Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


sobota, 28 kwietnia 2007
Rok 1945 w Warszawie.

Tysiąc domów zwalonych.
Skwery - jedna mogiła.
Tylu nas poginęło.
Warszawa się nie zmieniła.

Nie znajdziesz już gdzie twoja
Sień, schody, okno, brama -
Warszawa się nie zmieniła!
Warszawa jest wciąż ta sama!

Warszawa jest pod gruzami!
Warszawa cieka na ciebie!
Warszawa wie, że wrócisz!
Że wrócisz - jak Bóg na niebie!(...)
Marian Hemar.

Jakiś czas temu zdobyłam "Kalendarz warszawski" na rok 1946. W nim jest opis pierwszych heroicznych zmagań z milionami ton gruzu, brakiem wody, brakiem światła, nie istniejącą komunikacją. Relacja jest podawana niemal na bieżąco przez naocznych świadków.

Już 18 stycznia ukazał się pierwszy numer "Życia Warszawy". Od 17 stycznia do 10 marca unieszkodliwiono 17418 niewypałów, zabrano 41 tys., zniszczono 34760 róznego rodzaju min i pocisków. Koło zniszczonego mostu Poniatowskiego saperzy w ciągu doby postawili most na palach i rozpoczĘli przygotowania do budowy wysokowodnego mostu u wylotu ulicy Karowej. W lutym most już stał. Pierwsze transporty zywności z republik radzieckich. pokaż powiększenie

W lutym między mostem Kierbedzia i kolejowym saperzy radzieccy wybudowali most pontonowy. Przy ruinach Dworca Głównego powstało wielkie targowisko, ceny były niższe niż na Pradze. Rozpoczęto naprawę uszkodzonego wału przeciwpowodziowego. Saperzy przebijają w gruzach ulic przeloty dla komunikacji. W ciągu miesiąca do 10 marca oczyścili 45 km ulic. Z 990 budynków usunęli miny. Referat Ekshumacyjny przy Zarządzie Miejskim rozpoczyna ekshumowanie zwłok. Oblicza się ilość na 200 tys. Strasznie dużo ciał leży w kanałach. Powołane zostaje BOS pod kierownictwem inż. Romana Piotrowskiego. Wzdłuz ulic zawalonym gruzem powstają pierwsze stragany, budki z artykułami spożywczymi. Pojawiają się w ocalałych domach pierwsi stali mieszkańcy. Pod koniec lutego mieszka juz kilka tysięcy warszawiaków.

10 marca ustawiony zostaje na terenie szpitala Ujazdowskiego pierwszy fiński domek nadesłany przez ZSRR. 13 marca zaczyna sie planowa praca nad oczyszczaniem warszawskich ulic. Na pierwszy rzut idą Marszałkowska, Nowy Swiat, Krakowskie Przedmieście. Prowadzone są prace na terenie elektrowni. Na Kawęczyńskiej rozpoczyna się remont zajezdni tramwajowej i remont wraz z montażem wagonów tramwajowych. ZSRR ofiarowuje 30 trolejbusów. Pod koniec marca niektóre ulice, jak np. Marszałkowska, mają oczyszczone nawet chodniki. W wielu domach lokarzy porządkują na własną rękę otoczenie.
pokaż powiększenie Prowadzi się naprawę urządzeń gazowni. Zabezpieczono pomnik króla Zygmunta, statuę przewieziono do kościoła św. Anny. Na Mokotowie i Żoliborzu rozpoczęły się remonty domów mieszkalnych. Przybywa pierwszy pociąg ze Śląska z węglem. Zapalaja sie pierwsze żarówki z gmachu Prasy polskiej przy Marszałkowksiej 3/5 i przy Marszałkowskiej 8, gdzie chwilowo roztasował się zarząd miejski. Prezydentem m. st. Warszawy zostaje Stanisław Tołwiński.

