Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


wtorek, 31 marca 2009
Nowy plan zagospodarowania placu Defilad.

warszawa

Mamy następny plan zagospodarowania placu Defilad. Ostatni był przedstawiany w czerwcu ubiegłego roku. Pisałam o nim tutaj. Przewidywałam wtedy, że na nim się nie skończy.

Główne założenia do nowego obecnego planu były omawiane w listopadzie. Obecnie się skonkretyzowały szczegóły.

Nastąpił powrót do którejś z poprzednich idei - powstanie układ ulic przecinających się pod kątem prostym, nie będzie eliptycznego bulwaru. Zostanie wskrzeszony skasowany w czasie budowy Pałacu Kultury odcinek ulicy Chmielnej. Park Świętokrzyski zostanie poszerzony aż do ulicy Marszałkowskiej. Jego obrzeżem będzie biec, równoległa do Świętokrzyskiej, ulica Parkowa. Nie będzie prawdopodobnie wieżowca w parku Swiętokrzyskim - tego, który chciała stawiać pani prezydent, bo ziemia w centrum jest zbyt droga, aby mogły sobie ot tak rosnąć drzewa.

Wzdłuż al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej budynki byłyby względnie niskie, nie przekraczałyby wysokości 30 metrów. Od strony Alej byłyby odsunięte o kilkadziesiąt metrów. Przed nimi byłby bulwar z rzędem fontann. Projektanci przewidują nadanie Alejom funkcji reprezentacyjnej.

Po zachodniej stronie wejścia do metra stacji Centrum stanąłby budynek o wysokości 45 metrów o oryginalnej architekturze. Na jego tyłach równoległe do Alej i Marszałkowskiej byłyby pasaże przykryte szklanym dachem.

Wokół pałacu ma stanąć 6 wieżowców o wysokości od 120 do 300 metrów. Najniższe gmachy stanęłyby między Alejami a odtworzoną Chmielną. W poblizu Muzeum Techniki przewidziano miejsca na drapacz o wysokości 230 metrów. Dwa jeszcze wyższe wieżowce stanęłyby po obu stronach Sali Kongresowej. Jeden by miał 250 metrów wysokości, drugi aż 300. Szóstym wieżowcem miał być budynek 260-metrowy w parku Świętokrzyskim, za który miasto nie chce umierać.

Ma być ułatwione dojście do placu Defilad, przez utworzenie nowych przejść dla pieszych, ale przejście podziemne przy rondzie zostałoby zachowane.

Jak widać na rysunkach z materiałów inwestora, zaprojektowane zostały koszmarne wieżowce. Każdy skręcony w inną stronę, nie wiadomo po co i na co. W dalszym ciągu pokutuje idea przesłonięcia Pałacu Kultury. Całkiem niedawno była mowa o tym, że Warszawa nie będzie Singapurem. Chodziło co prawda o rejon Towarowej - Okopowej i bezmyślne wtykanie punktowców, gdzie się tylko da, ale powinno to dotyczyc całej Warszawy. Nigdzie teraz nie buduje się wieżowców w centrum miasta, w dodatku tak udziwnionych. Ich miejsce jest na obrzeżach Warszawy. Nie ma się co łudzić, nowe dzieła na miarę Gaudiego czy paryskiej dzielnicy La Défense tu nie powstaną.

Jeden wieżowiec Libeskinda był jeszcze do przełknięcia (aktualnie budowa wstrzymana). Okolice Dworca Centralnego zostały tak spaprane kiczowatymi Złotymi Tarasami i toi-toi, że już nic nie jest w stanie im zaszkodzić. Rozbuchany wieżowiec zaprojektowany przez Zahę Hadid zapewnie nieprędko powstanie, jeśli w ogóle kiedykolwiek zostanie wybudowany. Przy tych wizjach szalonych architektów wieżowiec Mariotta stał się niemal ponadczasową klasyką projektowania. pokaż powiększenie

Nie wiem, czy kiedykolwiek doczekamy się centrum z prawdziwego zdarzenia. Na razie co pół roku jesteśmy bombardowani nowymi wizjami, z których nic nie wynika. W tej wersji na pewno centrum nie powstanie. Dla kogo te wieżowce by miały być? Żagiel Libeskinda zwinął się, ponieważ nie ma chętnych na kupno apartamentów. Wszystkie niemal warszawskie wieżowce są brzydkie. Nazwy potoczne, którymi ulica je ochrzciła, mówią sporo o stosunku warszawiaków do tych zaśmiecaczy przestrzeni publicznej.

