Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


niedziela, 26 czerwca 2005
Plaże nadwiślańskie

W czerwcu nad Wisłą w okolicy ZOO na terenie TKKF powstała plaża Beach Bols, trzecia tego typu w Polsce. Dwie istnieją nad morzem, w Dębkach i Sopocie. Miejsce zostało wybrano ze względu na piękny widok na Starówkę, szczególnie o zachodzie słonca. Wieczorem zamienia się w klub. Plaża będzie czynna do połowy września.

Wraca dawna tradycja plażowania nad Wisłą. W latach 60-tych ludzie się opalali po stronie praskiej, potem powstały baseny a dawne plaże zarosły haszczami.

Tradycja plażowania sięga czasów przedwojennych. Ciekawie kilka lat temu pisał o tamtych czasach Jerzy Majewski na łamach "Stołecznej". Słynną plażą, o której wspomina była plaża Braci Kozłowskich na Saskiej Kępie.

W letnie upalne dni po pracy ludziska ciągnęły na plażę tłumnie. Lewobrzeżna Warszawa dojeżdzała zatłoczonymi tramwajami przez most Poniatowskiego. Wszyscy oczywiście obładowani kocami, butelkami z herbatą i wodą sodową. Ciekawie wspomina te czasy Włodzimierz Bartoszewicz w książce "Piórkiem o Warszawie".
Na zdeptanym tysiącami stóp piasku leżały całe rodziny, smażąc się na słońcu. Bardziej przedsiębiorczy grali w karty lub raczyli się wódką, zagryzając ogórkiem i kiełbasą. Samotni kawalerowie i słomiani wdowcy przechadzali się z wolna wśród zalegających plażę ciał, wypatrując łatwej zdobyczy. Bywało, że przysiadali na piasku niby zmęczeni chodzeniem, tuż koło leżącej we wdzięcznej pozycji nimfy w ciemnych okularach i z listkiem łopianu na nosie. By nie płoszyć zwierzyny zaczynali rozmowę od wygłaszanych podniesionym głosem uwag:
- "Widziałeś kiedy, Jasiu, taką śliczną panienkę? Bo ja nie. Aż przykro się robi, jak pomyślisz, że taka samotna na tej plaży"
- "No właśnie! To samo sobie myślałem. Pogoda na medal, Wisła jak grzana, a to biedactwo leży sama, jak jaka sierota".
Cisza. Nimfa nie reaguje. Udaje, że drzemie.
- "Jak myślisz, Feluś? Bo żeby miała z kim - leżałaby tu jak ofiara losu? Skąd? Zaraz by się poszła kąpać. Ale tak co? Boi sie biedactwo".
Cisza.
- "O rany, Jasiu. Patrz, jak się przypala! Aż syczy!"
- "Faktycznie. O, a tu, na tej ślicznej nóżce - zobacz jakie bąble wyskoczyli. Jak śliwki".
- "Gdzie? - woła przerazona nimfa - gdzie bąble?" - I gorączkowo ogląda nogę.
Lody zostały przełamane. Po chwili cała trójka zanurza się w mętne fale Wisły i opryskuje brudną wodą. Na plaży, nad brzegiem, czeka juz na nich "Zegmont" - lodziarz w białej czapce i fartuchu. Stoi nad wielkim kubłem, owiniętym serwetą, wypełnionym bryłami lodu. Sterczą z nich puszki z lodami.
- "Lody, lody, lody, komu lody! Śmietankowe, malinowe, cytrynowe! Lody, lody, lody!" - woła "Zegmont". Otacza go tłum spragnionych golasów.
- "Panie szanowny, daj pan trzy porcje. Mieszanych. A dla tej panienki podwójną".
Zapada wieczór. Golasy zaczynają zbierać się do odwrotu. Ten i ów rozpościera koc czy prześcieradło, by zasłonić przed okiem ciekawych bujne kształty małżonki, ściągającej kostium. Cóż, kiedy zabieg jest jednostronny. Ci z tyłu widzą wszystko i bawią się doskonale.
Plaża powoli pustoszeje. Na poszarzałą sylwetę Warszawy wypływa wielki, blady księżyc. (...) Na drugim brzegu, jedne po drugich, zapalaja się swiatła w oknach kamienic. Zaczyna się wieczorne życie stolicy. Obojętna na wszystko Wisła płynie niestrudzenie, odbijając w swych falach blask wschodzącego księżyca.

wtorek, 21 czerwca 2005
Ogród Saski



Czasem, gdy siedzę na placyku,
Kiedy fontanna szemrze z cicha,
Błyska mi promyk po promyku
I dawna przeszłość się uśmiecha.
Idą wytworni kawalerzy
I dam bukiecik, pełny wdzięku,
Kawaler w ustach duser świeży,
Dama ma każde serce w ręku...

