Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


sobota, 30 sierpnia 2008
Dywan kwiatowy

warszawa

Przy Senatorskiej 34 można do jutra oglądać kwietny dywan. Dywan zajmuje 400 m kwadratowych i został ułożony ze 120 tys. kwiatów begonii przez 35 ogrodników. W centralnym miejscu znajduje sie warszawska Syrenka. Dywan zaczęto układac w piątek o szóstej rano i zakończono o godz. 18. Kwiaty zostały sprowadzone ze wschodniej Flandrii.

Jest to pierwsze tego typu wydarzenie nie tylko w Warszawie, ale i Polsce. Dywan powstał z inicjatywy Ambasady Królestwa Belgii pod patronatem prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz - Waltz. Współpracowali przy tym: Przedstawicielstwo Flandrii oraz Fundacja Warty i Kredyt Banku "Razem możemy więcej".

Do oglądania została zbudowana specjalna platforma o wysokosci 2.5 metra, ale najlepszy widok jest z błękitnego wieżowca. Szczęśliwie pogoda jest deszczowa, więc dywan na urodzie nie traci.

piątek, 29 sierpnia 2008
Żoliborz Dziennikarski.

zoliborz_dziennikarski

Żoliborz Dziennikarski było jednym z ostatnich żoliborskich osiedli budowanych na przedpolu Cytadeli po wyjściu Rosjan z Warszawy. Nazwa pochodzi od osiedla dziennikarskiego. Powstał na tzw. Dolnym Żoliborzu ograniczonym ulicami Potocką, Krasińskiego, Mickiewicza i Gwiaździstą (dawną Kamedułów).

Ulice mają bardzo charakterystyczny, łukowaty kształt.

Architekci planujący osiedle chcieli wykorzystać pionowe ukształtowanie terenu, nachylające się w kierunku Wisły. W okresie międzywojennym radialny układ ulic, połączonych prostopadłymi różnie był komentowany. Były głosy, że jest schematyczny i sztywny. Dziś, oceniając z perspektywy czasu i porównując z powojennymi warszawskimi osiedlami, można powiedzieć, że ten kameralny układ zacisznych uliczek, pełnych zieleni, w środku miasta ale i na uboczu zdał egzamin. Układ ulic przetrwał wojnę nienaruszony, zachowały się wille, niektóre przebudowane, niektóre w stanie niezmienionym. W niektórych domach są jeszcze przedwojenne dębowe parkiety, mosiężne okucia skrzynkowych okien, wyposażenie łazienek. W ogrodach widać stare wiekowe drzewa. To wszystko ma ponad 80 lat. pokaż powiększenie

Na ulicach Promyka, Tucholskiej i Dziennikarskiej zachowały się szeregowe domy z bardzo charakterystycznymi małymi okienkami od ulicy. Inwestorem były Zakłady Ubezpieczeń Społecznych. Projektanci, zespół Szanajcy, Lacherta, Piotrowskiego i Redy, od ulicy zaprojektowali pomieszczenia gospodarcze, natomiast od ogrodu była część mieszkalna i wypoczynkowa. Kierownikiem Biura Projektów ZUS był prof. Rudolf Świerczyński. Kolonia na Promyka powstała w latach 1934 – 1935. Już wtedy istniała willa przy Promyka 15, będąca swoistym punktem topograficznym. Na początku lat dwudziestych rząd przydzielał dość szczodrobliwie tereny budowlane i można było pojedyncze wille stawiać w otoczeniu obfitej zieleni. W latach 30-tych ziemię już oszczędzano, efektem są szeregowce.

W roku 1928 rozpoczęto budowę domów na działce ograniczonej ulicami Krasińskiego, Sułkowskiego, Karpińskiego i Dziennikarską. Tu budowała spółdzielnia „Osiedle Dziennikarskie”. Powstały 23 domy o dwóch kondygnacjach, szeregowiec na Tucholskiej i nieistniejący dziś dom przy Krasińskiego 6.

Na ulicy Dygasińskiego stoi jedna z pierwszych willi dworkowych spółdzielni oficerskiej. W pobliżu są też wille modernistyczne.

Przy Bytomskiej 4 mieścił się XXVI komisariat Policji Państwowej. Był to najmłodszy warszawski komisariat.

