Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


piątek, 28 stycznia 2005
Rekonstrukcja Kolumny Zygmunta

Ale jeśli kiedys wstanę tak bardzo wcześnie rano,
nie pójdę na Mokotów, nie pójdę na Muranów,
ja pójdę na Plac Zamkowy
i na plecach
podniosę Zygmunta,
żeby był nowy.

Władysław Broniewski


Niemcy wysadzili Kolumnę Zygmunta w styczniu 1945 roku, tuż przed opuszczeniem Warszawy. Pomnik rozpadł sie na części, ale brązowa statua króla ucierpiała niewiele dzięki piaskowemu rdzeniowi pozostawionemu w jej wnętrzu. Rdzeń ten zamortyzował upadek. Król stracił fragment ramienia lewej ręki, krzyż, który nią podtrzymywał, zwieńczenie korony, nos, część hełmu u stóp posągu i fragment płaszcza. Posąg miał około dwustu mniejszych uszkodzeń, dziur po pociskach i odłamkach. Zachowało sie troche wystroju samej Kolumny. Płyta fundacyjna z pięknym barokowym kartuszem nosiła ślady licznych uszkodzeń.

Kolumnę postanowiono odbudować jednocześnie z Trasą W - Z i Mariensztatem. Projektantem został bardzo zasłużony dla odbudowy Warszawy inż. Stanisław Żaryn. Ciężar odbudowy wzięli na siebie pracownicy Centralnego Zarządu Przemysłu Mineralnego i oni zbierali pieniądze na ten cel, zakładając komitet.

Odbudowana Kolumna nie stoi w miejscu historycznym. Ze względu na zmianę ruchu spowodowaną wybudowaniem trasy W - Z została przesunięta o 6 metrów w kierunku północno - wschodnim. Z osi ulicy Senatorskiej przeszła na oś Krakowskiego Przedmieścia. Przekręcona też została postać króla, poniewaz pierwotnie była zwrócona w kierunku wschodnim tyłem. Jak się weżmie pod uwagę czasy, w których pomnik był rekonstruowany, ta zmiana dziwić nie powinna. W przyszłosci będą te same problemy z ukierunkowaniem pomnika Nike, trzymającej wzniesiony miecz.

Przy budowaniu trasy obniżono poziom Placu Zamkowego, ponieważ nie było już wjazdu na wiadukt Pancera. To powodowało mniejszą wysokość Kolumny, która juz by sie nie pokazywała na tle nieba. Zapobieżono temu, stawiając kolumnę na takim jakby pagórku, do którego prowadziły schody. Kolumna nie ma wysokości pierwotnej.

Do rekonstrukcji użyto polskiego granitu zamiast oryginalnego włoskiego. Nie przywrócono też kolorystyki z okresy Wazów, kiedy to dominowały barwy czerwieni, czerni, złoceń i naturalnego brązu. Niektóre zrekonstruowane elementy nie są wiernymi kopiami pierwowzorów, choć były one znane.

Mimo wszystko jednak Kolumna Zygmunta zalicza się do najładniejszych warszawskich pomników i jest symbolem Warszawy, podobnie jak syrenka. Oddana została miastu 22 lipca 1949 roku. Znów stały się aktualne słowa Juliusza Słowackiego

Co nam zdrady! - jest u nas kolumna w Warszawie
, Na której usiadają podróżne żurawie
Spotkawszy jej liściane czoło śród obłoka,
Taka zapraszająca i taka wysoka.
Za tą kolumną, we mgły tęczowe ubrana,
Stoi trójca świecących wież Świętego Jana;
Dalej ciemna ulica, a z niej jakieś szare
Wygląda w perspektywie sinej Miasto Stare;

