Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


poniedziałek, 28 lutego 2011
Rodzina Chowańczaków

warszawa

Firmę futrzarską „A. Chowańczak i Synowie” znał każdy warszawiak. Nigdzie indziej nie było tak eleganckich futer i pelis.

Rodzina wywodziła się z Orawy na Słowacji. Protoplasta linii polskiej, Arpad Chowańczak, przybył do Warszawy w 1884 roku. Fachu kuśnierskiego uczył się u znanego mistrza, Karola Schneidra. Własną pracownię otworzył bardzo szybko, bo już w 1892 roku w wynajętym pomieszczeniu pałacu hr. Potockiego przy Krakowskim Przedmieściu 15/17, tu gdzie obecnie mieści się Ministerstwo Kultury i Sztuki.

Chowańczak bardzo dbał o rozwój firmy. Jego futra nie miały sobie równych pod względem jakości ale były bardzo drogie. Sam jeździł po świecie, szukając doskonałych jakościowo skór. Bywał i na Syberii, i w Chinach, i w Indiach, nawet do Kanady podróżował.

Na brak klientów nie narzekał. Wkrótce dotychczas zajmowane pomieszczenia okazały się dla rozrastającej firmy za małe. Chowańczak był już człowiekiem zamożnym. Stać go było na wykupienie od hrabiego Potockiego na początku XX w. całego skrzydła pałacu ze 100 salami. Interes szedł tak dobrze, że po pewnym czasie utworzył magazyny i sklepy również w Łodzi i Lublinie.
pokaż powiększenie

W 1917 roku działy wyprawy i farbowania skór zostały przekształcone w spółkę akcyjną „Futro”. Akcje wykupiło wielu przedsiębiorców i kupców. Firma był już tak mocna ekonomicznie, że nie zaszkodziła jej nawet I wojna światowa i pierwsze ciężkie powojenne lata. Na Krakowskim Przedmieściu pracowało 150 osób.

Arpad Chowańczak miał dwóch synów: Władysława i Jana. Obaj już od najmłodszych lat byli przygotowywani do objęcia w przyszłości firmy po ojcu. W 1925 roku obaj, po zakończeniu nauki, dołączyli do firmy. Starszy, urodzony w 1894 roku Jan, był prawnikiem. Młodszy o dwa lata Władysław zdobywał wiedzę futrzarską w najlepszych zakładach polskich i zagranicznych. Firma „A.Chowańczak i Synowie” była drugą warszawską firmą, która wprowadziła usługę polegająca na przechowywaniu futer latem. Cieszyło się to ogromnym powodzeniem. W specjalnie przygotowanych pomieszczeniach pałacowych mieściło się aż 18 tys. futer i pelis.

Pod koniec lat dwudziestych A. Chowańczak wybudował sobie willę na parceli liczącej 2000 metrów kw., zakupionej od Marii Szuster. Obecnie jest ona przy Morskim Oku 5. Wówczas była to ulica Koracjego. Wkrótce wraz z synami zakupił następna działkę przy Puławskiej 61, gdzie rozpoczęto budowę pięciopiętrowego domu. Nie zakończono jej przed wojną. Między tym domem a willą wzniesiono dwa dwupiętrowe budynki dla wyprawialni skór i pracowni kuśnierskiej. Zatrudnienie znalazło tutaj aż 200 osób. Jak widać firma świetnie prosperowała. Ubierali się w niej politycy, korpus dyplomatyczny, wielcy artyści. Nawet prezydent Mościcki chodził w futrze od Chowańczaków.
pokaż powiększenie

W 1932 roku Chowańczakowie postanowili na Krakowskim Przedmieściu urządzić nowy sklep. Zdarzyło się, że w tym czasie Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej ogłosił konkurs na projekt fasady sklepowej. Mottem konkursu była idea, że wygląd sklepu nadaje ulicy charakter. Będąc na parterze w zasięgu wzroku bardziej niż wysokie piętra, ma też większe znaczenie. Konkurs wygrał Zbigniew Puget, który wziął sobie za zadanie modernizację sklepu firmy A. Chowańczaka. Właścicielom nowatorski projekt bardzo się spodobał i zdecydowali się go wykorzystać i całkowicie sfinansować. Modernistyczne wnętrze sklepu wzbudzało powszechny zachwyt.

Firma miała swoje pomieszczenia w kilku punktach miasta. Oprócz Krakowskiego Przedmieścia ze sklepem i pracowniani oraz budynków na Mokotowie, zajmowała przy placu Napoleona 1 pomieszczenia na biura, zaś na Lesznie 13 miała magazyny. W takim stanie dotrwała do wybuchu II wojny światowej.

Firma otrzymała w ciągu swego długiego istnienia wiele medali i dyplomów. Arpad Chowańczak był odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, nadanym mu przez prezydenta RP.
pokaż powiększenie

Gdy wojna wybuchła, Chowańczakowie zostawili swój ogromny kapitał w kraju, nie przetransferowali do banków angielskich, choć mieli taka propozycję. Zrobili to ze względów patriotycznych. Po kapitulacji i wejściu wojsk hitlerowskich do Warszawy, firma futrzarska wznowiła działalność ale w okrojonym zakresie. Niemcy skonfiskowali futra.