W planie podoba mi się przedłużenie Chmielnej i przeniesienie ruchu pieszego na powierzchnię. Obecnie, żeby przejść spod hotelu Forum (aktualnie Novotel) pod Kilometr, trzeba się nadreptać po schodach. To skutecznie zniechęca na wizytowanie placu Defilad bez potrzeby. Ciekawym rozwiązaniem jest bulwar z fontannami od strony Alej Jerozolimskich.

Władze Warszawy najwyraźniej bujają w obłokach. Żadnej dalekosiężnej realnej wizji planu zabudowy placu Defilad w tej kadencji raczej się nie doczekamy.

niedziela, 22 marca 2009
Apartamentowce na Foksal.

warszawa

Od jesieni trwa remont i przebudowa kamienic przy ul. Foksal 13 i 15. Mają tu powstać luksusowe apartamentowce z 54 lokalami o powierzchni od 50 do 250 metrów. Inwestycja ma być zakończona pod koniec 2010 roku.

Kamienica spod 15 ma resztki dawnej eklektycznej fasady. Natomiast ta spod numeru 13 w latach 30-tych została pozbawiona wystroju i otynkowana na gładko w stylu modernistycznym. Obecny właściciel, firma Ghelamco chciała kamienicy nr. 13 zwrócić fasadę eklektyczną. Wiadomo jak dom wyglądał przed wojną, ponieważ odnaleziono zdjęcie. Na jego podstawie arch. Anna Rostkowska, autorka kilku udanych już rewaloryzacji starych kamienic, przygotowała projekt (kamienica po prawej stronie na drugim zdjęciu) . I nagle nieoczekiwanie stołeczna konserwator zabytków, pani Ewa Nekanda - Trepka postawiła veto. Nie zgadza się na fasadę eklektyczną. Chce, aby kamienicy przywrócić wygląd modernistyczny. Inwestor ma zamiar się odwołać do generalnego konserwatora zabytków, bo nie odpowiada mu wygląd kamienicy z tynkiem z lat trzydziestych.

Konserwator miała prawo podjąć taka decyzję, ale czy ona jest słuszna? Kamienice na Foksal mają bardzo bogaty wystrój zewnętrzny. To są piękne budynki. Odbudowana trzynastka z szarymi gładkimi tynkami będzie wyglądać jak uboga krewna pozostałych. Pierwotnie była obłożona czerwoną cegiełką. Tym bardziej jest to niezrozumiałe, że firma Ghelamco ma pieniądze i chce je zainwestować w przywrócenie pierwotnego wyglądu jednej z najstarszych warszawskich kamienic, wybudowanej w 1898 roku. Nie mamy takich dużo.

Obie kamienice były w rozpaczliwym stanie, groziło im zawalenie. Od końca lat dziewięćdziesiątych były opustoszałe. Stały się siedliskiem bezdomnych i narkomanów. Kilka razy wybuchały tu pożary. Nigdy nie były remontowane, ponieważ po wojnie były przeznaczone do wyburzenia. W tym miejscu gdzie stoją, miała przebiegać ulica Kopernika, przedłużona aż do placu Trzech Krzyży. Na szczęście ten szalony pomysł nie został zrealizowany. pokaż powiększenie

W latach 80-tych bardzo go forsowała arch. Magdalena Staniszkis. Chciała w 1982 roku Nowy Świat zamienić w ciąg pieszy kosztem kamienic z ulicy Foksal i Smolnej. Tylko dzięki protestom varsavianistów i warszawskiej Rady Ochrony Dóbr Kultury projekt upadł. Ponownie zaczęto dyskutować o wyburzeniu kamienic w 1987 roku za czasów wiceprezydenta Warszawy Zbigniewa Lippe, którego ideą było uczynienie z Nowego Światu deptaka. Rok później projekt ponownie upadł a urząd konserwatorski kamienice ulicy Smolnej wpisał do rejestru zabytków. To ostatecznie uniemożliwiło przebicie ulicy Kopernika.