Or - Ot

Ogród Saski był pierwszym publicznym ogrodem w mieście. Został otwarty dla warszawiaków 27 maja 1727 roku. Zaczątkiem ogrodu była posiadłość poety Jana Morsztyna, wykupiona przez Augusta II Sasa od jego córki. Krół miał wielkie zamierzenia, w związku z tym aż do roku 1726 wykupywał sąsiadujące posesje. Utworzony Ogród miał powierzchnię 13.5 ha i trapezoidalny kształt. W najszerszym miejscu mierzył 440 metrów a długość wynosiła 530 metrow. Od wschodu Ogród sięgał do pałacu, od północy do pałacu Sanguszków (potem Bruhla) i dawnej rezydencji biskupa Potockiego. Południowa granica była drogą do folwarku królewskiego, nazwaną potem ulicą Królewską, a od zachodu granicą były ulice Żabia i Graniczna (dawny trakt krakowski).

Tereny wykupione miały zabudowania, lecz wszystkie zostały wyburzone oprócz jednego, dworu Bokuma, należącego do Jerzego Lubomirskiego. Był to prawdopodobnie jedyny budynek murowany. Po roku 1720 dokonano w nim przeróbek i w ten sposób powstała Oranżeria. Następnie w okolicy późniejszej Żelaznej Bramy powstał pawilon ogrodowy, zwany Wielkim Salonem, w którym zbiegały się promieniście ścieżki Ogrodu. Powstała też Operalnia. pokaż powiększenie

Po śmierci Augusta III Sasa pałac wraz z Ogrodem straciły charakter rezydencjonalny, stały się miejscem zamieszkania saskich przedstawicielstw dyplomatycznych. Majątek za duży na ich potrzeby, został podzielony na mniejsze części użytkowe i stopniowo popadał w ruinę. Do dalszej dewastacji Ogrodu przyczyniły się wydarzenia historyczne. Epoka świetności skonczyła się wraz z wejściem do Warszawy wojsk pruskich w 1796 roku.

W okresie Księstwa Warszawskiego sytuacja Ogrodu Saskiego nie poprawiła się, było nawet gorzej. Stanowił miejsce wypasu koni żołnierskich. Po utworzeniu Królestwa Polskiego Ogród początkowo ulegał dalszemu niszczeniu, znów służył jako miejsce wypasu, tym razem koni żołnierzy armii wielkiego księcia Konstantego.

Zachował się opis Ogrodu Saskiego z lat dwudziestych XIX stulecia. W protokole jest informacja, że znajduje się w nim 25 figur kamiennych, 85 ławek i trzy studnie. Jest też mowa o tym, że Ogród jest ogrodzony w większości żelaznymi kratami (na miejsce dawnych murów z bastionami). Istniała jeszcze pierwotna tradycja sadzenia drzew owocowych. W tym okresie Ogród odzyskał stan reprezentacyjny. Wydane zostało rozporządzenie o zamykaniu Ogrodu na noc o 23 o otwieraniu o piątej rano. Dwóch porządkowych pilnowało przestrzegania przepisów przez jeżdzących konno i pojazdami. Nie wpuszczano żebraków i taszczących wielkie toboły. W bramach stanęły budki stróży.

W 1847 roku z wielką pompą otwarto Instytut Wód Mineralnych Sztucznych, zaprojektowany przez Henryka Marconiego. Dotrwał on do 1939 roku. Wody mineralne naturalne i sztuczne wydawano od maja do września od godziny 5.30 do 21. Budynek zlokalizowany w zachodniej częsci Ogrodu stanowił wraz z malutkim ogródkiem i fontanną odrębną część, sąsiadował z giełdą przy Królewskiej. Tu skupiało się życie towarzyskie Warszawy.

