Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


wtorek, 13 grudnia 2011
Domki fińskie na Jazdowie

warszawa

Jest na Jazdowie miłe miejsce do spacerów wśród fińskich domków zatopionych w zieleni, tuż przy Alejach Ujazdowskich, Pięknej i Myśliwieckiej ale jednocześnie z dala od miejskiego gwaru. Osiedle jest klimatyczne i unikalne. Idealnie wpisuje się w skarpę warszawską. Zostało wybudowane już w 1945 roku. Domki przyjechały ze ZSRR, który je otrzymał od Finlandii w ramach reparacji wojennych. Były przeznaczone dla odbudowujących Warszawę.

W kwietniu i maju 1945 roku nadeszło do Warszawy 500 domków. W BOS trwała gorączkowa dyskusja nad tym, gdzie domki postawić. Józef Sigalin w swoich wspomnieniach pisze, że zakładano prowizoryczność osiedla ale i bliskość Śródmieścia, gdzie trwała intensywna odbudowa miasta. Wybrano wówczas trzy lokalizacje: Górny Ujazdów, Szwoleżerów i Wawelską. 25 czerwca 1945 roku rozpoczęto montaż pierwszego domku na Jazdowie. Składanie odbywało się bardzo szybko. Już 31 lipca do kierownictwa BOS przyszedł meldunek, że na dzień 1 sierpnia zostanie ukończona budowa osiedla Ujazdów Górny, składającego się z 90 domków fińskich, w tym wg typu 2 - 64 sztuki. Osiedle było pierwszym wybudowanym w Warszawie po wojnie i choć obecnie jest zmniejszone do 29 domków, istnieje nadal. Na Wawelskiej z ogromnej kolonii pozostały dwa domki, na Szwoleżerów nie ma ani jednego. Domki nie są byle jakimi barakami. To są domki wykonane z bardzo dobrego materiału, o ciekawej architekturze.

Ulica, przy której stoją, nazwę otrzymała dopiero w 1971 roku. Przed wojną była wewnętrzną drogą łączącą szpital w Zamku Ujazdowskim z koszarami przy zbiegu z Górnośląską. Pamiątką z czasów przedwojennych jest stojący pod numerem 5 ceglany pawilon szpitalny z drugiej połowy XIX wieku. pokaż powiększenie

Domki na Jazdowie są bardzo zadbane przez mieszkańców. Odmalowane, z porządnymi dachami, ładnymi oknami. Z werandami i ogródkami. Wszystkie są w świetnym stanie, z wyjątkiem jednego, którym opiekowało się miasto. Opuszczony, z zabitymi dyktą oknami, z połamaną, zapadniętą werandą, stoi jak wyrzut sumienia zawiadujących mieniem komunalnym w Warszawie. Jest jeszcze jeden wielki walor. To jest teren ogólnie dostępny. Każdy może spacerować alejkami jak po własnym ogrodzie.

Od kilku dni na osiedlu wrze, bo burmistrz Śródmieścia chce mieszkańców wysiedlić, domki rozwalić zaś teren przeznaczyć na cele administracyjne a osiedle koliduje z przyszłym planem zagospodarowania, którego jeszcze nie ma. To ciekawostka, bo najpierw powinien być plan a potem przygotowania do realizacji. Prawdopodobnie miasto myśli o następnych ambasadach. Jeśli one tu powstaną prawie cała skarpa zostanie zamknięta dla warszawiaków. Zniknie jeszcze jedno magiczne miejsce. Chciało by się zapytać dla kogo jest miasto. Czy dla warszawiaków czy dla aroganckich urzędników? W tych domkach mieszkało wielu słynnych ludzi, miedzy innymi Jonasz Kofta. pokaż powiększenie

Historia Warszawy została brutalnie rozcięta przez lata okupacji. Po 1945 roku zaczęto ją pisać w pewnym sensie od nowa. Domki fińskie na Jazdowie są pierwszym ogniwem tej nowej historii. Czy nie zasługują na zachowanie? Na Jelonkach stoją domki po budowniczych Pałacu Kultury i budzą powszechny zachwyt. Jakoś burmistrz Bemowa nie mówi o wyburzeniu. Pięknie się wpisały w krajobraz dzielnicy.