Firma Ghelamco początkowo zamierzała wyburzyć oficyny kamienic a pozostawić tylko części frontowe. Chciała wybudować podziemne garaże. Choć oba budynki są w rejestrze zabytków, na wyburzenie zgodził się ówczesny wojewódzki konserwator zabytków Ryszard Głowacz, co spowodowało protesty varsavianistów. Na szczęście stołeczna konserwator, Ewa Nekanda – Trepka nie wydała zgody na całkowitą rozbiórkę. Po długich negocjacjach zgodziła się na częściową rozbiórkę pod warunkiem przywrócenia do stanu pierwotnego po wybudowaniu garaży. Konkretnie zostanie rozebrana część tylnej oficyny domu pod numerem 15 i oficyna środkowa. Oficyny pod numerem 13 pozostaną w stanie nienaruszonym. Ale takim kompromisem jest oburzona Małgorzata Omilanowska z Instytutu Sztuki PAN, która na zlecenie konserwator sporządzała ekspertyzę kamienic. Uważa, że to niedopuszczalne, aby burzyć XIX – wieczne kamienice w środku miasta. pokaż powiększenie

Kamienica spod numeru 13 była przebudowywana na zlecenie Jana Wedla, syna Emila. Na szczęście zmieniona została tylko fasada. Wewnątrz zachowały się piękne dekoracje, podobno jedne z najcenniejszych w Warszawie. Pod farbą są malowidła ścienne a na podłodze pod warstwą brudu piękne posadzki z kilku rodzajów drewna. Co ciekawe, dom w chwili wybudowania uchodził za bardzo przeciętną kamienicę dla klasy średniej. Wartość jej widać dopiero teraz, gdy po kataklizmie wojennym i wyburzeniach powojennych ponad stuletnich kamienic jest niewiele.

Na stronie firmy Ghelamco można zobaczyć wizualizację obu kamienic po rewaloryzacji.

wtorek, 10 marca 2009
Warszawa 1916 w fotografiach.

warszawa

W domu Spotkań z Historią przy Karowej 20 trwa wystawa "Miasto na szklanych negatywach. Warszawa 1916 w fotografiach Willy'ego Römera."

Willy Römer był jednym z najlepszych fotoreportetów niemieckich. W 1916 roku wraz z wojskami zatrzymał się w Warszawie i robił zdjęcia miasta. Szczęśliwie zachował się cały jego dorobek, 60 tys. zdjęć i 50 tys. szklanych negatywów. Na wystawie jest około 100 zdjęć, większość poświęcona Warszawie. Publicznie są pokazywane po raz pierwszy. Wszystkie doskonałej jakości.

Widzimy jak wygląda Warszawa w momencie wejścia Niemców. Sa zdjęcia zarówno budynków i miejsc historycznych jak i dzielnicy żydowskiej. Fotoreporter uchwycił wiele scen ulicznych: żebraków pod kościołem sw. Krzyża, biedę dzielnicy żydowskiej, targ na placu Zelaznej Bramy, bazar Janasza. Można zobaczyć jakie problemy aprowizacyjne i bytowe mieli warszawiacy. Brakowało jedzenia, nawet ziemniaki były na kartki, brakowało opału. Nie było transportu, ponieważ wojsko zarekwirowało konie.

