Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


środa, 27 lipca 2005
Schody ruchome ruszyły

Kilka dni temu po ośmiu latach przerwy ruszyły wreszcie schody ruchome na trasie W - Z. Schody powstały równocześnie z trasą i oddane były warszawiakom 22 lipca 1949 roku, były produkcji radzieckiej.

Pracowały nieprzerwanie prawie pół wieku, gdy się zepsuły, zostały zatrzymane, ponieważ nie było do nich części zamiennych. Schody te były pierwszymi schodami ruchomymi w Polsce i ogromną atrakcją Warszawy.

Obecne schody są produkcji firmy Thyssen Krupp, dziesięć razy lżejsze od od swych poprzedników. Są najdłuższymi schodami ruchomymi w mieście. Różnica poziomów wynosi 12 metrów. Nowością jest inklinator, coś w rodzaju windy - kolejki dla osób niepełnosprawnych. Jest to trzecie tego rodzaju urządzenie w Europie a drugie w Warszawie. Pierwsze znajduje się w wieżowcu Telekomunikacji Polskiej.

Na dole kamienicy Johna można zobaczyć dawną szafę radziecką sterującą schodami, pięknie oczyszczoną i wypolerowaną. Są też okolicznościowe zdjęcia z dawnych lat, z otwarcia schodów w 1949 roku oraz kserokopie "Stolicy", omawiającej oddanie trasy W - Z do użytku. Schody są pod nadzorem osób z ochrony, które chętnie udzielają informacji, szczególnie jak się poruszać inklinatorem.

Sporo osób przychodzi pooglądać i się przewieźć w dwie strony. To jest w dalszym ciągu atrakcja, choć czasy inne. Ja widzę jedną różnicę, nie ma już aksamitnego sznura rodzielającego strumienie pasażerów. Poza tym wszystko jest takie samo jak na zdjęciach sprzed lat. Są nawet te same miedziane kinkiety i socrealistyczne płaskorzeźby.

Wśród eksponatów wystawowych jest Regulamin korzystania ze schodów z 1949 roku. Serdecznie się uśmiałam czytając. Nie pamiętam go z lat 90-tych, może był schowany.

Regulamin korzystania ze schodów ruchomych
1. Pasażerowie wchodzą na schody zwykłym krokiem trzymając się poręczy ruchomej
2. W czasie jazdy należy trzymać się poręczy ruchomej lecz nie opierać całym ciałem o poręcz
3. Przy schodzeniu uważać na końcową płytę grzebieniową i nie opierać stopy w miejscu chowania się stopnia ruchomego
4. Dzieci do lat 10 mogą korzystać ze schodów ruchomych tylko pod opieką osób starszych. A wycieczki szkolne pod opieką dorosłych
5. Dzieci przy schodzeniu ze schodów należy podnieść
6. Inwalidom, osobom chorym na serce oraz ociemniałym idącym nawet z przewodnikiem nie zaleca się korzystania ze schodów ruchomych
7. Wchodzenie na schody bosymi nogami grozi okaleczeniem i jest wzbronione
8. Jazda wielokrotna z peronu dolnego na górny i odwrotnie jest niedozwolona
9. W czasie jazdy nie wolno siedzieć na stopniach ruchomych
10. Mijanie się i bieganie w czasie jazdy wzbronione
11. Przy wchodzeniu i schodzeniu ze schodów nie zatrzymywać się
12. Zabrania się wprowadzania na schody ruchome wózków dziecięcych rowerów oraz psów
13. Palenie tytoniu surowo wzbronione
14. Osobom w stanie nietrzeźwym zabrania się korzystania ze schodów ruchomych

poniedziałek, 25 lipca 2005
Odbudowa Warszawy prywatnym sumptem.

pokaż powiększenie

Większośc budynków w Śródmieściu miała tuż po wojnie prywatnych właścicieli, którzy chcieli je odbudować. Architekci z BOS zdecydowanie się temu sprzeciwiali. Każdy pretekst był dobry, żeby wyburzyć zachowane fasady a czasami nawet całe budynki, ponieważ reprezentowały "wsteczny" styl. W ten sposób zniknęła z powierzchni kamienica na rogu Alej Ujazdowskich i Chopina, chociaż nadawała się do odbudowy i nie kolidowała z ówczesnymi planami urbanistycznymi.