Mieszkańcy Jazdowa domki sobie ucywilizowali. Porobili łazienki, bo kiedyś tu były sławojki. Mają ciepłą wodę, ogrzewanie, niektórzy dobudowali sobie werandy. Domki są pogrodzone od lat 80-tych, kiedy to zomowcy spali ludziom pod oknami. Na zebraniu mieszkańców burmistrz nakazał doprowadzić domki do stanu pierwotnego. Wtedy będą mogli w nich pozostać do czasu uchwalenia planu zagospodarowania. Do końca stycznia wszyscy z Jazdowa mają złozyć podania o mieszkania zamienne. Ci, którzy domków nie doprowadzą do stanu pierwotnego i nie złożą podań, będą musieli się natychmiast wyprowadzić. Mało tego, za trzy lata wstecz zostaną im naliczone opłaty za dobudowane części domków i opłaty dzierżawne za użytkowanie ogrodów.

Sensu w tym nie widzę żadnego. Jeśli domki mają być zburzone, to po co narażać ludzi na koszty związane z demolowaniem obecnego stanu. Jeśli zaś mają być jeszcze przez jakiś czas użytkowane to czy nie lepiej podnieść użytkownikom czynsze, doliczyć metraże dobudowanych werand i opłaty dzierżawne za ogródki? A może chodzi o to, żeby z przywróconych do prymitywnego stanu domów wyrzucić lokatorów pod pretekstem warunków nie licujacych z XXI wiekiem? pokaż powiększenie

Urzędnicy miejscy czasami tak się zachowują, jakby po nich miał nastąpić koniec świata. Nie sięgają myślą w przód, granicą jest z reguły koniec kadencji. Domki są unikatem, osiedle jest pięknie urządzone bez nakładów finansowych miasta. Teren jest komunalny, domki też. Nowe prawo lokalowe daje możliwość nie przedłużania umowy najmu z rodziną głównego najemcy po jego śmierci. Przecież te domki bedzie można w przyszłosci odzyskać i na coś przeznaczyć. Choćby na oryginalne hoteliki. Na pewno wielu turystów wolałoby tu nocować niż gnieździć się w molochu hotelowym w centrum miasta. Ale pan burmistrz tak daleko myślą nie sięga, bo on już wtedy prawdopodobnie burmistrzem nie będzie.

Dziwi mnie zachowanie konserwatora zabytków, zresztą nie pierwszy raz. Mam nadzieję, że plan zagospodarowania przestrzennego ocali osiedle.

sobota, 10 grudnia 2011
Port Czerniakowski i fundacja "Ja Wisła"

warszawa


Gdybyście chcieli
dać swej woli znak
Wyciągnąć rękę
i powiedziec TAK!
ZOSTAWCIE HERBATNIKA!

Zostawcie Herbatnika
nie usuwajcie go
Niech stoi na pochylni
Wszyscy go widzieć chcą
słowa: Zbigniew Mysłowiecki, lirnik powiatowy



Od dawna waży się los dawnego Portu Czerniakowskiego, fundacji "Ja Wisła" i barki "Herbatnik". Barka jest wyciągnięta na piach przy resztkach dawnych pochylni vis a vis Torwaru. W tym miejscu często odbywają się imprezy organizowane przez fundację. Zadaszona barka służy za estradę. Obok jest miejsce na ognisko. Barka miastu przeszkadza.

