|
Archiwum
Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy
|
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Targowiska XIX-wiecznej Warszawy
Tu na targu sprzedawano za dwa grosze szklanke kwasu. Przygrywał kataryniarz z małpką (...) Tuż obok, wprost na ulicy, strzyzono za sześć groszy. Koło straganów kręcili się amatorzy różnych lekkich zarobków, przygodni sprzedawcy ubrań zachwalali swój towar. Albo sami go ukradli albo pośredniczyli w sprzedazy kradzionego za bezcen.B. Singer "Moje Nalewki" Targowiska w Warszawie istniały od zawsze. Zmieniały nazwy, lokalizację, ale istniały i świetnie prosperowały. Tu zawsze się kłębiły tłumy. Z handlu żył spory procent mieszkańców. Reszta się zaopatrywała we wszelkiego rodzaju wiktuały. W 1835 roku w lewobrzeżnej Warszawie było 16 targowisk. W 1837 roku władze postanowiły wprowadzić porządek w handlu. Wszystkie targowiska podzielono na cztery obręby i każdemu wyznaczono rogatkę, przez którą można było dowozić towary. Ustalono również, jakimi produktami będzie można handlować na poszczególnych placach. Pierwszy obręb obejmował Stare i Nowe Miasto z szeregiem targowisk. Były one zlokalizowane na placu na Dunaju, przy Nowomiejskiej róg Podwala, na Piwnej, na Wolnicy przy Franciszkańskiej, na pl. Krasińskich i Krakowskim Przedmieściu koło kolumny Zygmunta. Na Rynku Starego Miasta i Wolnicy handlowano żywnością, pod kolumną Zygmunta drewnem i węglem. Na roku Nowomiejskiej i Podwala drewnem, obręczami i klepkami, na placu Krasińskich drewnem, owocami, kwiatami i wełną. Obręb muranowski obejmował wielkie targowisko na placu Muranowskim, gdzie w piątki odbywały się targi końskie. Na Gęsiej i Twardej istniały place targowe tylko dla ludności żydowskiej. Sprzedawano tu żywność, w jatkach było mięso koszerne. Kupującymi byli głównie Żydzi. Chrześcijanie rzadko w te miejsca zaglądali. Na targowiska wjeżdżano przez rogatki marymonckie i powązkowskie.
Obręb grzybowski miał targi na Rynku Grzybowskim, za Żelazną Bramą, przy Chłodnej i na placu Zielonym. Na Rynku handlowano głównie sianem, słomą i zbożem. Za Żelazną Bramą sprzedawano żywności i artykuły gospodarskie. Na Chłodnej handlowano zbożem, drewnem, węglem, obręczami i klepkami. Na placu Zielonym zaopatrywano się w jarzyny, drób i ryby. Znajdowały się tutaj również jatki mięsne. Towary były dostarczane przez rogatki wolskie i jerozolimskie. Czwartym obrębem był Nowy Świat. Należało do niego wielkie targowisko na placu Trzech Krzyży, gdzie handlowano żywnością, drewnem, sianem i słomą oraz duże na Dynasach. Mniejsze targi były na Solcu, Ordynackiem i Sułkowskiem. Plac Trzech Krzyży był bardzo popularny wśród wieśniaków. Zawsze był zastawiony furkami, z których sprzedawano bezpośrednio. W latach 60-tych po uwłaszczeniu chłopów targowisko weszło w okres rozkwitu. Wzrost zamożności okolicznych wsi przyczynił się do powstania dużej ilości sklepów wokół placu. Furmanki już się tu nie mieściły, wylewały się aż na Hożą i Mokotowską. W tej sytuacji w 1868 roku na przyległej do placu posesji powstał targ żywnościowy z porządnymi jatkami, sklepami z nabiałem i warzywami. Najporządniejsze targowisko było na Rynku Staromiejskim. Sprzątano je raz na tydzień. Przekupki staromiejskie słynęły z wygadania i złośliwości. Dużo też przysparzały sądom grodzkich problemów, gdyż często kłóciły się a nawet biły. Często były skazywane na karę chłosty.
