Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


czwartek, 31 marca 2011
Bazar Różyckiego

warszawa
Na Pradze stoi drewniany syfon
i mówi jak beczka zachłyśnięta winem:
niech mnie spławią galarem do Gdańska
niech odpłynę, odpłynę, odpłynę
Mnie jak kosz owoców na grzbiecie
dobrzy ludzie poniosą po świecie
W owocach jest tlen jest żelazo
tlen i żelazo które pijecie
(...)
Wspominam ludzi, zwierzęta
i syfon ubogi na Pradze
wspominam syfon na Pradze
wspominam syfon na Pradze
Adam Ważyk "Syfon na Pradze"

Pod koniec ubiegłego roku na Bazarze Różyckiego była niewielka plenerowa wystawa z historycznymi zdjęciami targowiska. Pojawiła się nie bez powodu. Co jakiś czas jesteśmy informowani przez prasę, że władze miasta nie mają pomysłu na kształt bazaru i jego funkcję. Za to krążą pogłoski, że można by tu wybudować jakieś osiedla mieszkaniowe albo wieżowce. Trzeba zupełnie nie mieć wyobraźni i serca, aby dążyć do likwidacji legendarnego bazaru, będącego jedną z tożsamości historycznej Pragi.

Na tej wystawie były też zdjęcia starego, zabytkowego wiedeńskiego targowiska Naschmarkt, będącego odpowiednikiem Różyca, tętniącego życiem od rana do wieczora i będącego ogromną atrakcją miasta.

Za datę powstania Bazaru Różyckiego podaje się często rok 1901 ale trudno jednoznacznie ją określić, ponieważ w tej okolicy handlowano niemal od zawsze. Wiadomo natomiast, że do powstania bazaru przyczyniło się kupno parceli przez zamożnego farmaceutę i społecznika Juliana Józefa Różyckiego. Różycki na aptekach dorobił się wielkiego majątku. W latach siedemdziesiątych XIX wieku kupił place przy zbiegu ulic Wołowej, Ząbkowskiej i Targowej (Targowa 54, Ząbkowska 10, Brzeska 23 i 25). Z placami graniczył dom przy Targowej 56, zbudowany w latach 1865 – 67 dla Karola Juliusza Mintera, właściciela warszawskiej odlewni. Mieszkał w nim przedsiębiorca żydowski Manas Ryba, który miał podsunąć Różyckiemu pomysł utworzenia targowiska i potem został jego pierwszym administratorem.
pokaż powiększenie

Początkowo znajdowało się na targowisku podobno tylko siedem drewnianych zadaszonych kramów z wieloma stanowiskami handlowymi. Pozostała część placu nie była zabudowana ale od początku całość była ogrodzona. Od strony Targowej główne wejście prowadziło przez ładną kutą bramę. Bezpośrednio za nią stały trzy drewniane kramy i kiosk w kształcie niebieskiego syfonu ze srebrnym czubem, w którym sprzedawano łakocie.

Do pierwszej wojny światowej bazar się stopniowo rozwijał. Przybywało straganów i sprzedawców. Rozwój bazaru, powiększająca się liczba sprzedawców i ogromne rzesze kupujących spowodowały uhandlowienie sąsiadujących z nim ulic. Jak grzyby po deszcze zaczęły się pojawiać sklepy i zakłady rzemieślnicze. Na bazarze panował porządek. Było jakby ubranżowienie różnych części placu targowego.

Jan Kruszewski wspomina, że po prawej stronie bazaru były jatki. Od strony Brzeskiej królowała tandeta. Obok był drób, króliki, gołębie i inne żywe stworzenia. Za nimi znajdowała się gastronomia. Tu można było się pożywić flakami, pyzami, kaszanką na gorąco. Były również zimne zakąski. Kupcowe w wiaderkach miały minogi. Dziś minogi są drogie i poszukiwane, wówczas były to jedne z najtańszych ryb. Pod wódkę można było przegryźć pasztetową. Ryb handlarzom dostarczali wędkarze z pobliskiej łachy wiślanej. Rano były w sprzedaży sandacze, węgorze i sumy. Już wtedy wśród chłopskich furmanek grasowali cwaniacy od wyciągania pieniędzy od naiwnych. Grano w trzy karty, czarna-czerwona i w cetno i licho. Tu można było kupić fałszywa bizuterię i czasami prawdziwą ale kradzioną.
pokaż powiększenie

W czasie I wojny światowej bazar podupadł. Po wyjściu Rosjan Niemcy zabronili przywozić towary, często je rekwirowali. Odzyskanie niepodległości przyniosło odzyskanie rangi bazaru.

