Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


piątek, 31 października 2008
Cmentarz Bródnowski

warszawa

W tym roku została wydana po raz pierwszy monografia Cmentarza Bródnowskiego. Oprócz historii cmentarza książka zawiera też księgę zmarłych. Dodatkiem do książki jest płytka.

Historia nekropolii jest bardzo ciekawa. Gdy zaczęły się przepełniać cmentarze na Powązkach i Kamionku, władze miejskie zaczęły myśleć o dwóch nowych cmentarzach, jednym dla Warszawy, drugim dla Pragi. Szybko się okazały, że tak wysokich kosztów miasto nie udźwignie, więc postanowiono wybudować jeden cmentarz. W założeniu był on dla ludności ubogiej. W książce jest zacytowane pismo Magistratu Miasta z informacją kto ma być chowany na nowym cmentarzu: "Tylko osoby zmarłe w szpitalu, zakładach dobroczynnych, więzieniach i tych, które na mocy aktów urodzenia chowają się dotąd na Cmentarzu Powązkowskim bezpłatnie w grobach ogólnych".

Pierwszą lokalizacją było Pole Mokotowskie. Oczywiście, wtedy tutaj nie było jeszcze miasta, jedynie koszary wojskowe i poligon. Pomysł ten na szczęście upadł, a wybrane zostało miejsce na prawym brzegu Wisły, na gruntach należących do szpitala św. Ducha. Ludność nazywała to miejsce Łysymi Górami. Prawdopodobnie dlatego, że były tu głównie piaszczyste wydmy i pagórki.

Nowy cmentarz został otwarty w 1884 roku i poświęcony 20 listopada. Poświęcono nie cały, tylko tę część, która już była przygotowana do pochówków. Pierwszym pogrzebem był pogrzeb jednorocznej Marysi Skibniewskiej, 21 listopada 1884 roku. Grób się zachował. pokaż powiększenie

W pierwszych latach cmentarz robił przykre wrażenie, widać było niewiele grobów porozrzuconych bezładnie wśród piachów. Nie cały cmentarz był ogrodzony. Mur stał tylko od strony św. Wincentego na niewielkiej długości. W pozostałych miejscach był albo drewniany parkan, albo rów z wałem ziemnym. To było ogrodzenie bardzo niedostateczne, ale cmentarza nie było stać na lepsze. Dopiero na początku XX w. na żądanie wojska, mającego w pobliżu prochownię, wybudowano ogrodzenie metalowe, które przetrwało do 1927 roku. Wtedy wzniesiono ślepy mur z cegieł, zaś żelazne ogrodzenie przekazano kościołom: św. Stanisława Kostki na Żoliborzu i Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku. W międzyczasie mur był wznoszony po kawałku w różnych miejscach. W 1925 roku pracami kierował sam Napoleon Czerwiński.

Początkowo, w czasie gdy grzebani byli wyłącznie biedni, na grobach stały drewniane krzyże, zaś groby były otoczone drewnianymi płotkami. Z czasem cmentarz zaczęto porządkować. Drewniane krzyże zastępowano kutymi z żelaza, zaś na miejscu drewnianych płotków zaczęły się pojawiać kute kraty. Krzyży było tak dużo, że o cmentarzu zaczęto mówić "cmentarz żelaznych krzyży". Jeszcze dziś w niektórych miejscach te krzyże stoją. Po grobach nie ma śladu, tylko one mówią, że tu jest ktoś pochowany.

Już w 1900 roku cmentarz był zapełniony w dużej części. Pochowano 150 tys. zmarłych. W 1901 roku cmentarz został powiększony pierwszy raz, potem następowało to wielokrotnie, zawsze były problemy z tym, które grunty przyłączyć, bo właściciele nie zawsze się zgadzali na sprzedaż. Część cmentarza od strony Odrowąża istnieje na terenach odkupionych od Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Początkowo cmentarz nie miał własnego kościoła. Nabożenstwa żałobne były odprawiane w kościołach parafialnych zmarłych a następnie kondukt prowadzony przez miejscowego księdza lub kapelana szpitalnego szedł przez całe miasto. pokaż powiększenie

