Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


czwartek, 19 kwietnia 2012
Powstanie w getcie warszawskim - ŻZW i Paweł Frenkel.

warszawa

W marcu tego roku na ścianie budynku przy Grzybowskiej 5 została odsłonięta tablica pamiątkowa ku czci dowódcy ŻZW, Pawła Frenkla, który zginął w tym miejscu.

Wiemy o nim niewiele. Nie jest znana data urodzenia ani środowisko, z którego się wywodził. Miał prawdopodobnie 20 - 23 lata i był studentem uczelni warszawskiej. Nie wiadomo czy Paweł to jego imię (wśród Żydów bardzo rzadko spotykane) czy pseudonim. Nie ma żadnych związanych z nim dokumentów ani zdjęcia. Wiadomo tylko, że latem 1938 roku przyłączył się do Betaru.

W getcie istniały różne ugrupowania, chcące walczyć z Niemcami. Potrzebowały broni i kontaków z AK po stronie aryjskiej. Aby łatwiej było się kontaktować, dowództwo AK zażadało wyłonienia z sił bojowych w getcie jakiejś grupy przedstawicielskiej. W ten sposób powstał Żydowski Komitet Narodowy. Głównym jego wsparciem był lewicowy ŻOB. O prawicowych ugrupowaniach rewizjonistycznych mało kto po drugiej stronie muru wiedział. Trudno powiedzieć, czy celem utworzenia ŻKN było izolowanie rewizjonistów. Nie ma właściwie dokumentów a zapisane wspomnienia bardzo często wzajemnie sobie zaprzeczają. Wiadomo, że stosunki miedzy Bundem a Betarem i ŻZW były raczej wrogie. Początkowo rewizjoniści mieli wejść do struktur ŻOB, ale tu obawiano się infiltracji przez gestapo, ponieważ rewizjoniści jako mało liczni na samym początku przyjmowali w swoje szeregi wszystkich chętnych. Były nawet prowadzone rozmowy połączeniowe, ale obie strony się nie dogadały. W tej sytuacji betarowcy utworzyli własną grupę bojową. Podobno główną przyczyną rozdźwięku było to, że Betar chciał wejść w struktury ŻOB jako blok, natomiast żobowcy chcieli ich przyjmować indywidualnie jak każdego kto się zgłaszał. Ale były też zdania, że rewizjonistom nie zależało tak bardzo na połączeniu sił. Uważali się raczej za elitę narodu, która nie powinna się pospolitować z szarymi masami. Jednak była też informacja, że ŻZW był przez jakiś czas w ŻOB a potem na skutek rozdźwięków obie grupy się rozstały. Podobno powodem rozejścia się był fakt, że rewizjoniści nie chcieli ŻOB wydać zakupionej po stronie aryjskiej broni. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy jak było naprawdę. Nie ma dokumentów a z członków ŻZW nikt prawie nie przeżył wojny. W styczniu 1943 roku organizacja miała 150 członków i była bardzo dobrze uzbrojona.

Pierwszą jej dużą akcją była przeprowadzona w lutym likwidacja grupy żydowskich kolaborantów na terenie fabryki szczotek przy Świętojerskiej 38. Była to największa jednorazowa akcja likwidacyjna w getcie. pokaż powiększenie

ŻZW bardzo starannie przygotowywał się do obrony w getcie. Jako kwaterę wyznaczył sobie sześciopokojowe mieszkanie przy Muranowskiej 7. Kierownictwo miało radio, przynoszące wiadomości z całego świata. Stała maszyna do pisania. W pokojach na wieszakach wisiała broń różnego rodzaju, od pistoletów do ręcznych karabinów maszynowych. W podziemiach budynku był bunkier z bezpośrednim przejściem na stronę aryjską a góra została zamieniona w fortecę. Oprócz kwatery głównej ŻZW miał swoje punkty postojowe w dwóch szopach i w domach przy Muranowskiej 1, 3, 5, 7 i 40. W każdym miejscu było 20 bojowców.

19 kwietnia rozpoczęło się w getcie powstanie. Bojowcy z ŻZW walczyli w obronie placu Muranowskiego. Walka ich została zapamiętana jako walka pod dwoma sztandarami: biało - niebieskim, żydowskim i biało - czerwonym. Niektóre relacje mówią, że flagi były na wszystkich budynkach opanowanych przez rewizjonistów a niektóre, że były tylko na jednym. Niektórzy opowiadający o powstaniu nie zauważyli żadnej, a niektórzy widzieli nawet komunistyczną czerwoną i amerykańską. Jak było naprawdę, też chyba już nigdy się nie dowiemy.

Nie wiadomo kiedy bojowcy z ŻZW opuścili stanowiska na Muranowskiej. Marek Edelman twierdził, że już po pierwszym dniu walki ale inni świadkowie tego nie potwierdzają. Relacje są bardzo rozbieżne.

Gdy walka straciła sens, bojowcy kanałami i podkopami usiłowali przejść na stronę aryjską. Niektórzy uciekali poza Warszawę, potem wracali. Paweł Frenkel wraz z 10 osobami zamelinował się na Grzybowskiej 11. 19 czerwca zostali otoczeni przez Niemców. 7 Żydów zginęło, a trzech Niemcy zabrali ze sobą. Otoczeni bronili się, zginęło czterech Niemców. Nie wiadomo czy zostali wykryci przypadkowo czy na skutek donosu.