Fundacja wyremontowała bata, łódź z płaskim dnem, służącą dawniej piaskarzom warszawskim. Jest też krypa "Nieuchwytny". Przez cały sezon od wiosny do późnej jesieni można nimi pływać po Wiśle w rejsach organizowanych przez Fundację. Wycieczki są krótkie, np. na Bielany aby ze skarpy podziwiać wschód słońca nad rzeką. Można wypłynąć na cały dzień, są również rejsy kilkudniowe w pionierskich warunkach. Przemek Pasek z osobami z fundacji organizują również dłuższe przechadzki wzdłuż Wisły po praskiej stronie od mostu Gdańskiego do Łazienkowskiego. Jesienią był nocny marsz z pochodniami i czołówkami przez piaski plaży i nadwiślańskie chaszcze. Można było podziwiać pięknie iluminowane mosty mosty i panoramę Warszawy. Bieganie po ostrogach, ścieżkach i wertepach, potykanie się w ciemnościach, pilnowanie pochodni własnych i cudzych dostarczyło niesamowitych wrażeń. pokaż powiększenie

Fundacja, chcąc warszawiakom przybliżyć Wisłę, na ogrodzeniu baraków Straży Miejskiej przy Czerniakowskiej w pobliżu Trasy Łazienkowskiej, utworzyła plenerowa galerię, składająca się z ponad 200 zdjęć Wisły w granicach Warszawy. Zdjęcia są przeważnie sprzed wojny ale również jest pewna ilość powojennych. Zdjęcia są bardzo ciekawe. Widać, że Wisła, w odróżnieniu od dzisiejszych czasów, kipiała życiem. Pod mostem kolejowym płyną żaglówki, na przystani przy Zamku Królewskim tłumy warszawiaków wyprawiaja się do Młocin. Są z wizytą statki Wojennej Flotylli Wiślanej. Widzimy brzegi oblepione zacumowanymi barkami. Jest piękne zdjęcie pływającej przystani Państwowej Żeglugi na Wiśle. Ta odratowana barka z dwudziestolecia miedzywojennego obecnie niszczeje w Porcie Praskim. Na Solcu chłopcy łowią ryby. Można zobaczyć jak dawniej zimą wyrąbywało się lód a potem ciągnęło bosakami do brzegu. W Porcie Czerniakowskim stały również wojskowe krypy mieszkalne. Można zobaczyć jak wyglądał port w 1904 roku bezpośrednio po wybudowaniu. Do przepraw przez Wisłę służyły łodzie zwane łodygami. Na zdjęciu widać panów w cylindrach, panie w eleganckich kapeluszach. Całkiem inny świat. pokaż powiększenie

Miasto chce się pozbyć jedynego portu należącego do niej i jedynego po lewej stronie Wisły, choć można by tu zrobić raj dla warszawiaków. Jest sporo naturalnego miejsca i dla wodniaków, i dla rekreacji. Są zaniedbane przedwojenne bulwary, na górze rośnie szpaler potężnych topoli, posadzonych w tym czasie gdy budowano port. Bulwary są niewidoczne, zasłonięte przez chaszcze i rozmaite nędzne samosiejki. Miasto przystąpiło do sporządzania w tym miejscu planów zagospodarowania przestrzennego. Wiadomo, że teren jest bardzo cenny dla deweloperów. Już krążą wieści, że wzdłuż Czerniakowskiej równoległe do linii portu ma powstać wielki, długi biurowiec. Czy to najlepsze miejsce dla białych kołnierzyków?. W pogoni za zyskiem ratusz zapomina o mieszkańcach i swoich wyborcach.

18 listopada w rozmowach z Urzędem Miasta fundacji zaproponowano na preferencyjnych warunkach piętnastoletnią dzierżawę działki na Cyplu Czerniakowskim. Ma ona sporo zalet i jedną istotną wadę. Nie ma dostępu do wody. Ze względu na charakter fundacji jest całkowicie nieprzydatna. W dodatku są do niej jakieś roszczenia. Z jednej strony niby ratusz fundację docenia, z drugiej nie rozumie specyfiki działalności.

