Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


sobota, 27 stycznia 2007
Hala na Koszykach

Cztery lata temu Wojewódzki Urząd Konserwatorski wydał zgodę na częściową rozbiórkę hali na Koszykach mimo negatywnych opinii rad konserwatorskich. Inwestorem mieli być kupcy.

Dariusz Bartoszewicz pisał w styczniu 2003 roku:
Wiekowa hala przy ul. Koszykowej przechyla się jak krzywa wieża w Pizie. By ją ratować, właściciel zapowiada... rozbudowę.
Z zabytku zostaną dwa ryzality wejściowe. W miejscu usuniętej hali wyrośnie wielki budynek z elewacją ze szkła pochyloną do przodu. Mają się w niej odbijać stare kamienice z drugiej strony Koszykowej.
Konserwator zachwycony
- Najpierw wyjmiemy z hali konstrukcję stalową. Po konserwacji przykręcimy ją w holu nowego obiektu - zapowiada architekt projektu Rafał Szczepański.
Odmienioną halę na Koszykach uzupełnią jeszcze quasi-zabytkowe bryły budynków mieszkalnych przy ul. Koszykowej 61 i 65 oraz oficyna w głębi posesji. Przybędzie w nich ponad 140 mieszkań.

Zamierzenia inwestora skomentowała dr Małgorzata Omilanowska, wicedyrektorka Instytutu Sztuki PAN.
Zadziwia upór, z jakim inwestorzy rzucają się na zabytkowe obiekty, chcąc je nadbudowywać, rozbudowywać i "modernizować", i jednocześnie ich całkowita obojętność wobec setek szkaradnych obiektów masowej produkcji szpecących miasto. Po bezzasadnym nadbudowaniu zespołu kamienic przy pl. Trzech Krzyży, próbach rozbudowania Kasy Przemysłowców Warszawskich u zbiegu ulic Zgody i Złotej ofiarą radosnej twórczości architektów ma paść jedyny zachowany obiekt użyteczności publicznej w stylu secesji w Warszawie. Przykłady innych stolic europejskich pokazują, że zabytkowe hale targowe mogą się stać ozdobą miasta, np. w centrum Sztokholmu są dziś oazą "gurmandzistów" ze smakołykami z całego świata. A tu chce się nam zafundować zniszczenie zabytku z przełomu XIX i XX wieku i oszpecenie miasta szklanym klocem, który "zjadł" halę i coś mu jeszcze wystaje. I to za zgodą konserwatora zabytków, który, jak zwykle z nikim nie konsultując swych decyzji, skazał na zagładę obiekt o tak wielkiej wartości artystycznej.

Po licznych protestach naczelny architekt Warszawy, Michał Borowski, inwestycję zatrzymał. Dotychczasowy właściciel Spółdzielczy Dom Handlowy Koszyki zdecydował się w lipcu ubiegłego roku sprzedać halę wraz z działką firmie Quinlan Private Golub, znanej z wieżowca Warszawskie Centrum Finansowe przy Emilii Plater.

Nowy właściciel początkowo miał zamiar zrobić remont generalny hali i uratować to wszystko, co się tylko da. To co się nie nadawało to rewitalizacji, miało być pieczołowicie odtworzone. W wyremontowanej hali miała byc galeria handlowa na antresoli a w podziemiach supermarket. W budynku na tyłach hali inwestor chciał stworzyć restaurację a po obu stronach hali miały powstać kilkupiętrowe budynki mieszkalne podobne z charakteru do pobliskich kamienic. Przedstawicielka firmy pani Magda Cieliczko podkreślała, że firma chce zatrzeć przykre wrażenie po pomysłach poprzedniego właściciela. I nagle kilka dni temu jak grom z jasnego nieba spadła informacja, że inwestorowi sie odwidziało. Twierdzi, że halę należy częściowo rozebrać, ponieważ nie spełnia współczesnych norm przewidzianych dla takich budynków. Firma, która na zlecenie inwestora opracowuje sposób rozbiórki Koszyków, przyznaje, że po złożeniu hala będzie mieć inny wygląd. Jej elementy zostaną wpasowane w żelbetowy szkielet. Pod halą mają być podziemne garaże i to jest prawdopodobnie prawdziwy powód rozbiórki. Łatwiej będzie te garaże wybudować. Przeciwko tym pomysłom zdecydowanie wypowiadają się obrońcy zabytków. Kilka ciekawych głosów jest na łamach "Stołecznej" z 24.01.2007. Wypowiada się między innymi Jakub Lewicki, wiceprezes Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Dokumentacji i Konserwacji Architektury Modernistycznej:
- Hala na Koszykach to najcenniejszy tego typu zabytek architektury handlowej w Warszawie. Zachowała oryginalną konstrukcję i wystrój. Jestem przeciwny jej rozbiórce. Dysponujemy dziś środkami technicznymi, które poprawiają odporność takich obiektów na ogień. Są też możliwości wmontowania w starą konstrukcję nowoczesnych wzmocnień. Mam nadzieję, że nie powtórzy się historia zburzonego niedawno Supersamu i hala na Koszykach nie zostanie zniszczona.