Jak wygladała w przeszłości, można zobaczyć na starych widokówkach

poniedziałek, 24 stycznia 2005
Złote Tarasy - kontynuacja budowy

   Naczelny Sąd Administracyjny uchylił w czwartek decyzję sądu wojewódzkiego wstrzymującą budowę Złotych Tarasów. Przyczyną zatrzymania największej w Polsce inwestycji i jednocześnie jednej z większych w Europie było to, że urzędnicy dający zgodę na budowę nie zapytali skompromitowanego ekologicznego stowarzyszenia Przyjazne Miasto, co sądzi o opinii sanitarnej dla Złotych Tarasów. Sędzia, uzasadniająca orzeczenie podkreśliła, że ekolodzy nie mogli wydawać opinii, ponieważ nie byli stroną w momencie wydawania decyzji. Wyrok sądowy umożliwi znaczne przyspieszenie prac.
   Złote Tarasy mają być gotowe wiosną przyszłego roku. Przez półroczne zwolnienie prac inwestor poniósł ogromne straty, ale nie zamierza pozywać miasta. Ekologom też nic zrobić prawdopodobnie nie można, gdyż trzeba by udowodnić, że działali w złej wierze. Bardzo możliwe, że nastawiali się na łapówkę, podobnie jak wówczas, gdy oprotestowywali budowę „Arkadii” i po otrzymaniu od inwestora 2 mln złotych od protestu odstąpili. Ponieważ Złote Tarasy mają wartość 400 mln euro, byłoby o co walczyć.
   Obecnie interesy Przyjaznego Miasta sprawdza policja gospodarcza. Władze miasta zawiadomiły prokuraturę, że kierownictwo stowarzyszenia działa na jego szkodę. Organizacja sprzedała zależnej od niej spółce Ekoplan swoją siedzibę na Ursynowie. Spółka za wart ponad 600 tys. zł segment miała zapłacić 400 tys. zł. Miasto uważa, że transakcja była pozorna i miała na celu ukrycie majątku Przyjaznego Miasta.
   Złote Tarasy są związane z jeszcze jedną sprawą sądową. Gmina Centrum wniosła świadomie do spółki Złote Tarasy 962-metrową działkę z roszczeniami, o którą walczą spadkobierczynie przedwojennej właścicielki. Rodzina starająca się o odszkodowanie utraciła ją na mocy dekretu Bieruta.
   Budowa rozpoczęła się w trzecim kwartale 2003. Nazwa pochodzi od znajdującej sie tu ulicy Złotej. Złote Tarasy są pierwszym wielofunkcyjnym kompleksem nowej generacji w Polsce. Projekt, przygotowany przez The Jerde Partnership International, łączy nowoczesność z funkcjonalnością. Obiekt, o powierzchni ponad 220 tysięcy m2, pomieści biura, galerie handlowe oraz część rozrywkowo-rekreacyjną. Najbardziej charakterystyczną częścią będzie szklana kopuła - atrium z tarasami i dziedzińcami, zaprojektowane w taki sposób, aby spacerujący po nich mogli obserwować, co dzieje się na innych piętrach. Całość upiększą kaskadowo spływające wodospady, które będą wpływały do oczka wodnego na pierwszym poziomie. Projekt składa się z kilku połączonych ze sobą obiektów: budynku hotelowo-biurowego o wysokości 100 m oraz dwóch kilkupiętrowych budynków biurowych, budynku kinowego (z jedyną w Warszawie salą na 1500 widzów), oraz atrium ze szklanym dachem o powierzchni 10 tys m2.
czwartek, 20 stycznia 2005
Opóźnione metro.

    Niestety, opóźnienie w oddaniu stacji na Placu Wilsona powiększa się. Dziś miała byc przekazana, tymczasem roboty przeciągają się, co było zresztą do przewidzenia. Wystarczy przejść się w tamtą stronę i zobaczyć na własne oczy. Jest bałagan, do końca jeszcze daleko. Wejścia nie są gotowe, dopiero trwa robota przy daszkach.
    "Hydrobudowa" miała mieć od 20 stycznia naliczane wysokie kary za opóźnienia, a tymczasem to ona żąda pieniędzy. Podobno bardzo podrożała stal, której się duzo zużywa i przedsiębiorstwo uważa, że ponosi straty. Nawet grozi sądem. Prezes "Metra" twierdzi, że umowa z "Hydrobudową" nie przewidywała zmiany kosztorysu ze względu na wzrost cen materiałów. Te przepychanki o finanse są też przyczyną dużych opóźnień. Cierpią jak zwykle ludzie, którzy mogliby już od dwóch tygodni szybciej poruszać się po mieście.
    W połowie stycznia miały się rozpocząć prace przy stacji Marymont, ale Metro nie ma jeszcze nawet zgody na budowę. Projekt musi spełniać warunki przeciwpożarowe. Gdy ją dostanie i spełni wymagania odwoławcze, upłynie czas do połowy lutego. Już na starcie jest miesiąc opóźnienia.
środa, 19 stycznia 2005
Ostatnie piętnastolecie w Warszawie