Od 1850 roku zaczęto w Ogrodzie urządzać wielkie zabawy muzyczne, z których dochód przeznaczano na cele dobroczynne. Jedni się tym zachwycali, inni nie, ponieważ zabawy dewastowały roślinność. Na takie imprezy przychodziło po kilkadziesiąt tysiecy osób.

W tym samym czasie Warszawa zostałą objęta siecią wodociągową wg projektu Marconiego. To spowodowało w Ogrodzie bardzo duże zmiany. Wybudowanie głównego zbiornika i postawienie go na wzgórzu zniszczyło sporą część zieleni i spowodowało kłopoty. Rzadki grunt był przyczyną, że woda ze stawu zalewała piwnice pałacu Bruhla. Umocnienie brzegów wykonano dopiero 25 lat później. Od samego początku istniała fontanna i rzeźba chłopca z łabędziem. Marconi zaprojektował tez cztery wodotryski, z których do naszych czasów dotrwał tylko jeden, ten na tle zburzonej kolumnady. Fontanna ta była jednym z symboli Warszawy. Pisano o niej piosenki, układano wiersze. pokaż powiększenie

Wielkim powodzeniem cieszyły się w Ogrodzie Saskim kawiarnie. Najstarszą, sięgająca jeszcze czasów saskich, była cukiernia Lessla, mieszcząca się w pięknej willi z rotundą od strony Ogrodu. Po latach wydzierżawił ją od następnego właściciela Semadeni, którego cukiernia zasłynęła szeroko z doskonałych lodów i ciast. W latach osiemdziesiątych kupił ją Lourse, kontunuując doskonałe tradycje cukiernicze. Goście pchali sie drzwiami i oknami, siedząc potem w otoczeniu drzew, krzewów i wśród śpiewu ptaków. Druga kawiarnia znajdowała się przy Instytucie Wód Mineralnych i została potem przekształcona w Zakład Leczenia Kumysem.

Warszawiacy kochali swój Ogród i dla nich w latach siedemdziesiątych wybudowany został teatr letni, który przetrwał aż do 1939 roku. Budowa budziła duży sprzeciw w ówczesnej prasie, jako niszcząca Ogród. Nasi współcześni ekolodzy mieli godnych przodków. Park miał poziom europejski, wchodziło sie do niego przez siedem bram: od placów Saskiego i Ewangelickiego, od ulic Marszałkowskiej, Zabiej, Niecaęłj, Kotzebuego (obecnie Fredry) i placu Zelaznej Bramy. były tez trzy przejscia na posesje prywatne.

Rok 1888 zelektryzował mieszkańców. Wiliam Lindley chciał przez część Ogrodu przeprowadzić rury wodociągowe. Jednocześnie projekt przewidywał przedłużenie Marszałkowskiej do placu Bankowego. Cała Warszawa mówiła o zamachu na salon letni. Przy tych planach powierzchnia Ogrodu zmalałaby o 1/6. Sprawa była tak bulwersująca, że sam prezydent Starynkiewicz wystosował list otwarty do mieszkańców. Ostatecznie przyjęto skromniejsze plany a kanał został puszczony pod Żabią, co i tak części północno - zachodniej Ogrodu nie uchroniło przez zniszczeniem. pokaż powiększenie

Przełom XIX i XX wieku przyniósł Ogrodowi Saskiemu upadek znaczenia. Widać było konkurencję Łazienek i Doliny Szwajcarskiej. Zmiany w zadrzewieniu, wycinanie, tworzenie nowych alejek spowodowało zmianę charakteru Ogrodu: z letniego salonu zamieniał się w promenadę. W 1935 roku mimo wielkiego oporu warszawiaków przebito w kierunku pl. Żelaznej Bramy ulicę Marszałkowską. W ten sposób odcięto od Ogrodu jego zachodnio - południowy kraniec z budynkami Giełdy, Instytutu Wód Mineralnych i Oranżerią.

Ogród Saski został zamknięty dla mieszkańców 4 maja 1942 roku.

