Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


wtorek, 27 czerwca 2006
Szklany Żagiel Libeskinda


Inwestor luksemburski Orco Property Group, chcący postawić 192-metrowy apartamentowiec w miejscu obecnego centrum handlowego City Center, otrzymał w zeszłym miesiącu warunki zabudowy. Naczelny architekt miasta zgodził się na proponowane gabaryty szklanej wieży. Konstrukcja wieży będzie z żelbetu a okładzina ze szkła. Choć kolor szkła będzie wszędzie taki sam, ze względu na różne łuki w elewacji, kąt odbicia swiatła będzie zmienny i da to wrażenie różnych kolorów elewacji. Jest to efekt zamierzony, budynek ma się mienić.

Na przełomie tego i przyszłego roku rozpocznie się burzenie City Center. Inwestor kupił centrum za 41.5 mln tylko po to, żeby zburzyć i na uzyskanej działce postawić wieżowiec projektu Libeskinda. City Center powstało 15 lat temu.

45-piętrowy Szklany Żagiel ma być gotowy w 2008 roku. Znajdzie się w nim 250 apartamentów. Cena jednego metra wg obecnych cen wynosiłaby około 3 - 5 tys. euro. Budynek będzie drugim co do wysokości w Europie. Na dole będą sklepy, galerie sztuki, restauracje i kawiarnie.

Daniel Libeskind przebywał wiosną w Polsce i udzielił wywiadu dla "Gazety" Dariuszowi Bartoszewiczowi.

Dariusz Bartoszewicz: Budynek Pańskiego projektu ma dość agresywną formę. Narożnik południowo-wschodni jest ostry, zwieńczenie wieży też. Ten wysokościowiec tnie przestrzeń. Czy taka forma coś symbolizuje, czy taka po prostu Panu wyszła?

Daniel Libeskind:- Architektura polega na kształtowaniu przestrzeni. Uważam, że forma budynku, którą proponuję, jest zrównoważona. Ona ma dać wrażenie wznoszenia się. Projektując Złotą 44, cały czas myślałem o orle. Dlatego budynek musi mieć w sobie to coś, pewną ostrość i dynamizm. Przecież orzeł to nie kotek.

Wysoki budynek nie jest widoczny tylko z jednej czy dwóch stron. On jest oglądany zewsząd. Projektując go, trzeba pamiętać o takim panoramicznym oglądzie drapaczy chmur. Ten warszawski będzie harmonijną kombinacją ostrych i łagodnych form.

pokaż powiększenie

Otoczenie Pałacu Kultury zmieniło się nie do poznania. W pierwotnym zamierzeniu wieżowce miały przesłonić i zasłonić Pałac. Urozmaiciły panoramę Warszawy, są widoczne z daleka, stanowią punkt orientacyjny dla przyjezdnych. Mam jednak wątpliwości czy środek miasta jest najlepszym miejscem dla wież. Ciekawe też, jak Szklany Żagiel będzie współgrać ze Złotymi Tarasami. Na Złotej jest bardzo mała działka, a Złote Tarasy też są wciśnięte w niewielką przestrzeń. Zrobiło się ciasno.

Obok jest makieta, gdzie widać wieżowiec na tle otoczenia.

środa, 14 czerwca 2006
Park Kultury na Powiślu


W 1949 roku zapadła decyzja o budowie wielkiego parku na Powiślu środkowym i częściowo południowym. Miał to być park, zachęcający do aktywnego wypoczynku. Pierwszy projekt wykonała architekt krajobrazu Alina Scholtzówna z zespołem na podstawie koncepcji arch. Z. Stępińskiego. Park otrzymał nazwę "Centralny Park Kultury i Wypoczynku na Powiślu". Budowa była finansowana przez SFOS.

Prace rozpoczęły się już w 1950 roku, polegały na odgruzowywaniu i rozbiórkach ruin różnych warsztatów, fabryczek, domów i szpitala św. Łazarza. Rozebrano jednak również budynki, które można było uratować. Były zakusy na unicestwienie dwóch wielkich kamienic przy placu Trzech Krzyży. Park miał mieć 90 ha i rozpoczynać się od zachodu trochę poza skarpą, ciągnąć wzdłuż wiaduktu mostu Poniatowskiego, przejść na drugą stronę i objąć tereny ogrodowe szpitala Czerwonego Krzyża. Na Powiślu południowym miał sięgać od domów przy moście Poniatowskiego, potem brzegiem Wisły poprzez Cypel Czerniakowski aż do ulicy Łazienkowskiej. Tak wytyczony obszar miał obejmować ogrody podkomorzego Kazimierza Poniatowskiego "Frascati" i "Na Książęcem". Program zagospodarowania Parku był bardzo szeroki a jego realizacja miała trwać aż do lat siedemdziesiątych.

