Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


wtorek, 30 listopada 2004
Powstaje MDM

 Parterowa Marszałkowska.
Choć budowa MDM nie była pierwszym wielkim przedsięwzięciem w powojennej Warszawie, to była pierwszą budową uwzględniającą kryteria realizmu socjalistycznego. Chodziło o wprowadzenie robotników do dzielnic, gdzie przed wojną mieszkali zamożniejsi warszawiacy. To oznaczało zerwanie z dawnym charakterem ulicy Marszałkowskiej. Dla nowej władzy była ona symbolem kapitalistycznej Warszawy, gdyż przed wojną stanowiła arterię reprezentacyjną. Na otarcie łez pozostawiono kilka kamienic z pierwszej połowy XX wieku. Nie odważono się też zburzyć kościoła z Placu Zbawiciela, ale planowano pozbawić go wieży. Na szczęście nie zostało to zrealizowane. Za to część Marszałkowskiej pozostawiono wąską, aby ten kościół skutecznie zasłonić. A szkoda, bo widoczny z daleka byłby ozdobą ulicy.

  Na miejscu wyburzonych kamienic jest MDM
Jak widać na górnym zdjęciu, Marszałkowska nie była morzem ruin. Można ją było odbudować, ale zabrakło dobrej woli. Ważniejsza była ideologia. Ponad 50 lat temu, 1 sierpnia 1950 roku zaczęło się burzenie tego, co ocalało po wojnie i Powstaniu Warszawskim. To był pierwszy rok planu sześcioletniego. Pod kilof poszła cała zabudowa między Piękną a Placem Zbawiciela. Niszczycielska rozbiórka trwała 6 tygodni. 15 września położono kamień węgielny pod pierwszy blok MDM. Osiedle przewidziano na 45 tys. Mieszkańców. Planowano, że dzielnica będzie samowystarczalna. Miały tu powstać kina, teatry, biblioteki - masowa kultura dla mas.
    Tak pisał o Marszałkowskiej wielki entuzjasta MDM, Karol Małcużyński: „Ulica Marszałkowska, gdy się jej bacznie przyjrzeć, mogła wiele nauczyć. Marszałkowska, przedwojenne centrum kapitalistycznej Warszawy, ośrodek handlu i handelku, knajp i cukierni była szpetna i pretensjonalna, zgiełkliwa i nerwowa, uszminkowana neonami i wystawami magazynów, a kryjąca czeluście okropnych warszawskich podwórek. Marszałkowska powojenna była jak warszawska burżuazja. Do czasu próbowała udawać, że się nic nie zmieniło, że niby ruch i sklepy i światła...Cóż z tego, że nad odbudowaną knajpą hula wiatr, że ponad elegancką kawiarnią nie ma nic? Gdy się nie podnosi głowy ponad parter – można nic nie zauważyć. Przedwojenna Marszałkowska pokazywała nam, jak budował kapitalizm. Powojenna Marszałkowska pokazała nam, jaka Warszawę odbudowałaby prywatna inicjatywa – Warszawę parterową, handlarską, jubilerska i komisową.”
    Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa była budowana dwa lata. Po roku na 22 lipca oddano pierwsze dwa budynki. W następnym, 1952 roku, znów tradycyjnie na 22 lipca oddano Plac Konstytucji i kilka budynków, czyli to wszystko, co obecnie widzimy. Była to jedna ósma zamierzeń projektantów, planujących podłączenie Marszałkowskiej do Osi Stanisławowskiej od Placu na Rozdrożu przez Plac Zbawiciela do placu przy Polnej. Miał równiez powstać plac zwany wówczas roboczo Południowym, przy zbiegu Marszałkowskiej i Puławskiej. Planowano całkowite zakończenie robót na lata 1955/1956. Z braku funduszów nie zostało to zrealizowane.
    Plus MDM stanowią zachowane pierzeje ulic. Plac Konstytucji jest jedynym warszawskim placem ukończonym. Socrealizm był ostatnim stylem ozdobnym. Na tle smutnych blokowisk z czasów Gomułki czy nawet Gierka MDM nie prezentuje się źle, mimo monumentalności obcej architekturze warszawskiej. Minusem są ogromne straty w tkance miejskiej. Zostały wyburzone domy, które można było odbudować. Większość zmiecionych z powierzchni kamienic miała całe mury, były w nich tylko wypalone wnętrza. Piękna przedwojenna arteria zamieniła się w byle jaką nieciekawą ulicę.
poniedziałek, 29 listopada 2004
Spis treści I
* Dzieje
- Skarby-zaginionej-Warszawy
- Marywil
- Palac-biskupow-krakowskich-Miodowa-5
- Żoliborz Oficerski
- Metro-warszawskie
- Warszawskie-luki-triumfalne
- Barykada-wrzesniai
- Żoliborz Dziennikarski
- Pałac Branickich na Podwalu
- Dynasy
- Cmentarz na Powązkach.
- Prezydent Stefan Starzyński.
- Plac Powstańców Warszawy.
- Powiśle Czerniakowskie - dawny Solec.
- Typy uliczne dawnej Warszawy.
- Cmentarz żydowski przy Okopowej.
- Ulica Marszałkowska
- Pomnik Sobieskiego
- Hotel Bristol
- Prezydent Sokrates Starynkiewicz
- Aleje Jerozolimskie.
- Pomnik Szopena
- Pomnik Pracy czyli Obelisk Grochowski
- Herb Warszawy
- Plac Bankowy
- Natolin
- Plac Małachowskiego.
- Plac Dąbrowskiego
- Aleje Ujazdowskie
- Plac Saski.
- Plac Grzybowski i okolice.
- Ogród Saski
- Nadchodzi epoka tramwajów
- Plac Żelaznej Bramy
- Ulica Nalewki
- Droga żelazna Warszawsko - Wiedeńska
- Plac Trzech Krzyży