Pięknie o Ogrodzie pisał Antoni Słonimski na emigracji

Czy pamiętasz w Ogrodzie kiosk z woda sodową?
Łabędzie na jeziorku i wielką fontannę?
Te klomby i kasztany, w niedziele majową
Pachnące, gdy je słońce złociło poranne?
Każda wiosna, gdziekolwiek odnajdę jej blaski,
Pachnie mi tak, jak pachniał młody Ogród Saski"

piątek, 10 czerwca 2005
Mistrz Gracjan Lepianko

Kiedyś Jerzy Ficowski napisał ładnie o Warszawie:

"Dawna Warszawa to nie tylko architektura, wydarzenia wielkiej historii, salony, literatura, słynne nazwiska i Teatr Wielki...
Warszawa wspomnień to także ciemne podwórka z całą galerią domokrążców, to rękodzielnicy z suteren i przedmieść, to jej zwykli ludzie, przechodnie.
Cały gasnący folklor Warszawy, jej obyczajowość, żart niezrównany, sentyment - rodem są własnie z pustoszejących już kątów, których ostatni starzy mieszkańcy, odchodząc, zabierają ze sobą w wieczną niepamięć..."

Jedną z takich osób był Gracjan Lepianko, właściciel prawdziwego gabinetu osobliwości na Krakowskim Przedmieściu. Do "Gabinety naprawy dzieł sztuki i przedmiotów artystycznych" przychodzili nie tylko właściciele uszkodzonych antyków. Zaglądali do tego miejsca jak z zamierzchłej przeszłości wielbiciele staroci, żeby choć łyknąć sentymentalnej atmosfery. W maciupkim pomieszczeniu na półkach, szafach stały piękne odlewy ze szkła, kandelabry, figurki z brązu, alabastru, szkatułki, stare zagary, miniaturki, na ścianach wisiały obrazy. Oprócz dzieł sztuki mistrz naprawiał równiez zwykłe pamiątki rodzinne. Ratował nie tylko warszawiaków, sława jego wiedzy i delikatnych rąk znana była również poza Polską.

Pracownię Gracjan Lepianko otworzył w 1957 roku na Krakowskim Przedmieściu w kamieniczce przy Oboźnej na wprost kościoła św. Krzyża. Wtedy w lokalnych dziennikach w całej Polsce pojawiło sie ogłoszenie o treści nieco staroświeckiej "Gracjan Lepianko prowadzi w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu pracownię, gdzie naprawia starą porcelanę, uszkodzone kryształy, wyroby z kości słoniowej itp".

Wejście do sklepu było staromodne, przy drzwiach cichutko dzwonił dzwoneczek, gdy ktoś wchodził. Na wystawie same cuda, często ludzie przyglądali się prawie że z nosem przyklejonym do szyby. Sam pan Lepianko był jak nie z naszej epoki, zawsze w aksamitnej czapeczce z pomponikiem i w długim kitlu, świetny gawędziarz i znawca Warszawy. Często tu bywał K. I. Gałczyński.

Nie wiem, kiedy zmarł, ale na początku lat 80-tych chyba jeszcze jego pracownia istniała.

poniedziałek, 06 czerwca 2005
Hotele w XIX-wiecznej Warszawie

Obecnie Warszawa jest hotelami nasycona, ale nie zawsze tak było. W XIX wieku miasto miało 18 hoteli i 22 domy zajezdne. Do naszych czasów dotrwał tylko "Europejski". Po pozostałych ślad zaginął, jeśli gdzieś tam trwają to już tylko na starych zdjęciach, widokówkach i we wspomnieniach.

Przewodnik warszawski z tamtych czasów podaje ciekawe informacje.

Hotel Europejski przy ulicy Krakowskie - Przedm.; ceny numerów od kop. 60 (złp. 4) do rs. 7 (złp. 46 gr. 20). Table d'hote o godz. 3 1/2 po rublu od osoby; jedzenie a la carte o każdej godzinie; omnibus do przewozenia po kop. 30 od osoby; karetki do jazdy po mieście, kąpiele w hotelu; usługa mówi po francusku i po niemiecku.

