|
Archiwum
Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy
Tagi
|
poniedziałek, 14 maja 2012
Nad Wisłą
Coraz więcej zaczyna się dziać nad Wisłą. Powoli miasto przypomina sobie, że leży nad rzeką. Powstają nowe plaże, kursują promy. Z jednej strony mamy starania Ratusza, z drugiej nieocenionego Przemka Paska z fundacji Ja Wisła. Po przetrzebieniu drzewostanu na praskim brzegu otworzył się piękny widok na Stare Miasto. Ścieżką utworzoną w zeszłym roku przez łęgi już nie jedzie się w gąszczu, ale jest wystarczająco zielono i chyba bezpieczniej. Najwięcej dzieje się nad Wisłą od mostu Łazienkowskiego do trasy W - Z, choć i przy pomniku Syreny też są atrakcje, można polecieć balonem i z góry popatrzeć na rzekę i Stare Miasto. W środku miasta Wisła jest najwęższa. Wspaniałe rozlewiska są przy Wale Zawadowskim. Można się tam dostać od strony elektrociepłowni na Siekierkach, idąc ulicą Korzenną. Po lewej stronie widać w pewnym momencie wgłębienie. Jest to stare koryto Wilanówki. Widoki bardziej tu są wiejskie niż miejskie. Jeszcze stoją dwa drewniane domy. Niedaleko za elektrocieplownią jest znak dawnego punktu pomiaru wysokości fali rzecznej i stare schody prowadzące po punktu pomiarowego. Gdy jeszcze dalej pójdziemy i zejdziemy nad Wisłę, zobaczymy piękne, piaszczyste plaze, których i nadmorska Karwia by się nie powstydziła. Wisła tu rozlana szeroko. Można leżeć plackiem na piasku nad brzegiem rzeki, mozna się schować przed słońcem miedzy kępami wikliny i krzaków. Wędrując dalej na południe spotkamy ogromną przestrzeń wydm. Ciężko się po tym idzie, ale widoki przepiękne. Dalej za wydmami na południowym krańcu Warszawy znajduje się rezerwat przyrody Wyspy Zawadowskie. Obejmuje teren ponad 530 ha i został utworzony w 1998 roku. W skład rezerwatu wchodza wyspy, łachy i wody wpływające do Wisły. Tu jest teren podmokły, łęgi, żeremia bobrów. Wszędzie widać na drzewach ślady po ich zębach. Gniazduje wiele rzadkich gatunków ptaków. Widoki krajobrazowe są przepiękne. Wyspy i mielizny corocznie zmieniają swoje położenie i rzeźbę.
W tej chwili Wał Zawadowski jest przebudowywany. Bedzie nim prowadzic sciezka rowerowa az do Powsina.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Powstanie w getcie warszawskim - ŻZW i Paweł Frenkel.
W marcu tego roku na ścianie budynku przy Grzybowskiej 5 została odsłonięta tablica pamiątkowa ku czci dowódcy ŻZW, Pawła Frenkla, który zginął w tym miejscu. Wiemy o nim niewiele. Nie jest znana data urodzenia ani środowisko, z którego się wywodził. Miał prawdopodobnie 20 - 23 lata i był studentem uczelni warszawskiej. Nie wiadomo czy Paweł to jego imię (wśród Żydów bardzo rzadko spotykane) czy pseudonim. Nie ma żadnych związanych z nim dokumentów ani zdjęcia. Wiadomo tylko, że latem 1938 roku przyłączył się do Betaru. W getcie istniały różne ugrupowania, chcące walczyć z Niemcami. Potrzebowały broni i kontaków z AK po stronie aryjskiej. Aby łatwiej było się kontaktować, dowództwo AK zażadało wyłonienia z sił bojowych w getcie jakiejś grupy przedstawicielskiej. W ten sposób powstał Żydowski Komitet Narodowy. Głównym jego wsparciem był lewicowy ŻOB. O prawicowych ugrupowaniach rewizjonistycznych mało kto po drugiej stronie muru wiedział. Trudno powiedzieć, czy celem utworzenia ŻKN było izolowanie rewizjonistów. Nie ma właściwie dokumentów a zapisane wspomnienia bardzo często wzajemnie sobie zaprzeczają. Wiadomo, że stosunki miedzy Bundem a Betarem i ŻZW były raczej wrogie. Początkowo