Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


poniedziałek, 28 marca 2005
Wielkanoc u Branickich w Wilanowie

W styczniu 1945 roku Braniccy z Wilanowa wraz z Radziwiłłami, Zamoyskimi i Krasickimi zostali wywiezieni przez NKWD do Krasnogorska. Przebywali tam jako internowani prawie trzy lata. Jedna z córek Branickich, Anna, pisała w czasie pobytu pamiętnik w formie listów do narzeczonego. W jednym z nich wspominała, jak się obchodziło Wielki Tydzień w pałacu.

Tak więc pisze:

W Wielki Piątek na śniadanie jadłyśmy bułki bez masła i błagałyśmy mamę, aby pozwalała nie słodzić kawy. Przecież musimy się umartwiać!

Potem cały dzień był poważny i niepodobny do wszystkich innych. Siedem razy trzeba było być w kościele, by dostąpić jakiegoś odpustu. Więc co parę godzin wkładałyśmy nasze jesionki w brązowa kratę, beżowe berety i szłyśmy z Mamą lub z panną Józefą do kościoła. (...) Na klęczniku klęczeli dwaj chłopcy w białych komżach i dwie dziewczynki w welonach na twarzach. Adoracja. Kilka kobiet płakało w głos koło nas, a gospodarz wilanowski, stary Pyrka, leżał krzyżem na zimnej, kamiennej posadzce. (...) Później całą gromadką obchodziliśmy stacje Męki Pańskiej. (...)

Często w popołudnie wielkopiątkowe zabierała nas Mama na Groby do Warszawy. Siadało się wtedy do Hispany, otulało nogi kraciastym pledem i po piętnastu minutach jazdy Misiukaniec stawał przed kościołem św. Aleksandra. Uczepione rąk Mamy brnęłyśmy w tłumie do jasnego, cudownego Grobu. Pełno tam było najpiękniejszych kwiatów, świec ogromnych, lampek kolorowych, złota, srebra, a z góry, gdzieś spod kopuły, nuciły swe trele kanarki. Potem jechałyśmy do kościoła Świętego Krzyża, stamtąd do Wizytek, do Karmelitów, do Bernardynów, do katedry, do Jezuitów, do Kapucynów - na Miodową, a w drodze powrotnej do kościoła Zbawiciela. Wszędzie były morza kwiatów i setki świec, wszędzie tłumy ludzi, wszędzie kościelni z halabardami, pilnujący porządku, wszędzie u drzwi roiło się od żebraków i kalek, a panie z różnych komitetów sprzedawały na jakieś cele obrazki i dzwoniły groszami w skarbonkach.

W sobotę pałac wilanowski przygotowywał święconkę.

Na środku ogromnego, białego stołu stał postument, porosły rzeżuchą, a na nim duży baranek z dzwonkiem przyczepionym wstążeczką do szyi i z czerwoną chorągiewką na druciku. W koło niego na najbardziej zaszczytnych miejscach stały torty. (...) Były wielkie jak młyńskie koła. (...) Na rogach stołu stały baby - bardzo wysokie i grube w białej skorupie lukrowej, osypane gęsto kolorowym maczkiem. Koło nich na półmiskach leżały mazurki: makaronikowe, orzechowe, krucje z czekoladą, "moczone" (specjalnośc Grzegorza), mazurek rymanowski trójkolorowy, pakowaniec, przekładaniec, fedora i szereg kruchych mazurków, powleczonych dżemami z pomarańcz, moreli czy truskawek. Jeden lepszy od drugiego!.

Po obu stronach stołu stały duże pieczone indyki, którym - według tradycji - Grzegorz ozdobił nóżki wycinanym kunsztownie papierem. Były szynki tonące w kolorowych galaretkach z napisem "Alleluja" wypisanym smalcem, było pieczone prosię trzymające w ryjku jajko, były różne gatunki kiełbas piętrzących sie wiankami, były pasztety, cielęcina wędzona i pieczona, salceson, poledwica, kiszki pasztetowe. (...) Na okrągłym półmisku leżała pstra piramida pisanek.