Ciekawie pisze o nich Kazimierz W. Wójcicki: Niedaremne naszych Mazurów przysłowie, że „wygadana jak przekupka warszawska”, i zaprawdę nikt z nią pod tym względem porównania wytrzymać nie potrafił. Głównym siedliskiem był Rynek Starego Miasta i brama Krakowska; tu cała śmietana tych pań zasiadała (…). Każda z nich, zwykle dobrej tuszy, zasiadała przy straganie swoim, na którym sprzedawała owoce, jarzyny wszelkiego rodzaju, drób, pieczywo i zwierzynę. Rzadko gdzie kwiaty ujrzałeś, bo o bukiecie nikt ani pomyślał, a po domach obywatelskich hodowano tylko w doniczkach skromne geranium, pokrzywę, gwoździki i róże miesięczne z rezedą. Na placu Żelaznej Bramy było najbrudniej. Wszystkie odpadki całymi latami były rzucane na bruk. Nikt już nawet nie pamiętał, że to było utwardzone miejsce. Aby wiosną i jesienią przejść suchą nogą, kupcy rozkładali deski. W latach 40-tych plac Żelaznej Bramy częściowo uporządkowano, powywożono śmieci, bruk znów znalazł się na właściwym miejscu. O tym targowisku mówiło się, że jest brzuchem Warszawy. W 1841 roku u zbiegu Gnojnej i Skórzanej powstał bazar "Gościnny dwór", przeznaczony dla zamożniejszych handlarzy żywnością i artykułami codziennego użytku. Powstał on nakładami dwóch wspólników: A. Kropiwnickiego i J.Gaya. W zamian za poniesione koszty mieli prawo użytkowania budowli przez 25 lat, do roku 1866. Potem Gościnny Dwór miał przejść na własność Magistratu. Znajdowały się w nim 84 sklepy spożywcze, 84 kramy oraz 150 stołów na dziedzińcu. Dwór był cały z żelaza, półowalny, z galerią handlową wokół, gdzie sklep tkwił przy sklepie. Bazar ten miał rozładować tłok na placu Żelaznej Bramy. Mimo, że bogatsi kupcy przenieśli się, Żelazna Brama cieszyła się niesłabnącym powodzeniem.
W 1845 roku powstał bazar na Sewerynowie. Ruch tu był jednak niewielki i z czasem sklepy pozamieniano na pomieszczenia mieszkalne. Pozostał tylko targ z żywnością i starzyzną. Raz w roku, około połowy czerwca, odbywały się targi na wełnę. Początkowo handlowano nią na rynku staromiejskim. Potem zostały przeniesione na plac Krasińskich. Targi te były okazją do wielkiego zjazdu ziemiaństwa i fabrykantów. W mieście kwitło wówczas bujnie życie towarzyskie. Po 1865 roku nastąpiły duże zmiany w organizacji targowisk. Wiele dzielnic odległych od centrum nie miało bazarów. Postanowiono stworzyć nowe place, aby powiększyć dochody miasta. Magistrat nie miał pieniędzy na utrzymanie Warszawy w czystości. Place targowe podzielono na stanowiska, które kupcy nabywali w dzierżawę w drodze licytacji publicznej. Najwięcej miejsc było za Żelazna Bramą, ponad 500. Na Rynku Starego Miasta ponad 350 ale na rynku nowomiejskim już tylko 72. Z czasem na niektórych targowiskach powstały wielkie hale targowe. Choć zmieniał się ich charakter, zawsze gromadziły wielkie ilości sprzedawców, pośredników i drobnych wytwórców. Jedni robili interesy groszowe, inni obracali setkami i tysiącami rubli. W 1913 roku targ z Rynku Staromiejskiego został przeniesiony na Mariensztat. Targ na placu Muranowskim zmniejszył się, gdy środkiem poprowadzono linię tramwajową i urządzono skwer. Pozostał tu tylko handel artykułami żywnościowymi. Furmanki chłopskie przeniosły się na plac między Pokorną, Sierakowska i Inflancką. Na pobliskim placu Broni znajdował się targ przeniesiony z ulicy Wałowej. Handlowano tutaj głównie starzyzną, tandetą, skórami, czapkami itp.