Hala powstała w latach 1906 - 1908. Została zaprojektowana przez architekta Janusza Dzierżanowskiego a autorem wystroju rzeźbiarskiego jest Zygmunt Otto. Dekoracje miały charakter secesyjny i wczesnomodernistyczny. Wiele dekoracji zachowało się do dziś. Oprócz tego jest niepowtarzalny klimat autentyku. Nie zastąpi go najpiękniejsza rekonstrukcja. Jak wygląda renowacja wg nieodpowiedzialnego inwestora i przy braku kontroli konserwatora wiemy na przykładzie kamienicy przy placu Zbawiciela. Mam nadzieję, że konserwator nie zgodzi się na wyburzenie hali.

niedziela, 21 stycznia 2007
Pomnik Sobieskiego

Pomnik Jana III Sobieskiego, stojący na mostku na Agrykoli powstał w roku 1788 z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Model pomnika wykonał nadworny rzeźbiarz Poniatowskiego Andre le Brun, zaś w piaskowcu wykuł go Franciszek Pinck. Jako wzór posłużył pomnik znajdujący się w Wilanowie. Most, zaprojektowany w latach 1777 - 1780 przez Dominika Merliniego, przystosowano do pomnika. Dobudowana została część z arkadami, na których posadowiony jest pomnik. Odsłonięcie nastąpiło w rocznicę odsieczy wiedeńskiej 14 września 1788 roku.

Z pomnikiem czas i historia obeszły się litościwie. W 1947 roku został odrestaurowany, uzupełniono tylko uszkodzone fragmenty. Gorzej potraktowany został przez współczesnych. W 1999 roku chuligani urwali Turkowi rękę i zniszczyli tablicę informacyjną. Dwa lata później wichura urwała królowi głowę. Zaczęły pojawiać się głosy, aby pomnik przenieść w bezpieczniejsze miejsce a na moście ustawić kopię. Myśl nie jest nowa...

Wandalizm nie jest naszym wynalazkiem. Sto lat temu prasa warszawska również lamentowała, że pomnik niszczeje. W "Ziarnie" z 3 sierpnia 1906 roku możemy przeczytać:

W prasie warszawskiej poruszono sprawę ocalenia pomnika Sobieskiego przed zupełnem zniszczeniem, jakie mu grozi nietyle ze strony czasu i niekorzystnych wpływów atmosferycznych, ile ze strony barbarzyństwa psotników i ludzi złej woli, rozmyślnie podnoszących rękę na tę piękną i drogą dla Warszawy pamiątkę historyczną.

Przy bliższem omawianiu tej sprawy wyłoniły się dwa projekty. Jeden z nich żąda przeniesienia pomnika na inne, bezpieczniejsze miejsce, drugi - którego autorem jest znany architekt, p. Stefan Szyller, wskazuje na konieczność odlania nowego posągu w bronzie, jako trwałym i odpornym na działanie klimatu materjale.

Dotychczasowy pomnik jak wiadomo, kuty jest w piaskowcu, łatwo wietrzejącym i kruchym. To też czas uszkodził już w niejednem miejscu dzieło artysty Pinka i tylko pod grubą warstwą farby olejnej uszkodzeń tych nie znać. O wiele jednak lepiej zachowany jest znajdujący się w Wilanowie model tego pomnika w gipsie. Według tego modelu należałoby sporządzic odlew.

piątek, 19 stycznia 2007
Pole Mokotowskie jak nowe.

pokaż powiększenie

Kilka dni temu w "Stołecznej" ukazała się bardzo ciekawa informacja na temat Pola Mokotowskiego. Firma Dawos przygotowała interesujacy plan zagospodarowania Pola. Został zakceptowany przez poprzedników Hanny Gronkiewicz - Waltz. Urbaniści ostrzegają, że jest to ostatni dzwonek na ratowanie Pola Mokotowskiego, bo grozi mu rozdrapanie przez developerów.