rewizjoniści mieli wejść do struktur ŻOB, ale tu obawiano się infiltracji przez gestapo, ponieważ rewizjoniści jako mało liczni na samym początku przyjmowali w swoje szeregi wszystkich chętnych. Były nawet prowadzone rozmowy połączeniowe, ale obie strony się nie dogadały. W tej sytuacji betarowcy utworzyli własną grupę bojową. Podobno główną przyczyną rozdźwięku było to, że Betar chciał wejść w struktury ŻOB jako blok, natomiast żobowcy chcieli ich przyjmować indywidualnie jak każdego kto się zgłaszał. Ale były też zdania, że rewizjonistom nie zależało tak bardzo na połączeniu sił. Uważali się raczej za elitę narodu, która nie powinna się pospolitować z szarymi masami. Jednak była też informacja, że ŻZW był przez jakiś czas w ŻOB a potem na skutek rozdźwięków obie grupy się rozstały. Podobno powodem rozejścia się był fakt, że rewizjoniści nie chcieli ŻOB wydać zakupionej po stronie aryjskiej broni. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy jak było naprawdę. Nie ma dokumentów a z członków ŻZW nikt prawie nie przeżył wojny. W styczniu 1943 roku organizacja miała 150 członków i była bardzo dobrze uzbrojona. Pierwszą jej dużą akcją była przeprowadzona w lutym likwidacja grupy żydowskich kolaborantów na terenie fabryki szczotek przy Świętojerskiej 38. Była to największa jednorazowa akcja likwidacyjna w getcie.
ŻZW bardzo starannie przygotowywał się do obrony w getcie. Jako kwaterę wyznaczył sobie sześciopokojowe mieszkanie przy Muranowskiej 7. Kierownictwo miało radio, przynoszące wiadomości z całego świata. Stała maszyna do pisania. W pokojach na wieszakach wisiała broń różnego rodzaju, od pistoletów do ręcznych karabinów maszynowych. W podziemiach budynku był bunkier z bezpośrednim przejściem na stronę aryjską a góra została zamieniona w fortecę. Oprócz kwatery głównej ŻZW miał swoje punkty postojowe w dwóch szopach i w domach przy Muranowskiej 1, 3, 5, 7 i 40. W każdym miejscu było 20 bojowców. 19 kwietnia rozpoczęło się w getcie powstanie. Bojowcy z ŻZW walczyli w obronie placu Muranowskiego. Walka ich została zapamiętana jako walka pod dwoma sztandarami: biało - niebieskim, żydowskim i biało - czerwonym. Niektóre relacje mówią, że flagi były na wszystkich budynkach opanowanych przez rewizjonistów a niektóre, że były tylko na jednym. Niektórzy opowiadający o powstaniu nie zauważyli żadnej, a niektórzy widzieli nawet komunistyczną czerwoną i amerykańską. Jak było naprawdę, też chyba już nigdy się nie dowiemy. Nie wiadomo kiedy bojowcy z ŻZW opuścili stanowiska na Muranowskiej. Marek Edelman twierdził, że już po pierwszym dniu walki ale inni świadkowie tego nie potwierdzają. Relacje są bardzo rozbieżne. Gdy walka straciła sens, bojowcy kanałami i podkopami usiłowali przejść na stronę aryjską. Niektórzy uciekali poza Warszawę, potem wracali. Paweł Frenkel wraz z 10 osobami zamelinował się na Grzybowskiej 11. 19 czerwca zostali otoczeni przez Niemców. 7 Żydów zginęło, a trzech Niemcy zabrali ze sobą. Otoczeni bronili się, zginęło czterech Niemców. Nie wiadomo czy zostali wykryci przypadkowo czy na skutek donosu. Bardzo szeroko ŻZW został omówiony w książce "Bohaterowie, hochsztaplerzy i opisywacze. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego" Dariusz Libionka, Laurence Weinbaum. Książka wydana została w tym roku. Dołączono do niej mnóstwo źródeł i relacji. Jest to chyba pierwsza tak bezstronna i szeroko ujmująca temat pozycja o ruchu rewizjonistycznym w getcie warszawskim.
