Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


czwartek, 25 sierpnia 2011
Grand Hotel

warszawa

Podczas porządkowania starego kredensu u rodziny znalazłam "Trybunę Mazowiecką" z 27 marca 1958 roku. Gazeta zżółkła ze starości, na zgięciach się mocno przyciemniła, ale jest cała i czytelna. Pewnie dlatego, że służyła do wyłożenia szuflady. Ponad pół wieku temu gazety były drukowane bardzo dobra farbą.

"Trybuna" z 27 marca 1958 roku informuje, że wkrótce zostanie oddany do do użytku hotel przy Kruczej.

"Grand" był jednym z pierwszych hoteli warszawskich, zaprojektowany jeszcze w epoce socrealizmu. Został wybudowany dla licznych delegacji z całej Polski przyjeżdzających do ministerstw. Jego uruchomienie bardzo ożywiło ulicę Kruczą, zamienioną po wojnie w ulicę ministerstw, centralnych zarządów i rozmaitych instytucji. Póżnym popołudniem Krucza pustoszała. Czasami tylko przemykał jakiś zapóźniony przechodzień. Nie było jeszcze domów mieszkalnych, poza kilkoma ocalałymi wśród ruin kamienicami.

I nagle na tej kamiennej pustyni miał się pojawić elegancki, rozświetlony hotel z odlotowym, pofałdowanym daszkiem.

Tuż przed otwarciem "Trybuna" pisała z entuzjazmem:
Jedenaście pięter wysokości, 92.000 metrów sześc. - kolos! Na dachu lotnisko dla helikopterów. Kawiarnia na 11 piętrze z całą panoramą Warszawy na dłoni. Na parterze również kawiarnia, sale restauracyjne, dancing z występami artystów zagranicznych, coctail bar, aperitif.
Ponad 600 miejsc sypialnych. W każdym pokoju telefon, radio i łazienka. Poza tym 21 cudnych apartamentów z telewizorami.
Do dyspozycji gości samochody a nawet basem pływacki.
A jedzenie? Ślinkę łykać. Najlepsi kuchmistrze będą przygotowywać frykasy dla najwybredniejszego podniebienia. Oprócz kuchni i garmażerni będzie pracownia cukiernicza, piekarnia i wytwórnia wód gazowych.

pokaż powiększenie

Kelnerzy szkolili się w "Bristolu". Zostali nimi zwolnieni z administracji pracownicy. Podobno tak dobrze się tam sprawowali, że zachwyceni goście obdarowywali ich upominkami i to cenniejszymi jak na tamte czasy. "Trybuna" pisze, że jeden z kelnerow dostał zegarek na rękę, inny eleganckie wieczne pióro.

Hotel został zaprojektowany przez Stanisława Bińkuńskiego, jako głównego projektanta i Stanisława Rychłowskiego. Projekt powstał w roku 1954, zaś realizacja nastąpiła w latach 1954 - 1959. Płaskorzeźby wewnątrz, w holu i kawiarni, wykonał Jan Ślusarczyk.

Obecnie po kilkuletnim remoncie hotel zmienił nazwę na dziwaczną "Mercure Grand Warszawa". Remont zaczął jeszcze Orbis a dokończyła sieć Accor, do której należą hotele z linii Mercury. Pierwsze pokoje zostały oddane dla gości w 2008 roku. Pierwotnie Grand miał 416 pokoi. W czasie remotu część połączono. Obecnie jest ich 299.

Pamiętam dawne czasy, gdy bywanie w restauracji w Grandzie i kawiarni należało do dobrego tonu. Dobre ciastka były tam, sprzedawane również w cukierence po drugiej stronie Kruczej:-)

W czasie gdy budowano Grand, Warszawa nie miała jeszcze zbyt wielu hoteli. Warszawski Kalendarz Ilustrowany "Stolicy" z roku 1959 podaje zaledwie kilkanaście miejskich, niektóre z nich już nie istnieją obecnie. Do "Orbisu" należało 10: "Polonia" - 678 łóżek, "MDM" - 221 łóżek, "Warszawa" - 391, "Syrena" przy Górczewskiej - 285 łóżek i 6 hoteli połączonych w dwa przedsiębiorstwa. Jeden to zespół "Saski" z 232 łóżkami i trzema hotelami: "Saski" Żabia 9, "Mazowiecki" Rutkowskiego 18 i "Terminus" Rutkowskiego 28. Drugi zespół grupował hotele praskie i miał 221 łóżek w hotelach: "Praga" Stalowa 73, "Wschodni" Targowa 26 i hotel "Mały". W 1959 roku przewidywano otwarcie hotelu "Praga" przy Dąbrowszczaków z 259 łóżkami a dotychczasowe hotele praskie zamierzano zlikwidować. pokaż powiększenie