Przed drugą wojna światową administratorem bazaru był Antoni Potocki, zięć Różyckiego.

Handlowali głównie Żydzi. Nawet istniało powiedzenie, że są to praskie Nalewki. Gdy Niemcy w czasie wojny wywieźli Żydów do getta, handel prowadzili tylko Polacy. Kupcy byli bardzo uspołecznieni. Wspomagali Szpital Ujazdowski z rannymi z września 1939 roku. Za pomocą Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przesyłali żywność więźniom Pawiaka. W czasie okupacji można było tu kupić wszystko, od żywności do broni. W 1944 roku bazar spłonął. Odrodził się już we wrześniu od strony Ząbkowskiej i Brzeskiej.

W listopadzie 1945 roku powstała Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym i wkrótce zaczęła nękać handlarzy. Wielu z nich trafiło do więzienia i obozów pracy. W 1950 roku bazar przeszedł na własność Skarbu Państwa.

W latach 60-70-80 bazar rozkwitał. W latach 50-tych dyktował modę. Czarny handel kwitł. Było wszystko, czego nie można było kupić w państwowym sklepie. Tłumy kupujących przewalały się od samego rana. Po prawej stronie były buty, po lewej można było kupić pyzy. Środkiem stały budy z odzieżą. Od strony Brzeskiej sprzedawano warzywa, owoce. Tu stały baby z drobiem, często żywym. Od strony Ząbkowskiej przy wejściu można było w czasach kartkowych kupić kartki na mięso. Tu mieli swój punkt handlowy złodzieje. Milicja w tę część bazaru waliła jak w dym. Złodzieje uwijali się też w zatłoczonych alejkach, między nimi grasowały bandy dzieci cygańskich. Bazar był słynny w całej Europie socjalistycznej. Nie było wycieczki, która by tu nie przyjechała na zakupy.
pokaż powiększenie

W najlepszym okresie na bazarze było 500 stałych bud i niemal drugie tyle sprzedawców naręcznych. Tu można było wszystko kupić i pieniądze stracić. Nie jeden przegrał pensję przy stoliku z trzema kartami lub lusterkiem.

Olgierd Budrewicz w „Zdumiewającej Warszawie” opisywał, co też można tu kupić. Tak więc:

„Piękne rzeczy! Fotografie Beatlesów i haftowane poduszki z łabędziami, amerykańskie dżinsy i jesionki z wykupywanych w sklepach państwowych atrakcyjnych materiałów, buciki na koturnach z wielkimi okrągłymi noskami („wieś innych nie nosi”), stragany z oleodrukami jeleni i niedźwiedzi (koncesjonowane), kilkanaście budek z sukniami ślubnymi (panienki przymierzają za wiotką zasłonką, panowie zaglądają przez szpary), budy z ubrankami dziecięcymi, stoiska z galanterią, kwiatami, owocami, mięsem…”

Władze miasta od zawsze krzywo patrzyły na bazar. Już w latach 60-tych były pomysły likwidacji. Od Brzeskiej miał powstać parking, a od Targowej budynek mieszkalny. Potem temat likwidacji bazaru powracał jeszcze parokrotnie, ale władze rezygnowały, bo jednak czerpały z niego duże zyski.

Upadek bazaru rozpoczął się w momencie gdy na Stadionie Dziesięciolecia powstał Jarmark Europa. Cała klientela a zwłaszcza hurtownicy zza wschodniej granicy tam się przenieśli. Odeszło nawet szemrane towarzystwo. Znikły stoliki z trzema lusterkami, nikt nie szeptał dyskretnie, że ma złoto za bezcen do oddania.