Wybuch Powstania Warszawskiego zastał Chowańczaków na Krakowskim Przedmieściu w firmie, która już pierwszej nocy spłonęła doszczętnie, podpalona przez Niemców. Dzieci Jana Chowańczaka, starszego syna Arpada, brały udział w walkach. Anna wzięta została do niewoli jako zakładniczka w rejonie hotelu Bristol i potem wywieziona do obozu w Pruszkowie. Stanisław walczył na Mokotowie w pułku „Baszta”. Dwukrotnie ranny dotrwał do kapitulacji dzielnicy a następnie, podobnie jak siostra, trafił do Pruszkowa a z niego do stalagu na terenie Rzeszy. Z obozu wraz z kilkoma innymi więźniami uciekł i przedostał się do Belgii. Tu po wojnie studiował. Do kraju nie chciał wracać, bo bał się aresztowania. Zdecydował się wyjechać do Argentyny.
pokaż powiększenie

Ich ojciec, Jan, już 13 sierpnia został złapany przez Niemców i wysłany do obozu w Buchenwaldzie. W 1945 roku wrócił do Polski i z energią zabrał się do odbudowy firmy. Ciężko mu było, bo władze już mu zabrały część majątku. Willa przy Morskim Oku 5 przeszła pod zarząd kwaterunku. Niedokończony dom przy Puławskiej 61 oraz dwa budynki za nim z polecenia administracji zajęło Przedsiębiorstwo Państwowe Film Polski. W willi pełnej lokatorów kwaterunkowych mieszkali też Jan Chowańczak z żoną i trójką dzieci, Danutą, Anną i młodszym synem Jerzym. Nie dali się z niej wyrzucić, choć władze rzucały im kłody pod nogi jak tylko mogły. Do willi należał ogromny ogród. Wkrótce większą jego część państwo zabrało i przeznaczyło na rezydencję dla ambasadora japońskiego. Gdy syn Arpada Chowańczaka upomnial się o odszkodowanie, wkrótce doczekał się zabrania całej działki przy Puławskiej 61 na Skarb Państwa. I żeby było weselej, dalej kazano rodzinie płacić podatki. W 1964 roku bez odszkodowania zabrano im willę.

W 1949 roku rodzinę dotknęło podwójne nieszczęście. Najpierw zmarł senior rodu, Arpad Chowańczak. Dwa miesiące po nim syn jego Jan. Zmarł na skutek rany zadanej jeszcze w Buchenwaldzie. Pochowani zostali na Powązkach.
pokaż powiększenie

Po ich śmierci firmę reaktywował przy al. Jerozolimskich 41 syn Arpada, Władysław. Klientkami, jak przed wojna były sławne aktorki i nawet sfery rządowe. Na skutek postępującej w kraju powszechnej biedy, futro stało się szybko symbolem drobnomieszczaństwa. Brakowało klientów i firma zmuszona była przenieść się do dwóch niewielkich pomieszczeń przy Złotej 9, akurat przemianowanej na Kniewskiego, tuż przy kinie Palladium. Najmłodszy syn Arpada Chowańczaka, Jerzy, został księdzem. Przebywał w kościele św. Michała przy Puławskiej 95. Zmarł w 1995 roku.

W 2006 roku po raz pierwszy przyjechał do Polski z Argentyny Andrzej Chowańczak, syn Stanisława, powstańca warszawskiego z pułku „Baszta”. Był zaniepokojony stanem willi przy Morskim Oku 5. Willa, choć w rejestrze zabytków od 2004 roku, była dwa razy podpalona i jest w tragicznym stanie. Miała być zburzona, gdy teren przeszedł na własność firmy Candela. W 2003 roku plany wyburzenia willi i zastąpienia jej sześciopiętrowym apartamentowcem zaakceptował ówczesny wojewódzki konserwator, Ryszard Głowacz. Zaproponował przeniesienie willi w inne miejsce. Ciekawe jakby to miało wyglądać. W obronie stanęli społecznicy i poprosli generalnego konserwatora zabytków, Tomasz Mertę o uchylenie decyzji skazującej dom na wyburzenie.
pokaż powiększenie

Przed wojną Chowańczakowie kupowali również parcele po drugiej stronie Wisły. Na ich ziemi liczącej 10 ha, która kupili w 1920 roku, powstaje Stadion Narodowy. Tydzień temu pojawiła się informacja, ze Andrzej Chowańczak chce wspaniałomyślnie zrezygnować z ogromnego odszkodowania za zabrany grunt. W zamian za to chciałby aby jego rodzina została upamiętniona w nazwie ulicy. W tym celu wysłał list do Kancelarii Prezydenta a ta skierowała pismo do Komisji Nazewnictwa. Tu list wzbudził zdumienie i, można powiedzieć, szok. Radni z Komisji nie wiedzieli co mają odpowiedzieć. Pani Anna Nehrebecka skwitowała żałosnym komentarzem, że nie nosi futra. Pani Olga Johann stwierdziła, że musi być 200 obywatelskich podpisów popierających Andrzeja Chowańczaka lub zgoda pięciu radnych. Straszny problem spadł naszym bezradnym radnym na głowę. Nie jest ważny interes miasta, tylko papiórki.

Być może radni zostaną uwolnieni od zbyt intensywnego myślenia, ponieważ pojawiła się informacja od pełnomocniczki rodziny, mecenas Joanny Modzelewskiej, że list został źle zrozumiany. Rodzina oprócz odszkodowania chcę również mieć swoją ulicę. Spadkobiercy walczyli o odszkodowanie za grunt prawie 20 lat. Rząd ogłosił budowę stadionu a przemilczał fakt, że do gruntu są roszczenia. Dobrze, że rodzina nie jest pieniacka i nie zablokowała budowy.

Andrzej Chowańczak opisał dzieje swojej rodziny na forum Wspomnienia Andrzeja Chowańczaka

Literatura: "Rody warszawskie" Tadeusz Władysław Świątek; "Korzenie miasta" Jerzy Kasprzycki