czwartek, 05 kwietnia 2012
Rezydencja Foksal
Oglądaliśmy w niedzielę budynek z najdroższymi w Warszawie mieszkaniami czyli Rezydencję Foksal, postawiony w miejscu, gdzie jeszcze kilka lat temu było jedno z najbardziej kultowych kin warszawskich, kino „Skarpa”. Zwiedzanie zostało poprzedzone pokazem zdjęć ulicy Foksal i okolic i opowieściami o zmianach w tym rejonie na przestrzeni lat, począwszy od XVIII wieku, przez okres przedwojenny aż do czasów współczesnych. Wędrowaliśmy przez lata i budynki z red. Jerzym S. Majewskim ze „Stołecznej” i varsavianistą Jarosławem Zielińskim, autorem monumentalnego „Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy”. Oglądaliśmy zdjęcia kina „Skarpa” z różnych lat, przypomnieliśmy sobie dawne wnętrza, słupy wyłożone mozaiką, główny hol, widownię. Zobaczyliśmy smutny moment demontażu neonu a potem, niestety, rozbiórkę tego bliskiego sercu wielu warszawiaków, kina. Były wspomnienia, westchnienia…
Potem poszliśmy oglądać rezydencję. Projektanci Sławomir Stankiewicz, Michał Adamczyk, Krzysztof Tyszkiewicz połączyli modernizm z art deco. Modernistyczny budynek został ozdobiony płaskorzeźbami w stylu art deco, autorstwa prof. Pastwy. Jest kontynuacją przedwojennych luksusowych kamienic. One tym się wyróżniały, że były niepowtarzalne. Elementy architektoniczne, wystrój, były projektowane tylko dla nich. To nie była żadna masówka, którą teraz przeważnie widujemy. Fasada budynku o konstrukcji żelbetowej i stalowej jest wyłożona piaskowcem. Szczęśliwie nie powstał jeszcze jeden gmach obleczony w błyszczacy granit. Wnętrze rezydencji kapie eleganckim luksusem. To widać. W holu marmurowe posadzki z granitowymi zdobieniami, ściany wyłożone fornirem z palisandra indyjskiego, ciętego w romby, aby było widać strukturę. Wskaźniki pięter nad drzwiami do wind, okragłe ze wskazówką zamiast wyświetlacza przyjechały z Nowej Zelandii.
Budynek ma dwa wejścia, jedno dla biur, drugie dla mieszkańców. Główne wejście jest od strony Kopernika, podobnie jak było w kinie. Eleganckie marmurowe schody, z pięknymi drewnianymi poręczami prowadzą na piętro. Drugie wejście, dla mieszkańców, znajduje się od strony Przybosia. W holu witają nas ściany wyłożone lustrami i marmurem. Tu też znajdują się specjalnie zaprojektowane drewniane skrzynki na listy, z szybkami, żeby było widać bez otwierania czy listonosz coś doniósł. Potem przechodzi się do szerokiego holu, gdzie jest woliera dla ptaków, kanapy do odpoczynku, recepcja i tu znajdują się windy. Windy zrobione na zamówienie, wyłożone kamieniem i lustrami, pełen przepych. Mnie bardzo się podobały okrągłe wskaźniki nad drzwiami, informujące na którym piętrze winda się znajduje. Obejrzeliśmy biura i mieszkania. Są jeszcze w stanie surowym. To są pomieszczenia tzw. inteligentne. Można, będąc poza mieszkaniem, ustawiać temperaturę w pokojach, włączać i wyłączać światło, itd…
Na samym dole znajduje się prywatny basen z pięknym akwarium. Dno basenu jest wyłożone kolorową mozaiką imitującą fale. Sufit z kolei jest wyłożony elastyczną powłoką dającą złudzenie bardzo wysokiego pomieszczenia. Odbija się w nim wszystko jak w lustrze. Fajnie było patrzeć na redaktora Majewskiego idącego do góry nogami brzegiem basenu. Ściany są z wielkich kamiennych płaszczyzn i małych kamyków. Bardzo efektownie jest to wszystko zaprojektowane i wykonane. Jest na co popatrzeć. Początkowo rezydencja miała mieć dwa podziemne poziomy. Oprócz basenu miało być również kino. Potem plany się zmieniły. Projektanci mówili, że niektórymi elementami starali się nawiązać do kina „Skarpa”. Szkoda wobec tego, że nie zdecydowano się na nazwę Rezydencja „Skarpa”. Nawiązywałaby i do kina, i do skarpy, przy której stoi. Może wtedy udałoby się zostawić neon po kinie i jakoś go wykorzystać. Zamiast zdemontowany tkwić na wygnaniu w Muzeum Neonów, mógłby, wyremontowany, cieszyć oczy przechodniów.