Wieczorem przyjeżdzał probosz parafii z organistą i najlepszym wilanowskim gospodarzem i święcił stoły, najpierw duży, potem drugi mniejszy dla służby pałacowej. Kolacja w Wielką Sobotę po święceniu była już mięsna. Po postym Wielkim Piątku zachęcała do jedzenia.

Mieszkańcy pałacu na piątą rano szli na rezurekcję, łącznie z zaspanymi dziećmi. A potem obywało się szaleństwo świętowania - jedzenie i podejmowanie gości, wizyty i rewizyty. Nasiadówki przy stole to nie nasz pomysł. :-)

piątek, 25 marca 2005
Rewitalizacja ulicy Chłodnej?

pokaż powiększenie

18 marca w Urzędzie Dzielnicowym Woli odbyła się konferencja poświęcona rewitalizacji ulicy Chłodnej. Ma ona na celu rozpoczecie działań zmierzających do przywrócenia ulicy jej przedwojennego wyglądu. Projekt rewitalizacji opracował dr inż. arch. Aleksander Chylak. Przewiduje on odtworzenie i przebudowę najciekawszych kamienic i obiektów zabytkowych, np. Koszar Mirowskich razem z wieżą obserwacyjną w kształcie latarni morskiej. Kamienice miałyby przedwojenne elewacje i kubaturę w pierzei ulicy. Wyremontowany byłby bruk, zmienione latarnie. Doszłaby do tego zieleń. Ulica miałaby charakter deptaka z ograniczonym ruchem samochodowym. Planuje się nawet puszczenie tramwaju konnego.

Na zdjęciu obok jest przedwojenna kamienica spod numeru 24. Jest to typowa, trzypiętrowa kamienica z tej ulicy.

Obecnie Chłodna to obraz nędzy i rozpaczy. Stary, zabytkowy bruk pozapadał się i pofałdował. Wystają z niego fragmenty oryginalnych przedwojennych szyn o szerokim rozstawie. Niewiele pozostało z dawnej zabudowy. pokaż powiększenie

Tragiczna ulica. Tu stał most łaczący małe i duże getto. Został zlikwidowany w 1942 roku. Z dawnego getta zachowała się kamienica Chłodna 20. Nosi ten sam numer co w czasie okupacji. Mieszkał w niej Adam Czerniaków. Kamienica wyraźnie ma swoje najlepsze lata za sobą, jest ostrzegawczy napis, że stropy piwnic są uszkodzone i istnieje niebezpieczeństwo wypadku. Mimo to widać, że w swej młodosci musiała być elegancka. Jeszcze zachowały się marmurowe kolumny przy wejściu na klatkę schodową.

Przedwojenna Chłodna była jedną z najruchliwszych ulic. Jeździł nią tramwaj. Linia została zlikwidowana pod koniec 1948 roku. Chłodna była Nowym Światem Woli z dużą ilością sklepów, kinami, eleganckimi kamienicami, pełną zieleni. Została spalona w czasie Powstania. Tędy do Placu Teatralnego przebijały się oddziały Reinefartha i Dirlewangera. Sama ulica po wybudowaniu Trasy W - Z straciła znaczenie komunikacyjne. Może to i dobrze, dzięki temu ocalał kawałek przedwojennego bruku. Spalony został również zabytkowy dworek spod 27, ale w kilka lat po wojnie został odbudowany. Teraz jest tak zaniedbany, że sprawia wrażenie autentyku sprzed wieków. Narożna (przy Żelaznej) kamienica z podcieniami, pamiętająca czasy przedwojenne, została wyremontowana po wojnie. Po wschodniej stronie Chłodnej wyburzone zostały spalone kamienice, żadnej nie odbudowano, postawiono tu bloki.