Wystawa trwa do 5 kwietnia. Warto zobaczyć.

poniedziałek, 09 marca 2009
Bielany kamedulskie

warszawa
Smutny pejzaż skrawka smutnej ziemi,
Szmat przeszłości pod głuszą... pod ciszą...
Mur świątyni z oczyma szklanymi
Okien... Dzwony nieruchomo wiszą,
Niby echa zaklete w kopule,
Nad tym miejscem, gdzie klękali króle.
K. Laskowski "Bielany"

Pustelnia kamedulska powstała w 1639 roku, gdy król Władysław IV sprowadził zakonników z krakowskich Bielan i osiedlił ich w miejscu zwanym Polkową Górą. Król wypełnił swoją obietnicę, że jeśli wojna z Moskwą zakończy się pomyślnie, wystawi klasztor. Polkowa Góra ze względu na niezwykłe podobieństwo położenia do miejsca skąd zakonnicy przybyli, zmieniła nazwę na Bielany. Król w tym miejscu wybudował drewniany kościółek. Oficjalne wprowadzenie kamedułów odbyło się z wielką pompą.

Dla zakonników wybudowano pustelnię składającą się z 13 domków pustelniczych. Były budowane w XVII i XVIII wieku przez królów Władysława IV i Jana Kazimierza oraz bogate rody, między innymi Radziwiłłów i Sapiehów. Pustelnia szybko stała się ulubionym miejscem monarchów, którzy przyjeżdzali tu na polowania. Obok eremów pobudowali swoje dworki.

Fundamenty pod kościół murowany powstały za czasów Jana Kazimierza ale budowa została zakończona dopiero w 1757 roku za panowania Augusta III. W kolumnie przy głównym ołtarzu zamurowano serce Michała Korybuta Wiśniowieckiego. W 1826 roku został tu pochowany Stanisław Staszic.

Bielany najbardziej znane są z obchodów Zielonych Świątek. Podobno zwyczaj świętowania powstał w 1673 roku, kiedy na Bielany uroczyście przeniesiono obraz św. Bonifacego z katedry. Była to wielka uroczystość z procesją, idącą z obrazem do brzegów Wisły, gdzie złożono go do przystrojonej krypy. Na Bielanach oczekiwał król Michał Korybut w otoczeniu dworu, rycerstwa, mieszczan i ludu. pokaż powiększenie

Przez jakiś czas zakonnicy podtrzymywali zwyczaj procesji zielonoświątkowej. Nie wiadomo kiedy uroczystości kościelne przekształciły się w zabawę ludową na powietrzu. Wśród ludu Starego Miasta krążyła legenda, że w dniu procesji istniał zwyczaj urządzania ślubu ubogiej i cnotliwej panny ze Starówki. Nad organizacją wesela i późniejszym zabezpieczeniem jej przyszłości czuwali rzemieślnicy staromiejscy. Wesele odbywało się we wsi Golędzinów. Kiedy za czasów Jana Kazimierza na Pradze stanęli Szwedzi, wesele przeniesiono na Bielany. Tak się to miejsce wszystkim spodobało, że do Golędzinowa już nie powrócono.

Bardzo dużo zmian na Bielanach nastąpiło w czasie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. 19 maja 1766 roku odbyła się ogromna, pełna przepychu, jak byśmy dziś powiedzieli, plenerowa zabawa publiczna. Las przeszedł przeobrażenie. Wytyczone zostały alejki i place. Na brzegiem Wisły postawiono ławki. Wszystko zostało przyozdobione girlandami z kwiatów i szarfami. Od Wisły prowadziły schody z pięknymi bramami. Na głównym placu zabaw na jednym końcu zbudowano dla możnowładztwa jakby twierdzę z namiotami, na drugim końcu powstał rynek z ratuszem, gdzie miało się bawić pospólstwo. Pilnie baczono, aby nikt niepowołany nie wepchnął się do namiotu sfer wyższych. Dla ludu zorganizowano różne zabawy i wielki poczęstunek. Wyższe sfery miały salę tańca i bufet. Wieczorem las był pięknie iluminowany. Na samym placu zabaw było ponad 9 tys. lamp i kaganków. pokaż powiększenie

Od tej pory co roku król wyjeżdżał w Zielone Świątki na Bielany a za nim kawalkada powozów możnowładztwa. Trasa wiodła ulicami Freta, Zakroczymską a potem przez Fawory. Odbywała się istna rewia mody. Uczestniczenie w wyjeździe należało do obowiązków towarzyskich. Po upadku Rzeczypospolitej Bielany nabrały charakteru ludowego. Nie przyjeżdżał ani król, ani dwór, nie było też możnowładztwa. Za to lud radośnie wędrował w Zielone Świątki i wesoło się bawił.