   "Gazeta Stołeczna" z okazji swojej 15 rocznicy istnienia zorganizowała plebiscyt na najważniejsze wydarzenia warszawskie w tych latach. Głosujący wybrali przedziwnie. Pierwsze miejsce zajęło zdobycie mistrzostwa Polski przez "Polonię", drugie - metro, natomiast trzecie miejsce otwarcie Muzeum Powstania
Warszawskiego. Czwarte miejsce przypadło koncertowi Michela Jacksona, piąte - giełdzie w dawnym gmachu KC PZPR. Ogromna ilośc inwestycji budowlanych, czy też otwarcie nowych mostów zostało najwyraźniej ocenione jako mniej ważne.
   Dla mnie osobiście najważniejszą rzeczą jest metro. Na drugim miejscu bym postawiła Muzeum Powstania Warszawskiego, na trzecim Most Siekierkowski.
   Mało obiektywny ten sondaż i przeczący zdrowemu rozsądkowi, zwłaszcza pierwsze miejsce dla "Polonii" i czwarte dla koncertu. Naprawdę dziwnie to wypadło, tym bardziej, że 15 lat temu Warszawa była zupełnie innym miastem. Nie było metra, galerii handlowych, wieżowców, nowych osiedli. Pola z kapustą na peryferiach zamieniły się w centra handlowe i osiedla. Zostały odnowione ulice i kamienice. Powstała cała masa knajpek i restauracji. Poznikały obskurne bary jak "Zodiak" czy "Praha". Powstały nowe budowle, nie wszystkie oczywiście udane, jak np gmach Sądu na Placu Krasinskich czy dawny wieżowiec turecki przy dworcu Centralnym. W ogóle wieżowce są brzydkie i stawiane w przypadkowych miejscach, choć trzeba przyznać, że z Pragi Warszawa lewobrzeżna ładnie wygląda.
   W dalszym ciągu nie ma prawdziwego centrum, po pustym Placu Defilad hula wiatr i latają smieci, straszą obskurne hale. Ten brak jest ogromnym minusem.
   Warszawa w skali europejskiej zalicza się do miast trzeciej kategorii razem z, między innymi, Pragą, Budapesztem, Bratysławą, Bernem, Lizboną, Antwerpią, Bolonią i Glasgow. W tej klasie jest 26 miast. W pierwszej jest np. Madryt.
niedziela, 16 stycznia 2005
17 stycznia 1945 roku

   60 lat temu wkroczyła do spalonej Warszawy 1 Armia Wojska Polskiego wraz z żołnierzami radzieckimi. Zakończyła się okupacja niemiecka. Miasto zostało zajęte niemal bez jednego wytrzału. Przed południem wywieszono na ruinach Dworca Głównego flagę narodową. 19 stycznia obyła się defilada wojsk polskich i radzieckich.
   Dzień ten wspomina Piotr Jaroszewicz, wjeżdzający do Warszawy od strony Piaseczna: "Miasto puste, martwe. Gdzieniegdzie widać grupki naszych fizykierów i saperów - łowców min. Jedziemy Puławską - coraz większe ruiny, coraz okropniejsze ślady barbarzyństwa zdziczałych hitlerowców. Gdzieś na Mokotowie wybuchła strzelanina. Coraz gęstsza - kilka wystrzałów z działka szturmowego i spokój. Wjeżdzamy na Plac Unii. Pali sie kilka ocalałych domów. Nasi usiłują gasić pożar. Wody nigdzie nie ma. Marszałkowska cała w gruzach, zasypana śniegiem, nie do przebycia, między gruzami wijąca się wąziutka ścieżka."
   Ulice były puste, jeszcze dymiły podpalone domy, gdzieniegdzie powiewały firanki w oknach bez futryn, w rozprutych kamienicach widac było podłogi wiszące na resztkach belek. Ludzie tracili orientację, sami nie wiedzieli, gdzie miasto a gdzie Wisła. Nie było Młynarskiej, Chłodnej, Skierniewickiej. Żeby nie oszaleć, szukali tego co jest, pojedyńczych domów, będących punktami orientacyjnymi. Nie było Nowego Swiatu, na Placu Zamkowym gruzy sięgały drugiego piętra.
   Wtedy pisała Janina Broniewska:
"Przyjaciele - warszawianie! Zrozumcie! Nie ma nic! Nie ma nic! Nie ma Waszej matki, nie ma tu żadnego dozorcy. Tu jest cmentarzysko. Tu jest śmierć. To nie Marszałkowska, Wspólna, Nowogrodzka. To jest najstraszliwszy sen. Słowa są wytarte, słowa są nieprzydatne".
   Podobne wrażenie odniósł Leon Pasternak.