W kwietniu Wydział Urbanistyczny BOS zaczyna prace nad planem przyszłej Warszawy. Zakłada, że Śródmieście będzie centrum dyspozycyjnym, Wola - przemysłowo - zaopatrzeniowym. Pozostałe dzielnice mają mieć charakter mieszkaniowy. Na terenie zakładów Lilpopa na Bema znaleziono cmentarzysko warszawskich pomników. Rozpoczął się remont gmachu BGK, radiostacji raszyńskiej i rozgłośni w pałacu Czetwertyńskich, na terenie szpitala Ujazdowskiego jest wznoszone osiedle domków finskich. Na dzień 15 kwietnia Marszałkowska ma całkowicie oczyszczoną jezdnię na odcinku plac Unii Lubelskiej - al. Jerozolimskie. Całkowicie uporządkowana aleja Stalina czyli al. Ujazdowskie, nawet zagrabione trawniki. Referat Ekshumacyjny zarejestrował 7000 zwłok wydobytych spod gruzów i pochowanych. Znaleziono 25 tys. grobów pojedyńczych i zbiorowych. Liczbę osób, które znalazły śmierc oceniono na 200 tys. Oczyszczono z gruzu 65 km. ulic. BOS obliczył straty w drzewostanie na 50%. Zaczął dokonywać pomiarów ocalałych resztek gmachów zabytkowych. Został ogłoszony konkurs "Jak zużytkowac gruz do odbudowy stolicy". 26 kwietnia została uruchomiona elektrownia warszawska. Na rogu alej Jerozlolimskich i Poznańskiej zaczął funkcjonowac pierwszy megafon. Rusza pierwszy pojazd komunikacji miejskiej na trasie pl. Narutowicza - Targowa. Jest nim ciężarówka z ławkami. pokaż powiększenie

W maju zaczęły funkcjonować dwie studnie artezyjskie. Przeprowadzono spis mieszkańców: razem bylo 374.797 z czego na lewym brzegu Wisły 185.491.

Postanowiono zachować na zawsze fragment miasta w takim stanie, w jakim je zostawili Niemcy. Wybrano w tym celu na Powiślu u podnóża Uniwersytetu teren o wymiarach 100x125 metrów. Na tym terenie oprócz zniszczonych, wypalonych domów są także umocnienia powstańcze. Uruchomiono stacje pomp rzecznych i filtrów, i nawodniono sieć miejską na długości 40 km. Oświetlono ulice: Puławską, plac Unii Lubelskiej, częśc Marszałkowskiej i al. Jerozolimskich, Targową i Dworzec Zachodni. Naprawiono 25 km torów tramwajowych. Rozpoczęto mechaniczne wywożenie gruzów z Warszawy. Na Zoliborzu uruchomiono pierwszy ogródek jordanowski. Przy Marszałkowskiej 81 otwarty został pierwszy teatr lewobrzeznej Warszawy, "Teatr Nowej Warszawy". Rusza pierwszy tramwaj na Pradze.

10 lipca we wszystkich miejscach, gdzie Niemcy publicznie rozstrzeliwali ludzi, ustawiono tablice o treści: "Miejsce uświęcone męczeńską krwią Polaków, walczących o wolność. Ministerstwo Kultury i Sztuki. Naruszenie obecNego stanu wzbronione". BOS podaje cyfry, ilustrujące zamierzona odbudowę Żoliborza. Trzeba prawie miliona dniówek roobczych, 80 mln cegieł, 30 mln pustakow, 22 mln kg cementu. Przyłączono do sieci wodociągowej 300 nieruchomości w Warszawie i 255 na Pradze. Sporządzono inwentaryzację budynków szkolnych, połowa nie nadaje się do odbudowy. 20 lipca otwarta została radiostacja raszyńska. Oddano do użytku Dworzec Główny przy Towarowej, jeden peron i dwa tory.

Do sądu konkursowego na zużytkowanie gruzu w Warszawie wpłynęło 98 prac. Pierwszą nagrodę zdobył Józef Borowski z Katowic. Do dnia 1 sierpnia 3500 nieruchomości zostało podłączonych do prądu a na ulicach zapaliło sie 236 lamp. Gazowania uzyskała 35% przedwojennej możliwości produkcji gazu.