Bielany odzyskały świetność w czasach Księstwa Warszawskiego, ale nigdy nie doszły do poziomu czasów stanisławowskich. Raz tylko odbyła się wielka zabawa w roku 1811, gdy Napoleonowi urodził się syn. Jak za dawnych czasów na Bielany podążał cały świat arystokratyczny. Zbudowana została brama tryumfalna, wieczorem palono wielkie fajerwerki a wiwatującemu tłumowi rozdawano darmowe trunki.

W czasach Królestwa Kongresowego trwały zabawy ludowe, przyjeżdżała również arystokracja. Nie było tak wielkiego przepychu jak w epoce stanisławowskiej, ale karet i powozów było dużo. Jednocześnie zaczynały się zmieniać obyczaje, oprócz bogatych powozów pojawiały się też zwykłe dorożki i bryczki. To świadczyło o nowych grupach społecznych chcących się pokazać w towarzystwie. Podupadającą arystokrację zastępowała burżuazja. Zjeżdżało mieszczaństwo. Czasami był taki tłok, że na Bielany jechało się dwie, trzy godziny. Zabawa była jedna wspólna, nie było już podziału na sfery lepsze i gorsze.
pokaż powiększenie

Po upadku Powstania Listopadowego zmieniła się tradycyjna trasa wędrówki na Bielany. Wyburzenie Faworów spowodowało przejazdy przez Miodową, pl. Krasińskich i Nalewki. Jak zwykłe elegancki świat w kawalkadzie obserwowały tłumy gapiów. Dłuższa trasa powodowała postoje po drodze. Jednym z nich była Kaskada na Marymoncie. Można było się posilić w restauracji, popływać łódkami po stawie, posłuchać orkiestry i ruszyć w dalszą drogę.

Na Bielany wyprawiano się też Wisłą. Kiedy nie było jeszcze statków parowych płynęło się łódkami i rybackimi krypami. Taka podróż była wielką atrakcją dla majówkowiczów. Pierwszy statek parowy na Wiśle pojawił się w kwietniu 1841 roku i oczywiście w dziewiczy rejs popłynął na Bielany. Przejażdżka w obie strony kosztowała całkiem sporo, bo aż trzy złote. Regularna komunikacja Wisłą rozpoczęła się dopiero w 1848 roku. Z rejsów korzystał nie tylko ludek warszawski ale i sfery wyższe. Przeciętnie na odpust wędrowało corocznie 30 – 40 tys. warszawiaków. Jak poprzednio tak i teraz odbywał się tu ciągły pokaz mody. Zmieniły się tylko modele. Dawnych możnowładców zastąpili przemysłowcy, wysocy urzędnicy, aktorki. Bywał tu również i gen. Paskiewicz.

Zaczęli przyjeżdżać reporterzy z damskich czasopism, aby poinformować czytelniczki o nadchodzących trendach w modzie. Bielańskie rewie pokazywały, w co się ma ubrać w sezonie letnim modna warszawianka. Gdy arystokracja całkowicie wyniosła się z Bielan w aleje Ujazdowskie, Bielany straciły status wyroczni w modzie a stały się widownią mieszczańskiej i dorobkiewiczowskiej zamożności.
pokaż powiększenie

Z czasem eleganckie powozy zastąpiły plebejskie dorożki i omnibusy konne. Nikt już nie oglądał kawalkad, bo były nieciekawe. Centralny punkt wynajmu i stacja początkowa omnibusu znajdowały się przy kolumnie Zygmunta. Panował tu wielki ruch i ścisk, wszyscy byli objuczeni bagażami z wałówką. Co roku było coraz więcej chętnych do podróży omnibusem. Często aby się do nich dostać, trzeba było stoczyć walkę, zwłaszcza przy powrocie. Jeśli ktoś się nie wcisnął do pojazdu, mógł wracać parostatkiem. Z czasem i tu zaczął szturmować tłum. Zdarzało się, że ludzie wpadali do wody. Od 1871 roku kursowały statki Maurycego Fajansa. Najgroźniejszymi jego konkurentami byli właściciele kryp. Podróżnych było tak dużo, że nie trzeba było o nich dbać.