Podstawowym założeniem kompozycyjnym Parku była szeroka aleja prowadząca od placu Trzech Krzyży, przez schody, taras z fontanną w dół do podskarpia i do Wisły. Drugim założeniem była aleja biegnąca podnóżem skarpy, równolegle do Rozbratu, między Górnośląską i Książęcą. Miały też być aleje spacerowe, jedna na skarpie, druga brzegiem Wisły. pokaż powiększenie

W pierwszych latach wykonano ogromną pracę. Do 1965 roku posadzono około 12 tys. młodych drzew i 60 tys. krzaków. Bardzo dużą część prac wykonali społecznie mieszkańcy Warszawy. W 1955 roku w czasie Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów członkowie licznych delegacji zagranicznych pracowali u podnóża skarpy, nawet w nocy przy świetle jupiterów. Wszystkim przygrywała orkiestra. Aleja pod skarpą dostała trzy fontanny a na jej początku od strony Górnośląskiej 5 sierpnia 1955 roku ustawiono pamiątkowy głaz z napisem Aleja Przyjaciół.

W pierwotnych planach zieleń parku miała łączyć się ze skwerami placu Trzech Krzyży a następnie Hożą ze skwerem przed kolumnadą Ministerstwa Rolnictwa a potem połączyć z byłym Ogrodem Pomologicznym. Z tej koncepcji nic nie zostało, na Hożej powstały budynki. Z czasem obszar Parku zaczęto ograniczać. Najpierw zrezygnowano z włączenia ogrodów szpitala Czerwonego Krzyża, w związku z tym starodrzew dawnych ogrodów zaczął ulegać dewastacji. Potem odłączono Cypel Czerniakowski. Zrezygnowano z wyburzeń domów na ulicach Ludnej, Fabrycznej i Rozbrat. Powstały zamiast parku osiedla „Ludna”, „Torwar”, domy na Rozbrat i w Alei Trzeciego Maja. Apetyty inwestorów szły dalej, ale na szczęście rozrosła się zieleń Parku, więc już domów nie stawiano. Z wielkim trudem udało się obronić główną aleję Parku. pokaż powiększenie

Z czasem tempo budowy parku malało. W połowie lat sześćdziesiątych prace wstrzymano i nawet przestano konserwować to, co już było zrobione. Nie zbudowano kawiarni, pijalni wód mineralnych ani pawilonów wystawowych. Jedyną inwestycją użytkowaną było kino letnie „Jutrzenka”. Cyrk z powodów błędów konstrukcyjnych architektów bułgarskich nie nadawał się do użytku. Powstały dwa kręgi taneczne. Jeden od strony ulicy Książęcej szybko uległ dewastacji. Drugi przy ulicy Okrąg był rzadko używany, bo okoliczni mieszkańcy skarżyli się na hałas. Na terenie Parku uczczono miejsca walk wyzwoleńczych. Na Solcu na zakończeniu alei głównej została zaprojektowana Płyta Desantowa ku czci żołnierzy I Armii WP, którzy dokonywali desantu na Czerniakowie we wrześniu 1944 roku. W 1975 roku wzniesiony został pomnik „Chwała Saperom”. Park bardzo zmienił tę część Powiśla.

Przed wojną między mostem Poniatowskiego a Książęcą mieściły się różne warsztaty. Nad tym wszystkim górowały zbiorniki gazu. W czasie budowy Parku teren został odgruzowany, rozebrano resztki ruder i posadzono drzewa.

Aleja od strony placu Trzech Krzyży została bardzo starannie zaprojektowana i ozdobiona licznymi elementami małej architektury wykutymi w kamieniu. Fontanna na głównym tarasie została uruchomiona 22 lipca 1955 roku. Została wyłożona specjalnym szkłem, ale szybko je chuligani wytłukli i trzeba było sprowadzać nowe. W parku znajduje się kilka rzeźb ogrodowych, będących dziełem znanych rzeźbiarzy warszawskich. pokaż powiększenie

Na terenie na północ od dzisiejszej Książęcej za czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego istniały cegielnie królewskie. Potem król podarował je bratu Kazimierzowi, który postanowił tu urządzić ogrody. Projektował je Szymon B. Zug. Po południowej stronie Książęcej powstał tzw. ogród Na Górze, a na dole na terenach pocegielnianych - Na Książęcem. Od tego wzięła nazwę ulica. Dawna glinianka przekształciła się w staw. Została otoczona piękna zielenią, wystawiono romantyczne obiekty. Książę kazał wznieść minaret, z którego płynęły śpiewne nawoływania muezzina. Istniał on aż do wybuchu Powstania w 1944 roku na terenie szpitala. Został nieznacznie uszkodzony i mógł być po wojnie odrestaurowany. Niestety, został zburzony, jedynym śladem po nim są fundamenty. Dzisiejsza ulica Solec została obsadzona topolami. Podobnie było z Książęcą. Do dzisiejszych czasów pozostały jeszcze na Solcu 4 drzewa. pokaż powiększenie

U podnóża ogrodu Na Górze u zbiegu Książęcej i Rozbratu Zug zbudował murowane budynki, między innymi oranżeria i dom mieszkalny, w którym w XIX w. była oberża. Z czasem cała Książęca zaczęła być zabudowywana domami drewnianymi i murowanymi, głównie parterowymi, zwłaszcza po stronie południowej. Pod numerem 5 był browar a pod 21 kuźnia. Było też kilka dworków. W okresie Królestwa Kongresowego zaczęto budować tu duże kamienice. Na dole Książęcej przy Dolnej Smolnej (obecnie jest to alejka parkowa) była fabryka. W 1841 roku na zachodniej części ogrodu Na Książęcem wybudowano kompleks budynków szpitala św. Łazarza. Przetrwały one aż do 1944 roku.