Cała Warszawa została zaopatrzona w wodę filtrowaną i znaczna częśc Pragi. Rozpoczęto wydobywanie 4 przęseł mostu Kierbedzia z dna Wisły. 15 września uruchomiono w Warszawie lewobrzeżnej dwie linie tramwajowe: 7 i 8 z Okęcia na Ochotę i z Ochoty na pl. Starynkiewicza. Prowadzono prace przy wznoszeniu dwóch pomników upamiętniających zwycięstwo armii polskiej i radzieciej. Prowadzono remont siedmiu wyższych uczelni. pokaż powiększenie

W październiku Wydział Urbanistyczny BOS w porozumieniu z Min. Kultury zaprojektował założenie cmentarza poległych w Powstaniu Warszawskim na terenie ul. Wolskiej. Ustawiono 410 domków fińskich, zawierających 560 mieszkań. Na terenie całego miasta palą się 384 lampy, co stanowi 5% liczby przedwojennej. Do sieci wodnej podłączono 2700 nieruchomości, co stanowi 19% stanu przedwojennego, naprawiono 163 km sieci kanalizacyjnej - 47% stanu przedwojennego. Wznowienie wykładów na Politechnice Warszawskiej.

W listopadzie ruszyła trzecia linia tramwajowa w lewobrzeżnej Warszawie. Odbudowano Teatr Polski - pierwsze przedstawienie "Zemsty".

W grudniu ulice są oświetlone 450 lampami elektrycznymi. 1849 domów ma światło. Do wodociągów podłączono 3588 posesji. Kursuje 8 linii tramwajowych. Uprzątnięto 347.350 m3 gruzu z ulic. W Warszawie mieszka 450 tys. mieszkańców.

środa, 18 kwietnia 2007
Powstanie w getcie warszawskim.

Wśród murów getta odbywa się obecnie ostatni akt tragedii, jakiej nie znała historia. Odpowiedzialność za zbrodnię wymordowania całej ludności żydowskiej w Polsce spada w pierwszym rzędzie na samych morderców, ale pośrednio obciąża ona także całą ludzkość, narody i rządy państw sojuszniczych, które do tej pory nie usiłowały przeprowadzić konkretnej akcji celem powstrzymania tej zbrodni. Przypatrując się biernie wymordowaniu bezbronnych, zamęczonych dzieci, kobiet i mężczyzn stały się te kraje wspólnikami zbrodniarzy.(...)

Z około 3 i pół miliona Żydów polskich i 700 tysięcy Żydów deportowanych do Polski z innych krajów żyło w kwietniu 1943 r. - wg informacji kierownika podziemnej organizacji bundowskiej, przesłanej nam przez Delegatów Rządu - tylko 300 tysięcy. A zagłada szerzy się dalej bez przerwy.

Nie mogę pozostać w spokoju. Nie mogę żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce, którego jestem przedstawicielem, są likwidowane. Moi towarzysze w getcie warszawskim polegli z bronią w ręku w ostatnim bohaterskim boju. Nie było mi sądzonym zginąć tak, jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich i do ich grobów masowych.

Śmiercią swoją pragnę wyrazić najsilniejszy protest przeciw bierności, z którą świat przygląda się i dopuszcza do zagłady narodu żydowskiego.
Szmul Zygelbojm w liście do Wł. Raczkiewicza i Wł. Sikorskiego przed popełnieniem samobójstwa.

pokaż powiększenie Akcję przeciwko gettu rozpoczęto 19 kwietnia o 6 rano. Niemieckie oddziały bojowe podeszły pod getto już przed piątą rano i to uprzedziło Żydów, że się coś szykuje. Akcję rozpoczął von Sammern, wprowadzając tylko 850 osób, łącznie z siłami porządkowymi, jeden czołg i dwa wozy pancerne. Pierwsze starcie wygrali Żydzi a żołnierze niemieccy właściwie uciekli. Ponowne wejście Niemców, ale już pod dowództwem Stroopa, zmusiło Żydów do zmienienia miejsc oporu. Jednym z najważniejszych takich punktów był blok domów, należacych do niemieckiego Kwatermistrzostwa Wojska. Żydzi zdołali wybudować tam w tajemniczy sposób system bunkrów, umocnień, piwnic mieszkalnych i rozmaitych przejść. Nawet przy pomocy artylerii przeciwlotniczej Niemcy nie mogli sobie tu poradzić. W końcu blok podpalili. Udało im się tu wyłapać 5 tys. ukrytych Żydów, reszta uciekła.

W ciągu pierwszego tygodnia Niemcy wyłapali 25 tys. osób i część wymordowali. Stosowali taktykę spalonej ziemi, palili dom po domu. Rozpętali piekło. Pożar, dym, latające iskry, swąd tlących się materiałów i smród palonych żywcem ciał ludzkich. Żydzi wyrzucali na ulice kołdry, pierzyny i na to skakali razem z dziećmi z płonących mieszkań. Niemcy strzelali do nich jak do kaczek. Tak wyglądała Wielkanoc 1943 roku.