Hotel Angielski, przy ulicy Wierzbowej; ceny numerów od kop. 45 (złp. 3) do rs. 5 k. 25 (złp. 35). Restauracya tamże, jedzenie a la carte. W hotelu tym są trzy pokoje na dole pod No 4, pamiętne pobytem Napoleona I powracającego z kampanii 1812 r. w d. 10 grudnia. Przechowują tu jeszcze ten sam kominek przy którym się grzał i niektóre sprzęty przez niego używane. pokaż powiększenie

Hotel Rzymski przy ul. Nowo - Senatorskiej; ceny numerów od kop. 45 (złp. 3) do rs. 3 (złp. 20). Restauracya a la carte.

Hotel Wileński przy ulicy Bielańskiej; ceny numerów od kop. 75 (złp. 5) do rs. 4 k. 50 (złp. 30). Restauracya, obiad od godziny 1 - 5, od osoby po kop. 62 1/2 (złp. 4 gr. 5).

Hotel Krakowski przy ulicy Bielańskiej; ceny numerów od kop. 30 (złp. 2) do rs. 3 kop. 30 (złp. 22). Omnibus do przywożenia gości po kop. 30 od osoby.

Hotel Saski przy Koziej obok poczty; ceny numerów od kop. 30 (złp. 2) do rs. 2 kop. 25 (złp. 15). Restauracya, obiady po kop. 30 od osoby.

Hotel Litewski przy ulicy Nowo - Senatorskiej; ceny numerów od kop. 30 (złp. 2) do rs. 1 k. 20 (złp. 8).

Hotel Lipski, przy ulicy Bielańskiej. Hotel Niemiecki przy ulicy Długiej. Hotel Polski, ulica Długa. Hotel Drezdeński, ulica Długa. Hotel Warszawsko - Wiedeński, przy ulicy Marszałkowskiej, naprzeciw Kolei żelaznej. pokaż powiększenie

Hotel Drezdeński mieścił się z pałacu Pod czterema wiatrami, który w 1801 roku kupiony został przez pochodzącego z Drezna kupca i bankiera Karola Fryderyka Dückera. Część pokoi została przeznaczona pod wynajem i pałac zdobył miano Hotelu Drezdeńskiego. Istniał do roku 1919.

Hotel Lipski zajmował kamienicę pod numerem 3, graniczącą od południa z kamienicą Mikulskiego, stojącą na zbiegu ulic Senatorskiej i Bielańskiej. Powstał w połowie XIX wieku. Pod numerem 7, dokładnie na wprost Banku Polskiego był hotel Krakowski.

Hotel Rzymski znajdował się w budynku stojącym na rogu obecnej Moliera i Trębackiej.

środa, 01 czerwca 2005
Odbudowa placu Żelaznej Bramy.

Niemcy w czasie Powstania spalili wszystkie budynki a potem większość wysadzili w powietrze. W 1945 roku plac był jednym wielkim gruzowiskiem. Wśród morza ruin sterczały wypalone dwie Hale Mirowskie i równie spalony pałac Lubomirskich.

Pierwszy plan odbudowy placu Żelaznej Bramy nie przewidywał rekonstrukcji Hal Mirowskich ani koszar Gwardii Konnej Koronnnej. Pozostałości hal i jeden budynek koszar (drugi był zburzony przez Niemców) miały być wyburzone a na powstałym ogromnym terenie przewidywano zieleń. Na jego końcu miał stać zrekonstruowany budynek kościoła Karola Boromeusza na Chłodnej. Pałac Lubomirskich jako zabytek wysokiej klasy zrekonstruowano, obniżając o jedno piętro (nadbudowane w latach trzydziestych), tak jak to projektował J. Hempel. Po śmierci ks. Lubomirskiego pałac kilka razy zmienił właściciela, co przyczyniło się do jego upadku, bowiem w pewnym okresie został zamieniony w kamienicę dochodową. Na parterze były sklepy a na piętrach niewielkie mieszkania. Tuż przed wybuchem wojny został odkupiony przez miasto w celu rekonstrukcji, ale niestety nadszedł rok 1939...

