Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


sobota, 18 czerwca 2011
"Morderstwo w alei Róż"

warszawa




"Nic, poza brzydkimi kratami w oknach i na fioletowo pomalowanymi oknami, nie sygnalizowało nielicznym przechodniom, jakim celom obecnie służy elegancka niegdys rezydencja na skraju parku Morskie Oko. Żadna też tabliczka nie anonsowala prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej, który oficjalnie znajdował się przy ulicy Oczki. W istocie zakład przy ulicy Dworkowej miał charakter tajny. Władze bezpieczenstwa stworzyły go nie tylko dla swej wygody (było stąd blisko do Komendy Głównej, ale też do wznoszonych od niedawna przy Rakowieckiej gmachów Ministerstwa Bezpieczeństwa), lecz także w celu uniknięcia zbytecznych konfrontacji zarówno ze studentami jak i z bliskimi ofiar".
Fragment książki




Pod koniec ubiegłego roku ukazał się świetny kryminał w stylu retro "Morderstwo w alei Róż" Tadeusza Cegielskiego. Akcja toczy się w Warszawie w 1954 roku tuż przed Wielkanocą. Autor książki jest profesorem historii na Uniwersytecie Warszawskim, zadbał więc o realizm szczegółów. Jest świetnie oddany klimat powojennej, odbudowującej się Warszawy.

Akcja toczy się wokół morderstwa. Ofiarą jest zamordowany w tajemniczych okolicznościach we własnym mieszkaniu przy Alei Róż sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR - Bogusław Szczapa. Przy tej ulicy w ocalałych z powstania kamienicach zamieszkiwali wówczas partyjni notable. Śledztwo prowadzi kapitan MO Ryszard Wirski, przedwojenny komisarz Policji Państwowej, mieszkający przy ulicy Flory3 we własnej, przedwojennej, rodzinnej kamienicy. Oczywiście tylko w części dawnego mieszkania. Pozostałe pokoje łącznie z suterenami zasiedlili lokatorzy kwaterunkowi a sam budynek przeszedł na własność wojska.

Ciekawy jest obraz Warszawy połowy lat pięćdziesiątych. Był to okres oddania do użytku kina "Moskwa", przymiarek do budowy metra, budowy Pałacu Kultury, komunikacji zapewnianej przez trolejbusy. I też okres likwidowania reliktów przedwojennej Warszawy.

Nie wiem, czy książkę można jeszcze gdzieś kupić ale polecam. Nieczęsto się zdarzają powieści z Warszawą w tle.

środa, 15 czerwca 2011
Neony warszawskie

warszawa

W sobotę na terenie Królikarni odbył się 5. Piknik Kulturalny „Co Jest Grane”. Pogoda dopisała, tłumy też. Z tyłu Królikarni Muzeum Neonów wystawiło kilka neonów ze swojej kolekcji.

Jeszcze niedawno w Al. Ujazdowskich widać było neon restauracji „Ambasador”. W Al. Jerozolimskich był sklep „Sarenka” z wyrobami skórzanymi. Przy placu Zbawiciela świecił neon sklepu „Berlin”. Przy Marszałkowskiej w pobliżu Królewskiej były "Maszyny do szycia". Wszystkie z czasów PRL. Wyróżniały się ciekawą grafiką, były niepowtarzalne. Po zmianie ustroju, gdy zmieniali się właściciele, neony z reguły były zdejmowane. Do czasów obecnych przetrwało niewiele, nawet jeśli są, to z reguły nieczynne. Czasami były wymieniane z bliżej nieokreślonego powodu. Szkoda, bo niektóre były bardzo charakterystyczne. Teraz można je znaleźć wyłącznie na widokówkach z minionej epoki. A przecież neony też tworzą wizerunek miasta.

Przy Jana Pawła II w pobliżu Danielewicza w typowym peerelowskim pawilonie ocalała kawiarnia „Jaś i Małgosia” z neonem – filiżanką. Niestety, neon niedługo spadnie. Poszczególne litery bujają się na wszystkie strony. Byłam tam kilka lat temu, zachęcona przez mieszkająca w pobliżu znajomą. Obiecała peerelowskie klimaty. I rzeczywiście. Serwowano kawę sypaną do szklanki i aluminiowe łyżeczki. Obecnie często się tam odbywają koncerty. Szkoda, że nowi właściciele nie remontują neonu, który mógłby być świetną wizytówką, widoczną w środku nocy. pokaż powiększenie

W 1958 roku w Warszawie było 90 kawiarń, w 1965 – 160. Ile jest dziś, nie wiem, najbardziej charakterystyczne poznikały razem z neonami, a lokale wiele razy zmieniały właścicieli. Nie ma ani Świtezianki, ani Bombonierki. Kto jeszcze pamięta Lajkonika, Colorado czy Kopciuszka. Liczyła się atmosfera, bo kawa z reguły bywała paskudna. W latach piećdziesiątych najlepsza kawa wg „Bedekera warszawskiego” była w Klubie Prasy na placu Wilsona, ówczesnym placu Komuny Paryskiej.