Niemcom trudno było wyszukiwać doskonale zakonspirowane bunkry. Łatwiej było tropić nocami, gdy Żydzi szykowali sobie posiłki, ponieważ czuć było zapach jedzenia. Stroop w rozmowie z Kazimierzem Moczarskim opowiadał, jak razu pewnego otworzyli wspaniale urządzony bunkier.

Na głębokości dwóch pięter od powierzchni gruntu, zaopatrzony w nowoczesną, potrójną sieć wentylacyjną, z trzema źródłami zasilania w energię elektryczną, z kuchniami, klozetami, prysznicami, dopływem wodociągów miejskich i studzienką artezyjską. Ponadto bunkier posiadał magazyny paliwa, zbiorniki wody, obszerne spiżarnie i chłodnie na wiktuały. Mądra konstrukcja. Bunkier był nad wyraz fukcjonalny. Posiadał kilka wyjść przez długie korytarze oraz pancerne drzwi między izbami.
pokaż powiększenie

Z tego bunkra Niemcy wywlekli około 300 Żydów i Żydówek z dziećmi. Byli to bogaci i niegdyś wpływowi ludzie.

Do 1 maja liczba złapanych Żydów wzrosła do 38500 osób. Wielka Akcja zaplanowana przez Niemców na trzy dni przeciągała się. Życie getta w dużym stopniu toczyło się w nocy. Wtedy Żydzi przekazywali sobie pocztę, przewozili żywność, wodę i amunicję. Zmusili Niemców do utworzenia nocnych oddziałów. Oddziały niemieckie wciąż nie mogły opanować północno - wschodniej części getta, gdzie mieścił się trzon ŻOB. 2 maja ustalono termin zakończenia walk na 15 maja. Ostatnim akordem miało być wysadzenie Wielkiej Synagogi na Tłomackiem.

Tymczasem Żydzi stawiali coraz ostrzejszy opór. Na teren getta przenikali uzbrojeni bojowcy ze strony aryjskiej. Również Polacy docierali tam. Choć Niemcy ustawili pierścień izolacyjny, nie dawało to efektów.

8 maja Niemcy otworzyli bunkier przy Miłej 18, gdzie mieścił sie sztab ŻOB. Walki były tu długie i ciężkie. Niemcy ujęli około 50 osób zaś kilka wcześniej popełniło samobójstwo. Wsród nich był Mordechaj Anielewicz, dowódca powstania.

Opowiada o końcowym akordzie Stroop:

Ależ to był piękny widok! (...) Z punktu widzenia malarskiego i teatralnego obraz fantastyczny! Staliśmy z moim sztabem dość daleko od Synagogi. Oficer saperów, odpowiedzialny za prawidłowe wysadzenie w powietrze, wręczył mi, za pośrednictwem Maxa Jesuitera, aparat elektryczny wywołujący poprzez przewody elektryczne jednoczesną detonację ładunków wybuchowych w murach Synagogi. Jesuiter nakazał ogólną ciszę.

W blasku płonących budynków stali zmęczeni i umorusani moi dzielni oficerowie i żołnierze.
pokaż powiększenie Przedłużałem chwile oczekiwania. W końcu krzyknąłem: Heil Hitler! - i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Feeria kolorów.

Wielka Akcja została zakończona 16 maja o godz. 20 minut 15.

W czasie jej trwania ujęto 56 065 Żydów, około 10 tysięcy zginęło przez samobójstwo, zaczadzenie, spalenie i w inny sposob, okolo 3 tys. zabito lub złapano po 16 maja, około 2 tys. złapano po drugiej stronie muru, część Żydów została zastrzelona przez Niemców dla zabawy. Razem było ponad 71 tys. ofiar wg Stroopa.

wtorek, 17 kwietnia 2007
Marian Hemar



Warszawo moich wspomnień,
Warszawo tamtych lat,
Co tłumem biegną do mnie
Przez dawny Nowy Świat!
I marzeń i uśmiechów,
Piosenek, żartów, kpin
I czarujących grzechów,
I wad, i ślicznych win...
(...)
Warszawo srebrnowiślna,
Od nieba aż do gwiazd
Najbardziej lekkomyślna
Ze wszystkich świata miast!
Niewinna i bezsenna,
Pół - panna i pół - wąż...
Warszawo przedwojenna,
Kocham się w pani wciąż.
Marian Hemar

