Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


piątek, 15 maja 2009
Zakusy na Pole Mokotowskie

warszawa

Kilka dni temu dostałam hiobową informację od właściciela strony Biały kamień, że coś złego dzieje się przy południowej granicy Pola Mokotowskiego, przy zbiegu ulic Rostafińskich i Boboli/Batorego. Zauważył nadzwyczajny ruch, doprowadzanie przyłączy i próby grodzenia. Nie wszyscy wiedzą, że ten fragment Pola nie należy do miasta. Był własnością Agencji Mienia Wojskowego i został sprzedany.

Zaalarmowane media zainteresowały się skandaliczną sprawą. Temat nagłośnili TVN i "Gazeta Stołeczna", i chwała im za to.

Wczoraj robotnicy energicznie zaczęli grodzenie czterohektarowej działki, betonując metalowe słupki. Wojewoda uznał je za nielegalne. Nad ranem ktoś te słupki powyrywał, jednak grodzenie trwa nadal. Na tym terenie Marek Czeredys, obecny właściciel działki, chce wybudować kilkanaście trzy- i czteropiętrowych domów.

Jak pisze dzisiejsza "Stołeczna", Marek Czeredys już jesienią zwrócił się o zgodę na ogrodzenie działki, ale jej nie otrzymał. Wojewoda z powodów formalnych zakaz uchylił i kazał urzędowi mokotowskiemu rozpatrzyć sprawę jeszcze raz. Jednak urzędnicy nie mogli się tym zająć, ponieważ do tej pory nie dotarły do nich dokumenty od wojewody a upłynęło prawie pół roku od wydanej przez niego decyzji. Obecnie Marek Czeredys uważa, że miasto powinno odkupić od niego sporną działkę, zaś rzecznik ratusza twierdzi, że jeśli ktoś kupuje kawałek ogólnodostępnego parku, powinien sobie zdawać sprawę z konsekwencji. pokaż powiększenie

Miasto zapewnia ustami szefa miejskiego biura architektury, że nie zgodzi się na zabudowę Pola. Nie wydano warunków zabudowy, ale właściciel odwołał się do SKO, które zażądało dowodów na to, że działka była fragmentem Pola Mokotowskiego. Urzędnicy znaleźli uchwałę z 1988 roku, określającą granicę parku. Hanna Gronkiewicz - Waltz na tej podstawie już odpisywała radnej Agnieszce Kuncewicz, że nie zostanie wydana decyzja o warunkach zabudowy ale ostateczna decyzja nie zapadła jeszcze.

Ciągle nie ma uchwalonego planu zagospodarowania przestrzennego Pola Mokotowskiego. Musza się zebrać radni trzech dzielnic: Śródmiescia, Mokotowa i Ochoty. Podobno jeszcze w maju zajmie sie tym Rada Warszawy.

"Gazeta Stołeczna" pisze:

Projekt planu jest gotowy od półtora roku. Ponad rok temu prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz rozpatrzyła uwagi, które do niego zgłoszono. Mimo to do dziś dokument nie trafił pod głosowanie Rady Warszawy. Mnożą się za to naciski, by tam, gdzie projekt wyznacza miejsce pod zieleń lub inwestycje o charakterze sportowo-rekreacyjnym, dopuścić budowę domów. Intensywną kampanię rozpętała w mediach irlandzka firma Global Partners, do której należą tereny klubu sportowego Skra od strony ul. Żwirki i Wigury. Udało się jej pozyskać przychylność m.in. ministra sportu Mirosława Drzewieckiego (PO), który nakłania władze Warszawy do zgody na zabudowę Skry. W tym tygodniu pisaliśmy zaś, że po cichu, lecz konsekwentnie biznesmen Marek Czeredys stara się o zgodę na budowę osiedla od strony ul. Rostafińskich w południowej części Pola Mokotowskiego. pokaż powiększenie

W takich okolicznościach ratusz zwołał na wczoraj Radę Urbanistyki i Rozwoju Warszawy, by dyskutować o planie Pola. To musiało budzić podejrzenia o chęć wprowadzenia w ostatniej chwili zmian w jego projekcie. - Zachowanie wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza [odpowiada za inwestycje] było niejasne. Czy aby nie sprzyja deweloperom? - pyta anonimowo jeden z członków rady."

Bez szybko uchwalonego planu zagospodarowania grozi nam, że Pole zamieni się w trawnik miedzy blokami. Dziwnie niemrawe jest działanie władz Warszawy. Nie wiem na co urzędnicy czekają. Aż problem sam się rozwiąże? Znane sa przykłady samowoli usankcjonowanej - np. osiedle domów pod skocznią. Pewnie, każdy by chciał mieszkać w parku, tylko czy to jeszcze będzie park, jeśli z jednej strony będa osiedla domów a z drugie wieżowce.

Tu mapka zagrozeń dla Pola Mokotowskiego, zamieszczona w "Gazecie Stołecznej".

List protestacyjny. Podpisz się!