Według założeń główną osią parku ma być aleja biegnąca od ronda Jazdy Polskiej do al. Żwirki i Wigury. Pole jest przecięte al. Niepodległości, w związku z tym planuje się dwie nowe kładki, które by połączyły obie jego części. Jedna kładka, istniejąca już, zostałaby tak przebudowana aby zlikwidować schody i miałaby charakter zielonego wzniesienia terenowego. Druga kładka powstałaby przy bibliotece.

Firma proponuje powiększyć park kosztem bazy MPO, zajmującej 5 ha. Również jest projekt przekształcenia terenów Skry. Nie ma mowy o żadnej budowie osiedla. Zarządzający terenem sportowym oddali ogromną ich część Irlandczykom, którzy spłacili długi Skry i mają zamiar wybudować tu domy mieszkalne, choć poprzednia ekipa ratusza wykluczyła taką możliwość. Plan firmy Dawos zakłada modernizację stadionu, budowę hali sportowej, basenów i boisk.

Politechnika Warszawska ma na Polu 41 ha. Planuje tu własny ośrodek sportowy z halą, kortami i krytymi basenami.

Urbaniści z Dawos planują również podnieść standard tego co już jest: alejek, ławek, oświetlenia oraz dosadzić na obrzeżach drzewa i krzewy. Zakładają też likwidację stacji benzynowej i wybudowanie w tym miejscu kawiarni. Plan zagospodarowania jest przedstawiony wyżej na rysunku wykonanym przez firmę.

Moim zdaniem jest to wiadomość doskonała. Park jest piękny. W pogodne dni czas na Polu spędzają tłumy warszawiaków. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni plażują przy fontannie, inni pod drzewami, jeszcze inni odpoczywają na ławkach. Można się posilić w licznych pubach i restauracyjkach a wieczorem posłuchać koncertów. Często odbywają się różne imprezy plenerowe.

środa, 17 stycznia 2007
Warszawa 17 stycznia 1945

Bryła ciemna, gdzie dymy bure,
poczerniałe twarze pokoleń,
nie dotknięte miłości chmury,
przeorane cierpienia role.
Miasto groźne jak obryw trumny
Czasem głuchym jak burz maczugą
zawalone w przepaśc i dumne
jak lew czarny, co kona długo.(...)
I znów ująć dłuto i rydel,
ciąć w przestrzeni i w ziemi szukać,
wznosić wieki i pnącze żywe
na pilastrach, formach i łukach. (...)
Krzysztof Kamil Baczynski

Andrzej Lechowski w książce "W służbie stolicy" opisuje dzień 17 stycznia w Warszawie:

Bezpośredni bój o Warszawę rozpoczęła 2 dywizja piechoty 17 stycznia o godzinie 5.00. Jej 4 pułk piechoty energicznym natarciem opanował Wawrzyszew Nowy i Stary, Parysów, Izabelin, ok. godziny 8.00 osiągnął Powązki i ruszył ku Śródmieściu. 6 pułk piechoty po opanowaniu Bielan i Marymontu wyszedł na plac Inwalidów na Żoliborzu i przystąpił do szturmu najsilniejszego punktu oporu nad Wisłą - Cytadeli. (...) Następnie 6 pp nacierał w kierunku placu Trzech Krzyży, dokąd dotarł w godzinach popołudniowych.(...)

17 stycznia o świcie rozpoczął natarcie z pozycji wyjściowych zajętych na ulicy Czerniakowskiej 3 batalion 16 pułku piechoty. Spychając drobne grupy niemieckie dotarł do skrzyżowania AL. Jerozolimskich z Nowym Światem, gdzie odparł kontratak kompanii piechoty przeciwnika, wspieranej sześcioma czołgami, a następnie posuwał się za ustepującym nieprzyjacielem wzdłuż Al. Jerozolimskich w stronę Dworca Głównego.

2 batalion tegoż pułku przeprawił się przez Wisłę po zniszczonym moście Kierbedzia i po zdobyciu ruin Zamku Królewskiego skierował się wzdłuż Wybrzeża Kościuszkowskiego i dalej ulicą Dobrą do Tamki, wzdłuż ulicy Wareckiej, Sienkiewicza i Świętokrzyskiej do Marszałkowskiej, skąd ruszył w kierunku stacji towarowej. 16 batalion 16 pp opanował Dworzec Gdański i poprzez Stare Miasto i Al. Jerozolimskie dotarł o godz. 10.30 do Dworca Głównego, na którego ruinach zatknięto biało - czerwony sztandar.

Do tego samego celu zmierzał działający na lewym skrzydle 6DP 14 pułk piechoty. Likwidując niemieckie punktu oporu zajął on park Łazienkowski i Belweder, stoczył walkę w rejonie placu Unii Lubelskiej i Filtrów, gdzie znajdowały się stanowiska ogniowe nieprzyjaciela, broniącego dostępu do Dworca Głównego od południa. (...)