* Książki
- "Cmentarz-Bródnowski"
- "Saga-ulrichowsko-machlejdowska"
- "Żoliborz. Przewodnik historyczny"
- "Ballada o okaleczonym mieście"
- "Było takie miasto"
- Chłodna
- Album "Eugeniusz Lokajski 1908 - 1944"
- "Latarnie warszawskie"
- "Powstanie Warszawskie"
- Ulica Bednarska
- Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy.
- Dawne cukiernie i kawiarnie warszawskie.
- Pierwszy przewodnik po Warszawie
- Bracia Jabłkowscy
- "Warszawska Praga - przewodnik"

* Mokotów
- Kino-Iluzjon
- Pierwsze chwile Powstania na Mokotowie
- Wspomnienie po Ksawerowie
- Rodzina Szustrów
- Dzieje Mokotowa.
- Wystawa - 90 lat miejskiego Mokotowa
- Wieś w Warszawie

* Ongiś...
- Boże Ciało w Warszawie
- Wielkanoc
- Tłusty Czwartek w Warszawie.
- Boże Narodzenie w dawnej Warszawie.
- Pomnik siedmiu generałów.
- Ulica Kanonia
- Wielka Synagoga na Tłomackiem
- Ulica Świętokrzyska
- Hotele w XIX-wiecznej Warszawie
- Dorożki
- Spacery i przechadzki
- Okolice Warszawy

niedziela, 28 listopada 2004
Socrealizm zawitał.