Obecnie jedyną wartościową budowlą jest kościół Karola Boromeusza, projektowany przez Henryka Marconiego i wzorowany na rzymskiej świątyni Santa Maria Maggiore.

Pomysł z rewaloryzacją Chłodnej jest bardzo cenny, ale obawiam się, że będzie tak jak z Próżną - dużo gadania i hałasu, i nic więcej.

wtorek, 22 marca 2005
Spacery i przechadzki

pokaż powiększenie

Przewodnik, o którym poprzednio pisałam, podaje nam, gdzie się w XIX wieku pokazywali na przechadzkach nasi eleganccy przodkowie.

Zwykłą przechadzką Warszawian są ulice: Krakowskie - Przedmieście i Nowy - Świat, gdzie codzień a mianowicie w niedziele i święta po południu, modny świat po trotuarach spaceruje, przeciągając w aleje do Belwederu i Łazienek. Nadto do ulubionych publicznych przechadzek należą:

Ogród Saski, w samym środku miasta, założony przez króla Augusta II w roku 1727, i na nowo w roku 1917 przez ogrodnika Savego urządzony: rzadkiej piękności, szeroki na 672, długi na 1740 stóp kwad.; z drzewami i alejami z lip, klonów i kasztanów, pomiędzy któremi umieszczone są 19 statuy z kamienia, roboty Fr. Xawerego Dejbla, w roku 1746 wykonane; ozdobiony wielkim wodotryskiem i rezerwoarem wodociągów, śliczną rotundą na wzgórzu, oraz wspaniałym gmachem Instytutu wód mineralnych. Uczęszczany od publiczności codzień;
pokaż powiększenie szczególnie zaś w porze letniej w niedziele i święta od godz. 1 po południu cały modny świat się w nim zgromadza.

Ogród rządowy Krasińskich zwany, przy pałacu Departamentów Senatu, mniejszego rozmiaru, założony w r. 1693 przez Jana Bonawenturę Krasińskiego starostę warszawskiego, a w r. 1768 na publiczny zamieniony. Ogród Botaniczny, w Alejach, założony w roku 1818, w ślicznem położeniu, z cieplarniami i oranżeryami rzadkich krzewów i roślin zagranicznych. Na dole gmach teatru Cesarskiego, zwanego Pomarańczarnią , wystawiony w roku 1788, w którym się mieści z jednej strony oranżerya, z drugiej sala teatralna, malowana al fresco przez Jana Plerscha i Antoniego Smuglewicza. pokaż powiększenie

Od strony ogrodu znajduje się mały ogródek za kratą, a w nim wiele figur z ciosu wcale dobrej roboty, między któremi Gladiatory walczący i umierający podług antyku, Kleopatra i dwa wazony znane pod imieniem waz Medycejskich, są dłuta Józefa i Antoniego Heglów, dziada i pradziada Konstantego, nauczyciela rzeźbiarstwa w tutejszej szkole sztuk pięknych. Park Łazienkowski, rozległy i bardzo przyjemny do spaceru. Ogród Belwederski, przy pałacu Cesarskim, w guście angielskim, nadzwyczaj piękny i starannie utrzymany.

Saska Kępa za Wisłą: spacer wiejski w porze letniej w lasku, gdzie po rozmaitych miejscach urządzone są karuzele, huśtawki, strzelanie do tarczy, kręgielnie, sale do tańców itp. zabawy. W niektórych osadach u zamieszkałych tam właścicieli, dostać można nabiału, jadła i napojów. Przewóz na Kępę na łódkach i w krypach, nad brzegami Wisły przygotowanych, za opłatą kop. 21/2 od osoby.

niedziela, 20 marca 2005
Budowa Pałacu Kultury.

W lipcu 1951 roku Wiaczesław Mołotow podczas wizyty w Warszawie złozył propozycję nie do odrzucenia, wystawienie pałacu w typie wieżowców moskiewskich.

