Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


niedziela, 23 grudnia 2012
Warszawska integracja sąsiedzka

warszawa


Wieczór już, pierwszej gwiazdy blask
Znowu łączy nas,
Wszyscy dziś wypatrują jej,
W roku jedyny raz.

Odtąd- niech nam los ujmie trosk
Szczęścia łut, wieńczy trud
Odtąd- niech nam wszyscy będą zawsze bliscy
Oby głos serc nas wiódł.
z repertuaru Ireny Jarockiej




Końca świata nie było. Za to był na Sadybie wielki lepiony przez wszystkich łańcuch choinkowy. Mróz zagnał towarzystwo do pobliskiej restauracyjki na skwerze Starszych Panów, gdzie właściciel udostępnił po sąsiedzku salę.

Coraz więcej mieszkańców osiedli integruje się w okolicy Wigilii. Przed kilku laty pierwszą publiczną Wigilię zrobili mieszkańcy ulicy Smolnej. Teraz ten sympatyczny zwyczaj przenosi się w różne miejsca Warszawy.

Kiedyś o takiej braterskiej Wigilii piękną "Pastorałkę braterską" śpiewała zmarła na początku tego roku Irena Jarocka.
Lecą aniołowie
Trąbią w niebogłosy ,
Że w Betlejem człowiek
Na świat przyszedł bosy
Gwiazda płonie ryczy wół
Pachnie wigilijny stół

pokaż powiększenie Przyszli do stajenki
Którą wiatr postawił
Taki malusieńki
Jakże chce nas zbawić
Matka tuli go do snu
I cichutko nuci mu.

Długa droga przed Tobą do serc i do głów
Jakże trudno ocalić ten świat
Czasu potrzeba i starań i słów
Żeby z bratem podzielił się brat

Aby brata zrozumiał brat
Aby brata przytulił brat

Lecą aniołowie
Trąbią w niebogłosy ,
Że w Betlejem człowiek
Na świat przyszedł bosy
Gwiazda płonie ryczy wół
Pachnie wigilijny stół

pokaż powiększenie A my przy tym stole razem zaśpiewajmy
To co matka dziecku gdzieś nuciła w stajni
Niech popłynie wspólny głos
W tę jedyną w roku noc !

Długa droga przed Tobą do serc i do głów
Jakże trudno ocalić ten świat
Czasu potrzeba i starań i słów
Żeby z bratem podzielił się brat

Aby brata zrozumiał brat
Aby brata przytulił brat


Sadyba willowa pięknie wygląda zimą. Tu, podobnie jak na Czarnieckiego na Żoliborzu, chodniki są białe. Również na jezdniach małych uliczek nie ma słonej brei. Wszystko się skrzy w świetle gazowych latarni a śnieg skrzypi pod nogami. To jest wspaniałe miejsce na świąteczny spacer.

piątek, 21 grudnia 2012
Międzynarodowa czyli "Fikolki na trzepaku"
warszawa

Jeszcze można gdzieniegdzie znaleźć w księgarniach książkę Małgorzaty Kalicińskiej "Fikołki na trzepaku". Autorka opisuje lata dziecięce i młodość w Warszawie PRL-u. Najwięcej miejsca poświęca ulicy Międzynarodowej, gdzie przez wiele lat mieszkała.

We wstępie pisze:
"To, co opisuję, to najwcześniejsze lata mojego życia, spędzone w jednej z najładniejszych dzielnic Warszawy - Saskiej Kępie, na ulicy Międzynarodowej, która przez rdzennych przedwojennych mieszkańców Saskiej Kępy zaliczana była do drugiej "gorszej" części dzielnicy. Nazywana brzydko "Chamówkiem", jako że po wojnie zamieszkała tam ludność napływowa albo ta, która wróciła do Warszawy po wojnie, ale nie zastała już swojego domu, bo był w jego miejscu lej po bombie. Tak było i z moimi rodzicami. Tatko urodzony na Starówce, mama na Floriańskiej osiedli na Saskiej Kępie.

Kalicińska zamieszkała na Międzynarodowej 53 w czasie gdy ulica dopiero się zabudowywała a od strony działek jeszcze nie było domów. W książce barwnie opisuje swoje podwórko, najbliższą okolicę i dzieci ze swojego podwórka. Chyba niektóre osoby czytające książkę rozpoznały się w niej. Świetny powrót do dzieciństwa, lat spędzonych pod trzepakiem, lemoniady w proszku, zająca za oknem, żeby kruszał przed Bożym Narodzeniem.

