Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


czwartek, 31 stycznia 2008
Tłusty Czwartek w Warszawie.

Po trotuarze idąc Nowym Światem,
Okiem ciekawem patrząc w wszystkie strony,
Napotkałem znak Ponczków, powziąłem chęć zatem
Ciekawość zaspokoić i być nasycony;
Zaszedłem więc w dom Stara Poczta zwany,
Kupiłem Ponczek, aby został spróbowany,
Iak za trzy grosze, nie był przysmak mały,
Zaręczam, że Wam wszystkim będą smakowały.

Pączki wynalazł cukiernik Czutowski, mający w XVIII wieku pracownię przy ulicy Nowomiejskiej. Kto wynalazł faworki, w 100% nie wiadomo. Przypuszcza się, jak pisze Wojciech Herbaczyński, że mający w tym samym czasie cukiernię na Starym Mieście cukiernicy Witkowski z Wojciechowskim. Pączki bardzo szybko się przyjęły, właściwie zrobiły fororę. Zajadały się nimi i dzieci, i dorośli. Na wystawie każdej szanującej się ciastkarni stały z nich piramidy. Były tak dobre, że ludzie kupowali na kopy, rozgrzeszając się z obżarstwa ich lekkością.

Pączki warszawskie słynne były za króla Stanisława Augusta. Kazał je podawać wraz z faworkami na Czwartkowych Obiadach. Stanisław Trembecki ułożył nawet na ich cześć wierszyk:
Smakuie pewno Faworek i Pączek
Bo iest dziełem ślicznych rączek;
Smakuią bardziej wszelkie inne ciasta
Jeśli ie smaży cnotliwa Niewiasta;
Spożywaj zdrów Najjaśniejszy Panie
Faworeczki na obiad, Pączki na śniadanie.
I my czwartkowi pójdziem Twoim śladem,
I może wszyscy pójda za Twoim przykładem.
Lepiej zjeśc pączek lub faworek tłusty
Niż upiiać sie codzień przez całe zapusty.

W drugiej połowie XIX wieku zapotrzebowanie na pączki w Tłusty Czwartek było tak wielkie, że zaczęto zastanawiać się nad zaprojektowaniem maszyny do ich wytwarzania.

Wybór pączków był bardzo urozmaicony i kupić je można było wszędzie.

Na Krakowskim Przedmieściu na wprost placu Saskiego były pączki z Fabryki Karmelków, Cukrów i Czekolady Erazma Głebockiego. Przy pomniku Kopernika sprzedawano pączki parowe. Były też w wykwintnej cukierni Belli na rogu Senatorskiej i Miodowej. Do Loursa na pl. Teatralnym na pączki chodziła brać aktorska.

Pączki "nadspodziewanie wyborniejsze" można było kupić na Freta obok Dominikanow, na Piwnej pączki z jabłkami sprzedawała niejaka pani Marianna Ptaszyńska.

Warszawiacy pielgrzymowali od cukierni do cukierni. Docierali karetami i saniami, jeśli była ostra zima, nawet do "Wiejskiej Kawy" w okolice placu Trzech Krzyży. Na Starówce ogromnym powodzeniem cieszyła się pączkarnia Kohsego w domu "Pod Okrętem".

Obecnie największe chyba kolejki są do cukierni Bliklego.

wtorek, 29 stycznia 2008
I po "Skarpie".

Jeszcze jedno doskonałe niegdyś kino zakończyło swój ziemski byt. Jeden z neonów pojechał do muzeum neonów, organizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a wyłożone mozaiką kolumny do pewnego warszawskiego hospicjum. Drugi z neonów zawiśnie na budowanym w tym miejscu apartamentowcu. Oryginalny jest tylko jeden neon. Drugi został wykonany w latach 80-tych podczas przebudowy gmachu. Ma inne liternictwo niż oryginał. Szkoda, że kina z duszą przegrywają z bezlitosnym rynkiem.