Początkowo pozwolono odbudować 34 prywatnym inwestorom kamienice na Nowym Swiecie. Wśród nich znaleźli się między innymi Bazarnik i Blikle. Prywatni właściciele odbudowali też na przykład pięć kamienic na Krakowskim Przedmieściu między Trębacką a placem Zamkowym, całkowicie z własnych funduszów. Również Chmielna na odcinku od Nowego Swiatu do Marszałkowskiej odbudowana została przez osoby prywatne w latach 1945 - 1950. Na zdjęciu lotniczym obok (własność Archiwum Wojskowego Ośrodka Geodezji i teledektecji w Warszawie) widać Chmielną z czerwca 1945 roku. Większość frontowych budynków, które widać jako wypalone, odbudowali zarówno właściciele domów jak i firm. Dzięki temu zachowany został fragment przedwojennego centrum z dużą ilością sklepów, firm i sklepików.

W 1945 roku prywatni właściciele odbudowali około 300 domów, biorąc kredyty w BGK. Nie wszyscy chcieli się zadłużać. Tomasz Markiewicz w "Prywatnej odbudowie Warszawy" pisze o rodzinie Artura Auterhoffa, jednego z dyrektorów zakładów Philipsa na Karolkowej. Otóż posiadała ona dom z trzema mieszkaniami, wybudowany w 1938 roku. W 1945 roku była to ruina, którą Auterhoffowie odbudowali, finansując inwestycję pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży rodzinnej biżuterii. Współfinansującymi odbudowę byli dwaj lokatorzy, którzy w zamian za to mieli przez 5 lat nie płacić czynszu. W 1950 roku tzw. trójka partyjna komisji mieszkaniowej w asyście milicji wprowadziła do budynku mieszkańcówe kwaterunkowych. Rodzinie Auterhoffa z 90-metrowego mieszkania pozostawiono zaledwie 40 metrów. Dopiero w 1972 roku udało się odzyskać resztę mieszkania, ale do tej pory chyba jeszcze nie posiadają własności gruntu.

W 1945 roku został odbudowany dom przy Wiktorskiej 17, po powstaniu był zniszczony w 75%. Właścicielowi domu i znanej firmy instalacyjnej, Józefowi Kamlerowi, wydział kwaterunkowy szybko znalazł lokatorów. Po 1989 roku potomkom udało się odzyskać prawa własności do nieruchomości. Na zdjęciach obok można zobaczyć jak budynek wyglądał w roku 1945 a w jakim stanie jest dzisiaj. pokaż powiększenie

Wszyscy odbudowujący swoje posesje wierzyli w dobre intencje władzy, zarówno zwykli mieszkańcy jak i przedstawiciele wyższych sfer. Chcieli pomóc w odbudowie zniszczonego miasta. Między nimi byli też właściciele pałacu przy Miodowej, Potoccy. Gdy odtworzyli pałac do pierwszego piętra, otrzymali zakaz dalszej odbudowy. Potem pałac stał się siedzibą zarządu Warszawy.

W 1948 roku Naczelna Rada Zrzeszeń Kupieckich kupiła zniszczoną w 80% nieruchomość i rozpoczęła odbudowę mając wymagane zezwolenia i tzw. promesę na prawo własności czasowej na mocy dekretu Bieruta. Środki na budowę pochodziły ze składek członkowskich i kredytu BGK. W 1951 r. spłacone zostały wszystkie pożyczki a w roku 1953 władze państwowe odebrały budynek kupcom i oddały Uniwersytetowi Warszawskiemu.