11 lutego minęła bez specjalnego echa 35 rocznica śmierci Mariana Hemara, kierownika artystycznego najlepszych przedwojennych warszawskich kabaretów, takich jak "Qui Pro Quo", "Banda", "Cyrulik warszawski". Hemar był autorem pięknych piosenek, z których wiele stało się szlagierami. Do wielu sam komponował muzykę. Pisał również wiersze, komedie. "Dwaj panowie B." bawiła cały kraj a "Firma" została uznana przez Antoniego Słonimskiego za najlepszą polską komedię okresu międzywojennego. Niestety, zaginął tekst. Marian Hemar adaptował dla potrzeb polskich teatrów wiele obcych sztuk. Razem z Lechoniem, Słonimskim i Tuwimem pisał szopki polityczne. Był autorem wielu satyr. Posługiwał się również pseudonimem Harryman.

Marian Hemar był z urodzenia lwowiakiem, z pochodzenia Żydem a z wyboru Polakiem. Sam pisał o sobie u schyłku życia:

...niezależnie od tego
Z jakiego jestem miasta,
Ja w ogóle nie jestem
Polakiem od króla Piasta

Z krwi lechickiej, z przypadku
I z metrykalnych przyczyn,
Moja ambicja, że jestem
Polakiem ochotniczym (...)

Mógłbym być w Izraelu
Satyrycznym gwiazdorem -
W tym sęk, że bym nie mógł, bo jestem
Polakiem amatorem,

Z miłości od pierwszego
Wejrzenia, a nie z przymusu,
Tym bardziej muszę strzec mego
Amatorskiego statusu.

Miał dwie wielkie miłości: Polskę i Lwów i ogromny sentyment do Warszawy, i pozostał tym uczuciom wierny aż do śmierci. We Lwowie Hemar mieszkał dwadzieścia cztery lata, w Warszawie - czternaście a w Londynie - trzydzieści. Zmarł w szpitalu w Dorking, miasteczku niedaleko Londynu.

Do Warszawy Marian Hemar przyjechał w 1925 roku na zaproszenie "Qui Pro Quo". Programy do kabaretu przed jego przybyciem pisali głównie Julian Tuwim, Konrad Tom i Andrzej Włast. Czasami dołączał Antoni Słonimski. Wspomagali ich mniej znani autorzy. Dla publiczności warszawskiej, znającej rewie zagraniczne, rodzime kabarety trąciły myszką. Różnice poziomów było widać zwłaszcza po występach kabaretu rosyjskich emigrantów z Berlina, "Niebieskiego ptaka". Hemar otrzymał od losu ogromna szansę i ją wykorzystał. Bardzo mu pomogli na początku Mira Zimińska i Julian Tuwim. Z Mirą Hemar przyjaźnił się aż do śmierci. Dla Tuwima miał ogromny kult, który w latach piećdziesiątych zmienił się w nienawiśc. Hemar nie mógł wybaczyć Tuwimowi powrotu do Polski z emigracji. Pisał o nim w wielu wierszach ale wszystkie nieżyczliwe słowa odwołał odwołał pod koniec życia.

W 1932 roku "Qui Pro Quo" splajtowało i powstał nowy kabaret "Banda", gdzie Hemar został kierownikiem artystycznym. Gdy "Banda" przestała istnieć pisał do "Wielkiej Rewii", "Cyganerii", "Cyrulika Warszawskiego", "Morskiego Oka", by w 1939 roku zostac satyrykiem w "Ali Babie", teatrzyku wciagniętym na czarną listę przez ambasadę niemiecką. 31 maja 1939 roku odbyła się premiera wielkiej rewii "Orzeł czy Reszka", w której Ludwik Sempoliński śpiewał słynną piosenkę "Ten wąsik, ach, ten wąsik". 2 września odbyła sie ostatnia premiera, były to "Pakty i fakty". Parodie przemówień Goringa i Goebblesa stały sie ponurą rzeczywistoscią.

To Hemar stworzył znaną do dziś postać Lopka. Jego piosenki charakterystyczne łatwo zapadały w pamięć, a niektore zwroty weszły do mowy potocznej.