1DP rozlokowała się na Okęciu, 3DP wzięła udział w oczyszczaniu z nieprzyjaciela południowych dzielnic stolicy - stanęła na Wierzbnie i Ksawerowie. (...)

Dowódca 1 armii WP, gen. dyw. Stanisław Popławski stwierdził na podstawie meldunków i własnej oceny sytuacji, że 17 stycznia ok. godz. 14.00 opór wojsk niemieckich w Warszawie został całkowicie załamany. O godz. 15.00 (obowiązujacego na froncie czasu moskiewskiego, a wiec o godz. 13.00 czasu polskiego)nadał więc przez radio meldunek do prezydenta Krajowej Rady Narodowej, Bolesława Bieruta, i dowódcy 1 Frontu Białoruskiego, że stolica Polski została wyzwolona.

Walka o Warszawę trwała krótko i straty były nieduże. Z 1 armii WP poległo 133 żołnierzy, 12 zaginęło i 324 zostało rannych.

Już kilka godzin po wyzwoleniu zaczęli wracać do siebie warszawiacy. Początkowy zamiar zamknięcia zaminowanej i zrujnowanej Warszawy przed mieszkańcami nie został zrealizowany.

wtorek, 16 stycznia 2007
Hotel Bristol

Hotel Bristol jest najstarszym warszawskim hotelem, w którym zachował się klimat epoki, w której został wybudowany.

W miejscu, gdzie obecnie stoi hotel Bristol, w drugiej połowie XIX w. znajdował się pałac Tarnowskich z różnymi instytucjami publicznymi. Nieruchomość tę w 1895 r. zakupiła spółka: Ignacy Paderewski, Stanisław Roszkowski i Edmund Zaremba. Spółka na części placu przy skarpie w 1897 roku zbudowała rotundę, w której była eksponowana panorama "Golgota" autorstwa Jana Styki. Rok później w części frontowej spółka postanowiła zbudować hotel. Inspiratorem i pomysłodawcą był Stanisław Roszkowski. Roszkowski początkowo szukał za granicą udziałowców do spółki, która by hotel wybudowała. Nic z tego jednak nie wyszło i wobec tego utworzył Towarzystwo Akcyjne Budowy i Prowadzenia Hotelów w Warszawie. Pozyskał akcjonariuszy i nakłonił Paderewskiego do sprzedania spółce placu i zakupienia akcji.

Wkrótce rozpisano konkurs na hotel. Jednocześnie przygotowywano teren pod budowę. W listopadzie 1898 r. ogłoszono wyniki konkursu. Sąd konkursowy w skład którego wchodzili tak znani warszawscy architekci jak Józef Dziekoński, Kazimierz Loeve, Stafan Schyller pierwszą nagrodę przyznał Tadeuszowi Stryjeńskiemu i Franciszkowi Mączyńskiemu. Na konkurs wpłynęło 17 prac, w tym trzy spoza Polski. Budynek był w stylu secesyjnym. Zarząd Towarzystwa bojąc się chyba, że taka architektura nie przysporzy klientów, polecił Władysławowi Marconiemu przerobić projekt na znane i akceptowalne formy. Marconi elewacje przerobił na neorenesansowe, nadał bardziej monumentalną formę.

Roboty przy kopaniu fundamentów rozpoczęły się w grudniu 1898 roku. 22 kwietnia 1899 roku położono uroczyście kamień węgielny. Hotel był budowany w piorunującym tempie. Prasa nie szczędziła słów zachwytu. We wrześniu 1900 roku budynek stał w stanie surowym, Wiosną 1901 rozpoczęto prace na zewnątrz. pokaż powiększenie

W listopadzie nastąpiło otwarcie hotelu. Uroczystości trwały 4 dni. 16 listopada odbyło się przyjęcie dla wszystkich zatrudnionych przy budowie, 17 poświęcono pomieszczenia hotelowe. 19 listopada witano już pierwszego gościa. Większość robót wykonały firmy krajowe, one też dostarczyły materiałów wykończeniowych. Niektóre z firm przy tej okazji zdobyły sobie świetną renomę i istniały aż do drugiej wojny światowej.