W roku 1945 Stalin zobowiązał się do pomocy w odbudowie Warszawy a potem na kilka lat zapadła głucha cisza. I nagle przypomniał sobie, że coś tam było obiecane. Wyskoczył z ideą Pałacu w czasach, gdy ludzie mieszkali w piwnicach, ruinach i róznych norach.

Już w 1945 roku trwały intensywne dyskusje nad kształtem "socjalistycznej stolicy". Wiadomo było, że nowe centrum ma być w kwadracie ulic Chałubinskiego, Świętokrzyskiej, Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. Pierwotnie zamierzano tu wybudować Zespół Narodowego Domu Kultury. W projekcie konkursowym Stowarzyszenia Architektów RP można przeczytać:

Zespół Narodowego Domu Kultury powinien stac sie głownym architektonicznym akcentem śródmieścia a także stolicy. Zespół NDK powinien byc tak usytuowany, aby w oparciu o jego architekture powstał plac, na któym mogłyby się odbywać masowe zebrania w salach NDK. Pożądane jest również, aby w oparciu o NDK znalazło się miejsce, z którego przedstawiciele władz i organizacji społecznych dokonywaliby przegladów i defilad.

W wyniku wizyty Mołotowa i rewizyty władz w związku z nakazem budowy Pałacu, konkurs został odwołany. Zgłosiły się do niego aż 42 zespoły polskich architektów. pokaż powiększenie

Przed wojną była to gęsto zabudowana i mocno zaludniona część Warszawy, mieszkało 45 tys. osób. Po wojnie część domów była w niedużym stopniu uszkodzona, stosunkowo dużo ocalało z wojny i powstania, ale było wypalone. Zachowały sie całe pierzeje ulic, co widać na zdjęciu. Na pierwszym planie jest zburzony Dworzec Główny, powyżej niego teren, na którym zbudowano Pałac Kultury. Skośnie biegnie ulica Marszałkowska.

Już we wrześniu 1951 roku zjechali do Warszawy architekci radzieccy, żeby popatrzeć na teren przeznaczony pod przyszły pałac i ustalić wytyczne. Byli wożeni po całej Polsce, żeby poznali naszą architekturę i zbudowali coś o polskim charakterze. Ustalono tez wysokość pałacu. Architekci radzieccy proponowali 100 - 120 metrów, Polacy chcieli więcej, 150 - 160 metrów, aby jak mówił Sigalin, stworzyć znacznie większa skalę Warszawy niż ta, którą przed wojną wyznaczały budynki Prudientialu (obecnie hotel "Warszawa") czy Cedergrena (PASTA przy Zielnej). Wysokość Pałacu wyznaczano przy pomocy kukurużnika wlokącego za soba balon. Architekci obserwowali z brzegu praskiego w okolicy mostu Śląsko - Dąbrowskiego samolot przelatujący wzdłuż Marszałkowskiej po osi przyszłego Pałacu.

Po podpisaniu umowy polsko - radzieckiej w sprawie budowy Pałacu decydenci się zachwycali. Ówczesny premier, Józef Cyrankiewicz powiedział: "Dar ten to piękny symbol braterskiej pomocy, jakiej stale we wszystkich dziedzinach życia doznaje Polska Ludowa ze strony Związku Radzieckiego."

Architekt Szymon Syrkus, zwolennik budownictwa wytyczonego przez Kartę Ateńską, która nie przewidywała żadnych pierzei ulic a tylko porozrzucane bloki na osiedlach też nie miał wątpliwości, że dostajemy dzieło wybitne i w dodatku "pierworodne dziecię komunizmu"

I dalej mówi, że "gmach ten będzie nie tylko niewzruszalną gwiazdą przewodnią na naszej drodze przeobrażania starej Warszawy w Warszawę socjalistyczną. Budowa tego gmachu bedzie wielką szkołą dialektyczną budownictwa socjalistycznego, bedzie potężnym bodźcem dla naszej architektury, dla naszej sztuki..."