Hotele były podzielone na dwie kategorie. Do pierwszej kategorii należały trzy hotele: "Polonia", "MDM" i "Warszawa". Do drugiej wszystkie pozostałe. W II kategorii ceny były następujące: pokój 1-osobowy z łazienką - 40 zł, bez łazienki - 32 zł; dwuosobowy - 60 i 48 zł; pokój wieloosobowy - 18 zł. W "Polonii" 1-osobowy z łazienka - 70 zł, bez łazienki 55 i 60 zł; 2-osobowy: 150 - 160 i 100 - 120 - 140. W "Warszawie": 1-osobowy z łazienką - 90 i 100 zł, bez łazienki - 65 i 75 zł; 2-osobowy z łazienką 136, 150, 160 a bez łazienki 115 i 125. W hotelu "MDM" pokój 1-osobowy z łazienką kosztował 90 zł, bez - 60 i 70 zł; 2-osobowy - 140 i 160 zł a bez łazienki 100 i 120 zł. We wszytskich hotelach I kategorii łózko w wieloosobowym pokoju z łazienką - 35 zł, bez - 30. Apartament w hotelu "MDM" kosztował 220 zł, w pozostałych hotelach - 200.

Hotel "Europejski" był w tym czasie przebudowywany.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Powstanie Warszawskie - codzienność

warszawa



Lekkim krokiem łączniczki
wbiegłam w życie
wtuliłam się w kwiaty
i w gruzy

Lekkim krokiem łączniczki
wbiegłam w pożar
żelazo zgruchotało nogę
przemykam pod ścianami lat
uwaga...obstrzał

Kuśtykam po zwaliskach
o kulach pamięci
wiernym krokiem łączniczki
niosę meldunek
Teresa Sułowska - Bojarska ps. "Dzidzia - Klamerka"




Literatura poświęcona Powstaniu Warszawskiemu jest bardzo obszerna, zarówno dokumentacyjna jak i wspomnieniowa. Mało jest jednak pozycji opisujących codzienność powstania, zwykłe życie poza placówkami i barykadami. Tę lukę uzupełnia książka siedemnastoletniej wówczas łączniczki Teresy Sułowskiej - Bojarskiej, "Codzienność sierpień - wrzesień 1944"

Autorkę powstanie zastało na ulicy Grażyny w gmachu "Społem", gdzie tkwiła setka powstańców. Potem przedarła się do swojego miejsca zgrupowania na Wierzbno, na ulicę Lenartowicza 13. Była łączniczką szefa Wojskowej Służby Ochrony Powstania. Oddział miał kwaterę przy Pilickiej 24. Czule się nim opiekowała mieszkająca tutaj pani Milewska. Już 2 sierpnia na południowym Mokotowie doszło do podziału powstańców. Wobec niewielkiej ilości broni i obaw, że Niemcy szybko opanują teren, część pułku "Baszta" odeszła do Wilanowa aby przejść do Lasów Chojnowskich, część pod wodzą Daniela, podpułkownika Stanisława Kamińskiego, pozostała. Dowódca stacjonował przy Malczewskiego 17.

Wiedząc, że po drugiej stronie Wisły stoją wojska radzieckie, zakładano, że powstanie potrwa kilka dni, trzy, cztery. Wyposażenie osobiste sanitariuszki było bardzo skromne. Miała zmianę bielizny, mydło, szczoteczkę do zębów i notatnik. Z jedzenia "żelazną porcję" składającą się z kawałka czerstwego chleba, skrawka przydziałowej kiełbasy, margaryny, kilku kostek cukru i opatrunku osobistego. pokaż powiększenie

"Dzidzia - Klamerka" oprócz noszenia meldunków zajmowała się również zaopatrzeniem oddziału w żywność, ponieważ przydzielony kwatermistrz był chory. Mokotów miał szczęście, że wokół było wiele działek i ogródków oraz Pole Mokotowskie. Były żródłem zaopatrzenia kuchni powstańczej. Chleb był wypiekany w piekarni przy Wejnerta. Kromki były wydzielane do śniadania, smarowane sztucznym miodem i popijane kawą zbożową. Powstańcy mieli konie i wozy, zdobyte na wyścigach, służace do transportu oraz krowy, trzymane na placyku między Tylicką a Krasickiego. Mleko było dla dzieci okolicznych mieszkańców.

