany został około 1925 roku.

W drugiej połowie lat 30-tych, gdy skrystalizowała się budowa dzielnicy marszałka Józefa Piłsudskiego, zamierzano z miejscu zasypanego stawu postawić nowoczesny wieżowiec przeznaczony dla Polskiego Radia. Projekt został wyłoniony na zamkniętym konkursie architektonicznym. Wyniki ogłoszono w 1938 roku, wygrał Bohdan Pniewski. Gmach miał mieć 21 kondygnacji, byłby najwyższym budynkiem w Polsce. Planowano wystawić na dachu 30-metrową antenę telewizyjną. Całość kompleksu miała się składać z kilku gmachów, ale pozostałe były dużo niższe. W 1939 roku zaczęto kopać fundamenty. Niestety, wojna wszystko zaprzepaściła.

Sztuka.net zamieściła opracowanie Pawła Giergonia Supersam w Warszawie z dużą ilością zdjęć zarówno elementów konstrukcyjnych jak i wyposażenia wnętrz. Artykuł opisuje całą historię powstania i istnienia pawilonu.

środa, 21 grudnia 2005
Ostatni warszawski warsztat kowalski.

Przy Skierniewickiej 12 mieścił się od kilkudziesięciu lat warsztat kowalstwa artystycznego, istniał jeszcze przed wojną. W zeszłym tygodniu został zlikwidowany i przeniesiony. Na Skierniewicką przyszło nowe, w miejscu dawnego warsztatu będzie nowy wielorodzinny budynek. Boczna, dość spokojna, trochę zapyziała ulica powoli zamienia się na wielkomiejską.

Warsztat zawsze należał do rodziny Szmalenbergów. Założyciel, Antoni Szmalenberg, miał wielka wiedzę fachową. Kształcił sie we Lwowie, Wiedniu i Zurychu. Pierwszy warsztat otworzył u zbiegu Wolskiej i Karolkowej w 1921 roku a trzy lata później przeniósł się właśnie na Skierniewicką. Powstawały tu prawdziwe cuda z metalu. W czasie okupacji produkowano broń dla AK.

Po wojnie warsztat prowadził syn Antoniego, Tadeusz. Zapożyczył się i odbudował zniszczony w powstaniu zakład ale szybko mu to zabrano, wszystko przejęła jakaś spółdzielnia. No cóż, normalne w tamtych czasach. Ponownie przyszedł tu w latach 60-tych,lecz działkę i budynki odzyskał dopiero w roku 2000. Był juz starym, schorowanych człowiekiem i kierowanie firmą powierzył pracownikom. Ci chcieli stworzyć tu skansem warszawskiego rzemiosła, ale rodzina Szmalenbergów nie była tym zainteresowana, jak mówi jeden z pracowników w rozmowie z T. Urzykowskim ze "Stołecznej".

Córka Tadeusza Szmalenberga, arch. Hanna Szmalenberg twierdzi, że chciała, aby warsztat zostawić, ale rodzina zadecydowała inaczej. Plac został sprzedany. Tak więc odeszło z pejzażu Warszawy jeszcze jedno miejsce z tradycją. Szkoda, bo moda na metal nie przemija i warsztat miał mnóstwo zamówień. Oczywiście, w nowym miejscu bedzie kontunuować pracę, ale to już nie to samo, inna atmosfera. Ech, ten ciągły konflikt starego z nowym...

Na zdjęciu widać fragment warsztatu z obecnym współwłaścicielem i córką byłego właściciela.

Ciekawe kiedy przyjdzie czas na Łopieńskich?

piątek, 02 grudnia 2005
Hotel "Solec" - pożegnanie.

Hotel "Solec" powstał w budynku będącym wcześniej hotelem robotniczym dla szwedzkiej załogi, wznoszącej hotel "Forum". Był projektowany z myślą o późniejszym wykorzystaniu przez "Orbis".

W pobliżu osiedla "Torwar", na Zagórnej, obok starego budynku szkolnego, znajdował się wolny plac, będący przed wojną wielkim składowiskiem spławianego Wisłą drewna. Postanowiono na nim postawić hotel dla Szwedów. Ta część Powiśla należała do biedniejszych rejonów Warszawy. Ulice były brukowane, z rzadko stojącymi gazowymi latarniami.

Miejsce pod przyszły hotel było w latach 60-tych wysypiskiem gruzu i śmieci, leżały stosy kocich łbów z rozbrukowanego częściowo Solca. Domy nosiły ślady działań powstańczych. Budowa hotelu dawała szansę na ucywilizowanie tej okolicy.

Pierwszy projekt budynku zrobili Szwedzi, nie odpowiadał on jednak polskim normom i w takiej postaci nie mógł być zatwierdzony. Koszt, jak się okazało, był niewiele niższy niz hotelu turystycznego. W tej sytuacji projektowanie zaproponowano Z. Stępińskiemu, ale z uwzględnieniem szwedzkiej technologii i szwedzkich materiałów. Miał to być jednak nie hotel robotniczy ale normalny orbisowski. Projekt wstępny powstał w czasie pobytu Stepińskiego w Szwecji. Trwało to zaledwie 2 tygodnie - przy bardzo wytężonej pracy. Tam nie było żadnych narad technicznych ani tysięcy opinii różnych rzeczoznawców. Prace projektowe zaczęły się 20 listopada 1972 roku, zostały zakończone 6 grudnia. Budowa została rozpoczęta 3 stycznia 1973 roku a ukończona 1 września tego samego roku, czyli trwała 8 miesięcy. W trakcie budowy opracowywane były projekty wnętrz. Elementy wyposażenia w większości wykonano w Szwecji.

Hotel miał 296 miejsc noclegowych. Była w nim restauracja, bar i kawiarnia, sklep PKO i sala konferencyjna. Koszt budowy hotelu wyniósł 132 mln ówczesnych złotych i zamortyzował się po 3.5 roku, choć wstępnie zakładano 7 lat.

Budynek był wylany z betonu. Ściany były tak gładkie, że po zdjęciu szalunku nie trzeba było kłaść tynku.

Hotel "Solec" był bardzo charakterystycznym punktem tej części Powiśla. Biało - niebieska fasada była widoczna z daleka od strony Solca. W tym czasie, gdy powstał, opowiadano o nim legendy, zwłaszcza o szwedzkim wyposażeniu. Cała okolica chadzała tam na kawę do kawiarni, było to w dobrym tonie wówczas.

Wszystko się kiedyś kończy, nadszedł też kres hotelu "Solec". Będzie rozebrany ze względu na dużą zawartość azbestu. W tym miejscu powstanie hotel "Etap", pierwszy tego typu w Warszawie - prawie bez obsługi. Jedynymi pracownikami mają być recepcjoniści i sprzątaczki. Hotel bedzie mieć 180 pokoi. Typowy będzie dwuosobowy z łazienką. Hotel będzie miec 6 pięter i jeden poziom podziemny.

Zaczynają odchodzić sztandarowe gmachy epoki socjalizmu. Choć obecnie nie są niczym nadzwyczajnym to jednak mi trochę żal. W czasie, gdy zostały wybudowane, na tle ówczesnej szarzyzny i bylejakości robiły wrażenie.

"Solec" miał zostać rozbierany w tym tygodniu, jednak nic sie tam jeszcze nie dzieje. Na górnych piętrach jest ciemno, dół jednak oświetlony, opuszczone żaluzje, podświetlony podjazd. Zagórna jest niedużą uliczką, można by ją po wybudowaniu hotelu z powrotem wybrukować i ustawić stylowe latarnie.