Obecnie na terenie cmentarza stoją dwa kościoły: zabytkowy drewniany, mający 120 lat i nowy, murowany. Obie świątynie są zbudowane z materiałów rozbiórkowych. Kościół drewniany jest wzniesiony z drewna, służącego jako rusztowanie przy wymianie w latach 1885 - 1887 zwietrzałego trzonu kolumny Zygmunta. Kierujący pracami Edward Cichocki zauważył, że materiał nie jest odżywicowany i dla tego budulca zaprojektował kościół. Dlaczego drewniany? W czasach carskich na przedpolu fortyfikacji nie wolno było wznosić budynków murowanych. Kościół jest wciąż w doskonałym stanie. Żywica dobrze zabezpieczyła przed wilgocią i szkodnikami. Kościół murowany został wybudowany w roku 1960. Materiałem jest cegła rozbiórkowa z mauzoleum Przeździeckich, istniejącego w parafii św. Barbary na Koszykach. Zostało rozebrane w latach pięćdziesiątych, ponieważ przeszkadzało w rozbudowie gmachu Romy przy Nowogrodzkiej.

Bardzo długo Cmentarz Bródnowski był na "końcu świata". Powodem był bardzo trudny dostęp. Jedyną drogą była brukowana szosa ale tylko do linii Kolei Nadwiślańskiej a potem szła polna droga długości około kilometra, wyboista, wąska i nieoświetlona. Z trudem mijały się dwa karawany. Przy styku polnej drogi z linią kolejową był szlaban, często zamknięty, więc kondukty musiały długo czekać. Droga cmentarna została poszerzona dopiero w roku 1900, wtedy też położono chodniki. Komunikacja miejska dotarła w okolice cmentarza dopiero w roku 1920, był to autobus z Pragi na Nowe Bródno. Dwa lata później zaczął jeździc autobus z placu Zamkowego, ale zaledwie 3 miesiące. Potem ruszyły na Bródno pierwsze tramwaje do zbiegu św. Wincentego z ulicą Odrowąża. Dopiero w 1933 roku tramwaje zaczęły dojeżdżać do bramy cmentarnej, tu była pętla. W 1971 roku tramwaje na św. Wincentego zostały zlikwidowane. Uruchomione zostały autobusy, tkwiące obecnie często w korkach.

Na Cmentarzu Bródnowskim, podobnie jak na Służewiu, są groby skrycie chowanych, pomordowanych w okresie stalinizmu. Znajdowały się wzłuż ulicy Rzeszowskiej aż do 7 bramy. W 2001 roku został ku ich czci wzniesiony pomnik.

Książkę "Cmentarz Bródnowski" można kupić w bibliotekach Targówka, kosztuje 25 zł. Ja kupiłam na Bazyliańskiej 6. Jest bardzo ciekawa.

poniedziałek, 27 października 2008
Wieżowce Ściany Wschodniej

warszawa

Warszawa cieszy się codziennie nowym
oknem, w którym przegląda się słońce,
łamie na gzymsach cieniem liliowym,
formuje murów kamienne krawędzie -
maluje z gruzopowstałej architektury pejzaże.
Stefan Rassalski

Wieżowce na Ścianie Wschodniej zostały wybudowane w drugiej połowie lat 60-tych. Razem z Domami Centrum stanowiły wówczas wizytówkę miasta a Pasaż Śródmiejski, obecnie Wiecha, stał się miejscem kultowym. Od Mody Polskiej do Zodiaku przewalały się tłumy.

Gmachy już dawno zdziadziały, aluminiowa blacha utleniła się przez 40 lat i jest czarna od brudu. Na przyszły rok jest przewidziany początek remontu. Co rok ma być odświeżany jeden budynek. Stare aluminiowe okładziny zostaną zastąpione nowymi podobnymi. Pisze o tym "Życie Warszawy". Koszt remontu wyniesie 18 mln.

W momencie oddania wieżowce budziły zachwyt, pierwsze wysokie budynki poza Pałacem Kultury. W siermiężnej epoce późnego Gomułki nagle jakby zapachniało trochę Zachodem. Były uważane za bardzo komfortowe, lokatorzy płacili wówczas najwyższe czynsze w Warszawie. Mało się jednak mówiło o wszystkich bardzo poważnych niedoróbkach budowlanych, zwykłym niechlujstwie i słabej jakości materiałów.