Posiadłość Na Górze, zwana z włoska Frascati, była w czasach królestwa Kongresowego własnością Nowosilcowa, w połowie XIX wieku sprzedana została hrabinie Róży Branickiej. Jej potomkowie już jej nie powiększyli. Utraciwszy ogromne posiadłości na wschodzie pilnie potrzebowali pieniędzy. W związku z tym rozpoczęli parcelację ogrodów na działki budowlane. Zaczęli od okolic Wiejskiej w 1919 roku. Tereny te miały ogromną wartość, zwłaszcza gdy się okazało, że w dawnym Instytucie Maryjskim będzie się mieścić Sejm Rzeczypospolitej. pokaż powiększenie

Dziś wspomnieniem po dawnej Frascati są budynki Muzeum Ziemi przy alei Na Skarpie, wielokrotnie przerabiane. Jednym z nich jest loża masońską sprzed 100 laty, którą przebudował na willę dla siebie arch. Bohdan Pniewski. Widzimy ją na zdjęciu 3, wykonanym około 1925 roku (źr.: "Korzenie miasta").

Na zdjęciu drugim są typowe zabudowania dolnej części Książęcej (w dali widać willę Merliniego), na 4 minaret ze szpitala, będący pamiątką po ogrodzie Na Książęcem. Na zdjęciu 5 widzimy kamienicę Książęca 1 przy zbiegu z Rozbrat, stan z roku 1942. Na ostatnim zdjęciu są pokazane zabudowania szpitala św. Łazarza, adres Książęca 2 przy dolnej Smolnej, stan z 1942 roku.

środa, 07 czerwca 2006
Chcą zmienić nazwę Marszałkowskiej!


Ulica Marszałkowska jest poważnie zagrożona w części północnej od Królewskiej do placu Bankowego. Radny z PiS Paweł Bromski wpadł na pomysł zmiany nazwy ulicy na "Aleje Kościuszki i Pułaskiego". Głosowanie w Radzie Warszawy już za tydzień.

Chyba trzeba być mocno oderwanym od spraw miasta, żeby chcieć zmienić historyczną nazwę ulicy, istniejącą od 1770 roku a w tym akurat miejscu od ponad półwiecza. Pod tym adresem wychowały się dwa pokolenia.

Kilka lat temu na skutek nacisków została zmieniona unikalna nazwa ulicy Stołecznej.

Pomysłodawca tak argumentuje w rozmowie z redaktorem "Stołecznej", Krzysztofem Śmietaną:
- Obaj bohaterowie walki o wolność Polski i Stanów Zjednoczonych nie są odpowiednio uhonorowani w Warszawie. Czas to wreszcie zmienić.

Zmianę nazwy już poparli radni z komisji nazewnictwa i wiceminister obrony narodowej. Bromski chce, żeby zmiana nazwy nastąpiła przed 4 lipca, kiedy wypada 230 rocznica utworzenia Stanów Zjednoczonych.

"Stołeczna" zamieszcza opinie ekspertów:

Ale pomysł skrytykował Zespół Nazewnictwa Miejskiego, który tworzą m.in. historycy i językoznawcy. Stojąca na jego czele prof. Kwiryna Handke uważa, że nie ma sensu nazywać jednej ulicy imieniem dwóch patronów. - Kościuszko został już odpowiednio uhonorowany w Warszawie. Jego imię nosi ulica w Ursusie. Istnieje także nazwa Wybrzeże Kościuszkowskie [fragment Wisłostrady na Powiślu - red.] nadana już w dwudziestoleciu międzywojennym - przypomina prof. Handke. Pułaski też ma ulicę - w Białołęce.

Dosadniej o planach radnego Bromskiego wyraża się varsavianista Jarosław Zieliński. - To kretyński pomysł. Nie mam nic przeciwko Kościuszce i Pułaskiemu, ale powinni patronować ulicy z prawdziwego zdarzenia, przy której stoją domy i spacerują ludzie, a nie tam gdzie tylko pędzą samochody - uważa. Zaznacza też, że zmiana może spowodować ogromne koszty dla mieszkańców, którzy będą musieli wymieniać dowody i prawa jazdy.

Warszawa ma tyle innych problemów, zamiast centrum wielki syf na Placu Defilad, dziurawe chodniki, korki na jezdniach a radny PiS snuje dziwaczne pomysły, żeby tylko na moment zaistnieć w mediach. Na zdjęciu stoi w miejscu, gdzie ma być zmieniona nazwa ulicy.