W roku 1867 powstało wielkie targowisko na placu Kercelego. Projekt utworzenia bazaru w tym miejscu istniał jeszcze przed wybuchem Powstania Styczniowego. Wtedy to Józef Kerceli wraz z Hermanem Jungiem zaproponowali utworzenie targu zbożowego przy rogatkach wolskich. Właściciele tych terenów gotowi byli oddać bezpłatnie miastu 32700 łokci kwadratowych ziemi. Zobowiązali się też wybrukować własnym kosztem chodniki i kanał odpływowy oraz pożyczyć kasie miejskiej pieniądze na zabudowanie placu. W owym czasie na Woli stały wiatraki. Miedzy rogatkami wolską i powązkowska było ich aż 180. Na Kercelak przeniosły się stragany z placu Grzybowskiego, gdy rozpoczęto budowę kościoła Wszystkich Świętych. Handlowano produktami spożywczymi, tandetą, ubraniami. Na pobliskim placu Witkowskiego początkowo handlowano zbożem, sianem i słomą, potem zaczęto sprzedawać żywność. Z czasem na przełomie lat 1907/1908 wybudowano ogromne hale. Wówczas część handlu przeniosła się w Aleje Jerozolimskie koło rogatek a potem na ulicę Starynkiewicza. Tu powstało wielkie targowisko, na które przyjeżdżało po kilkaset furmanek. Gdy zaś skasowano targowisko na placu Żelaznej Bramy, cały ruch przeniósł się na plac Mirowski do nowoczesnych hal. Targowiska warszawskie były bardzo barwne. Handlarze i przekupki mieli swoje ustalone rewiry, nie wszędzie mogli sprzedawać Żydzi. Zachował się ciekawy opis targowisk XIX-wiecznej Warszawy sporządzony przez niemieckiego publicystę, Goehringa w książce "Warschau, eine russische Stadt", zamieszczony przez prof. Bystronia w publikacji "Warszawa"
Wszędzie żywy, bezładny ruch; pełno chłopów, Żydów obnoszących tandetę, a także dziewczyn ulicznych i złodziei; pod nogami plączą się Żydowięta sprzedające sztuczne kwiaty do ozdoby włościańskich kapeluszy. Wśród tej ciżby przewijają się mieszczki ze służącymi niosącymi zakupione towary".
Na przełomie XIX i XX wieku największy dochód miastu przynosiły Hale Mirowskie. Hale na Koszykach, trzecie w mieście, nie cieszyły się początkowo powodzeniem. Literatura: Stanisław Bystroń "Warszawa", Stafania Kowalska - Glikman "Drobnomieszczanstwo w dziewiętnastowiecznej Warszawie", Bernard Singer "Moje Nalewki"
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Boże Narodzenie w dawnej Warszawie.
Święta w dziewiętnastowiecznej Warszawie wyglądały inaczej niż obecnie. Niektóre obyczaje zupełnie poznikały. Kilka tygodni przed Wigilią organiści roznosili po domach opłatki. Wówczas bywały kolorowe. Najbardziej cenione były od bernardynów, bo odznaczały się dużą wielkością. Dzieci robiły z nich gwiazdy, które rozwieszano nad stołem z kolacją wigilijną. Przywilej roznoszenia opłatków mieli tylko organiści i czerpali z tego duży dochód. Cóż wtedy jedzono? Przede wszystkim ryby. Kazimierz Wóycicki pisze: Cały dzień zachowywano ścisły post. Wieczorem ulice pustoszały. O północy obdywały się pasterki. Najsłynniejsza była u paulinów. Organista wpuszczał na chór dobrane przez siebie liczne grono publiczności. Każdy z zaproszonych miał przydzielonego ptaka lub zwierzę, których głosy miał naśladować. W okresie panowania Niemców w Polsce święty Mikołaj na jakiś czas został zamieniony w pana Heilige Christa. Podobnie jak dziś rozdawał dary, przedtem odpytując dzieci, czy były grzeczne. :-) Na początku XIX wieku ubodzy studenci w Wigilię odwiedzali zamożniejsze domy, gdzie czytali Ewangelię. Otrzymywali za to jedzenie i drobne pieniądze. Kazimierz Wóycicki pisze, że istniało wtedy w Warszawie powiedzenie "biegać z ewangeliczką" na określenie ciężkiego zabiegania o kawałek chleba. W pierwszy dzień świąt młodzi chłopcy wywodzący się z ubogich warstw chodzili po kolędzie z turem albo żurawiem. Był nim chłopak ubrany w kożuch obrócony futrem na wierzch albo przystrojony