Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


niedziela, 21 lutego 2010
"Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy"

warszawa

Wiktor, Wiktor - król bandytów,
Nieuchwytny dziki zbój,
Nie znał szczęścia ni zaszczytów,
Lecz bandycki krwawy bój.

Był postrachem wśród Warszawy,
Bo mordował, strzelał, bił,
Słynął wkoło "Wiktor krwawy",
Który z mordów dzikich żył.

W swych melinach się ukrywał,
Był ścigany jak zły pies,
Wiele strachu on przeżywał,
Aż po życia nędzny kres.
(...) Uwolniona już Warszawa;
Zginął postrach miast i pól,
Pogrzebana jego sława,
Zginął krwawy bandy król!

"Zieliński - postrach Warszawy"

W ubiegłym roku wyszła bardzo ciekawa książka „Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy” autorstwa Stanisława Milewskiego. Jest to barwna opowieść o przestępczości w Warszawie i jej zwalczaniu w poprzednich wiekach aż do wybuchu II wojny światowej. Książka jest bogato ilustrowana i zawiera sporo materiałów źródłowych. Autor opiera się głównie na „Gazecie Sądowej Warszawskiej”, ukazującej się od roku 1873 aż do ostatniej wojny. Książkę podzielił ją na kilka części. Tytuły mówią same za siebie. Są to: - Zbójcy w zaułkach i na przedmieściach.
- Od „wyreźników” do „doliniarzy”
- Złodziejskie specjalizacje
- Kasiarze
- Pomysłowi naciągacze
- Złodziejski język i zwyczaje
- W cieniu miecza i szubienicy
- Od wieży do domu poprawy
- Więzienne akademie złodziejskie
- Syberia i aresztanckie roty

pokaż powiększenie

W XVII i XVIII wieku najczęstszymi przestępstwami były rozboje połączone z zabójstwami. Sprzyjały im ciemności panujące na ulicach Warszawy. Jeśli ktoś sam szedł nocą, trzymał przed sobą goły pałasz, aby przeciąć stryczek, który by mu mógł zadzierzgnąć złodziej. Gdy na początku XIX w. zaczęto lepiej oświetlać miasto nocą, ilość napadów zdecydowanie zmalała. Bardzo złą opinię miała Wola ze swoimi gliniankami i wiatrakami. Wieczorami strach tu było chodzić.

Podobnie było przez cały XIX wiek w niektórych zaułkach Starego i Nowego Miasta, na Mariensztacie i nad Wisłą, gdzie między sągami drewna czaili się bandyci. Nawet opustoszały pałac Ostrogskich przyciągał różne męty. Policja była mało wydolna, często skorumpowana. Jeszcze na początku XX w. panowie wieczorami dla bezpieczeństwa wychodzili z sękatymi kijami, zwanymi szpadrynami.

Od przełomu XVIII i XIX wieku aż do jego drugiej połowy złodziejom warszawskim, podobnie jak katorżnikom rosyjskim skazywanym na Sybir, na czole wypalano napis: „wor” czyli złodziej. Byli bici i wsadzani do więzienia a po 1770 roku wypędzani za okopy. Potem, gdy powstał w 1818 roku „Kodeks karzący”, kary uległy zmianie.

Złodziejstwo zawsze było plagą. W 1913 roku na Dworcu Kowalskim policja złapała 700 kieszonkowców. W 1932 roku zgłoszono w Warszawie 18810 kradzieży. W 1905 roku zanotowano napady na składy wyrobów jubilerskich przy ulicy Leszno 24, cukierni Lardellego, rozmaite magazyny towarów, banki, kasy pocztowe. Podobno, gdyby spisać wszystkie napady z tego okresu, powstałaby gruba książka.

Znanym bandytą w okresie międzywojennym był Wiktor Zieliński. Karierę przestępczą rozpoczynał jako lipkarz, zakradający się nocami na wysokie piętra kamienic przez okno czyli lipko. Miał na sumieniu wiele ludzkich istnień, w tym policjantów. Polowano na niego bezskutecznie, znajdował schronienie u licznych złodziei z podmiejskich okolic. Wreszcie powinęła mu się noga po splądrowaniu mieszkania urzędnika ambasady brytyjskiej. Miał wtedy pecha. Do mieszkania wchodził nocą przez okno boso, żeby nie hałasować. Buty zostawił w bramie. Zwróciło to uwagę patrolującego policjanta, który się domyślił, że to własność lipkarza i czekał na niego. Zieliński uciekł. Buty miały znak firmowy szewca, a ten odnotowany adres klienta i jego personalia. Bandyta namierzony został na melinie przy Towarowej. Wydał go dawny kompan, skuszony wysoką nagrodą. Zieliński został tam zastrzelony. Świat przestępczy urządził mu wystawny pogrzeb.
pokaż powiększenie