Jednym ze znanych mieszkańców osiedla był Melchior Wańkowicz, mieszkający przy Dziennikarskiej 3. Dom stał między trzema ulicami: Dziennikarską, Tucholską i Krasińskiego. Dziś w tym miejscu jest altanka śmietnikowa. pokaż powiększenie

A jak wyglądało to miejsce w momencie rozpoczęcia budowy? Wspomina Wańkowicz:
"Dom miał stanąć na pustkowiu szczerym, na dalszym Żoliborzu, gdzie nie dochodziły jeszcze linie tramwajowe, i żadna kucharka nie chciała się godzić z braku sklepów i kościoła. Z jednej strony widać było burą Wisłę, ku której szły pustacie, z drugiej przewiew majdanu, na którym miał stanąć park im. S. Żeromskiego, z trzeciej - pryzmy cegły, z której poczynano stawiać "szklane domy" pepesowskiej kooperatywy, z czwartej wreszcie - beczułki wapna tam, kędy zalęgła się dziennikarska kooperatywa."

Park, o którym wspomina Wańkowicz, nie powstał, choć przed wojną zaczęto go stwarzać. Jest na mapie z 1939 roku. Obecnie w tym miejscu są działki pracownicze, jedne z najstarszych w Warszawie. Szkoda, że tak się stało, bo amfiteatralny układ ulic aż się prosił o park i rozległą panoramę Wisły z widokiem na brzeg praski. Podobnie została zniszczona ulica Dygasińskiego. Na bagnach Kępy Potockiej w latach 1964 - 1970 zostały wybudowane koszmarne bloki, które zamknęły widok na rzekę. pokaż powiększenie

W czasie Powstania Warszawskiego w domu przy Dygasińskiego 13 była ostatnia kwatera ppłk. Niedzielskiego "Żywiciela". Przy Promyka 43 znajdował się schron, w którym przez kilka tygodni ukrywała się grupka mieszkańców a wśród nich podobno bojowcy z getta warszawskiego.

Praprzodkiem Żoliborza była wieś Polków. Aleksander Gieysztor uważa, że mieściła się ona w tym miejscu, gdzie obecnie są ulice Sułkowskiego, Dygasińskiego i Promyka. Leżała w pobliżu ujścia Polkówki, na pograniczu łąk i pół uprawnych. Do wsi należała Kępa Polkowska, dzisiejsza Potocka. Wieś była książęca, podlegała grodowi z Jazdowa. Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z roku 1367.

Na ostatnim zdjęciu po lewej stronie widać furtkę do domu Melchiora Wańkowicza, po prawej stronie jest szeregowiec przy Tucholskiej, isniejący do dziś.

niedziela, 17 sierpnia 2008
Pierwsze chwile Powstania na Mokotowie

powstanie warszawskie


A jeśli kto padnie wśród boju,
Niech słodko o Polsce śni,
Niech go wieczny sen ukoi
I matczyne drogie łzy.
"Marsz kompanii K3"



27 lipca o godz. 19 dowódca pułku „Baszta” ppłk „Daniel” otrzymał od płk „Montera” rozkaz o zarządzeniu pogotowia, który przekazał dowódcom batalionów a ci dalej. Ponieważ godzina policyjna zaczynała się o 21, wszystkie oddziały musiały zostać zawiadomione w ciągu dwóch godzin. W tym czasie należało też przewieźć broń a ludzie, mieszkający w różnych dzielnicach, mieli się znaleźć na Mokotowie. Wszyscy dowódcy byli rozkazem zaskoczeni i zaniepokojeni.

W czasie, gdy pułk „Baszta” w sile trzech batalionów był w drodze na Mokotów lub już częściowo dotarł, łączniczka przyniosła rozkaz odwołujący pogotowie. Było to tuż przed godziną policyjną. Dowódcy podjęli decyzję, że mieszkający w okolicy wracają do domów, pozostali mieli się ukryć w ogrodach i na pobliskich polach. Odwołujący rozkaz spowodował wiele zamieszania, ponieważ wcześniej w instrukcji mobilizacji stanowisko oczekiwania było określone jako miejsce, z którego powstańcy wyruszą na stanowiska szturmowe. Następnego dnia płk. „Daniel” wyjaśniał, że zaszło nieporozumienie a ludzie w małych grupkach mieli znajdować się w pogotowiu w określonych z góry lokalach.

Gdy wybuchło powstanie batalion „Odwet II” pułku "Baszta" miał uderzyć od strony Pola Mokotowskiego na koszary SS na Rakowieckiej. Brakowało broni i amunicji, które mimo zapewnień dowództwa nie dotarły do powstańców. Zamiast obiecanych 8 karabinów maszynowych batalion (800 osób) miał 3 peemy, 4 kb, 30 różnych pistoletów i około 300 granatów. W związku z tym do uderzenia poszła tylko jedna kompania. Ponieważ był to dzień, Pole Mokotowskie okazało się niemożliwe do przekroczenia. Kompania nie mogła rozpocząć natarcia. Padli pierwsi ranni. Brak broni i amunicji uniemożliwił akcje innych zgrupowań atakujących koszary. W tym czasie w więzieniu obok koszar było około 3 tys. Polaków. Mieli nadzieję, że ktoś im otworzy cele. Strażnicy niemieccy schronili się w koszarach a polscy nie zdobyli się na otwarcie cel. Część więźniów wydostała się sama, resztę wymordowali Niemcy. pokaż powiększenie