Zbłąkany pośród zgliszcz stanąłem,
wsród wzgórz dymiacej, krwawej cegły,
wiatr sypał śniegiem i popiołem
na groby, co wśród ruin legły

   Lotem błyskawicy przeleciała po miejscowościach podwarszawskich wieść, że w Warszawie już nie ma Niemców, że jest wojsko polskie. Ludzie ciągnęli do swojego miasta całymi gromadami. Popychali wózki dziecięce, ryksze, nawet dwukołowe warszawskie śmietniczki. Na tym wszystkim mieli swoje manatki, pościel, miski, stoliki, nawet okopcone kotły do prania. W tym wszystkim był jakiś ogromny optymizm, wiara, ze Warszawa wróci cudem do życia. Już następnego dnia rozpoczął się handel, pierwsze przekupki wyszły na miasto, takie jak ta z wiersza Juliana Tuwima "Ab urbe condita"

Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset
Czterdziestego Piątego,
Na rogu Ruin i Kresu,
Na rogu Gruzów i Śmierci,
Na rogu Zwalisk i Zgrozy,
Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej,
Co padły sobie w płonące objęcia,
Żegnając się na zawsze, całując płomiennie -
Zjawiła się pękata warszawska babina,
Nieśmiertelna paniusia z chusteczką na głowie,
Postawiła, dnem do góry, skrzynkę na rumach,
Podparła ją - meteorem: jakimś szczątkiem Miasta
I zawołała nieśmiertelnym tonem:
"Do hierbaty, do hierbaty,
Do świeżego ciasta!"

   Trzeba było być nieprawdopodobnie zdeterminowanym i mieć mnóstwo prawie naiwnej wiary, żeby patrząc na tę kupę gruzów i kikuty wypalonych pierzei ulic wierzyć, że tu kiedykolwiek będzie normalne miasto. A jednak...

Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Bedziemy stąpać po swych własnych schodach.
Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,
Lecz wiatr juz o tym szepcze po ogrodach.

Nie patrz na smutnych tych ruin zwaliska.
Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.
Widzisz: żyjemy, choć smierć była bliska....

Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromu
I zapomnimy o ranach i szkodach...
Będziemy znowu mieszkac w swoim domu
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.

Leopold Staff

   Mimo bardzo cięzkich warunków ludzie ciągnęli do Warszawy. Do końca stycznia przybyło ich 12 tysięcy. Nie mieli mieszkań, żywności, opału, nie było światła. Na ulicach i placach było ponad 25 tysięcy grobów. Ci wszyscy odwazni mieszkali w gruzach, w mieszkaniach bez ścian, bez szyb, okna były pozabijane deskami, zamiast kuchni były ogniska i maszynki spirytusowe. Nie było też początkowo komunikacji.
   Pierwszym mostem był pontoniak postawiony prawie natychmiast przy zburzonym moście Poniatowskiego. 4 lutego saperzy postawili drewniany most wysokowodny między Karową i Brukową. W marcu zmontowano most pontonowy przy Ratuszowej.
   Już w lutym zaczęto rozklejać w całej Warszawie słynny plakat "Olbrzym i zapluty karzeł reakcji" Tak nowa władza witała powracających mieszkańców, a wśród nich i akowców. Razem z wojskami przybyło też NKWD...
   Pierwsza herbaciarnia powstała w zniszczonym domu przy Marszałkowskiej 71 juz 25 stycznia. Na przedwiośniu stanęły pierwsze stragany. Jako lokale handlowe często służyły rozbite tramwaje z barykad. Najwytworniejszym lokalem Warszawy, był, jak głosił napis reklamowy, "Cafe - Bar Fogg" przy Marszałkowskiej 119, gdzie królowała piosenka okupacyjna.




 
1 , 2