Potem wraz z innymi dziewczynami z oddziału dostała rozkaz znalezienia kwatery na przedpolach Wierzbna. Wybór padł na willę przy Ikara 3, będącą własnością kapitana rezerwy, pracującego dla powstania w komendzie. Choć od Lenartowicza do Ikara nie jest daleko, był tu w połowie sierpnia zupełnie inny świat. Na Krasickiego drzewa już potraciły od ostrzałów korony, tutaj uśmiechnięta pani domu spokojnie smażyła ogrodowe gruszki w syropie, jakby walki nie istniały. Teresa Sułkowska wspomina:
"Patrzymy na nią oniemiałe. Jest najzwyczajniej w świecie wesoła, ładna, z jasnymi włosami, olbrzymimi oczami koloru nasyconego nieba, pełna uroku, sypiąca dowcipami.Jakbyśmy zanurzyły się w oazie spokoju, w kąpieli ciepła, bezpieczeństa. Jakby nie istniały dni szaleństwem ryczących "krów", pocisków kolejowego działa, zwanego "gruba Bertą", ani samolotów ukazujących się znienacka nad dachami, siejących smierć."

Wkrótce i tu doszły walki. Dom stracił dach i piętro.

Pod koniec sierpnia dwukrotnie palił się szpital Elżbietanek, razem z chorymi i rannymi. Niemcy coraz silniej atakowali rejon między Puławska i aleją Niepodległości. Coraz więcej domów waliło się, traciło dachy i ściany. pokaż powiększenie

Gdy 2 września padła Sadyba, sytuacja się pogorszyła. W tym czasie w Zalesiu stacjonował oddział artylerzystów węgierskich. Pojawiły się pogłoski, że chcą się przyłączyć do powstania. Pomoc ich byłaby dla powstańców bezcenna. Niestety, wysłana na rozmowy delegacja wróciła z niczym. Węgrzy postawili warunek, że uderzą na Niemców jeśli naczelna komenda AK zapewni im, że z chwilą zwycięstwa armie sojusznicze potraktują jednostki węgierskie jako sprzymierzeńców. Dowództwo AK nie mogło dać im takich gwarancji, bo nie miało ich nawet dla powstańców.

Sytuacja była coraz bardziej dramatyczna. Już nawet nie grzebano poległych, nie było komu i nie było bezpiecznie, bo Niemcy reagowali na każdy ruch. Brakowało jedzenia i wody. Coraz więcej ludzi ginęło pod cegłami burzonych domów i dusiło się w piwnicach, z których nie można było ich wydobyć. Zawaliła się ogromna kamienica przy Puławskiej 128, gdzie przebywała częśc oddziału.

8 września nastąpiło krótkie zawieszenie broni, w czasie którego mogła wyjśc z miasta ludność cywilna. Niewiele osob skorzystało z tej możliwości, ale wyszła część sióstr Urszulanek, prowadzących do tej pory doskonałą kuchnię dla okolicznych mieszkańców i walczących. W tym czasie zaczęły przelatywać nad Mokotowem radzieckie dwupłatowce ze zrzutami. Zasobniki niestety nie miały spadochronów, więc ogromna ich ilość rozpadała się na ziemi. Zrzuty były odbierane w Parku Dreszera.

Wkrótce autorka została ciężko ranna w nogę. Jej oddział zaś w przyspieszonym tempie zaczął się wycofywać, bo lada chwilę na Naruszewicza mieli wejść Niemcy. Obrona miała się przenieść za Park Dreszera. Teresa Sułowska została tam przeniesiona przez powstańców i ulokowana w piwnicy przy Bałuckiego 14. 29 września do budynku weszli Niemcy.

Książka jest bardzo dynamicznie napisana. Opisuje zwykłe życie w tych dniach, reakcje mieszkańców, ich stosunek do powstania, bohaterstwo i ludzką małość. Jest cenną pozycją.
warszawa