Ciekawe są dzieje częsci parceli, na której obecnie wznosi się Centrum Finansowe Puławska. Przed wojną plac znajdujący się miedzy dawnym kinem Moskwa a ulicą Goworka miał adres Puławska 17. Stała na nim czteropiętrowa kamienica ze 100 mieszkaniami, w której 20 mieszkań należało do Leona Głowackiego, właściciela masarni i sklepów wędliniarskich. Z wojny dom wyszedł prawie całkowicie zniszczony. Współwłaściciele i wraz z nimi Głowacki postanowili go odbudować. Najpierw miał być wybudowany parter z przeznaczeniem na sklepy, mające zarobić na odbudowę całego budynku. W 1946 roku wspólnicy dostali zezwolenie do budowę, było one ważne do końca 1948 roku z zastrzeżeniem, że po upływie tego roku dom może zostać rozebrany na każde żądanie władz. Właściciele uporali się z wybudowaniem parteru, mieściła sie tu, między innymi, kawiarnia "Brazylijczyk". pokaż powiększenie

W 1951 roku władze zażądały rozbiórki budynku, odmówiły współwłaścicielom prawa własności czasowej do gruntu i przejęły całośc na rzecz Skarbu Państwa. Po roku 1989 spadkobiercy współwłaścicieli wystąpili o odzyskanie gruntu, który przez ponad 30 lat był niezabudowany. Ponieważ teren był przeznaczony dla "zabudowy społecznej" synowie Głowackiego zamierzali tu wybudowac szpital. Mimo roszczeń wojewoda warszawski na terenie uwłaszczył gminę Mokotów.

W 1945 roku Sąd Grodzki przywrócił prawo własności nieruchomości na Flory 9 (róg Bagateli). Budynek był zniszczony w 67%, nie było dachu i były wypalone drewniane klatki schodowe. Właścicielka zakończyła odbudowę w 1949 roku z własnych środków. Rok później, w lipcu odmówiono prawa własności czasowej do gruntu a budynek przeszedł na rzecz Skarbu Państwa. Właścicielka nie dostała odszkodowania, ale pozwolono jej mieszkać we własnej kamienicy jako lokatorce. Po 1995 roku spadkobiercom udało się odzyskać piękny budynek. Nie sprzedali go (co jest raczej rzadkością wśród spadkobierców), lecz przywracają dawną świetność pod ochroną konwerwatora.

Dzięki tym wszystkim osobom, którym się chciało chcieć i którzy uwierzyli na swoje nieszczęście, że władza sprzyja prywatnej inicjatywie w odbudowie Warszawy ocalało dla nas wiele pięknych przedwojennych kamienic. I choć potem zostały zdewastowane pod zarządem kwaterunkowym, jednak stoją i teraz sukcesywnie remontowane cieszą.

wtorek, 12 lipca 2005
Ulica Świętokrzyska

Przedwojenna Świętokrzyska niczym nie przypominała dzisiejszej monumentalnej ulicy. Była tak wąska jak Chmielna, tak wąska, że nawet nie jeździły nią autobusy. Obecna ulica Jasna, która zachowała swoje przedwojenne rozmiary, jest szersza od ówczesnej Świętokrzyskiej. Ta wąska a miejscami bardzo wąska ulica była zabudowana paropiętrowymi kamieniczkami, brudnymi i zaniedbanymi, z ogromną ilością witryn sklepowych i reklam. Właścicielami większosci sklepów byli Żydzi. Większośc z nich nosiła się tradycyjnie, w chałatach i jarmułkach. Szyku Świętokrzyskiej dodawał gmach PKO przy skrzyżowaniu z Jasną, pierwszy tej wielkości budynek postawiony w Warszawie po odzyskaniu niepodległości. Projektantem był Józef Handzelewicz a budynek powstał w latach 1920 - 1922.

Świętokrzyska istniała w świadomości jako ulica licznych antykwariatów i księgarni. W 1938 roku było ich tu około 20 a sama ulica krótsza od współczesnej, biegła od Nowego Światu do zbiegu Bagna, Wielkiej i Pańskiej. Ksiegarnie znajdowały się już przed rokiem 1900. Antykwariaty miały całe rodziny księgarskie. Tacy np. znani Kleisingerowie mieli chyba ze cztery. Wszystkie były doskonale zaopatrzone w literaturę począwszy od współczesnej, a skończywszy na prawdziwych unikatach, mapach i sztychach. Antykwariaty były kopalnią skarbów dla zapalonych bibliofilów. Niektórzy wśród zakurzonych ksiąg spędzali całe godziny, książki leżały na półkach, na podłogach a nawet w magazynach pod sklepami.