Już po trzech miesiącach szyby w drzwiach wejściowych zostały zastąpione dyktą. Szyby się porozpadały, ponieważ były wielkie przeciągi od ciągle otwartych drzwi do hydroforni a w wejściowch nie było automatów zamykających. Gdy je wreszcie założono, szybko się zepsuły. Porządku mieli pilnować portierzy. Siedzieli w swoich malutkich kantorach, gdzie podobnie jak w drzwiach, szyby były zastąpione dyktą lub tekturą. pokaż powiększenie

Pisała wówczas "Stolica", że wieżowce się szybko deklasują. Windy były pobrudzone, tynk obdrapany, ale z kolei codziennie były pastowane korytarze. Istniało wielkie niebezpieczeństwo w przypadku pożaru. Węże przeciwpożarowe zostały zainstalowane dopiero w 1969 roku ale bez kraników. Gaśnic nie umieszczono, ponieważ decydujący stwierdził, że nie warto bo by się nimi bawiły dzieci. Szybko się okazało, że węże się nie przydadzą, bo nie będzie wody. Hydrofornia w przypadku pożaru nie działała. Była przewidziana w budynkach instalacja alarmowa, ale też nie działała, bo przewody prowadziły do nikąd, kończyły się gdzieś tam w piwnicy. Istniała awaryjna klatka schodowa przeciwpożarowa, ale kończyła się na pierwszym piętrze, około 7 metrów nad poziomem ulicy. W przypadku pożaru ludzie by sobie łamali ręce i nogi.

Jednego można było pozazdrościć lokatorom, pięknych panoram z okien mieszkań, niektórzy podziwiali Warszawę z dachu. W wieżowcu na Hubnera nawet zdarzył się wypadek. Jeden z gości w stanie lekko wskazującym na spożycie wylazł na dach pospacerować. W pewnym momencie coś się pod nim załamalo i wpadł w jakąś czeluść. Okazało się, że spadł do patio mieszkania na ostatnim piętrze zabezpieczonego daszkiem z płyt pilśniowych. Właścicielka mieszkania narobiła krzyku, że wdarł się złodziej. Jej mąż, solidnie zbudowany, długo się nie zastanawiał. Pechowy gość odzyskał przytomność dopiero tuż przed przybyciem milicji.

Mieszkania są małe. Projektowane były w zasadzie dla młodych ludzi, nieobciążonych jeszcze dużą rodziną. Architekci zakładali, że ci mieszkańcy, obrastając w lata i dzieci, wyprowadzą się w spokojniejsze rejony, zwalniając miejsce dla następnego młodego pokolenia. Tak sie jednak nie stało. Mieszkania były tak wielkim dobrem, że ludzie byli do nich przypisani jak chłopi pańszczyźniani do ziemi. Część lokatorów mieszka tu od samego początku. pokaż powiększenie

Budowa Ściany Wschodniej była poprzedzona bardzo długimi dyskusjami i konkursem. Potem znów były dyskusje, masa rysunków w prasie, potem wlokąca się budowa w latach 1962 - 1970.

Całość warszawiakom podobała się a zwłaszcza pasaż z pergolami. Mała architektura, te wszystkie klombiki, daszki, ławki, basenik przy Zodiaku odciągały wzrok od wysokich wieżowców. Planistom udało się w samym sercu miasta stworzyć bardzo kameralne miejsce, lubiane zwłaszcza przez młodzież. W pobliżu były kina, kawiarnie, teatr. Centrum handlowe też zostało doskonale zaprojektowane. W jednym miejscu można było kupić wszystko. W pasażu była słynna winiarnia Amfora, czynna do późnych godzin nocnych.

Dwa lata temu został wyremontowany Pasaż ale niezbyt szczęśliwie, zniknęła dawna kameralność.

Zwróćmy uwagę na drugie zdjęcie. Widać piękny neon kina Atlantic.

niedziela, 26 października 2008
Metro do Młocin

warszawa
Kompletny odjazd na Kabatach
Sentymentalna podróż przez lata
Lecą przez miasto dobre nowiny:
Jedziemy na Młociny!

To było równo ćwierć wieku temu
Brygada górników zaczęła w podziemiu
Wykop z okolic Kabackiego Lasu
Coś jakby tunel do lepszych czasów.
Stacje Kabaty, a potem Natolin
Metro jak ciuchcia rusza powoli
Wojciech Staszewski


Wreszcie doczekaliśmy się! Pierwsza linia metra po 25 latach budowy dotarła pod hutę. Gdybym na początku wiedziała, że będziemy obchodzić srebrne wesele budowy, chyba bym się załamała.