w długą szyję z dziobem. Część towarzystwa była przebrana za Cyganów i proszalnych dziadów. Czasami towarzyszył też chłopak przebrany za niedźwiedzia. Kolędników chętnie obdarowywano i przyjmowano z radością. Od Trzech Króli po domach chodzili królowie w towarzystwie rycerzy i odgrywali w zamożnych domach przedstawienia o narodzeniu Chrystusa. Było też dużo żywych szopek. Najsłynniejsze jasełka odbywały się u bernardynów na Krakowskim Przedmieściu. W drugi dzień Bożego Narodzenia w niektórych kościołach był zwyczaj święcenia owsa. Snopki lub ziarno znoszono do kościoła Panny Marii, św. Jerzego, franciszkanów i dominikanów. Po Świętach rozpoczynał się w Warszawie karnawał z hucznymi balami. Po drugiej wojnie światowej przez wiele lat święta obchodzono skromnie. Pisał o tym w 1946 roku nieodżałowany Wiech:
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Nowy bazar przy Banacha
I stało się, Zieleniak przy Banacha w obecnej postaci odchodzi do historii. Zamiast placu będzie hala targowa z 166 stoiskami. Oprócz tego będa handlowe boksy, do któych bedzie się wchodzić zarówno od strony hali jak i placu targowwego. Sam plac zostanie zminimalizowany. Będzie na nim tylko 30 miejsc do handlu z samochodu lub zwykłych stoisk. Hala targowa będzie mieć kształt podkowy. Parter zostanie całkowicie przeszklony. Plac targowy ma jednocześnie pełnić rolę placu miejskiego. Ma być zieleń, ławki i mała architektura. Od strony Grójeckiej hala ma byc wyższa i wyłożona cegiełką. W tym miejscu, gdzie teraz jest część przemysłowa bazaru, ma być postawiony wieżowiec TBS z częścią handlowa i znajdzie też tu prawdopodobnie miejsce muzeum Ochoty. Całość zaprojektowała firma JEMS Architekci. W kwietniu tego roku "Kurier Warszawski" zamieścił informację, że grunt po bazarze pod budynek TBS ma dostać w prezencie od miasta prezes TBS Praga - Południe, Andrzej Kowal i podobno nawet dostał już dofinansowanie w wysokości 6 mln. "Kurier" komentuje, że pieniądze miasta poszły w prywatne ręce, podobnie jak ma to miejsce przy budowie stadionu Legii. "Kurier" również pisze, że bazarem zarządza jednostka budżetowa - Zakład Gospodarowania Nieruchomościami Ochota, którego dyrektorką jest żona pana Kowala. Taka inwestycja oznacza praktycznie koniec Zieleniaka. Był to drugi, po bazarze Różyckiego, najstarszy warszawski bazar. Został utworzony w 1917 roku. Jak na tamte czasy był nowoczesny, posiadał bruk i kanalizację. Będą stragany, ale raczej zaginie duch targowiska, podobnie jak się to stało na bazarze przy Polnej.
Myśl o zmianach przy Banacha tliła się już od dawna. Jeszcze w latach 70-tych był pomysł przeniesienia bazaru na Mszczonowską, ale upadł. Potem w latach 90-tych zaczęło się mówić o likwidacji bazaru w obecnej postaci, wybudowaniu hali targowej, może nawet urzędu dzielnicowego. W 2002 roku postanowiono pozostawić bazar w niewiele zmienionej postaci. Kupcy chcieli mieć pawilony z prądem i wspólne zadaszenie. Ta drobna modernizacja była warunkiem przedłużenia dzierżawy na następne 15 lat. Zieleniak miał być przykryty betonową płytą, żeby zlikwidować koszmarne błoto po każdym deszczu. Żeby kupujący mogli przejśc suchą nogą, handlarze rozkładali tekturę z pudeł. Najpierw zostanie wybudowany gmach handlowy. Kupcy w tym czasie przeniosa się na teren miasteczka ruchu przy Majewskiego. Potem zostanie wzniesiony wieżowiec. Właściciele straganów obawiają się, że po wybudowaniu hali bardzo wzrosną czynsze, co bezpośrednio uderzy w kupujących, bo wyższe będa ceny owoców i warzyw. Boją się też, że nie dla wszystkich starczy miejsca. Razem obecnie jest 700 stoisk. Warunki zabudowy mają być podane do końca stycznia. We wrześniu ma byc ogłoszony przetarg na wykonawcę. Nowy Zieleniak ma być otwarty 30 czerwca 2011 roku.