We wrześniu Hemar wraz z Sempolińskim musieli uciekać z Polski, gdyż byli poszukiwani przez gestapo. Hemar zatrzymał się w Rumunii a nastepnie udał sie na Bliski Wschód. Służył w Brygadzie Karpackiej, dla której napisał piękny hymn. Na początku 1942 roku rozkazem gen. Sikorskiego został przeniesiony do Londynu i przydzielony do Ministerstwa Informacji i Dokumentacji. Zarówno tu jak i poprzednio na Bliskim Wschodzie cały czas tworzył.

Po wojnie pozostał w Londynie, gdzie stworzył kabaret "Orzeł Biały" a potem "Teatr Hemara". Teatr był fenomenem, utrzymywał się całkowicie sam bez jakichkolwiek subwencji.

Hemar, będac na emigracji, bardzo tęsknił za Polską. Napisał wiele sentymentalnych wierszy, poświęconych Warszawie. Bardzo przeżył początek okupacji i wejście Niemców do miasta. Powstał piękny wiersz "Piosenki warszawskie", w którym opisuje wiosenną, majową ulicę pierwszego roku okupacji, ale myślami ucieka do spokoju czasów przedwojennych, do tamtych piosenek.
pokaż powiększenie Piękne były warszawskie panie!
Jakie stroje, jakie malowanie,
Jak umiały się w swych sukniach nosić -
Wzrokiem wzbraniać a ustami prosić -
Och, zalotne, aksamitne, świetne,
w Europejskiej, w Adrii, Cafe-Clubie -
Nogi miały jak łodygi kwietne -
Zatańcz, wypij, pocałuj - ach, lubię! -
Ach, pończoszki z pajęczyny tkane,
Na świat sławne warszawskie pantofle - (...)
"Maj się dziwi - urody twej szkoda!
I po twarzy ciepłym złotem głaska.
Ach, nie żałuj mnie , maju - to moda!
To jest nasza, dumna moda warszawska!

Marian Hemar w ostatnich latach życia myślami był czesto przy Lwowie. Chciał tam umrzeć i tam być pochowanym. Jednym z końcowych tekstów była "Piosenka o marzeniu ostatnim"
Z wszystkich marzeń, co nienasycenie
W sercu kwitły i przędły się w głowie.
Pozostało to jedno marzenie,
Aby kiedyś umierać we Lwowie.
By sie głębią rozwarły tajemną,
Gdy już wszystkie się skończą podróże,
Lwowska ziemia na dole pode mną,
Lwowskie niebo nade mną, na górze.

niedziela, 08 kwietnia 2007
Renowacja kamienicy u zbiegu Złotej i Zgody.


Dachy na głowach domów są - porównać muszę,
Niby na szczytach strojów różne kapelusze.
Jedne zawiłe z kroju, w myśl dawnej urody
Nakrywają domostwa starożytnej mody,
Światopełk Karpiński

Od kilku lat widać było straszne zaniedbanie zabytkowej kamienicy u zbiegu Złotej i Zgody. Nawet niedawno, gdy tam przechodziłam, to się zastanawiałam, czy miasto czeka, aby gmach się zawalił. Nie wyglądał aż tak tragicznie jak kamienica z Twardej, ale wyraźnie widać było, że czasy świetności budynek, stanowiący niegdyś Kasę Pożyczkową Przedsiębiorców Warszawskich, ma już dawno za sobą. A przeciez niegdyś, jak widać na widokówce, była to piękna kamienica.

Powstała w latach 1895 – 1901, zaprojektowana w stylu neorenesansowym przez Stefana Szyllera. Obecnie jest własnością Tadeusza Matana, właściciela pobliskiego zakładu fotograficznego, który kupił ją siedem lat temu.