Bardzo szeroko ŻZW został omówiony w książce "Bohaterowie, hochsztaplerzy i opisywacze. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego" Dariusz Libionka, Laurence Weinbaum. Książka wydana została w tym roku. Dołączono do niej mnóstwo źródeł i relacji. Jest to chyba pierwsza tak bezstronna i szeroko ujmująca temat pozycja o ruchu rewizjonistycznym w getcie warszawskim.

czwartek, 05 kwietnia 2012
Rezydencja Foksal

warszawa

Oglądaliśmy w niedzielę budynek z najdroższymi w Warszawie mieszkaniami czyli Rezydencję Foksal, postawiony w miejscu, gdzie jeszcze kilka lat temu było jedno z najbardziej kultowych kin warszawskich, kino „Skarpa”. Zwiedzanie zostało poprzedzone pokazem zdjęć ulicy Foksal i okolic i opowieściami o zmianach w tym rejonie na przestrzeni lat, począwszy od XVIII wieku, przez okres przedwojenny aż do czasów współczesnych. Wędrowaliśmy przez lata i budynki z red. Jerzym S. Majewskim ze „Stołecznej” i varsavianistą Jarosławem Zielińskim, autorem monumentalnego „Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy”. Oglądaliśmy zdjęcia kina „Skarpa” z różnych lat, przypomnieliśmy sobie dawne wnętrza, słupy wyłożone mozaiką, główny hol, widownię. Zobaczyliśmy smutny moment demontażu neonu a potem, niestety, rozbiórkę tego bliskiego sercu wielu warszawiaków, kina. Były wspomnienia, westchnienia… pokaż powiększenie

Potem poszliśmy oglądać rezydencję. Projektanci Sławomir Stankiewicz, Michał Adamczyk, Krzysztof Tyszkiewicz połączyli modernizm z art deco. Modernistyczny budynek został ozdobiony płaskorzeźbami w stylu art deco, autorstwa prof. Pastwy. Jest kontynuacją przedwojennych luksusowych kamienic. One tym się wyróżniały, że były niepowtarzalne. Elementy architektoniczne, wystrój, były projektowane tylko dla nich. To nie była żadna masówka, którą teraz przeważnie widujemy. Fasada budynku o konstrukcji żelbetowej i stalowej jest wyłożona piaskowcem. Szczęśliwie nie powstał jeszcze jeden gmach obleczony w błyszczacy granit.

Wnętrze rezydencji kapie eleganckim luksusem. To widać. W holu marmurowe posadzki z granitowymi zdobieniami, ściany wyłożone fornirem z palisandra indyjskiego, ciętego w romby, aby było widać strukturę. Wskaźniki pięter nad drzwiami do wind, okragłe ze wskazówką zamiast wyświetlacza przyjechały z Nowej Zelandii. pokaż powiększenie

Budynek ma dwa wejścia, jedno dla biur, drugie dla mieszkańców. Główne wejście jest od strony Kopernika, podobnie jak było w kinie. Eleganckie marmurowe schody, z pięknymi drewnianymi poręczami prowadzą na piętro. Drugie wejście, dla mieszkańców, znajduje się od strony Przybosia.

W holu witają nas ściany wyłożone lustrami i marmurem. Tu też znajdują się specjalnie zaprojektowane drewniane skrzynki na listy, z szybkami, żeby było widać bez otwierania czy listonosz coś doniósł. Potem przechodzi się do szerokiego holu, gdzie jest woliera dla ptaków, kanapy do odpoczynku, recepcja i tu znajdują się windy. Windy zrobione na zamówienie, wyłożone kamieniem i lustrami, pełen przepych. Mnie bardzo się podobały okrągłe wskaźniki nad drzwiami, informujące na którym piętrze winda się znajduje. Obejrzeliśmy biura i mieszkania. Są jeszcze w stanie surowym. To są pomieszczenia tzw. inteligentne. Można, będąc poza mieszkaniem, ustawiać temperaturę w pokojach, włączać i wyłączać światło, itd… pokaż powiększenie

Na samym dole znajduje się prywatny basen z pięknym akwarium. Dno basenu jest wyłożone kolorową mozaiką imitującą fale. Sufit z kolei jest wyłożony elastyczną powłoką dającą złudzenie bardzo wysokiego pomieszczenia. Odbija się w nim wszystko jak w lustrze. Fajnie było patrzeć na redaktora Majewskiego idącego do góry nogami brzegiem basenu. Ściany są z wielkich kamiennych płaszczyzn i małych kamyków. Bardzo efektownie jest to wszystko zaprojektowane i wykonane. Jest na co popatrzeć. Początkowo rezydencja miała mieć dwa podziemne poziomy. Oprócz basenu miało być również kino. Potem plany się zmieniły.

Projektanci mówili, że niektórymi elementami starali się nawiązać do kina „Skarpa”. Szkoda wobec tego, że nie zdecydowano się na nazwę Rezydencja „Skarpa”. Nawiązywałaby i do kina, i do skarpy, przy której stoi. Może wtedy udałoby się zostawić neon po kinie i jakoś go wykorzystać. Zamiast zdemontowany tkwić na wygnaniu w Muzeum Neonów, mógłby, wyremontowany, cieszyć oczy przechodniów.