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Gazownia na Czystem
Gdy się jedzie pociągiem od zachodu widać w dali, tuż przed Dworcem Zachodnim, dwie tajemnicze ceglane rotundy. To dawne XIX-wieczne zbiorniki na gaz. Gazownia na Czystem była drugą gazownią warszawską i została wybudowana w 1888 roku na wielkich, pustych wówczas terenach. Walorem tego pustkowia była bliskość torów kolejowych. Od strony obecnej ulicy Prądzyńskiego postawiono ogromne zbiorniki. Początkowo był tylko jeden, wówczas dwukondygnacyjny. W 1900 roku wybudowano drugi. Przed 1914 rokiem starszy zbiornik został podwyższony o dwie kondygnacje.
Gazownia przestała produkować gaz w 1978 roku. Istniejące rotundy to tylko obudowy dawnych zbiorników. Jeszcze w latach 70-tych metalowe wnętrza zostały pocięte i wywiezione. Rotundy są bardzo cennymi zabytkami architektury przemysłowej. Od lat stały i niszczały. W latach 90-tych zamierzano w podziemiach jednej z rotund utworzyć Muzeum Powstania Warszawskiego. Góra, wg projektu Andrzeja Wajdy, miała być przeznaczona na panoramę Powstania Warszawskiego. Jednakże nic z tego nie wyszło. W 1995 roku rotundy wraz z terenem kupił od fundacji „Wystawa Warszawa Walczy 1939 – 1945” Marcin Biernacki, właściciel wolskiej firmy Juma. Fundacja z kolei otrzymała zbiorniki od ówczesnego prezydenta Warszawy, Marcina Święcickiego. Do 2006 roku nic się tutaj nie działo, obiekty niszczały, choć od początku była mowa o tym, że będą w nich mieszkania.
Muzeum PW powstało na Przyokopowej. Gdy Andrzej Wajda ponownie wystąpił z projektem panoramy, po raz drugi musiał zrezygnować. Bez wsparcia finansowego od strony miasta nie miał szans na realizację, a miasto nie mogło pompować pieniędzy w budynek, będący prywatną własnością. Marcin Biernacki decydował się jedynie na użyczenie zbiornika. Obecnie sytuacja się wyklarowała, ma ruszyć budowa. W jednym zbiorniku mają być lofty, w drugim luksusowy hotel. Istnieją również fundamenty po trzecim zbiorniku, który nie ocalał. Tu właściciel zamierza wybudować biura. Budynek by miał 51.5 m wysokości. Cały kompleks, razem z parkingami, zająłby dwa hektary. Juma ma projekt, przygotowany przez belgijską pracownię Conix Architects, i pieniądze na rozpoczęcie inwestycji. Firma otrzymała warunki zabudowy, ale nie jest zadowolona z ograniczeń. Stołeczna konserwator, pani Nekanda – Trepka zażądała, aby trzeci budynek był rotundą o zwężającej się górze. Twierdzi, że dostała projekt z okrągłym biurowcem. W dawnych materiałach sprzed kilku lat faktycznie jest tutaj trzecia rotunda. W obecnym projekcie budynek jest prostokątną bryłą. Właściciel jest tym bardziej zdziwiony, że pozwolono mu, o zgrozo, zmienić elewację rotund, choć on tego oczywiście nie zamierza robić. Choć pani konserwator przeszkadza kształt trzeciego budynku, nie zawahała się jednak przed wydaniem zgody na postawienie tu stacji benzynowej choć cały teren jest przecież wpisany do rejestru zabytków. Akurat na stację będzie wychodzić połowa okien luksusowego hotelu.
Mnie się dziwaczny, prostokątny budynek nie podoba, bardziej pasuje rotunda. Na razie istnieje spór między inwestorem i panią konserwator. W przypadku dojścia do ugody projekt budowlany będzie trwać około dwóch lat. Tak więc mamy ostatnia chwilę na porobienie historycznych zdjęć.