Budynek wygląda jakby nikt nim się nie zajmował, ale to pozory. Powstaje dwupiętrowy podziemny parking. Co ciekawe, zostaną zachowane piwnice, pogłębione dodatkowo do 4.5 m wysokości. Parking jest budowany pod nimi. Potem drugi parking zostanie zrobiony z tyłu budynku a na nim będzie posadowiony sześciopiętrowy nowy gmach. Widać to na schemacie z materiałów inwestora. Modernizacja, zaakceptowana przez konserwatora zabytków, została zaprojektowana w pracowni Jerzego Bogusławskiego. Gmach dawnej Kasy zostanie pieczołowicie odremontowany. Jednym słowem - wszystko kończy sie dobrze. pokaż powiększenie

W 2000 roku wiadomość o sposobie remontu tej kamienicy wywołała burzę. Ówczesny inwestor, firma Relax Foto miała zamiar nadbudować szklany dach za attyką. Twórcą projektu była pracownia Jerzego Kuźnienki. Wojewódzkiemu konserwatorowi Andrzejowi Wojciechowskiemu szklany dach się podobał i miał zamiar wydać nań zgodę. Pisała o tym wówczas "Stołeczna". W rozmowie z dziennikarzami Wojciechowski wyparł się, że była kiedykolwiek poruszana koncepcja szklanej nadbudowy.

Tadeusz Matan wówczas rozpoczął remont nie pytając nikogo o zgodę, choć budynek jest w rejestrze zabytków.

"Stołeczna" wówczas pisała: Tadeusz M., współwłaściciel firmy Relax Foto, która w maju kupiła budynek, przekonywał "Gazetę", że to jeszcze nie remont, ale jedynie usuwanie żużla z piwnic. Zapewniał też, że podczas renowacji domu i adaptacji pomieszczeń na potrzeby banku i biur nie zamierza zmieniać jego historycznej formy. Wręcz przeciwnie - z pietyzmem odrestauruje każdy najdrobniejszy detal.
Zaraz jednak złożył w urzędzie Śródmieścia wstępny projekt "korekty" szyllerowskiej architektury. Zaproponował nakrycie neorenesansowej bryły podobnym do szklarni dachem z błękitnymi szybami, wyższym od obecnego o 2,2 m. Dzięki temu można będzie uzyskać na poddaszu ponad 0,5 tys. m kw. dodatkowej powierzchni. Autorem koncepcji nowego dachu jest arch. Jerzy Kuźmienko.
- Ten dom jest teraz niższy od sąsiednich, taki niepozornie przycupnięty. Podniesienie dachu wcale go nie zepsuje, nawet polepszy jego architekturę. Pojawienie się nowoczesnego elementu na szczycie sprawi, że budynek nabierze dodatkowej urody. W błękitnych szybach będzie się odbijać rzeźbiona attyka - zachwala pomysł Tadeusz M. Przywołuje przykłady podobnych nadbudówek na świecie: - Za granicą to dziś norma. Podobnym szklanym dachem przykryta jest stara kamienica przy placu Wacława w czeskiej Pradze. Wygląda świetnie.
pokaż powiększenie Architekt Jerzy Kuźmienko zaznacza, że według jego projektu, wykonanego już rok temu dla poprzedniego właściciela domu, tylko część połaci ma być przeszklona. - To obecny właściciel chce, by cały dach był ze szkła - mówi Jerzy Kuźmienko.
Entuzjazmu inwestora nie podzielają pracownicy Urzędu Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Gdy dostali do zaopiniowania fotografię domu z dorysowaną nadbudówką, wpadli w popłoch.
- To absurd. Jak można wymyślić coś tak skandalicznego jak stawianie szklanego tła za attyką, która pięknie wygląda tylko na wolnej przestrzeni - oburza się inspektor Joanna Ziętek.
Wtóruje jej Małgorzata Omilanowska, historyk sztuki, autorka książki o Stefanie Szyllerze: - Wykluczam taką nadbudowę. Inwestor nie ma pojęcia o estetyce, a tym bardziej o architekturze. Czy inwestor uważa się za lepszego architekta niż Stefan Szyller?
W urzędzie konserwatorskim oceniają, że szklany namiot zasadniczo zmieni proporcje budynku i będzie rażąco kontrastował z fasadą ozdobioną rzeźbami dłuta Zygmunta Otto. Pamiętają też, że firma Relax Foto ma na swoim koncie nielegalne podwyższenie dachu zabytkowej kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 45 i ustawienie na nim wielkiej skrzyni klimatyzatora.

W wyremontowanej kamienicy będzie biurowiec. Oszczędzony jej został los kamienic z placów Trzech Krzyży i Zbawiciela.

wtorek, 03 kwietnia 2007
Czar fotoplastikonu.