Projekt kina "Skarpa" powstał w 1953 roku, budowa trwała w latach 1956 - 1960. Projekt wykonał Zygmunt Stępiński we współpracy z A. Milewskim. Mozaiki wewnątrz kina są dziełem artystki plastyczki K.Kozłowskiej. Kino otrzymało nazwę "Skarpa", ponieważ jest bardzo blisko wąwozu ulicy Szczyglej, będącej fragmentem skarpy warszawskiej.

Kino w momencie otwarcia było bardzo nowoczesne i ciekawie eksponowane. Piękne neony przyciągały oko. Również aranżacja wnętrza z rurkami neonowymi na suficie i kostkami terakoty na posadzkach wzbudzała podziw warszawiaków. U podnóża tarasu, z którego wchodziło się do kina od strony ulicy Kopernika, projektanci umieścili malutki basenik z wodotryskiem, a barwna mozaika na ściance, z której tryskała woda, przedstawiała herb Warszawy - Syrenkę. Gdy sześć lat temu kino zamknięto i wynajęto na klub, wystrój został zniszczony.

Kino było swego czasu oblegane. Tu się odbywały słynne warszawskie Konfrontacje i tu ciągnęła sią tasiemcowa kolejka do kasy na "Krzyżaków". pokaż powiększenie

Działka po kinie została sprzedana przez "Max-Film " Mazowieckiemu Towarzystwu Powierniczemu, które w tym miejscu chce wybudować pięciopiętrowy apartamentowiec, zaprojektowany przez architektów z firmy Juvenes. To będzie monumentalny modernistyczny gmach, obłożony piaskowcem.

W budynku znajdzie się 38 mieszkań o wysokości 3 metrów. Nie będzie odgrodzony od ulicy. Na parterze mają być sklepy i restauracje a od strony ulicy Gałczyńskiego będzie małe dwusalowe kino, mieszczące po około 50 osób. Taki warunek inwestorowi postawił Max-Film. W "Skarpie" sala pozwalała na wejście 850 osób.

Latem ubiegłego roku "Rzeczpospolita" pisała o sytuacji kin warszawskich.

pokaż powiększenie

W 1998 roku, po wprowadzeniu reformy samorządowej, województwo mazowieckie zostało uwłaszczone na części mienia Skarbu Państwa będącego we władaniu Urzędu Kinematografii. W ten sposób marszałek stał się zarządcą wielu atrakcyjnych nieruchomości, często w wyjątkowo prestiżowych lokalizacjach (m. in. kina Skarpa, Relax, Polonia, W-Z, 1 Maja, Ochota). Zarządzaniem nimi zajęła się Instytucja Filmowa Max Film, która pracuje do dziś.

Ale dziś nie ma już kina Skarpa, nie ma Relaksu ani wielu innych kin. Ważą się też losy kina Ochota. Max Film okazał się nowym graczem na rynku nieruchomości, w którego portfelu znalazły się łakome dla deweloperów kąski warte grube miliony złotych. Spółka nie jest może rekinem na tym rynku, ale z pewnością ma kilka "złotych zębów", czyli atrakcyjnie położone działki.

wtorek, 22 stycznia 2008
Nowe wieżowce.


W Warszawie będzie coraz więcej wieżowców o coraz bardziej oryginalnej/dziwacznej architekturze. 250-metrowy wieżowiec stanie za Mariottem, który jest własnością spółki Lilium, mającej w planie budowę tego kolosa, zaprojektowanego przez Zahę Hadid. Gmach bedzie mieć 70 pięter. Przewiduje się, że budowa zakończy sie w 2012 roku. Wizualizację można zobaczyć na stronie architektury i w "Bryle".

Nie za bardzo mi się podoba ta lokalizacja. Wieżowiec tu nie pasuje i szkoda eleganckiej sylwety Mariotta. Hotel zostanie przytłumiony optycznie. Bardzo niewielki procent Warszawy ma plany zagospodarowania przestrzennego i inwestorzy to wykorzystują.