W podobnym duchu wypowiadał się wicepremier, Stefan Jędrychowski. Dla niego też sylwetka budynku jest piękna, a konstrukcja klasycznie doskonała.

Jednocześnie 2 maja 1952 roku Maria Dąbrowska w swoim dzienniku zanotowała : "Gazety ogłosiły nagle urbi et orbi o "wielkim darze bratniego Związku Radzieckiego"(...) Projekt podawany niemal co dzień w gazetach, to z lotu ptaka, to z tej lub owej strony, jest potwornie brzydki, niczym nie uzasadniony. Cała Warszawa będzie leżała u stóp tego potwora"

Sekretariat KC ogłosił wytyczne do otoczenia PKiN. Mówiły one, że Pałac ma być gmachem wolnostojącym i nie należy wprowadzać tu żadnej zabudowy. Również miało być zapewnione dojście piesze z czterech kierunków, a z dwóch lub trzech dojazd samochodowy.

Budowa Pałacu stworzyła problemy. Zburzono dużo domów, częściowo nawet odbudowanych ze zniszczeń wojennych. Trzeba było mieszkańcom zapewnić inne lokale. Również inicjatywie prywatnej, mającej tu pomieszczenia usługowe, trzeba było dać coś w zamian. A lokali w zrujnowanym dalej mieście brakowało.

Na zdjęciu wyżej znajduje sie gmach Towarzystwa Pracowników Handlowych i Przemysłowych przy Siennej 16. Budynek przetrwał wojnę w dość dobrym stanie. Został rozebrany pod Pałac. Również nie miał szansy dom na rogu Alej Jerozolimskich 46/48 i Marszałkowskiej 101, projektowany przez samego Henryka Marconiego. Zburzono go choć w bramie była zawieszona tabliczka "Dom zabytkowy". Ludzie płakali, opuszczając swoje mieszkania. Niektórym udało się wrócić szczęśliwie po wojnie na stare śmieci, wojna ich kamienic nie zmogła, przegrały z obłędną ideologią i kilofami.

Największe straty poniosła ulica Sienna, w czasach swego rozkwitu biegnąca od Towarowej aż do Marszałkowskiej a potem dalej jako Nowo - sienna (obecnie Sienkiewicza) aż do Placu Wareckiego, czyli obecnego Placu Powstańców Warszawy. Na tej ulicy znajdowała się na przełomie XIX/XX wieku pierwsza fabryka "Ursus". W związku z budową Pałacu rozmyślano nawet o przesunięciu kamienic nr 30 i 32 na druga stronę Emilii Plater, ale projekt okazał się fantazją. Kto dziś pamięta, że kiedyś Sienna krzyżowała się z Zielną? Wszystko pochłonął Pałac Kultury. Podobnie straciła swe kamienice Złota. Na przedwojennych zdjęciach widać piękne zadbane podwórka, z efektowną zielenią, na stojakach stoją nawet palmy... pokaż powiększenie

Po skrzyżowaniach ulic pozostały tylko metalowe tabliczki wbite w bruk Placu Defilad. Niewiele one mówią obecnemu pokoleniu. Pogardliwie wyrażał się o nich Sigalin już w 1955 roku, podobnie jak o przedwojennej zabudowie tej części miasta, ale to temat na inną opowieść.

Budowa Pałacu zakończyła się w 1955 roku. Trwała od 2 maja 1952 roku do 22 lipca 1955. W katastrofach na placu budowy zginęło 16 osób. Pracowało około 16 tys. robotników. Po radzieckich budowlańcach pozostało osiedle drewnianych domków na Jelonkach.