W 1928 roku na targowisku na placu Kercelego utworzyła się banda pod przewodnictwem Łukasza Siemiątkowskiego, znanego pod pseudonimem „Tasiemka”. Banda ta żądała od handlarzy okupu, grożąc w razie odmowy pobiciem lub nawet zabiciem. „Tasiemka” rzadko bywał na placu, zastępował go z reguły Leon Karpiński zwany Królem Kercelaka. Latem 1932 roku udało się bandziorów postawić przed sądem. „Tasiemka” nie przyznawał się do winy. Pseudonim jego wziął się stąd, że w młodości Łukasz Siemiątkowski pracował w Milanówku w fabryce produkującej wstążki. Działał wówczas w PPS i trafił z tego powodu do Cytadeli. Niemcy skazali go na śmierć przez rozstrzelanie, było to w 1918 roku. Tuż przed wykonaniem wyroku Polska odzyskała niepodległość. „Tasiemka” odzyskał wolność. Po rozłamie w PPS związał się z Frakcją. Młodzi chłopcy z jej milicji w rozmaite sposoby zasilali organizację pieniędzmi, często w sposób nielegalny, między innymi haraczami pobieranymi na Kercelaku. Z tych pieniędzy korzystali partyjni bonzowie i dzięki temu „Tasiemka” zrobił sporą karierę. Choć półanalfabeta to znalazł się na liście PPS do Senatu i to na czwartym miejscu. Senatorem nie został, ale był ustosunkowanym radnym miejskim. Miał również dobre stosunki z policją i wydawało się, że nic mu nie grozi. Ale do czasu. Sekcja żydowska Bezpartyjnego Związku Tragarzy złożyła skargę, opisującą gangsterskie metody stosowane na Kercelaku. Choć „Tasiemka” trafił do aresztu to szybko wyszedł po wpłaceniu pięciusetzłotowej kaucji. On sam i jego kompani usiłowali zastraszyć świadków oskarżenia, nie ze wszystkimi im się udało. Wielu zarzuty podtrzymało. Siemiątkowski został skazany na trzy lata więzienia, zaś „Król Kercelaka” – Karpiński, na 6 lat ciężkiego więzienia. W Sądzie Apelacyjnym „Tasiemce” zmniejszono wyrok do dwóch lat a prezydent w drodze łaski zawiesił wykonanie. Skąd my to znamy? Zawsze się przydają tzw. plecy.

Znanym przestępcą, nie cofającym się przed morderstwami, był Felek Zdankiewicz. Choć niektórzy ówcześni dziennikarze określali go mianem „króla złodziei warszawskich”, był to pospolity bandzior. Jego sławę utrwaliła ballada podwórzowa z szemranego folkloru. Za zabicie dwóch policjantów został skazany na dożywotnią katorgę na Syberii. Po 12 latach udało mu się stamtąd uciec i po drodze okraść skarbiec jakiegoś atamana. Zaczynał bandycką karierę na przedmieściach Warszawy jako tzw. piechociarz , czyli kradnący drób, „piechotę” jak mówiono w kręgach złodziejskich.
pokaż powiększenie

W okresie, gdy Warszawa była w zaborze rosyjskim, carski Urząd Śledczy miał zestaw 30 specjalności złodziejskich. Najrzadszą byli psiarze czyli złodzieje psów. Psy następnie za nagrodą zwracali właścicielom lub sprzedawali na Kercelaku. Najliczniejszą byli złodzieje okradający mieszkania, którzy tez mieli swoje specjalizacje. Na przykład „drzemcacze” okradali mieszkania nocą w czasie snu właścicieli. „Lipkarze” pracowali tylko latem, wchodząc przez otwarte okno czyli lipko. „Klawisznicy” otwierali sobie drzwi wytrychem, „szpryngowcy” wchodzili szybko do przedpokoju, gdy drzwi mieszkania nie były zamknięte, łapali to co się nawinęło pod ręce i znikali. Z kolei „pajęczarze” specjalizowali się w kradzieży bielizny, suszącej się na strychach.

Arystokracją wśród złodziei byli zawsze kasiarze, czyli obrabiający sejfy bankowe. Ta profesja wymagała sporej wiedzy i dużych nakładów pieniężnych. Wśród kasiarzy można było spotkać ludzi bogatych, z wyższym wykształceniem, posiadających kamienice i restauracje. Włamania do kas były plagą. Stanisław Milewski pisze, że w połowie lat 70-tych zdumiony Sienkiewicz w korespondencji z Ameryki podawał, że w Nowym Yorku jest mniej włamań niż w Warszawie. Słynnym kasiarzem był Stanisław Cichocki „Szpicbródka”, działający już przed pierwszą wojną światową. W 1926 roku podkopał się pod Bank Dyskontowy przy Fredry 8 i przebił przez strop grubości 1 metra.

Książkę gorąco polecam. Jest bardzo bogato wyposażona w cytaty z dawnej prasy warszawskiej i ilustracje.

Dwie ilustracyjne scenki rodzajowe są wzięte z tej książki.