    26 października 1946 roku Rada Ministrów wydała dekret nacjonalizujący grunty warszawskie na obszarze administracyjnym w granicach miasta z 1939 roku. Wiązało się to z wywłaszczeniem części mieszkańców. Władza motywowała wprowadzenie dekretu koniecznością ułatwienia odbudowy miasta. W rzeczywistości chodziło o budowę miasta na wskroś socjalistycznego i zerwanie z przeszłością, o zabicie ducha przedwojennej Warszawy. Nowa władza tego nie ukrywała. Bolesław Bierut w referacie "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" zapowiedział, że rozwój miasta we wszystkich dziedzinach będzie planowany, a Śródmieście ma zatracić charakter kapitalistycznego centrum. Mówił też, że istniejące place wraz z powstającym Marszałkowskim (potem znanym jako Plac Defilad) zostaną połączone szerokimi arteriami w celu urzeczywistnienia jednego z zadań epoki socjalizmu - masowych manifestacji. W centrum miasta miał stać budynek monumentalny, godny nowo budowanego miasta. Pałac Kultury musiał w przyszłości powstać.
    Przypuszcza się, że miejsce Placu Defilad i co za tym idzie, Pałacu, nie było wybrane przypadkowo. Był to czas zimnej wojny i walk w Korei. Na wybór miejsca mogli mieć wpływ Rosjanie. Nie jest wykluczone, że planowano tu awaryjne lotnisko. To tylko hipoteza, ale brana pod uwagę. Na pewno ze względów strategicznych rozbudowywano ulice na osi wschód - zachód, zaniedbując kierunek południowy wzdłuz Wisły i odsuwając miasto od rzeki. Na tej samej osi za radą Rosjan, zamierzano drążyć tunel pod głębokie metro i nawet zostało to zapoczątkowane.
    Pałac z Placem Defilad na trwałe zniszczyły przedwojenny charakter miasta. Powstały w miejscu bardzo intensywnej zabudowy. Tylko względy finansowe uratowały przed wyburzeniem południową pierzeję Al. Jerozolimskich i południowe Śródmieście.
sobota, 20 listopada 2004
Tysiąc płotów na tysiąclecie

   Warszawę ogarnął szał grodzenia. Nie tak dawno student niemiecki, prowadzący badania nad strukturą miejską Warszawy, stwierdził, że w mieście istnieje ponad 200 ogrodzonych osiedli, podczas gdy w całym Berlinie jest zaledwie jedno. Ta zaraza grodzenia rozprzestrzenia się. Na granicy Ochoty i Mokotowa, w pobliżu skrzyżowania Racławickiej i Żwirki i Wigury powstaje największe ogrodzone osiedle Marina, juz od dawna zwane eleganckim gettem. Ogrodzone zostało osiedle na Służewie. Płoty odcięły utarte szlaki do kościoła i metra. Wszystko pod hasłem "wara obcym dzieciom od naszych piaskownic". Grodzone jest ogromne osiedle wielkości Starówki na Kabatach, zajmujące 17 ha, gdzie mieszka 8 tys. osób. Wizja płotów dochodzi już do Potoku na Żoliborzu. Wszyscy chcą mieć swięty spokój, ładne kwiatki i podwórka tylko dla swoich. Nie tak dawno naukowcy przeprowadzali badania socjalne wśrów warszawiaków. Wynika z nich, że co piąty mieszkaniec naszego miasta urodził się na wsi. Może w tym tkwi istota chęci odgradzania podwórek. I tak dobrze, że płoty stają raczej na peryferyjnych osiedlach. Wszystkie z eleganckimi stróżówkami. Na zdjęciu, wykonanym przez rubeusa@gazeta.pl, widoczna jest tabliczka z ogrodzenia na Kabatach.
    Niemiec, o którym wcześniej wspominałam, sporządził warszawską mapę osiedli grodzonych. I choć on sam zadziwiony, zaleca osiedla otwarte, aż 75% nowo powstających zamyka się. Główną przyczyną jest strach przed łobuzerią, ale ogrodzenie ogromnego obszaru nie uchroni przed nią. Na ławeczkach będa wysiadywać te same osoby, które teraz siedzą. Co za problem wejść na duże ogrodzone osiedle przed zamknięciem furtki i czekać na okazję do popełnienia przestępstwa? Wszystkie zamknięcia kuszą, zaś przestrzeń wspólna kurczy się dramatycznie. Przed wojną ludzie zapewniali sobie spokój, zamykając na noc kamienice. Nikomu nie przychodziło do głowy aby zmuszać mieszkańców do przemykania między opłotkami.






środa, 17 listopada 2004
Szacowanie zniszczeń wojennych

   W odpowiedzi na roszczenia wysiedlonych Niemców, skupionych w Związku Wypędzonych i Pruskim Powiernictwie, eksperci przedstawili 300-stronicowy raport dotyczący strat poniesionych przez Warszawę w czasie okupacji i po Powstaniu Warszawskim. Straty w mieniu komunalnym oszacowano na 2 mld dolarów. Całkowite straty miasta i mieszkańców wyniosły 45 mld 300 mln dolarów. Do szacowania posłużyła kubatura zniszczonych budynków oraz około 60 tys. ankiet, które po wojnie wypełniali warszawiacy, wyszczególniając swe utracone mienie. Policzono też wartość zniszczonych zabytków. Oczywiście te wyliczenia są obarczone błędem. Dziś już nie da się szczegółowo określić strat, ponieważ dokumentacja w dużej części została zniszczona przez władze komunistyczne, szczególnie dziesiątki tysięcy ankiet wypełnianych przez mieszkańców. Przykładowo zniszczenie Zamku Królewskiego wyceniono na 106 mln dolarów, Teatr Wielki to 83 mln dolarów, łazienkowski Pałac na Wodzie to 9 mln dolarów.