Od samego początku byłam gorącą wielbicielką metra, w tych czasach, gdy dużo osób miało w stosunku do niego tzw. uczucia mieszane: że nie potrzeba, że za drogo, że to fanaberie. A cała Polska krzyczała, że znów budujemy za cudze pieniądze choć jeszcze nie oddaliśmy wrocławskich cegieł. :-)

Teraz mnie to bawi, ale gdy metro dotarło do mnie na Wierzbno - do sklepu rybnego nie szłam na Puławską tylko jechałam do Politechniki a potem piechotką do placu Zbawiciela. Podobnie kilka lat wcześniej zachowywał się mój znajomy, doczekawszy się wreszcie malucha na talon. Z Opaczewskiej do Hali Kopińskiej nim jeździł na zakupy, bo sklep pod domem nagle przestał mu się podobać. Zbyt blisko był, żeby się pokazać.

Pamiętam otwarcie pierwszego odcinka metra. Ścisk był niewyobrażalny, jedna osoba zmarła na zawał. Wszyscy chcieli jechać jednocześnie.

Wraz z otwarciem pierwszego odcinka uporządkowane zostało moje otoczenie na Wierzbnie, odtworzone zostało skrzyżowanie. W czasie odkrywkowej budowy przejście przez aleje Niepodległości w kierunku Puławskiej to była cała wyprawa.

pokaż powiększenie

Dziś dużo ludzi bawiło się na Młocinach. Stare szlagiery warszawskie przypomniał Stasiek Wielanek.
Statek do Młocin
Statek do Młocin, do Młocin statek,
Wielka atrakcja dla dorosłych i dla dziatek
To dla życia urok, życia treść
Do Młocin statek, no i cześć.

Panowie, panie, to nie są kpiny
Na letnie dni po prostu nie ma jak Młociny
To dla życia urok, życia treść
Do Młocin statek, no i cześć.
Jerzy Połomski zaśpiewał znane przeboje i zakończył "Całą salą" na bis. Na końcu był występ Czerwonych Gitar. Pokolenia mogły wysłuchać piosenek swojej młodości. Dużo osób tańczyło, zwłaszcza stare tanga. Szkoda, że tak mało takich imprez jest na mieście, bo ludzie lubią się bawić na powietrzu.

Podobają mi się nowe stacje. Wystrój wewnętrzny jest najładniejszy na Starych Bielanach, ozdobionych pięknymi drewnianymi rzeżbami. Na zewnątrz najbardziej mi się podoba Wawrzyszew. Najmniej przypadł mi do gustu Słodowiec. Kafelki na ścianie wyglądają jak podłoga w starej dworcowej toalecie. pokaż powiększenie

Trwa dyskusja jak budować następne linie metra czy taniej (czytaj: skromniej) i szybciej czy tak jak teraz. Uważam, że na estetyce nie powinno się oszczędzać, przecież budujemy na lata. Koszty wykończenia stanowią ułamek kosztów budowy metra. Dobre materiały procentują. Stacje ursynowskie z pierwszych lat prezentują się świetnie. Perony są jak nowe, bo granit jest bardzo odporny i łatwo go utrzymać w czystości. Nasze metro jest bardzo czyste, to między innymi zasługa kamiennych posadzek. Nikt nie śmieci, bo nie ma brudu, który stanowi pretekst i usprawiedliwienie własnego niechlujstwa. Pojawiają się głosy, że perony mogą być z asfaltu. To bzdura, szybko się zestarzeją i będzie jak w jakiejś pipidówce.

Myślę, że warto w przyszłości pociągnąc metro w kierunku Łomianek a na południu do Piaseczna.

Ciekawa jestem, ile lat będzie trwać budowa drugiej linii metra.

poniedziałek, 20 października 2008
Metro warszawskie

warszawa

Pierwszy raz komunikację podziemną w Warszawie proponował na początku XIX w. 27-27-letniego wówczas architekt Adam Idźkowski. W 1828 roku wyszła drukiem jego praca „Projekt drogi pod rzeką Wisłą dla połączenia Warszawy z Pragą”. Zawierała opis projektu i rysunki konstrukcyjne. W tunelu miały się znajdować chodniki dla pieszych oraz przewody gazowe i wodociągowe. Ściany miały być z cegły i cementu, zaś tunel budowany metodą zbliżoną do wierconej, z podstemplowywaniem i wybieraniem ziemi. Niestety, projekt jak na tamte czasy był zbyt śmiały, choć w Londynie był już tunel pod Tamizą. Tam właśnie młody architekt zdobył wielką wiedzę, którą chciał wykorzystać w Warszawie. Wg jego wyliczeń, tunel pod Wisłą miał być tańszy od najtańszego mostu łańcuchowego.