W 1947 roku ogłoszony został konkurs na Oś Saską i projekt Domu Wojska Polskiego z teatrem na placu Żelaznej Bramy. Patronował temu gen. Marian Spychalski. Ministerstwo Obrony Narodowej miało być inwestorem całej Osi Saskiej. Projektem zajął się arch. Gutt we współpracy z Haliną Skibniewską. Zaprojektowali monumentalny budynek o klasycystycznym charakterze. Był to ogromny gmach, długości około 110 metrów. Na miejscu dawnego placu Żelaznej Bramy miał być nowy plac w kształcie prostokąta. Padła też propozycja, aby przesunąć pałac Lubomirskich, po uprzednim odcięciu oficyn. pokaż powiększenie

W 1961 roku ogłoszono drugi konkurs na odbudowę i zabudowę placu Żelaznej Bramy i okolic. Powodem było wycofanie się wojska z inwestycji i rezygnacja z budowy teatru. Idea zazielonionego placu upadła. Olbrzymi teren miał być przeznaczony pod budownictwo mieszkaniowe. To wiązało się z koniecznością wyburzenia lub adaptacji wielu budynków, gdzie mieszkało 16 tys. osób. Zamierzano na tym terenie wybudować również cyrk (na miejscu Wielopola - widocznego na zdjęciu obok), dwa zakłady przemysłowe, obiekty usługowe i ośrodek rolniczy. Był równiez pomysł, żeby przedłużyć Ogród Saski aż do Marchlewskiego (obecnie Jana Pawła II). Dwa pierwsze budynki osiedla Za Żelazną Brama miały być postawione tak blisko siebie, że zasłaniałyby pałac Lubomirskich. Wtedy interwencja Mariana Spychalskiego spowodowała, że budynki zostały rozsunięte. Jednocześnie Spychalski zaproponował obrócenie pałacu wokół północno- wschodniego narożnika, celem zamknięcia kompozycji Osi Saskiej. I tak się stało. Pałac został obrócony o 78 stopni. Operacja zmiany usytuowania pałacu powodowała wielkie protesty historyków sztuki i architektów. Nie mieściło im się to w głowie. Teraz, z perspektywy czasu można powiedzieć, że pałac w obecnym miejscu dobrze się komponuje, ale prawda historyczna jest zafałszowana. pokaż powiększenie

Pałac Lubomirskich był trzecim budynkiem w Warszawie ze zmienionym położeniem (po rogatce grochowskiej i kościele na Lesznie) ale pierwszym obróconym. Oś obrotu umieszczono w narożniku południowo - wschodnim. To była bardzo precyzyjna i trudna robota. Najpierw zbudowano fundamenty pod pałac, następnie odcięto oficyny boczne i tylną. Potem korpus został odcięty od fundamentów. W dalszej kolejności zbudowano ruchomy ruszt, obracający się na 16 promieniście ułożonych torach za pomocą pras hydraulicznych. Akcja obracania pałacu trwała od 30 marca do 18 maja 1970 roku.

Gdyby nałożyć obecny budynek na przedwojenne plany, okazałoby się, że stoi on w poprzek całego placu po zachodniej stronie. Południowym bokiem sięga do Wielopola. pokaż powiększenie

Ponieważ pałac przeciął plac, trzeba było się zdecydować, która jego część będzie nosić nazwę placu Za Żelazną Bramą - czy między Halą Mirowską i pałacem czy między pałacem a zachodnią jezdnią Marszałkowskiej. Wybrano drugą możliwość jako bardziej reprezentacyjną.

Przed pałacem stoją cztery kamienne lwy. Ciekawa jest ich historia. Jeszcze przed pierwszą wojną były na Nowowiejskiej przy koszarach carskiego pułku piechoty. W latach dwudziestych stały przy wejściu na dziedziniec MSW. Przetrwały bombardowanie wrześniowe 1939 roku. W latach pięćdziesiątych pilnowały biurowca MON w Alejach Niepodległości, potem powędrowały pod gmach Wojskowej Akademiii Politycznej przy ul. Banacha i stamtąd pod pałac Lubomirskich. pokaż powiększenie

Upłynęło pół wieku. Po niegdyś największym warszawskim targowisku i niezwykle ludnym placu nie zostało prawie nic, wokół cisza i pustka. Decydentom udało się wydrzeć to miejsce z pamięci warszawiaków. Nie ma dojścia do Ogrodu Saskiego, straszą tylko potężne, brzydkie bloki - szafy osiedla Za Żelazną Bramą, zbudowanego w latach 1965 - 1972. A miało być tak ładnie, Iga Cembrzyńska śpiewała wówczas bardzo popularną w Warszawie piosenkę "Co będzie za Żelazną Bramą".