W tych latach była tu jeszcze prawie wieś. Przy bloku ciągnęło się wielkie kartoflisko i było jeszcze gospodarstwo rolne a w miejscu gdzie jest szkoła wśród chaszczy rósł łubin, zboża i kwitły malwy.

Autorka ma doskonałą pamięć, zapamiętała masę szczegółów z Warszawy tamtych lat. Książka jest napisana bardzo żywym językiem, świetnie się czyta. Jeśli komuś jeszcze uda się kupić, bardzo polecam.

Mam w tej okolicy przy Kinowej rodzinę. Gdy się sprowadzili w tym miejscu, gdzie teraz jest Aleja Stanów Zjednoczonych, była łąka i pasły się krowy. W kanałku, który obecnie jest śmierdzącym ściekiem, wujek łowił ryby.

niedziela, 02 grudnia 2012
Wiatrak wolski odlatuje z wiatrem

warszawa

Kilka lat temu Wola kupiła wiatrak koźlak, taki jakich w XVIII i XIX wieku było wiele na Woli. Dzielnica przymierzała się do kupna oryginalnego wolskiego wiatraka ale nic z tego nie wyszło. Podejmowała wiele prób aby wiatrak zdobyć. Ostatecznie do magazynów Pracowni Konserwacji Zabytków trafił koźlak z 1911 roku, stojący we wsi pod Garwolinem. Został kupiony z 2007 roku. Miał zostać z pietyzmem poddany konserwacji. Już w następnym roku dzielnica zamierzała go postawić w parku Sowińskiego i udostępnić warszawiakom do zwiedzania. Niestety, na zamierzeniach się skończyło. Zaczął sie kryzys, Wola musiała zacisnąć pasa. Najpierw termin konserwacji był przesuwany a w końcu ostatecznie w 2009 roku montaż wiatraka został skreślony z listy inwestycji. Podobno złożenie wiatraka miałoby kosztować 650 tys. a dalsze 200 tys. by pochłonęło zabezpieczenie przeciwpożarowe. Dzielnica do tej pory za składowanie i zakup części materiałów do remontu wiatraka wydała 400 tys. Rzeczniczka Woli twierdzi, że w żaden sposób nie da się zdobyć pieniędzy na postawienie wiatraka i w tej sytuacji zdecydowano się go sprzedać. Kilka dni temu podobno Hanna Gronkiewicz - Walz wyraziła pisemnie zgodę na sprzedaż.

Wielka szkoda. Jestem bardzo rozczarowana, że pani prezydent lekką ręką podpisała zarządzenie. Czyżby Warszawa była aż tak biedna, że nie stać jej na wyłożenie kilkuset tysięcy złotych? Przecież nie sa to wielkie pieniądze, zwłaszcza gdy się pomyśli, jak ciężkie miliony zostały wyrzucone w błoto na projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nie ma w końcu ani pieniędzy ani muzeum i długo nie będzie. Za to będzie ogłoszony nowy konkurs na muzeum i pewnie 1279 konkurs na zagospodarowanie placu Defilad. Ręce opadają. Kożlak mógł się stać wielka atrakcją, mógłby na siebie zarabiać. Brakuje w Warszawie rzeczy odlotowych takich jak palma na rondzie de Gaule'a czy tęcza na placu Zbawiciela. Dla jednych jest to kicz, inni oba obiekty pokochali. Mógł do nich dołączyć wiatrak.

Wiatraki były nierozerwalnie związane z Wolą. Są jednymi z jej symboli. Są nawet na obrazie Canaletta. O dawnej przeszłości dzielnicy mówią nazwy takie jak ulica Młynarska, nazwa osiedla Młynów, ulica Żytnia.

Jarosław Zieliński w 11 tomie "Atlasu..." pisze, że wiatraki na Młynarskiej po raz pierwszy znalazły się na planie z 1777 roku. Plan z 1796 roku odnotowuje na Młynarskiej i w jej okolicy 24 wiatraki, sporo ich stało przy skrzyżowaniu z obecnymi ulicami Górczewską i Żytnią. Ulica Młynarska było w owym czasie piaszczystą wydmą. Od 1808 roku liczba wiatraków w tym miejscu stopniowo malała. W 1875 roku było ich jeszcze 18 ale stały już tylko w rejonie obecnych ulic Ostroroga i Wawrzyszewskiej na terenie obecnych cmentarzy. Więcej ich funkcjonowało na zachód od obecnych ulic Obozowej, Gostyńskiej i Płockiej.