Po raz pierwszy sprawa metra ruszyła w okresie międzywojennym. W 1925 roku podjęta została uchwała o pracach nad metrem. Dwa lata później rozpoczęto pierwsze badania geologiczne. Niestety, wielki kryzys lat 30-tych wstrzymał wszelkie prace. Zostały wznowione dopiero w 1938 rokue. Wybuch wojny wszystko zniweczył. Do pomysłu z metrem wrócił od razu w 1945 roku BOS.

14 grudnia 1950 roku zapadła Uchwała o budowie metra w Warszawie. Przewidywano wybudowanie w ciągu 15 lat 36.5 km linii dwutorowych ułożonych w oddzielnych równoległych tunelach, przecinających się na różnych poziomach. Linie te miały połączyć Młociny i Służewiec, Wolę i Grochów, Plac Narutowicza i Żerań. Pierwszy etap planowano na lata 1951/1956, miała to być linia miedzy Żoliborzem a placem Unii Lubelskiej z odgałęzieniem na Pragę o łącznej długości 11 km. Nie przewidywano łączenia metra z kolejami podmiejskimi ale dla wygody pasażerów podmiejskich dworce Warszawa - Śródmieście i Warszawa - Gdańska miały mieć połączenie metra przez specjalny hol kasowy.

Pociągi metra miały być sześciowagonowe i jeździć w godzinach szczytu co niecałe dwie minuty. Wyliczano wówczas, że już w 1957 roku metro będzie przewozić w godzinach szczytu w ciągu godziny w jednym kierunku 45 tys. pasażerów a pół miliona na dobę. Dalsze linie o długości około 25.5 km miały być wybudowane w latach 1957 – 1965, w dwóch etapach. pokaż powiększenie

Budowa metra miała bardzo wysoką rangę w planie sześcioletnim. Wyróżniający się pracownicy Biura Projektów „Metro” zostali przez prezydenta Bolesława Bieruta uhonorowani. Dyrektor biura inż. Mieczysław Krajewski został odznaczony orderem „Sztandaru Pracy” I klasy a inni pracownicy otrzymali złote, srebrne i brązowe krzyże zasługi.

W czerwcu 1951 roku ruszyły pierwsze roboty ziemne przy budowie metra. Najpierw zaczęto kopać szyby. Wewnątrz nich były windy, wywożące ziemie na powierzchnię. To była ciężka żmudna praca, przerywana słynną warszawską kurzawką. Szyb opuszczał się w ciągu doby zaledwie o 30 – 70 cm. Przewidywano, że szyby dojdą na odpowiednią głębokość za rok. Wtedy nastąpiłaby faza układania kręgów tunelu. Takich szybów było bardzo dużo i coraz więcej przybywało. Drążenie tuneli miało się odbywać systemem górniczym z tarcza drążącą. Miał to być sposób dotychczas w Polsce niestosowany. Służyć pomocą miał ZSRR.

Prasa podgrzewała atmosferę, wszyscy na metro czekali z zapartym tchem. „Stolica” wówczas pisała:
A tymczasem Warszawa czeka, Warszawa dopytuje się, Warszawa chce wiedzieć. I nic dziwnego. Przecież uruchomienie Szybkiej Kolei Miejskiej, czyli po prostu Metro, stało się dla naszej stolicy sprawa niesłychanie żywotną.

Wciąż wyliczane były ilości pasażerów wożonych istniejącymi środkami komunikacji publicznej i w przyszłości metrem. Porównywano nieustannie prędkości obecne i przyszłe. W tych latach tabor komunikacyjny nie był zbyt liczny i powszechnym widokiem były tzw. winogrona wiszące na stopniach tramwajowych. Zresztą one były jeszcze długo i skończyły się dopiero w momencie wprowadzenia wagonów tramwajowych z automatycznie zamykanymi drzwiami. pokaż powiększenie

Stacje metra miały się mieścić w istniejących lub nowo wzniesionych budynkach. Tylko przy Dworcu Gdańskim miał być oddzielnie wzniesiony pawilon. Stacje miały się składać z podziemnych peronów, na powierzchni miały być hale z kasami, kioskami gazetowymi, bufetami itd. Tu też miała być kontrola biletów. Jeden bilet miał upoważniać do jazdy z kilkoma przesiadkami bez wychodzenia na zewnątrz. Na obu końcach peronów miały być trzy rzędy schodów ruchomych. Metro miało być czynne 20 godzin na dobę. Na stacji przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej i al. Jerozolimskich przewidziany był trzeci peron, specjalnie dla przyjeżdzających masowo wycieczek, aby się nie tłoczyły razem z warszawiakami.