    Wbrew temu, co się potocznie sądzi, Warszawa nie była unicestwiona na skutek Powstania. Straty z walk to tylko 25% zniszczonych budynków. Pozostałe straty w zabudowie, wynoszące 30% są efektem tzw. rozkazu nr 2 z 11 października 1944 roku, wydanego przez Hitlera gen. von dem Bachowi. Nakazywał on zrównanie Warszawy z ziemią. Do tego celu powstał specjalny sztab, podlegający dowódcy SS i Policji płk Geiblowi, który opracował precyzyjną metodę niszczenia i rabowania miasta. Najpierw gruntownie plądrowano całe kwartały, potem przychodziły ekipy podpalaczy, które podpalały dom za domem, a większe minowały. Po kilku dniach te oddziały pojawiały się jeszcze raz i niszczyły to, co się nie zdążyło wypalić. Niszczono równocześnie urzadzenia potrzebne do zycia miasta, jak elektrownię, wodociągi, gazownię itd.

    Kalicki w artykule przedstawił swoją ocenę podjętej w tej sprawie uchwały przez Sejm. Uważa, że nie jest możliwe wyegzekwowanie pieniędzy od Niemców. Sądzi, że sprzyjający czas minął a poprzednie rządy jakiekolwiek szanse zaprzepaściły. Trudno mu odmówić racji. Ale to nie znaczy, że nie powinno sie przedstawiać własnego punktu widzenia.

"Problem możliwych roszczeń niemieckich wysiedlonych kolejne rządy w Warszawie - solidarnościowe, postkomunistyczne, prawicowe - traktowały nieodmiennie jak gorący kartofel. Żaden z nich nie zrobił niczego, by problem ten rozwiązać lub choć przygotować się do jego podjęcia. Każda ekipa rządząca liczyła tylko na to, że ten parzący kłopot zdąży przed międzynarodową awanturą na linii Warszawa - Berlin podrzucić następnemu rządowi.

Niechęć do otwierania konfliktu o odszkodowania z Niemcami można jakoś zrozumieć. Warto jednak pamiętać, że tuż po obaleniu muru berlińskiego Polska miała najlepszą koniunkturę polityczną, także w sensie poparcia Europy i Stanów Zjednoczonych dla naszego stanowiska, na otwartą debatę z Berlinem o zamknięciu roszczeń.

Trudno natomiast pojąć, dlaczego przez ostatnie 15 lat nie prowadzono analiz prawnych i politycznych tego problemu. Skutek jest taki, że zaskoczona przez żądania wysiedlonych i Powiernictwa Pruskiego prawicowa opozycja z tygodnia na tydzień improwizuje ekspertyzy prawne. A potem w ciemno, bez rozeznania możliwości i skutków, doprowadza do przyjęcia uchwały sejmowej o poważnych międzynarodowych konsekwencjach.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych przedrzemało 15 lat. Prace nad kompleksowym studium kwestii strat wojennych, odszkodowań i reparacji jeszcze trwają. Polska dyplomacja nie zbudowała międzynarodowej koalicji, która domagałaby się od Berlina wzięcia odpowiedzialności za roszczenia wysiedlonych. Ba, nawet nie wypracowała w zachodnich stolicach zrozumienia wagi dla Polski niemieckich roszczeń i szczególnego uczulenia na tym tle naszej opinii. Paryż, Londyn, Waszyngton, Bruksela ten etap zmagania się ze spuścizną prawną i emocjonalną wojny mają już dawno za sobą. Nie rozumieją, co dzieje się w Warszawie. Dla nich to kolejna irracjonalna polska histeria i rozróba".