środa, 13 maja 2009

warszawa

Kilka dni temu przy Lesznie 15 zaczęto rozbierać potężny gmach przedwojennego żydowskiego sierocińca. Wśród historyków i varsavianistów zawrzało. Jeszcze nie tak dawno Gmina Żydowska apelowała o dostarczanie pamiątek związanych z tym budynkiem. I nagle w sposób nieoczekiwany weszły tam buldożery.

W tej chwili istnieje tylko część frontowa i po dwa, trzy okna od strony Karolkowej. Reszta jest juz kupą gruzu.

Budynek powstał w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Nie ma wartości architektonicznej, ale ogromną historyczną. Jest jednym z bardzo niewielu ocalałych po Zagładzie budynków związanych z warszawskimi Żydami. A ocalał dlatego, że nie był włączony do getta. Gdy pensjonariusze zakładu zmuszeni byli przeprowadzić się za mur, Niemcy tu umieścili szpital dermatologiczny św. Łazarza z Książecej, który istniał aż do 2007 roku i był nierozerwalnie związany z dziejami Warszawy od końca XVI wieku.

Gmach po wojnie został rozbudowany od strony zachodniej.

Gmina Żydowska miała zezwolenie miasta na rozbiórkę, ponieważ budynek nie był wpisany do rejestru zabytków a przedstawiciel Gminy twierdzi, że budynek był w stanie śmierci technicznej. Gdy jeszcze mieścił się tu szpital, a gmach wrócił do Gminy, ta zaproponowała miastu pozostawienie szpitala przez 15 lat w zamian za sfinansowanie remontu. Jednak ratusz nie był takim rozwiązaniem zainteresowany. Nie miał równiez pieniędzy na utrzymanie szpitala. pokaż powiększenie

Teraz, gdy cały właściwie budynek leży w gruzach, podniósł się wielki lament. Ciekawe, gdzie wcześniej byli obecni obrońcy i co robiła pani konserwator.

Ulica Leszno, przy której znajduje się dawny szpital, była centralną ulicą dawnej jurydyki Leszno, powstałej w 1648 roku i należacej do Leszczyńskich. Najstarszy odcinek ulicy między placem Bankowym i Wronią został w 1949 roku włączony do trasy W - Z i obecnie nosi nazwę al. Solidarności. Końcowy odcinek długiej niegdyś ulicy zachował swoją nazwę, ale ma odwróconą numerację.

Jeszcze w połowie XIX wieku tereny te miały wiejski charakter. Ulica biegła między gliniankami i obok wiatraków. Gdy po roku 1879 zlikwidowano wały Lubomirskiego, na miejscu dawnego załomu między Ogrodową a Lesznem utworzono nieregularny plac, słynny Kercelak.

Po 1896 roku Leszno zostało przedłuzone od Okopowej do Młynarskiej. W pierwszych latach XX wieku zaczeło się tu rozwijać intensywne budownictwo mieszkaniowe i zakłady przemysłowe. pokaż powiększenie

Początek przytułkowi dał parterowy dom wybudowany w 1829 roku na Karolkowej przy Wolskiej. Przez cały XIX w. wzdłuż Karolkowej rozbudowywany kompleks gmachów. Znalazły sie tu przytułek, szpital i synogoga. W 1927 roku powstał rozebrany obecnie budynek.

Podobna sprawa niedawno wynikła z rozbiórką praskiej parowozowni. Ślimaczące sie od tygodni wpisywanie do rejestru zabytków można było nagle przyspieszyć. Konserwator wydała decyzję o wpisaniu do rejestru z natychmiastowa wykonalnością, tylko, że juz parowozowni w dużej części nie ma. Była rozbierana pod nosem i w obecności pań konserwatorek: wojewódzkiej i stołecznej oraz radiowozów policyjnych.

wtorek, 05 maja 2009
Warszawa w "Street View"

warszawa

"Gazeta Stołeczna" podała bardzo ciekawą informację. W mapach Google w funkcji "Widok ulicy" niedługo zobaczymy również Warszawę.

"Street View" umożliwia oglądanie widoków ulic. Zdjęcia są panoramiczne i trójwymiarowe. Można znaleźć poszczególne budynki, dokładnie je obejrzeć, ustalić trasy zwiedzania miasta. To jest bardzo przydatna formuła.

Od dziś zaczyna sie fotografowanie Warszawy i potrwa kilka miesięcy. Nie wiadomo jeszcze, kiedy widoki z Warszawy będą dostępne w Google.

Przy tej okazji wynikł problem ochrony danych osobowych, bo na zdjęciach na pewno będą przypadkowo sfotografowani ludzie. Google Polska mówi, że twarze i numery rejestracyjne samochodów będa zamazane. Jeśli mimo tego ktoś się rozpozna, może zażyczyć sobie usunięcia zdjęcia.

Bardzo mi się podoba ten projekt. Wielu warszawiaków będzie mogło wreszcie poznać bliżej swoje miasto. :-)