sobota, 28 listopada 2009
Ulica Smolna
Smolna należy do tych ulic, która po wojnie bardzo się zmieniły. Pierwotnie składała się z dwóch części: górnej, która istnieje ale w okrojonym kształcie i dolnej na Powiślu, stanowiącej zachodnią granicę jurydyki soleckiej. Obecnie jedynym śladem po dolnej jest chodnik w parku przy skrzyżowaniu Książęcej, Rozbratu i Kruczkowskiego, równoległy do tej ulicy. Nazwa ulicy pochodzi prawdopodobnie albo od nazwiska właścicieli gruntów przez które przechodziła albo od magazynu smoły, który się przy tej ulicy niegdyś znajdował. Nie ma jednak żadnych danych, które by mogły te przypuszczenia potwierdzić. Wiadomo tylko, że nazwa istnieje od XVIII wieku. Jak wiadomo Komisja Brukowa w 1784 roku nadała wszystkim domom w mieście numery oraz przy tej okazji pomierzyła ulice. Całkowita długość Smolnej wynosiła około 840 metrów. Szerokość przy Czerniakowskiej, czyli w części dolnej wynosiła około 15 m a w górnej przy Nowym Świecie 8 m. Ulica Smolna Dolna biegła wzdłuż ogrodów przy skarpie. W górnej części znajdowały się drewniane dworki. W tym czasie na całej Smolnej stało jedenaście posesji.
Jeszcze w XVIII w. na Smolnej nie było bruku. Stan jezdni był tak tragiczny, że mieszkańcy mieli znacznie obniżoną taryfę łokciową. Gdy wybudowano drogę Jerozolimską, Smolna Dolna otrzymała nawierzchnię makademizowaną. Ponieważ była to nawierzchnia bardzo nietrwała, w 1845 roku na odcinku od Książęcej do drogi Jerozolimskiej położono bruk. Jakość jego nie zadowoliła mieszkańców jedynego wówczas domu na tej ulicy. Na ich wniosek ulica została przebrukowana, rynsztoki zaś udrożniono. Charakter ulicy nadawały dwie rządowe fabryki: Rządowa Fabryka Machin Żelaznych i Fabryka Kobierców, znajdujące się po jej wschodniej stronie. Przed Fabryką Kobierców mieściły się w tym miejscu zabudowania browaru. Po zachodniej stronie tereny należały do szpitala św. Łazarza i tu znajdował się jeden dom, graniczący z nimi oraz Młyn Parowy, choć jego front był od strony Alei Jerozolimskiej. Fabryka Machin niemal cały czas należała do Banku Polskiego. Po 1845 roku wybudowano tu najdłuższy budynek w Warszawie, ciągnący się wzdłuż całej Smolnej Dolnej. W 1868 roku Lilpop wykupił zakłady a po przystąpieniu do spółki Raua i Loewensteina zmieniły one nazwę na Akcyjne Przemysłowe Towarzystwo Zakładów Mechanicznych i Górniczych Lilpop, Rau i Loewenstein. Tu miał miejsce pierwszy robotniczy strajk w Królestwie.
Po przeciwnej stronie Smolnej, pod skarpą, znajdowała się działka należąca do Skarbu Państwa, która została kupiona przez fabrykanta wyrobów srebrnych, Augusta Wolkowitza. Kontrakt sprzedażny był bardzo ciekawy. Miał wiele warunków, między innymi, nie wolno było zmieniać kształtu skarpy ani sadzić wysokich drzew, aby nie zasłaniały widoku na skarpę z okien pobliskiej Izby Obrachunkowej. Od 1866 roku na posesji Wolkowitza mieściła się Warszawska Szkoła Weterynarii, która w roku 1899 została przekształcona w Warszawski Instytut Weterynaryjny i przetrwała tutaj do 1901 roku. Dwie części Smolnej łaczyły drewniane schody. Zabudowa Smolnej Górnej wyglądała zupełnie inaczej. Nie było tutaj żadnych zakładów przemysłowych. Pod koniec XVIII prawa część Smolnej (patrząc od Nowego Światu) zaczynała się od posesji składającej się z drewnianego dworku. W 1827 roku została kupiona przez Wojciecha Kicińskiego, który rozebrał drewniane zabudowania i wystawił murowaną trzypiętrową kamienicę na planie litery L, zaprojektowaną przez Corazziego. Był to w tym czasie najwyższy budynek warszawski. Szybko okazało się, że fundamenty zostały niedbale wykonane i elewacja boczna ściany przesunęła się pół metra w kierunku ulicy, zwężając ją. To spowodowało zatarg z kasztelanem Ksawerym Lewickim stawiającym po przeciwnej stronie pałac. Z posesją Kicińskiego sąsiadował folwark księży paulinów, który w 1824 roku został odkupiony przez Magistrat pod budowę nowego odcinka Al. Jerozolimskich. Następnie uszczuplony o fragment potrzebny na budowę Alej został odsprzedany Ksaweremu Lewińskiemu. Z czasem kilka okolicznych parceli również stało się własnością rodziny Lewińskich.