Wjeżdżamy przez Krakowskie w kraj wspomnień uroczy,
Znowu witam Warszawę dawną, miłą, starą,
Zapomnijmy o wszystkim i zamknijmy oczy -
Jedź, stara dryndo, tocz się, warszawska landaro!
Wszystko jest tak, jak było na tym Bożym świecie,
Ot, z podróży wracamy znów na własne śmiecie.
Antoni Słonimski





Fotoplastikon warszawski, praprzodek trójwymiarowego kina IMAX - jedno z czarownych miejsc, gdzie zatrzymał się czas. Ten sam budynek, to samo wnętrze od ponad stu lat. Gdy wejdziemy w drugą bramę podwórka w Alejach Jerozolimskich 51, trafimy w świat naszych dziadków i pradziadków.

Dla mnie od zawsze było to tajemnicze miejsce. Wystające na zewnątrz muru kamienicy wizjer dosłownie przyciągał do siebie. Za mała byłam, żeby z powierzchni chodnika zerknąć w okular, więc wspinałam się na leżący przy ścianie kamień, który tam położyła jakaś życzliwa dusza. Gdy pierwszy raz weszłam do środka, zamarłam z zachwytu. Półmrok, dokoła cylindra ustawione taborety a przy każdym taborecie wizjerki do zerkania i towarzysząca nastrojowa muzyka.

Fotoplastikon działa prawdopodobnie od roku 1905. Przerwę miał tylko w czasie Powstania Warszawskiego. Ponownie uruchomiony został w roku 1946. W 1973 roku kupił go dziadek obecnego właściciela, Tomasza Chudego i prowadził aż do śmierci w roku 1978. Ponownie, po czternastu latach przerwy i wielkim wysiłku i zaangażowaniu nowego właściciela, sentymentalne miejsce zostało otwarte 1 czerwca 1992 roku.

Warszawski fotoplastikon posiada 3,5 tys. archiwalnych zdjęć stereoskopowych i wpisany jest od 1987 roku do rejestru zabytków. Urządzenie składa się z beki kilkumetrowej średnicy, z 24 wizjerami dookoła. Wewnątrz, na okrężnej bieżni, znajduje się 48 slajdów dużego formatu, przesuwających się skokowo co 14 sekund. Obejrzenie jednego cyklu zdjęć trwa 11 minut. Zdjęcia mają podpisy, seansowi towarzyszy odpowiednio dobrana muzyka. pokaż powiększenie

Fotoplastikon w momencie otwarcia spełniał rolę kina. W okresie okupacji był punktem kontaktowym dla członków konspiracji. Jako przeżytek, został zlekceważony przez Niemców i nie był zamknięty. Pomagał warszawiakom oderwać się choć na moment od grozy rzeczywistości. Po wojnie był miejscem, gdzie można było posłuchać jazzu i zobaczyć jak wygląda świat za żelazną kurtyną. W 1946 roku odwiedzało go 12 tys. widzów miesięcznie. Był jednym z niewielu miejsc rozrywkowo - kulturalnych w Warszawie. Im dalej od pierwszych lat powojennych, tym mniej widzów przychodziło. Obecnie zaglada kilka osób dziennie.

Poprzedni właściciel, Józef Chudy, wkładał bardzo dużo serca w utrzymanie fotoplastikonu. Nie zgadzał się na przeniesienie na Starówkę ani na sprzedaż. Chciał za wszelką cenę ocalić autentyczne miejsce i kawałek starej przedwojennej Warszawy. Dzięki temu możemy dziś zobaczyć żydowskich sklepikarzy na ulicy Bagno, corso w Alejach Ujazdowskich, ślizgawkę w Dolinie Szwajcarskiej, staroświeckie dworce, których już dawno nie ma. Widzimy czasy grozy: defiladę niemiecką w 1939 roku, łapanki, Powstanie Warszawskie. Trójwymiarowe zdjęcia robią niesamowite wrażenie. I jak sobie pomyślimy, przykładając oko do wizjera, że być może w tym samym miejscu kilkadziesiąt lat temu siedziała nasza babcia, to można się poczuć dziwnie.

Fotoplastikon jest otwarty trzy razy w tygodniu: wtorek, czwartek 15-18; sobota 11-15. Zachęcam wszystkich do wizyty w wehikule czasu. Jest jedynym urządzeniem w Europie, działającym nieprzerwanie w tym samym miejscu.

Fotoplastikon ma swoją stronę internetową: Fotoplastikon warszawski