W 1994 roku gmina wraz ze stowarzyszeniem Bazary Pragi postanowiła bazar ratować. Planowano teren unowocześnić, ciągi zadaszyć, doprowadzić wodę i ogrzewanie. Miało to trwać kilka lat i kosztować kilka miliardów złotych. Kupcy byli nastawieni sceptycznie. W tym roku zaczęto rozwalać budy i stare budynki gospodarcze od strony Ząbkowskiej aby zrobić nowoczesny kilkupoziomowy parking. Jak parking wygląda dziś, wszyscy wiemy. Nędzne klepisko.
pokaż powiększenie

W 1996 roku w oficynie kamienic przylegających do bazaru przy Targowej 50/52 odkryto barwne malowidła z 1934 roku. Same kamienice są bardzo stare, jedna z lat 30. druga 60. XIX wieku. Tu przed wojną mieścił się żydowski dom modlitwy. Miały się wtedy rozpocząć prace rozbiórkowe, bo dzielnica miała pomysł na bazar końca XX wieku, piękny, nowoczesny i przeszklony. Maria Brukalska, ówczesna konserwator wojewódzka, nie sprzeciwiła się planom dewastacyjnym. Pracownicy urzędu twierdzili, że te domy nie mają żadnej wartości. Znalezisko było sensacyjne. Takich domów modlitwy przed wojną było w Warszawie około 400. To jest jedyny zachowany z malowidłami i napisami hebrajskimi. Obecnie powstaje tu Muzeum Pragi. Prace mają się zakończyć pod koniec roku.

W 1998 roku władze miasta uznały, że bazar Różyckiego jest skansenem szpecącym miasto i chciały go wydzierżawić na 30 lat, budując gmach handlowy. Proponowały udział w tym przedsięwzięciu handlarzom, lecz oni odmówili, nie chcąc inwestować w cudzą własność. W tym czasie bowiem spadkobiercy aptekarza wystąpili o zwrot placów zabranych na mocy dekrety Bieruta. Władzom dzielnicy roszczenia jakoś nie przeszkadzały w dysponowaniu majątkiem, do którego nie miały praw. Kupcy bazarowi poszli ze swoją propozycją inwestycji do spadkobierców Różyckiego. To od nich potomkowie farmaceuty dowiedzieli się o planach dzielnicy. Indagowany w tej sprawie rzecznik dzielnicy tłumaczył pokrętnie, że urząd nie ma wszystkich dokumentów dotyczących praw spadkowych.

Rok później powstał pomysł wybudowania nowoczesnego pawilonu, przypominającego krakowskie sukiennice. Nie wszyscy kupcy zgadzali się na takie rozwiązanie, bo nie byliby właścicielami stoisk tylko najemcami. Na bazarze były dwa zarządy, trwały między ich zwolennikami bójki, dochodziło do złośliwego wyłączania prądu.

W 2004 roku trwała dalsza degrengolada bazaru. Oprócz Stadionu klientów odbierało Centrum Wileńska. Część kupców, nie mogąc zarobić na czynsz, odeszła na Stadion. Na Różycu pozostało 200 najwytrwalszych. W kwietniu kończyła się dzierżawa terenu, ale miasto nie chciało jej przedłużyć, bo handlarze zalegali z opłatami. Nie byli w stanie miesięcznie uzbierać 85 tys, bo taki był czynsz.
pokaż powiększenie

Jak wygląda bazar w tej chwili każdy wie. I nie wiadomo co będzie dalej. Niedługo zostanie otwarte muzem Pragi. Zaczną również zjeżdżać wycieczki Żydów. Na bazarze czas się zatrzymał. Nie ma nic atrakcyjnego.

Jest propozycja, aby bazar był uzupełnieniem muzeum. W Warszawie nie ma w zasadzie miejsca, gdzie można kupić ciekawe warszawskie pamiątki, nawet samych pamiątek właściwie nie ma. Ciągle ta sama oferta: albo miniaturka Pałacu Kultury albo pomnika Małego Powstańca. Nie ma też miejsca, gdzie można poznać warszawski folklor. Zachowało się wiele filmów z przedwojennej i tuż powojennej Warszawy, pochowanych w archiwach. Można by tu również sprzedawać judaica. W kamienicy przy Targowej 56 ma powstać centrum szkolenia rzemieślników starych praskich profesji. Całość byłaby świetnym punktem prezentującym warszawski folklor i kulturę, zwłaszcza, że Warszawa ubiega się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Wzmiankowany na początku Naschmarkt, mieszczący się w centrum Wiednia, jest miejscem bardzo atrakcyjnym, obleganym od świtu do nocy. Zrekonstruowano na nim stare, zabytkowe kramy. Podobnie by mógł wyglądać bazar Różyckiego. Istnieją zdjęcia przedwojennych stoisk i głównej bramy. Powinien wrócić kiosk syfon, stojący w latach 1901 – 1938 w bramie przy Targowej 54.