Na Puławskiej jest nieczynny neon Komisu. Firma była w siermiężnych latach Gomułki oknem na świat. Tu, podobnie jak w PEKAO dolarowym, można było kupić wszystko. W Warszawie było kilkadziesiąt takich sklepów. Najbardziej znane i oblegane były na Chmielnej, wówczas Rutkowskiego. Eleganckie warszawianki, nawet gdy ich nie było stać na na zakup, mogły zobaczyć co się nosi i co wypada mieć. Tam było wszystko o czym w zwykłych sklepach nawet się nie marzyło przez sekundę. Towarów zwykle dostarczali marynarze i osoby mające rodzinę lub znajomych na zachodzie albo w Galluxie.

Tak o Komisach w 1958 roku pisał Olgierd Budrewicz:
pokaż powiększenie
Wizytówką wystaw są zawsze: pasta „Kiwi”, krem „Palmolive”, atrament „Watermana”, żyletki „Gilette” oraz kolorowa guma do żucia.
Komisy istnieją dla tych, którzy poszukują artykułów trudnych do zdobycia w innych sklepach oraz dla tych, którzy poszukują sposobów na okpienie urzędów skarbowych (skomplikowana nauka posługiwania się kwitami komisowymi jako dowodami pochodzenia pieniędzy).
Jak najłatwiej trafić do komisu? – Nie pytać, iść ulicą i patrzeć, gdzie zbity tłum przywiera nosami do sklepowej witryny. To tam.

Jeszcze do niedawna był ciekawy neon kwiaciarni na rogu Al. Jerozolimskich i Kruczej. Został zdemontowany, gdy właścicielki po podniesieniu czynszu przez miasto zmieniły lokal. Nie ma wielkiego neonu Jubilera. Chyba w latach 80-tych został zdjety ogromny ruchomy neon reklamujący Koleje Radzieckie. Zawsze się nim zachwycałam, gdy byłam dzieckiem. Był jak z piosenki
„Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka
Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy”.

Jest za to jeszcze neon spółdzielni „Izis” przy Marszałkowskiej. Co prawda litera „I” zbuntowała się i nie świeci, ale pozostała część napisu jest w dobrej formie. Również Pogotowie Ratunkowe ma swoje niebieskie krzyże. Wisi taki na Puławskiej.
W Bedekerze Budrewicza można przeczytać ciekawą informację. W latach pięćdziesiątych więcej zapłonęło na ulicach neonów niż nowych latarń. Pojawił się wówczas neon Jubilera przy placu Unii Lubelskiej, zakładu ubezpieczeń na gmachu BGK, ogromny neon WSS na Francuskiej przy rondzie Waszyngtona, reklamujący mały sklepik. pokaż powiększenie

Niektóre neony są ratowane. Ostatnio akcję przywracania żywotności przeprowadzało Muzeum Neonów. Będzie znów działać syrenka biblioteczna przy Grójeckiej.

Obecnie niezwykle rzadko pojawiają się nowe neony. Króluje zwykle bylejakość. Przeważnie są to podświetlane tablice lub zwykłe szyldy. To dziwi, bo nawet wielkie firmy czy sieci gastronomiczne zadowalają się banalną reklamą.

piątek, 10 czerwca 2011
Ulica Łucka

warszawa

Na Łuckiej przetrwały jeszcze relikty tzw. Dzikiego Zachodu. To była aż do lat sześćdziesiątych enklawa ruin, ruder, baraków, warsztacików, melin pijackich i nielicznych ocalałych kamienic.

Nadchodzi ostatni moment uchwycenia odchodzących klimatów zrujnowanej powojennej Warszawy, świetnie opisanych w „Złym” Tyrmanda. Coraz bardziej zbliżają się tutaj wieżowce i apartamentowce. Żal, że nikt przez kilkadziesiąt lat nie zadbał aby wyremontować to, co ocalało a jeszcze miało jakąś wartość.

Pod numerem 8 stoi kompletnie zdewastowana niewielka kamieniczka, będąca w rejestrze zabytków. Jest to prawdopodobnie najstarszy budynek na Woli. Brama jest szczelnie obelkowana, aby nikomu nic nie spadło na głowę. W podwórzu stoi od zachodu oficyna. Kamienica została wzniesiona w latach 1877 – 1878. Przed 1918 rokiem została wyposażona w balkony. Po roku 1945 usunięto wystrój fasady. Stan obecny jest tragiczny. Nie odważyłam się wejść do bramy.

Pod numerem 10 zostały resztki oficyn. Zachodnia została zniszczona w 1939 roku, wschodnia rozebrana po 1991 roku. Jest tylko oficyna poprzeczna. Od strony ulicy prawdopodobnie nigdy nie była kamienicy frontowej, tylko mur z bramą wjazdową. Oficyny zostały wybudowane w 1878 roku dla niewielkiej fabryczki.