Gdy pojawiły się statki Stanisława Górnickiego trzeba było zabiegać o pasażerów. Na statkach była orkiestra. Przejazdy majówkowe stały się sporą atrakcją. Bywało, że statki się zderzały, co dostarczało dodatkowych emocji.

Wiosną 1869 roku pojawił się w Warszawie pierwszy bicykl. Z czasem i towarzystwo rowerowe zaczęło jeździć na Bielany w Zielone Świątki. Potem dołączyli wioślarze. Wszyscy bawili się w swoich kręgach.

Im więcej przyjeżdżało ludzi z warstw plebejskich, tym mniej atrakcyjne stawały się Bielany dla mieszczaństwa. Eleganckie damy wolały się pokazać w Dolinie Szwajcarskiej lub przejechać bicyklami Alejami Ujazdowskimi, niż w kurzu i pyle jechać na Bielany. Na przełomie XIX i XX wieku Bielany były opanowane przez lud warszawski, najbardziej przywiązany do starej tradycji. Warstwy wyższe zniknęły bezpowrotnie.
pokaż powiększenie

W czasie I wojny światowej zabawy zielonoświątkowe były mniej barwne. Bielany ponownie zaroiły się ludźmi po odzyskaniu niepodległości. Przypływały statkami tysiące warszawiaków, przyjeżdżano wozami i platformami, pięknie przystrojonymi zielenią. Jak za dawnych czasów kręciły się karuzele, tańczono na deskach i trawie. Można było kupić kogutki, piszczałki i inne różne gwizdawki, różańce z ciasta. Prowiant na ogół każdy miał własny, ale piwo kupowano w budzie pana Bochenka. Zabawa ludowa trwała w najlepsze.

Wkrótce zwyczaje związane z odpustem zaczęły się zmieniać. Rozbudowujące się miasto zaczęło się wciskać na teren rozległego niegdyś lasu bielańskiego. Powstały osiedla, wybudowano Instytut Wychowania Fizycznego. Pociągnięto linię tramwajową. To spowodowało, że dawny las stał się właściwie parkiem, który w latach trzydziestych został ogrodzony.

W czasie drugiej wojny światowej, podobnie jak pierwszej, las bielański przycichł. Po 1945 roku powrócił zwyczaj majówek. Jeszcze w latach 50-tych cała Warszawa śpiewała: „karuzela, karuzela na Bielanach co niedziela”. Powoli jednak lasek zaczął się przekształcać w park dzielnicowy. Otoczyły go bloki osiedlowe. Wraz z odchodzeniem najstarszego pokolenia resztek przedwojennych warszawiaków zaciera się pamięć o dawnej bielańskiej i warszawskiej tradycji.

Pisałam na podstawie książki Władysława Lecha Karwackiego "Zabawy na Bielanach"

wtorek, 03 marca 2009
"Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy", tom 14.

warszawa

Właśnie ukazał się 14 tom "Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy" Jarosława Zielińskiego.
Układ opracowania jest taki sam jak we wcześniejszych tomach.
Opisane są bardzo obszernie cztery ulice:
- Nowowiejska,
- Nowy Świat,
- Nowy Zjazd,
- Nullo Franceska.
Tradycyjnie jest bardzo dużo zdjęć, niektóre mało albo zupełnie nieznane. Książka liczy 423 strony.
"Atlas" w księgarni kosztuje 38 zł. Można go nabyć w Towarzystwie Opieki nad Zabytkami, tel. 022 - 629 62 26, e-mail: zabytki@zabytki-tonz.pl.