Przemek Pasek przedstawia swoje stanowisko:
pokaż powiększenie Przede wszystkim, uważamy, iż teren akwenu wodnego Portu Czerniakowskiego jest nierozerwalnie funkcjonalnie związany z terenem lądowym rozciągającym się wzdłuż ul. Czerniakowskiej, od ul. Zaruskiego do Płyty Desantu. Teren ten, gdzie od 1904 r. działał min. Państwowy Zarząd Wodny i Stocznia Rzeczna obejmujący przeszło 6.5 ha gruntu, został zaprojektowany przez inż. Lucjana Kwicińskiego, jako techniczne zaplecze portu. Budowano tu barki i statki parowe do lat 70 XX w. W czasie budowy Trasy Łazienkowskiej stocznię zlikwidowano. Życie Warszawy obwieszczało wówczas o świetlanych planach Warszawskiego Portu Turystycznego. Nic z tego nie zostało wówczas zrealizowane. W ostatnim dziesięcioleciu wybudowano za wąską dla większości jednostek profesjonalnych bramę przeciwpowodziową, rozebrano most nad kanałem portowym i wycięto połowę drzew w porcie. Ze względu na erozję dna Wisły, sięgającą w śródmieściu trzech metrów, port wymaga pogłębienia i odbudowy bulwarów. Inwestycja ta, otwierająca drogę do prawidłowego zagospodarowania portu ma podobno wkrótce ruszyć. Zgadzamy się z taką decyzją i trzymamy za nią kciuki oraz będziemy przyglądać się jej realizacji.
pokaż powiększenie Pragniemy z całą mocą podkreślić, że Port Czerniakowski jest ostatnim portem w Warszawie należący jeszcze do mieszkańców miasta stołecznego. Jedynym leżącym na lewym brzegu Wisły. Jest idealny jako przystań dla turystów dopływających Wisłą do Warszawy. Dlatego Fundacja Ja Wisła stoi na stanowisku, że Port Czerniakowski powinien być w 100% zagospodarowany dla umożliwienia realizacji potrzeb mieszkańców stolicy w zakresie sportu, rekreacji, wypoczynku i edukacji wiślanej. Tu gdzie dziś stoją baraki Straży Miejskiej powinna być wzorowa stanica wodna. Uważamy że należy odbudować dawną halę stoczniową na cel Muzeum Wisły, odkopać pochylnię stoczniową i wiernie odbudować zabytkowe kamienne bulwary. W porcie powinno znaleźć się również miejsce dla ekspozycji zabytkowych jednostek żeglugi śródlądowej. W szczególności dla Dworca Wodnego, XIX wiecznej przystani dla statków parowych. Dziś waży się przyszłość Portu Czerniakowskiego. Miasto przystępuje do opracowania planu miejscowego. Nie jest dla nikogo tajemnicą że działka portowa od ul. Czerniakowskiej jest łakomym kąskiem dla developerów i wartość jej liczy się w milionach dolarów. Mamy kryzys i zrozumiałe jest również poszukiwanie przez miasto pieniędzy. Nie przeczy temu, jednak wierzymy, równoczesne zaspokojenie potrzeb społecznych mieszkańców związanych ze zrównoważonym rozwojem miasta na terenach nad Wisłą, zwłaszcza w części działki położonej wokół Portu, tak wyjątkowego dla Warszawy, o czym piszemy powyżej.
pokaż powiększenie

Fundacja doprowadziła do wpisania portu do rejestru zabytków. Miasto, niestety, decyzję uchyliło. Musi to budzić zaniepokojenie. O tej sprawie niewiele się mówi. O ile perspektywa budowania wieżowców w parku Świętokrzyskim spowodowała wielkie protesty, o tyle plany ratusza w stosunku do jedynego portu miejskiego nie przebijają się do świadomości warszawiaków.

W tej chwili rozpoczęła się wycinka drzew na skarpach portu. Ma być wyciętych około 150. Oficjalnie ogałacanie skarp jest wstępem do pogłębienia portu i remontu nabrzeży. A jak będzie to sie okaże, ponieważ nie został rozstrzygnięty przetarg na remont portu. Najtańsza oferta była dwa razy wyższa niz kwota przeznaczona przez miasto. Podobno urząd miał zdobyć brakujące pieniądze, ale może się wszystko skończyć na wycince drzew. A mogłoby tu być tak pięknie.

Więcej na ten temat można przeczytać na stronie Ja Wisła