We wrześniu zmieniał się wygląd Świętokrzyskiej, nadchodził czas kupowania podręczników szkolnych. Tłumy uczniów zamieniały, kupowały, sprzedawały. Wąska ulica zamieniała się w sklep pod chmurką, przez który ciężko było się przedrzeć. Szaleństwo trwało dwa, trzy tygodnie. pokaż powiększenie

Na Świętokrzyskiej można było również kupować odzież i antyki - prawdziwe i oszukane, stare meble, nowe meble, połamane ramy do obrazów, popękane porcelanowe figurki, marne kopie obrazów znanych mistrzów, wyrudziałe meloniki. Oferta była szeroka, dla każdej kieszeni i zbieraczy oryginalności. Można było się targować. Taką scenkę opisuje Włodzimierz Bartoszewicz w swojej książce w nawiazaniu do współczesnych antykwariatów . pokaż powiększenie

Skończyły się niepowtarzalne rozmowy, prowadzone podczas targów z kupcami na Świętokrzyskiej.
- "Uś, pan dobrze wybrał. To prawdziwy Fiłyp. Massyw mahoń. Zapakować? Ja mogę odesłać."
- "Zaraz, zaraz - mówi kupujący. - Coś mi się wydaje, że to nie mahoń".
- "Nie mahoń? Co znaczy nie mahoń? Ja panu mówię - to jest prawdziwy stary Fiłyp to dlaczego un nie ma być mahoń?"
- "Filip nie Filip, ale to nie mahoń" - stwierdza klient. Kupiec zmienia ton. Uśmiecha się porozumiewawczo.
- "Ny, pan sze zna. Zbyt mahoń to un nie jest."

Z przedwojennej zabudowy Świętokrzyskiej nic właściwie nie zostało, tylko budynek banku, w którym jest teraz poczta główna oraz wybudowany w 1933 roku pierwszy warszawski wieżowiec, gmach Towarzystwa Ubezpieczeniowego "Prudential". Olbrzymi drapacz chmur stał się symbolem rozwoju Warszawy. Sama zaś Świętokrzyska po wybudowaniu kilku wielkomiejskich kamienic równiez również zaczęła zmieniac swe oblicze.

Ulica po powstaniu została niemalże zrównana z ziemią a odbudowana w zupełnie innym kształcie. Zachowały się notatki Józefa Sigalina, dotyczące Świętokrzyskiej. Warto powiedzieć, że pierwotnie ulica miała być odbudowana w przedwojennej szerokości przy skrzyżowaniu z Nowym Światem. Potem postanowiono ją przebić do Kopernika i poszerzyć z myślą, że kiedys u jej wylotu na Powiślu bedzie przeprawa przez Wisłę. pokaż powiększenie

Pisze Józef Sigalin:

Budować trzeba ekonomiczniej. Unikać zbędnych osi, ciągów, koncentrując wysiłek gosdpodarczy na głównych założeniach ogólnomiejskich. Nie wolno dopuszczać do przesadnej reprezentacyjności w obiektach i zespołach, których przeznaczenie tego nie tłumaczy (np. gmach Ministerstwa Finansów). Warto by powykańczać elewacje domów wzdłuż Świętokrzyskiej... Hotel "Warszawa" jednak ładny w swojej prostocie. Czyby nie dać na górze jakiegoś zwieńczenia?.

poniedziałek, 04 lipca 2005
Muzeum Historii Żydów Polskich - wyniki

Tak, miałem kiedyś dom, przestrzeń dokoła ciepłą,
Trochę narzędzi miałem, jak to zwykle bywa w biedzie.
Związany z tym wszystkim byłem niby korzenie z drzewem,
To wszystko razem było moim szczęśliwym dobytkiem.
(...)

Lecz przyszli tamci źli ludzie, okrutni przyszli ze śmiercią,
I domek mój, który miałem, który był moją własnością,
Który tak ciężkim trudem wznosiłem przez długie lata,
W przeciągu dnia mi rozbili - jest jeszcze tlący się popiół.