Po roku pracy na budowie było 15 szybów, w tym trzy ukończone. Dwa były w Śródmieściu a jeden po stronie praskiej. Tam już rozpoczęte były prace przy tunelach poziomych. Pierwotnie duże tempo robiło nadzieję, że pierwsza linia metra zostanie oddania przed końcem Planu Sześcioletniego. Tarcza miała drążyć tunel poziomy z prędkością 100 metrów na miesiąc. pokaż powiększenie

W 1952 roku po raz pierwszy obchodzono w Warszawie Barbórkę. Plan budowy był wykonany w 120%. Został ogłoszony konkurs na dwie pierwsze stacje metra: przy placu Teatralnym i na Targowej. Rozstrzygnięcie nastąpiło 17 stycznia 1953 roku. Na projekt stacji na placu Teatralnym wpłynęło 12 prac. Pierwszą nagrodę zdobył prof. J. Bogusławski ze współpracownikami: artysta malarzem E. Czarneckim i inż. arch. A. Bogusławskim. Do konkursu na stacja przy Targowej wpłynęło 9 prac. Pierwszej nagrody nie przyznano, natomiast były dwie drugie nagrody równorzędne.

Dość szybko okazało się, że metro jest zbyt kosztowne. Doszły do tego kłopoty wykonawcze związane z kurzawką. W 1953 roku prace przy metrze zostały ograniczone a w 1957 roku definitywnie budowę przerwano.

Dzieje współczesnego metra wszyscy znamy. Tu jest strona metra warszawskiego

Na ostatnim zdjęciu jest projekt przedwojenny.

niedziela, 12 października 2008
Cedet

warszawa Przyjechał wujek do Stolicy
Wpadł na dzień dobry do bratanicy
I mówi - Klarciu, pokaż wujkowi
Naszą Warszawę w odbudowie!
A Klarcia na to: - Ach, z wielką chęcią!
Możemy przyjrzeć się osiągnięciom.
I już z wujaszkiem w te pędy goni
Najpierw na kawę do Polonii
Jeszcze chciał lecieć do Bazyliszka
Lecz odradziła mu przewodniczka
Więc poprzestali na porcji flaków
W barze Stolica - w Cedeciaku
Tadeusz Fangrat "Wycieczka do Stolicy"

Centralny Dom Towarowy został uroczyście otwarty 22 lipca 1951 roku. Zaprojektowany został przez arch.: Zbigniewa Ihnatowicza i Jerzego Romańskiego. Projekt otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie SARP w 1948 roku. Stylistycznie nawiązywał do najwybitniejszych osiągnięć architektury zachodniej w latach 40-tych. Był pierwszym po wojnie budynkiem o całkowicie przeszklonej elewacji. Na jego dachu w 1952 roku otwarto największą w Warszawie restaurację. Był mocno krytykowany przez ideologów socrealizmu. Jest jednym z trzech budynków polskich wybranych przez Muzeum Architektury we Frankfurcie nad Menem do kolekcji architektury modernistycznej XX wieku. Marta Leśniakowska w książce "Architektura w Warszawie" pisze, że budynek jest jednym z najwybitniejszych przykładów powojennego funkcjonalizmu z pierwszego okresu odbudowy Warszawy".

Fundamenty zaczęto wylewać wiosną 1949 r. W marcu następnego roku wyrastał już potężny żelbetowy szkielet. Prasa pisała wówczas, że będzie to budynek wolnostojący składający się z trzech brył: bryła główna będzie ustawiona frontem do al. Jerozolimskich, druga bryła ma być halą spożywczą ułożoną w kierunku północnym, zaś trzecia bryła ma być biurowcem i ustawiona będzie od strony ul. Widok. pokaż powiększenie

Wielkie wrażenie robił ogrom gmachu: miał mieć siedem kondygnacji naziemnych i dwie podziemne. Podziw budziło planowane wykończenie olbrzymimi szklanymi oknami okładanymi dębem. Innowacja niestosowaną do tej pory w Polsce miały być urządzenia przeciwsłoneczne od południowej strony. Miały się składać z poprzecznych płyt, przypominających żaluzje. Przewidziano na południowej stronie umieszczenie specjalnej konstrukcji na reklamy.