Batalion „Bałtyk” miał uderzyć na koszary znajdujące się w szkole u zbiegu Kazimierzowskiej i Narbutta oraz szkołę przy Różanej gdzie stacjonowała kompania SS. Był to batalion sztabowy w sile 860 ludzi. Uzbrojenie miał lepsze od "Odwetu" ale też słabe: 25 peemów, 8 erkaemów, 100 kb, 150 pistoletów, 1 piat z 12 pociskami i około 500 granatów. Jeden z plutonów zatrzymał się w domu przy Odyńca 7. Przed godziną 17 został przeprowadzony na stanowisko szturmowe we wschodniej części parku Dreszera.

Kompania „B2” batalionu „Bałtyk” podzielona na plutony, oczekiwała od godziny 15 w wyznaczonych mieszkaniach na Madalińskiego i Narbutta. Plutony nie miały pełnej obsady, ponieważ nie udało się na czas zawiadomić wszystkich powstańców. Nie było też całej broni, była dopiero wydobywana z piwnicy przy Złotej 56. Trzeci pluton stacjonował w domu profesorów SGGW przy Kieleckiej. Przed godz. 17 pluton wypadł na ulicę. W drodze do bunkra przy Rakowieckiej zdobywa trochę broni na Niemcach i przedostaje się na stanowisko na rogu Kazimierzowskiej i Narbutta. Drugi pluton przedzierał się podwórkami na Kazimierzowską przy wielkiej pomocy mieszkańców, którzy wskazywali drogę i przejścia. Wszystkie plutony poniosły straty. Nie udało się opanować ani więzienia mokotowskiego ani „Basów”, koszar SS na rogu Narbutta i Kazimierzowskiej. Gdy został wydany rozkaz wyjścia na stanowiska szturmowe, zaprotestował jeden z powstańców, st. strz. „Żarłoczny”. Uważał, że atak w dzień na tak silnie umocnionego przeciwnika jest szaleństwem, że wszyscy zostaną wystrzelani jak kaczki. Miał być postawiony przed sądem polowym. Powstańcy atakujący koszary ponieśli duże straty.

Batalion „Karpaty” miał opanować radiostację Służew i klasztor oraz zabudowania Wyścigów, gdzie kwaterowali esesmani i kawaleria. Pierwotnie planowano atak w nocy, lecz wybuch powstania w dzień skomplikował sytuację. W pierwszym dniu powstania z 320 ludzi 60 poległo a 20 było ciężko rannych.

Najmłodszy batalion „Olza” miał zdobyć Fort Mokotowski i kilka willi na Olimpijskiej, Balonowej i Płatowcowej. Tuż przed powstaniem do fortu zjechała kompania lotników i artyleria przeciwpancerna. Powstańcy nawet nie mogli rozwinąć natarcia. Załoga fortu zauważyła ich i zaczęła mocny ostrzał. Prawie wszyscy atakujący zginęli. pokaż powiększenie

Na Mokotowie brały udział w walkach oddziały Wojskowej Służby Ochrony Powstania. Miały opanować dom Wedla, zamieniony przez Niemców w fortecę. Na pobliskiej Willowej jeden z plutonów nie mógł zająć dogodnych stanowisk, ponieważ mieszkańcy zabarykadowali się w swoich mieszkaniach i nie chcieli wpuścić powstańców. Wydawało się, że Powstanie na Mokotowie załamało się, kompanie zostały zdziesiątkowane. Część rannych została umieszczona w szpitalu Elżbietanek, a część w willach na Lenartowicza. Nie wszyscy ranni mieli się gdzie podziać, ponieważ mieszkańcy, bojąc się represji ze strony Niemców, nie chcieli ich wpuszczać do domów. Wkrótce jednak udany atak na koszary na Woronicza przełamał kryzys na Mokotowie. Powstańcy zdobyli dużo broni i amunicji.

Tragicznym wydarzeniem była masakra w klasztorze ojców jezuitów przy Rakowieckiej. Najpierw budynki zostały ostrzelane przez oddziały SS, kwaterujące w szkole Wawelberga. Potem Niemcy wrzucili do jednego z pokojów granaty. Następnie sami się pojawili a po jakimś czasie spędzili wszystkich obecnych na terenie klasztoru do jednego pokoju i wrzucili tam granaty. Wszystkich, którzy jeszcze dawali jakieś znaki życia, dobijali strzałami. Niektórzy przeżyli, bo udawali martwych. Zginęło około 300 osób.