Teraz od dłuższego czasu toczy się dyskusja, czy wpisać Pałac na listę zabytków. Oczywiście, że tak - jako symbol czasów i ludzkiej głupoty. Można się z tym zgadzać lub nie, ale Pałac jest jednym z miejsc charakterystycznych Warszawy, jest tak samo znany jak syrenka. Przez wiele lat był punktem orientacyjnym, gdyż był widoczny z daleka. Ma 50 lat, w jego cieniu wychowały sie całe dwa pokolenia. Choć jest traktowany jako symbol zniewolenia, jest nieodłącznym elementem krajobrazu warszawskiego. Jego zburzenie, jak chca niektórzy, historii przecież nie zmieni.

Pałac doczekał się całej sesji fotograficznej i prywatnej strony. Jest również ciekawa galeria.

czwartek, 17 marca 2005
Staromiejskie portale

Na obrazie Aleksandra Gierymskiego widzimy staromiejską bramę. Była ona przed laty ozdobą każdej kamienicy i świadczyła o statusie majątkowym właściciela, jego pozycji społecznej, poglądach na świat.

Najstarsze zachowane portale mają charakter gotycki i pochodzą z połowy XV wieku. Są ze specjalnie formowanej cegły, czasami pokrytej glazurą. Przeważnie były umieszczane z prawej strony fasady budynku a w domach narożnych od strony sąsiada. Taki gotycki, ostrołukowy portal ma kamienica Rynek 21. Został on w 1928 roku odkryty w czasie remontu. Widać, jak zmieniało się wejście do kamienicy. Początkowo wysoki, wąski portal został zamieniony na niższy i znacznie szerszy.

Ceglane portale odeszły wraz z gotykiem w przeszłość. Wraz z końcem XVI wieku nadszedł czas renesansowych portali kamiennych. W 1607 roku na Starym Mieście wybuchł wielki pożar, który strawił wiele kamienic. To wymusiło duży ruch budowlany. Domy odbudowywano juz w nowym stylu z całkowitą zmianą wyglądu portali, zamurowywano gotyckie, zaś nowym nadawano cechy renesansowe. Przeważnie portale miały kształt arkadowy o półkolistym łuku. Różniły się kształtem podpór, fakturą kamienia i dekoracją nad łukiem. Najbogatszymi z tego okresu są portale kamienic Rynek 31, 32 i 36.

W drugiej połowie XVII wieku zawitał do portali barok. Pierwszą kamienicą z takim otworem bramnym jest kamienica przy Rynku 38. Po tym okresie zaczął się upadek wartości artystycznych obramień, spowodowany między innymi zubożeniem mieszczaństwa. Kamień został zastąpiony imitacja w tynku, a istniejące dawne portale często ukrywano pod tynkiem.

W XIX wieku istniejące Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłosci zaczęło zbierać dokumentację obiektów zabytkowych, zaczęły sie pierwsze remonty kamienic. W okresie międzywojennym została przeprowadzona całkowita rewaloryzacja kamienic rynkowych, odsłonięte zostały stare, często średniowieczne portale. Prace przerwała wojna.

Po wojnie część starych portali poddano konserwacji, najlepiej zachowane poddano częsciowej rekonstrukcji. Dużo portali jednak mimo zachowanej dokumentacji odbudowano inaczej. Pousuwane zostały elementy religijne. Część portali widocznych jeszcze na zdjęciach powojennych, robionych w czasie inwentaryzacji przed odbudową Starówki, zaginęła z placu budowy. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Być może zdobią czyjeś prywatne posesje.

Przy odbudowie pojawiły sie nowe portale według nowych projektów. Najsłynniejszy chyba jest portal z gołębiami, będący symbolem nowego, wyłaniającego sie z ruin życia.

W Muzeum Historycznym m.st. Warszawy jest czynna wystawa poświęcona właśnie portalom Starego i Nowego Miasta. Jest wiele ciekawych zdjęć, obrazów i grafiki. Można nawet zobaczyć odlew gołębi i oryginalny portal, który nie został wmontowany w otwór drzwiowy.

 
1 , 2 , 3