Pojawiła się informacja, że spadkobiercy Różyckiego właśnie odzyskali plac od strony Ząbkowskiej między Targową a Brzeską.

niedziela, 20 marca 2011
"Warszawa międzywojenna w pamięci jej mieszkańców".

warszawa

Dom Spotkań z Historią tworzy cykl "Z Archiwum Historii mówionej" W zeszycie drugim, który się ostatnio ukazał, są zamieszczone wspomnienia warszawiaków z okresu międzywojennego. Bardzo ciekawe są opowieści o nieistniejącym już mieście snute przez zwykłych ludzi.

Warszawa międzywojenna była miastem ogromnych kontrastów. Obok eleganckich kamienic, zadbanych głównych ulic, pięknych parków istniała Warszawa biedaków. Na Powiślu, Targówku, Szmulowiznie, Starym Mieście mieszkali ludzie niezamożni. Na Annopolu powstały baraki dla bezrobotnych i bezdomnych. Jednocześnie były to lata, gdy rodził się młody Żoliborz, powstawały kolonie mieszkaniowe na Ochocie, rozwijał ruch spółdzielczy.

Wspomnienia mieszkańców są bardzo emocjonalne i bardzo zróżnicowane, podobnie jak status majątkowy ich rodzin i miejsce zamieszkania.

Zofia Szuch - Nikiel, pochodziła ze znanej rodziny Szuchów. Pierwszy z rodu Szuchów przybył do Polski z XVIII na zaproszenie arystokracji, aby projektować ogrody przy pałacach i parki. Zofia Szuch mieszkała z rodzicami na Powiślu. W swoich wspomnieniach opowiada o życiu w dzielnicy robotniczej i wspomina czasy szkolne w gimnazjum Królowej Jadwigi, mieszczącego się na placu Trzech Krzyży.

Mieczysław Skorupiński mieszkał przy Poznańskiej 17, róg Hożej. Pamięta czasy, gdy na rogu Nowogrodzkiej i Pankiewicza był tor kolarski a w miejscu gmachu centrali telefonicznej były dopiero robione wykopy.

Maria Nowicka sprowadziła się z rodzicami w 1928 roku na pierwszą kolonię żoliborskiej WSM. Żoliborz wtedy dopiero powstawał. Na placu Wilsona budowały się pierwsze dwa domy. Nie było jeszcze chodników. Za spółdzielnią "Feniks" rozciągały sie dzikie pola. Za Żoliborzem dziennikarskim były tylko pola aż do Wisły.

Janina Ludawska mieszkała na Dzielnej naprzeciw Pawiaka w środowisku żydowskim. Ciekawie opowiada o zwyczajach tu panujących. Wspomina czasy szkolne. Była uczennicą gimnazjum, w którym uczyli Leopold Infeld i Stefania Sempołowska.

Zofia Osowska mieszkała najpierw przy Stalowej 39/41, w domu z ogromnym podwórzem na którym znajdował się bazar. Potem przeprowadziła się z rodzicami na Ząbkowską 26, w pobliżu Bazaru Różyckiego. Przedstawia we wspomnieniach życie dzielnicy handlowej.

Emil Mieszkowski pochodził ze znanej rodziny właścicieli sklepów z kapeluszami. Mieszkał początkowo z rodzicami przy Raszyńskiej 56, w budynku, który istnieje do dziś. Potem zamieszkali w kamienicy na rogu Marszałkowskiej i Chmielnej. Znana firma kapelusznicza po wojnie mocno podupadła. Ostatni sklep został zamknięty w 1970 roku.

Janusz Jarzęcki, warszawiak z dziada pradziada, mieszkał na Nowym Mieście na ulicy Samborskiej, obecnie Burmistrzowskiej. Potem z rodzicami przeprowadził się na Mostową pod numer 14. Tu, pod koniec lat trzydziestych, nie było w mieszkaniu prądu. Siedziało się przy lampie naftowej. Nad Wisłą stały biedne, drewniane domki piaskarzy. Dziś Mostowa jest cicha i senna. Przed wojna była bardzo ruchliwa. Wozy konne jeździły z piachem. W cuchnących bramach bawiły się biedne dzieci polskie i żydowskie. Stare Miasto było bardzo zaniedbane.

Anna Wyganowska - Eriksson mieszkała z rodzicami przy Marszałkowskiej 62. Mieszkanie nie miało łazienki za to jeden pokój mial 58 metrów powierzchni.

Książka jest ilustrowana sporą ilościa doskonałej jakości zdjęć archiwalnych.