Mordechaj Gebirtig

Ogłoszone zostały wyniki konkursu na budowę Muzeum Historii Żydów Polskich. Morze Czerwone. Do konkursu stanęło 119 zespołów, z których międzynarodowa komisja wyznaczyła 11 finalistów:
- Finowie (projekt wybrany): Ilmari Lahdelm i Rainer Mahlamäki
- izraelsko-niemiecki architekt Zvi Hecker (praca wyróżniona)
- Japończyk Kengo Kuma (praca wyróżniona)
- Daniel Liebeskind (praca wyróżniona)
- warszawiacy Andrzej Bulanda i Włodzimierz Mucha z pracownią Centrala
- międzynarodowa pracownia Davida Chipperfielda
- krakowskie biuro architektoniczne DDJM
- nowojorczyk Peter Eisenman
- Hiszpan Josep Lluis Mateo
- holenderskie studio Heleny Casanovy Garcii oraz Jesusa Hernandeza Mayora
- Niemka Gesine Weinmiller

pokaż powiększenie

Zespół fiński zaprojektował przeszklony budynek z pęknięciem, symbolizującym przejście przez Morze Czerwone. Finowie starali się budynek wkomponować bezkolizyjnie w otoczenie, przy maksymalnym zachowaniu istniejącego skweru.

Podczas okupacji w tym miejscu było getto. Po upadku powstania Muranów został zrównany z ziemią. Na jego gruzach powstało powojenne nieciekawe blokowisko. Muzeum w tym miejscu na pewno odmieni charakter osiedla, ożywi je, przyciagając zwiedzających.

"Gazeta Stołeczna" zebrała kilka opinii architektów na temat wygranego projektu.

STEFAN KURYŁOWICZ architekt:
To świetny wybór. Zapowiada się współczesny gmach na światowym poziomie architektonicznym. Szkło na fasadzie daje duże możliwości kształtowania bryły. Szczególnie ciekawe są też wnętrza. Wierzę, że muzeum przyciągnie do Warszawy tłumy turystów.

GRZEGORZ STIASNY, architekt z pracowni ARÉ:
Nagrodzony projekt oceniam jako dość interesujący. Brak mu jednak zdecydowania. Ciekawe jest rozcięcie budynku, ale ten pomysł pojawiał się też w innych pracach. Dużo lepszy, bo nowatorski jest projekt Kengo Kumy. Budynek japońskiego architekta w naturalny sposób wtapia się w krajobraz. Ma coś, czego nie ma projekt Finów: jest dyskretny i jednocześnie intrygujący.
pokaż powiększenie

WŁODZIMIERZ MUCHA: architekt z biura Bulanda & Mucha Architekci, finalisty konkursu:
Wybrano doskonałą pracę. Ogromna zaleta projektu to oszczędna i prosta w formie elewacja. Surowa symbolika pasuje do tematyki budynku i miejsca, w którym stanie. Dziwi mnie jednak wyróżnienie dla pracy Daniela Libeskinda. Moim zdaniem ma zbyt brutalną formę, wydaje się nawiązywać tylko do Holocaustu, pomija zaś resztę długiej historii polskich Żydów.

MAREK DUNIKOWSKI: architekt z biura architektonicznego DDJM z Krakowa, finalisty konkursu:
Projekt fiński to budynek lekki i delikatny, zaprojektowany z wielką kulturą. Nie do przyjęcia jest dla mnie natomiast projekt Daniela Libeskinda - zbyt powierzchowny i przerysowany. Nie wiem, dlaczego przyznano mu wyróżnienie. Nie doceniono wybitnej pracy Kengo Kumy, budynku zaprojektowanego wrażliwie i konsekwentnie, który byłby absolutną perełką architektury w Polsce.

Mnie najbardziej podoba się projekt Daniela Liebeskinda. Muzeum wygląda jak księga z wyrwanymi kartkami. Bardzo to symboliczne, te wyrwane karty. Jednocześnie Żydzi to naród ksiąg. Często widać na rysunkach i zdjęciach uczonego Żyda zatopionego w czytaniu. .

Informacje o Muzeum można znaleźć na stronie internetowej. Z opisów wygląda bardzo ciekawie od strony merytorycznej. Przybliży dzieje narodu, który żył wsród nas przez wieki i odszedł bezpowrotnie. Muzeum zostanie otwarte w 2008 roku.

Na pierwszym zdjęciu jest projekt Finów, na drugim Japończyka. Trzecie przedstawia pracę Daniela Liebeskinda. Wszystkie były zamieszczone w "Stołecznej".