Posesja pod numerem 12 była bardzo głęboka, składała się z trzech podwórek, z dwiema oficynami poprzecznymi oraz z bocznymi wschodnimi. Od zachodu podwórka były otwarte. W 1944 roku większość budynków spłonęła, łącznie z kamienicą frontową i po 1956 roku ruiny zostały rozebrane. To co dziś widać to jest druga oficyna poprzeczna miedzy drugim i trzecim podwórkiem i kawałek wschodniej. Oficyny nie są w obecnej chwili już zamieszkane. Stoją zrujnowane z zamurowanymi oknami i zabitą bramą wjazdową. pokaż powiększenie

Posesja pod numerem 14 była zabudowywana od końca. Najpierw powstała oficyna poprzeczna na tyłach, jeszcze przed rokiem 1900 , potem dopiero kamienica frontowa z pozostałymi oficynami. Podobnie jak pod numerem 12 i tutaj były trzy podwórka. Na terenie znajdowała się fabryka perfum „Iris”. Kamienica frontowa istnieje do tej pory. W latach pięćdziesiątych skuto gipsowy wystrój. Po roku 1960 położono nowe tynki ale rozebrano balkony.

Ulica Łucka jest starą ulicą. Została wytyczona w 1770 roku wraz z ulicami przylegającymi do Okopów Lubomirskiego. Początkowo była ślepą uliczką o połowę krótszą niż obecnie i należała do jurydyki Grzybów. Stało tu kilka pojedynczych, drewnianych, frontowych domów. Potem rozwijająca się zabudowa utworzyła obustronnie pierzeję ulicy. Kończyła się na ulicy Wroniej a dalej widać było tylko puste działki i nieużytki. Za domami ciągnęły się sady i ogrody. Trudno dziś uwierzyć w ten sielski krajobraz. Było tu tak ładnie, że letnią willę wybudował sobie królewski kamerdyner Franciszek Ryx. Wokół willi utworzony został piękny ogród ze stawami. Znajdował się w tym miejscu, gdzie obecnie zaklady "Norblin". Po kilku latach powstała dla Ryxa na rogu Łuckiej i Żelaznej kamieniczka, istniejąca do obecnych czasów. W XIX wieku została znacznie rozbudowana.

Ulica Łucka była bardzo wąska. Magistrat usiłował ją poszerzyć pod koniec XIX wieku. W tym celu zaczął wykupywać frontowe pasy posesji po stronie północnej. Proces ten nie został zakończony do wybuchu II wojny światowej. pokaż powiększenie

Jarosław Zieliński pisze, że przy Łuckiej ulokowało się wiele fabryczek i warsztatów. Na każdym niemal podwórku była jakaś firma. I tak kolejno: pod numerem 4 – fabryka fornirów, pod 14 – perfumy, pod 18 – fortepiany i pianina, pod 33 – bryczki, pod 37 – wędliniarnia, pod 38 – odlewnia żelaza itd… Tak więc przed wojną ulica, choć wąska musiała być bardzo ruchliwa. Dziś ruch jest niewielki, ulica jest raczej parkingiem dla okolicznych mieszkańców.

W 1939 roku zbombardowane zostały zakłady „Norblin”. Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy spalili ulicę na niemal całej długości. Kilka budynków zostało zbombardowanych. Po wojnie ostatnia rozbiórka odbyła się w roku 1991.

Literatura: "Atlas architektury i ulic Warszawy", Jarosław Zielinski.

piątek, 03 czerwca 2011
Przewodnik po Ochocie

warszawa






Na Ochotę, Na Ochotę,
Wybierz bracie się w sobotę,
Zobacz tej dzielnicy cuda
Bo Ochota to nie nuda
Przyjdź i zobacz gdyś ciekawy
Że ozdoba to Warszawy!
Piosenka szkolna






Wyszedł pierwszy przewodnik po Ochocie. Książka "Ochotnicy na spacer" jest autorstwa Jarosława Zielińskiego. W ubiegłym roku Urzad Dzielnicy Ochota we współpracy ze znanym warszawskim wydawnictwem Veda zorganizował cykl spacerów. Wtedy powstał pomysł zrobienia przewodnika. W przyszłosci ma się ukazać rozszerzony.

Przewodnik zawiera kalendarium historyczne Ochoty i podzielony został na dziewięć spacerów po dzielnicy.
- Wzdłuż Alej Jerozolimskich
- Wokół Szpitala Dzieciątka Jezus
- Wokół Ochoty Wojskowej
- Wokół Filtrów
- Wokół Pola Mokotowskiego
- Pomiędzy Kolonią Staszica a Kolonia Lubeckiego
- Wokół Pomnika Lotnika
- Wzdłuż Ulicy Grójeckiej
- Miedzy Rakowcem z Szczęśliwicami.

W przewodniku jest również plan historycznej Ochoty z nałożonymi współczesnymi ulicami i informator. Ilustrowany jest duża ilością zdjęć archiwalnych.

Jest rozdawany bezpłatnie w bibliotekach Ochoty i Urzędzie Dzielnicowym. Nakład jest ograniczony. Ja go dostałam w bibliotece koło dawnej restauracji "Pod Skrzydłami".