Hotel był bardzo nowoczesny i w zasadzie samowystarczalny. Miał własną elektrownię, centralne ogrzewanie, mało znane wówczas w Warszawie, podwójną wentylację. Stropy, podłogi i ściany działowe były ogniotrwałe. Na każdym piętrze były hydranty przeciwpożarowe. Zakupiona była również drabina ratunkowa. Hotel posiadał 11 wind, w tym jedną dla gości a pozostałe dla obsługi. Winda dla gości była kryształowym cackiem, otoczonym żelazną balustradą wykładaną mosiądzem. Zabierała osiem osób. Niestety w 1969 roku została przekazana na złom. Bristol posiadał 6 numerów telefonicznych. Było to dużo, bo w całej Warszawie było wówczas zaledwie 600 abonentów. Dla obsługi gości były samochody elektryczne, zabierające 8 pasażerów i poruszające się z prędkością 12 – 20 km/godz. Wzbudzały w mieście ogromną sensację.

Pokoje hotelowe znajdowały się na 4 piętrach, na każdym po 50 numerów. 80 pomieszczeń miało przedpokój, sypialnię i salon. W 20 były łazienki i WC. 120 pokoi było pojedynczych, ale można je było łączyć drzwiami w amfiladzie. Apartamenty były wyposażone w meble z różnych epok, aby zaspokoić różne gusty. Najpiękniejszy był apartament nr 105. Z jego wyposażenia do czasów dzisiejszych zachowała się tylko mała mahoniowa toaletka. pokaż powiększenie

Wybudowanie Bristolu miało spore znaczenie urbanistyczne. Całkowicie zmieniło wygląd środkowej części Krakowskiego Przedmieścia. Również zmieniła się ulica Karowa. Została zlikwidowana stojąca w jej wylocie brama w kształcie arkady. Po obu jej stronach były zdroje z wodą, tłoczoną z Wisły, a w zwieńczeniu syrenka Konstantego Hegla, obecnie znajdująca się na murach Starówki.

Sytuacja ekonomiczna hotelu przez pierwsze ćwierć wieku kształtowała się różnie. Sporym obciążeniem był dług hipoteczny zaciągnięty na budowę. Początkowo hotel przynosił straty, ale po 10 latach osiągnął rekordowe obroty. Spore kwoty przynosiło wynajmowanie pomieszczeń różnym sklepom i zakładom usługowym znajdującym się w gmachu hotelowym. Bristol był przeznaczony dla zamożnego klienta. Cena apartamentu na pierwszym piętrze wynosiła 25 rubli za dobę, przeciętna cena pokoju 8.5 rubla. W tym czasie przeciętna płaca subiekta sklepowego wynosiła 25 rubli na miesiąc, służąca zarabiała 6 – 9 rubli. Potem ceny spadły, ponieważ Bristol stracił status nowości, obniżył się również poziom usług. Z kolei bardzo duże zyski przynosiła działalność gastronomiczna.

Po odzyskaniu niepodległości hotel był świadkiem burzliwych wydarzeń za sprawą Paderewskiego, konferującego z przedstawicielami życia politycznego w apartamencie na pierwszym piętrze. Paderewski po wycofaniu się z życia politycznego polecił sprzedać akcje hotelu i place na Karowej. Trudno było znaleźć kupca i ostatecznie wykupił je w 1928 roku Bank Cukrownictwa. Bank zainwestował ogromne pieniądze w unowocześnienie hotelu, przeprowadzając remont kapitalny wszystkich pięter. pokaż powiększenie

W latach 30-tych Bristol był jednym z najlepszych polskich hoteli. O bankietach, rautach i życiu towarzyskim w Bristolu krążyły legendy. W 1939 roku hotel zamienił się w szpital. W okresie okupacji był tylko dla Niemców. W czasie Powstania Warszawskiego ucierpiał stosunkowo niewiele, zniszczony bardziej od pożarów został w czasie ofensywy styczniowej. W sumie jednak na tle innych budynków uszkodzony był w niewielkim stopniu.

Po wojnie szybko go wyremontowano. Oddany został miastu 26 września 1947 roku ale właścicielem do połowy następnego roku nadal był Bank Cukrownictwa. Dawne eleganckie restauracje hotelowe zamieniły się w „Gospodę Ludową” jednak menu było przedwojenne. W 1952 roku Bristol objęty został przez Orbis i przeznaczony do obsługi turystów zagranicznych. Po kilku latach rozpoczęto starania o wykonanie remontu kapitalnego budynku, ale bezskutecznie. Nie można było znaleźć wykonawcy, który by podołał wszystkim wymaganiom stawianym przez architektów, hotelarzy i konserwatora zabytków. Nieremontowany budynek tracił walory użytkowe i w 1973 roku został zdegradowany do II kategorii. Cztery lata później premier Jaroszewicz podjął decyzję, aby budynek przekazać UW na bibliotekę. W 1981 roku rozpoczęto remont kapitalny hotelu. Otwarty został w 1992 roku.

 
1 , 2