Przyjęte zostało ciekawe i wygodne rozwiązanie kształtowania przyziemia. Przejścia tak zostały zaprojektowane, aby tłumy kupujących przepływały wzdłuż wystaw przez środek domu towarowego a dowóz towaru nie krzyżował się z ruchem pieszym.

W holu części handlowej i spożywczej przewidziano terakotę, zaś na piętrach planowano położenie posadzki dębowej. W magazynach w podziemiach posadzka miała być z betonu wzmacnianego szkłem lub stalowymi opiłkami.

Przewidziano urządzenia przeciwpożarowe, rzadko wtedy stosowane, miał to być tzw. "deszcz". Polegało to na tym, że budynek był opleciony rurami w stropach i deszcz miał tłumić pożar na danym zagrożonym segmencie sali. Jednocześnie automat zawiadamiał strażnika siedzącego na dole.

Handlowy parter miał bezpośrednie połączenie z halą spożywczą. pokaż powiększenie

Komunikacja wewnętrzna była zapewniona przez schody ruchome i 6 wind ośmioosobowych. Każde piętro miało schody ruchome niezależne od pozostałych. Były również 4 windy towarowe a wyjście zapewniały cztery klatki schodowe. Dwie skrajne klatki jako schody bezpieczeństwa wyprowadzały bezpośrednio na Bracka i Kruczą. Dwie pozostałe do środka Cedetu.

Ostatnie dni przed otwarciem Cedetu były jedną wielką nerwówką. Robotnicy podejmowali zobowiązania, aby tylko dotrzymać terminu. Tydzień przed 22 lipca "Expres Wieczorny" zamieścił raport z przygotowań do otwarcia niemal jak z pola bitwy.

W dniu otwarcia Cedet był oblężony, przez 3 dni przewaliło się przez gmach 80 tys. chętnych do kupna i zwiedzania. Gmach został tak pomyślany, aby można było obsłużyć dziennie około 20 tys. osób. Schody mogły przewieźć 8 tys. osób w ciągu godziny. Dla kupujących ustawiono 100 kas.

Zachwycony reporter "Stolicy" tak pisał wówczas:
Ten ogromny kompleks(...) mieści się w przestronnych salach, wspartych na trzech szeregach kolumn. Pod błękitnymi, żółtymi i różowymi sufitami zwisają w długich szeregach jarzeniowe lampy, ujęte w gipsowe osłony przeciwodblaskowe, zharmonizowane z innymi elementami dekoracji wnętrza. Prostokątne gipsatury o zoobotanicznej ornamentyce, zdobiące sufity, białomatowe głowice kolumn, profilowane gzymsy, biegnące przez całą długość gmachu, wiążą się ze sobą wspólnym elementem daleko posuniętej prostoty." pokaż powiększenie

Cedet był w pierwszych tygodniach doskonale zaopatrzony, szybko jednak zaczęły się braki takie same jak w innych sklepach. Schody ruchome zaczęły się psuć i częściej stały niż chodziły, dorobiły się miana "schodów nieruchomych". Podobnie było z windami. Połowa z reguły była zepsuta.

W 1975 roku Cedet się spalił. Został odbudowany ale w innej formie. Teraz mówi się o powrocie do architektury pierwotnej.

Na dwóch pierwszych zdjęciach po prawej stronie widać skrzyżowanie Al. Jerozolimskich z Bracką. Aleje biegną z dołu zdjęcia lekko skośnie do góry, Bracka idzie prostopadle do nich. Na pierwszym zdjęciu ruiny w narożniku po prawej stronie zdjęcia to jest miejsce, gdzie obecnie stoi Smyk. Czteropiętrowa kamienica przez tym placykiem - tu obecnie jest "Orbis". Na drugim zdjęciu widać uprzątnięte ruiny, jest już oczyszczony plac i postawiono baraki dla budowy. Kamienica straciła 3 piętra, ma już tylko jedno.

 
1 , 2