niedziela, 11 marca 2012
mjr Michał Issajewicz, ps. "Miś"
4 marca zmarł w wieku 91 lat w Warszawie jeden z ostatnich żyjących uczestników akcji wykonania wyroku na Kutscherę, dowódcę SS i policji na okręg warszawski, mjr Michał Issajewicz, ps. "Miś" Za udział w akcji został odznaczony Krzyżem Walecznych. Nie był rodowitym warszawiakiem, pochodził z Kresów. Do oddziału wciągnął go kuzyn, Broniław Pietraszewicz ps. "Lot", który był potem dowódcą akcji zbrojnej przeciwko Kutscherze. Michał Issajewicz do Warszawy dotarł w grudniu 1943 roku i w styczniu następnego dołączył do oddziału "Pegaz". Przed przyjazdem do Warszawy pracował w Królewcu w niemieckiej firmie transportowej jako kierowca. Jednocześnie współpracował z terenową komórką wywiadu AK. Z Królewca wyjechał oficjalnie na przepustkę ale postanowił już tam nie wracać. Jako wyśmienity kierowca był cennym nabytkiem dla "Parasola". W akcji na Kutscherę został wyznaczony do roli kierowcy blokującego samochód Kutschery i trzeciego wykonawcy wyroku. Blokady dokonał samochodem zdobytym przez dowodzony przez siebie patrol na Kredytowej przy pl. Dąbrowskiego. On też dobił Niemca. W czasie wycofywania się od samochodu został ranny w głowę. 12 kwietnia przypadkowo został zgarnięty z mieszkania przy Długiej 10. Po śledztwie w gestapo i pobycie na Pawiaku 19 maja został wywieziony do obozu w Stutthofie, skąd uciekł w czasie ewakuacji więźniów. Na podstawie wydarzeń Jerzy Passendorfer z 1958 roku nakręcił film "Zamach" Tu opis i szkic do akcji w Alejach Ujazdowskich. Pogrzeb mjr Michała Issajewicza będzie w poniedziałek o godz. 12 na Powązkach Wojskowych. Nabożeństwo żałobne w kościele garnizonowym o godz. 10.30
piątek, 09 marca 2012
Remont kamienic na ulicy Próżnej
„ulica ta krótka i dość wąska, zachowała ze zniszczeń kilka kamienic w całości. Były to secesyjne, czarnoszare, siedmiopiętrowe czynszówki, pełne balustrad i gzymsów, teraz odrapane, świecące nagą cegłą i obtłuczonym tynkiem , przygnębiające spękanym szychem wykładanych ongiś kolorowymi kafelkami ścian. Niemniej ulica Próżna wyglądała czyściej i zamożniej niż ulica Bagno: były tu większe sklepy prywatne i spółdzielnie usługowe(...)" Leopold Tyrmand "Zły"W ubiegłym roku rozpoczął się wreszcie zapowiadany od lat remont kapitalny dwóch kamienic na Próżnej, pod numerami 7 i 9. Historia remontu jest długa. W połowie lat 90-tych ulicą zainteresował się amerykański filantrop Ronald Lauder. Postanowił wskrzesić przeszłość i przywrócić Próżnej przedwojenny żydowski charakter - miała być ulicą tętniąca życiem, z koszernymi restauracjami, sklepami, hotelami dla turystów. Powstała spółka Próżna Street Company, która kupiła w 1997 roku dwie kamienice, jedną od miasta, drugą od spadkobierców i zobowiązała się rozpocząć remont w ciągu 12 miesięcy a zakończyć po dwóch latach. Miała również odnowić elewacje na kamienicach 12 i 14, stojących po drugiej stronie (nie należały one do getta - Próżna była podzielona na pół) oraz wyremontować całą ulicę, wymienić szosę, chodniki i postawić nowe latarnie. Jednak lata płynęły a na Próżnej nic się nie działo. Jedyne co zrobiono to z kamienic wyprowadzono w 1999 roku lokatorów, zaś na zewnątrz przybyło daszków, żeby odpadające elementy nie zabiły przemykających chyłkiem przechodniów. Spółka tłumaczyła zastój zmianą koncepcji zagospodarowania i nieporozumieniami z gminą Centrum.