Między Chmielną i al. Jerozolimskimi, obok biurowca Warta Tower, Kulczyk Holding chce postawić 282-metrowy wieżowiec. Byłby to najwyższy budynek w Europie. Koszt inwestycji jest szacowany na miliard złotych. 9% sumy wyłoży inwestor, resztę konsorcjum banków. Budynek ma mieć 68 kondygnacji. Na wyższych piętrach będzie 300 apartamentów, pod nimi znajdzie się hotel z 200 pokojami. Więcej na ten temat można przeczytać w "Bryle"

Powstający w przyszłym roku wieżowiec zaprojektowany przez Liebeskinda bedzie mieć 192 metry wysokości.

Nowe wieżowce powstają w dowolnych miejscach, tam gdzie akurat jest wolny kawałek ziemi. Bardziej podoba mi się rozwiązanie paryskie - wszystkie dziwaczne budynki są skupione w dzielnicy la Defence.

niedziela, 20 stycznia 2008
Zagłosuj na Warszawę!
Ten blog przez kilka lat istnienia zdobył pewną popularność i myślę, że pokazał, że Warszawa jest ciekawym miastem z interesującą przeszłością. Zgromadził niewielką społeczność: i warszawiakow tutejszych, i rozrzuconych po całym świecie. Jakaś nieznana mi osoba zgłosiła go do konkursu. Dziękuję wszystkim czytającym i komentującym.
Mam skromną prośbę. Jeśli ktoś uważa, że warto go pochwalić, to proszę o zagłosowanie.
Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!
sobota, 19 stycznia 2008
Druga linia metra.




Gdy miną lata i nas nie będzie,
coś z nas zostanie w owym rozpędzie,
coś tam zostanie, coś nie przeminie,
w murach, w piosence, w myśli i w czynie.

Nad Wisłą wstaje warszawski dzień
i pogna metrem warszawski dzień!(...)
S. Ryszard Dobrowolski.


Niedawno na stronie miejsca.org został zamieszczony bardzo ciekawy wywiad z głównym architektem drugiej linii metra, Andrzejem Chołdzyńskim. Wydawało by się, że już wszystko zostało ustalone, jeśli chodzi o przebieg drugiej linii. Zostały wyjaśnione, gdzie stacje będą przy Nowym Swiecie i jak linia przebiegnie przez Jelonki i Bemowo. Teraz zaczęło się majstrowanie przy tej części, która biegnie przez centralną Wolę.

W dzisiejszej "Stołecznej" Krzysztof Smietana pisze, że nie będzie stacji w najbardziej ruchliwym miejscu czyli obok Pedetu przy skrzyżowaniu Wolskiej z Młynarską. Ma być przeniesiona w stosunkowo mało uczęszczane miejsce u zbiegu Wolskiej i Płockiej. Podobno tramwajarze zaprotestowali przeciwko lokalizacji przy Pedecie, bo zostałaby zlikwidowana zajezdnia przy Młynarskiej. Drugi powód to taki, że w okolicy Pedetu są banki z fundamentami na piętnastometrowych palach i metro by musiało biec bardzo nisko. Jednocześnie miasto nie zrobiło analizy ruchu przy nowej lokalizacji stacji metra.

Nie będzie też w nowym projekcie stacji przy skrzyżowaniu Górczewskiej z Płocką.

Dziwne podejście, bo nikt metra nie buduje na tydzień ani dwa tylko niemal na wieczność. Miasto tłumaczy się niższymi kosztami, a nikt nie myśli o funkcjonalności i wygodzie warszawiaków. Już poprzednio zostały popełnione błędy, gdy zrezygnowano ze stacji na placu Konstytucji a stacja Ratusz wylądowała pod Arsenałem i całkiem niedawno zmieniła wreszcie nazwę na bardziej adekwatną. Poprzednio warunki narzucali budowniczy metra, bo tak im było wygodniej.

Nie wiem czy my się doczekamy drugiej nitki do 2012 roku. O trzeciej to już nawet nie myślę.

 
1 , 2