Pierwotnie kamienice 7 i 9 miały być biurami, potem był pomysł na eleganckie hotele. Kamienice 12 i 14 wg spółki powinny były najpierw mieć na koszt miasta przeprowadzony remont kapitalny. I tak upłynęło 7 lat. Potem zmienił się właściciel. Został nim austriacki developer Warimpex AG, deklarujący rozpoczęcie prac 1 stycznia 2006 roku ale termin nie został dotrzymany. Spółka chciała kamienice nadbudować i zrobić w nich hotele. Na nadbudowę nie zgadzali się społecznicy z ZOK. Zastrzeżenia miał też konserwator zabytków. W międzyczasie zmieniła się sytuacja na rynku nieruchomości. W związku z tym inwestor zrezygnował z hoteli na rzecz powierzchni biurowych. Ponieważ mieniła się koncepcja rewitalizacji, musiał starać się o nowe pozwolenia. Obecnie prace trwają ale obiecywany pierwotnie termin zakończenia przed Euro 2012 jest nierealny. Roboty jest dużo. Obie kamienice zostaną połączone wewnątrz. Pod numerem 7 ma zostać odtworzona mansarda z dwoma dodatkowymi piętrami a pod numerem 9 będzie dodatkowe piętro ukryte w skośnym dachu i niewidoczne z placu Grzybowskiego. Kamienica będzie wyglądać jak przed wojną. Wewnątrz zostaną odtworzone niektóre elementy sztukatorskie i malowidła. Teraz widać przez okna wzmocnienia nowych stropów a od ulicy nowe wsporniki pod balkony i podwyższanie murów. Gdy zaglądałam jesienią, kamienice miały zdjęte dachy i górne stropy. Przez okna można było zobaczyć niebo. Tak musiały wyglądać kamienice warszawskie zaraz po wojnie, same mury bez dachów, okien, puste wewnątrz.
Ulicę przedwojenną wspominał w swojej ksiązce Jerzy Kasprzycki. Ulica Próżna nie wyglądała wtedy, w 1939 roku, tak prowincjonalnie i smętnie jak dziś, kiedy o dawnej świetności przypominają tylko resztki sztukaterii i ozdobnych obramowań nad oknami kilkupiętrowych kamienic. (…) nazwiska właścicieli domów przy Próżnej miały szczerozłoty dźwięk. Szyldy i tabliczki nad bramami tej ulicy dotyczyły głównie banków, domów handlowych, agentur i pośrednictw w interesach. (…)Wszyscy ci ludzie interesu z ulicy Próżnej najchętniej spotykali się w barze „Pod Siódemką” lub w kawiarni o wymownej nazwie „Ekonomia” na rogu Zielnej. Po wojnie lokal po barze zajmował znany wszystkim warszawiakom sklep ze śrubkami i gwoździami. Szafy, w których było trzymane żelastwo, stanowiły oryginalne wyposażenie przedwojennej restauracji. Gdy miasto opróżniało kamienicę, nie zadbało o zatrzymanie mebli. Właściciel sklepu wyprowadził się ze wszystkim w nieznane. Jak będzie w przyszłości wyglądać ulica Próżna, trudno powiedzieć. Kamienice z południowej pierzei zyskają nowy wygląd. Natomiast kamienice z pierzei północnej są własnością miasta. Remont kapitalny obu kosztowałby około 20 mln i miasto tych pieniędzy ponoć nie ma. A nie tak dawno nadwyżkami ratowało budżet min. Rostowskiego. Kamienica pod numerem 14 jest całkowicie opuszczona i po trochu rozkradana przez złomiarzy. Zostały skradzione niektóre balustrady balkonów. Pewnie wkrótce okaże się, że nie ma czego ratować i jedynym wyjściem jest rozbiórka. Sąsiednia kamienica straszliwie obdrapana jest zamieszkana, jest w niej nawet kafejka. Podobno konserwator pani Nekanda – Trepka nie zgadzała się na odtworzenie przedwojennego wystroju kamienicy pod nr. 12, gdy wcześniej była mowa o remoncie. Ciekawe, co tym razem znów jej przeszkadzało i jakie miała zastrzeżenia.
Dziwnie będzie wyglądać ulica z jedną stroną jak z modelowego katalogu i drugą, która jakby dopiero co wyszła w wojny. Nie wiadomo jak będzie wyglądać jezdnia. Sąsiedni plac Grzybowski został wyremontowany bezsensownie. Tu nigdy nie było w przeszłości na chodnikach i jezdni granitu. To był plac handlowy z brukiem. Bruk leży również na Próżnej pod asfaltem. Bardziej on pasuje w tym miejscu niż płyty granitowe. |