Smolna Górna pierwszy raz była brukowana w połowie XIX wieku. Nie była przyjemną ulicą. Domy drewniane były zrujnowane, posesje nie miały parkanów, nie było widać ich granic. W tej sytuacji w 1858 roku Magistrat przedstawił plan regulacji ulicy Smolnej. Miała stać się aleją wysadzaną podwójnym szpalerem drzew. Pałac Lewińskiego był już własnością Branickich. Posesja była nieogrodzona i zaniedbana. Stanowiła przystań dla różnych mętów. Magistratowi trudno było jednak wyegzekwować uporządkowanie tej posesji. Wynikało to z tego, że Branickim miasto zabrało część terenów i nie wypłacano odszkodowania. Dopiero, gdy Magistrat wywiązał się ze zobowiązań, Branicki posesję ogrodził. Nastąpiło to w 1863 roku. W tym samym roku przystąpiono do ponownego brukowania ulicy. Materiał stanowiły nadwyżki kamieni po robotach brukarskich na placu Zielonym. Pierwotnie nie wybrukowano całej ulicy, ponieważ brakowało brukarzy. Na części były wybrukowane tylko rynsztoki i to też częściowo. Na ostatnim odcinku rynsztoki zastępowały drewniane koryta. Brukowanie dokończono trzy lata później. W 1881 roku wytyczono uliczkę łączącą Smolną z Foksal ale przebita została dopiero po kilku latach. Otrzymała nazwę ulicy Wysokiej. Jeszcze przed pierwszą wojną światową zrezygnowano z odrębnej nazwy na rzecz Smolnej. Przy okazji ujednolicono numerację. Druga połowa XIX wieku przyniosła Smolnej wielkie zmiany. Zaczęto budować kamienice. Pierwsza trzypiętrowa z frontem od strony Alei Jerozolimskiej powstała w roku 1861. Potem kolejno burzono drewniane dworki i budowano następne. Ponieważ numeracja parceli w wyniku podziałów zrobiła się zagmatwana, jeszcze raz ulicę przenumerowano i zniesiony został podział na Górną i Dolną. Przed II wojna światowa stało tutaj 35 domów. Pod koniec XIX w. znajdowały się na Smolnej dwie fabryczki i zakłady stolarskie. Ciekawostką jest to, że w roku 1890 wdowa po właścicielu zakładów stolarskich założyła w nich przytułek dla bezdomnych. Noclegi były płatne. Za 4 kopiejki ubodzy otrzymywali oprócz łóżka kubek ocukrzonej herbaty i kromkę chleba.
Najważniejszym budynkiem na Smolnej był Instytut Oftalmiczny, zaprojektowany przez Henryka Marconiego. Budowa zakończyła się w 1870 roku. Gmach był imponujący, w stylu włoskiego odrodzenia. Miał bardzo nowoczesne wyposażenie. Został spalony w 1944 roku przez Niemców i po wojnie nie odbudowano go. Około 1900 roku Smolna zaczęła sie jeszcze bardziej zmieniać. Powstające kamienice nadały jej wielkomiejski charakter. Większość domów była projektowana przez Konstantego Wojciechowskiego i Bronisława Rogóyskiego - Brochwicza. Kamienice po stronie nieparzystej fronty miały od Al. Jerozolimskich a wejścia od Smolnej. Mieszkania były bardzo ładne i świetnie nasłonecznione. Następna duża zmiana nastąpiła po wybudowaniu mostu Poniatowskiego. Aby wjazd na most był łagodny, podniesiono poziom Alej Jerozolimskich. Równocześnie podwyższono też ulicę Smolną w jej górnym odcinku. Na Smolnej w okresie międzywojennym mieszkało dużo znanych osób. Ulica uchodziła za elegancką. Pod numerem 23 mieszkała siostra Marii Curie - Skłodowskiej, Helena Skłodowska - Szalayowa. Pod numer 17 a potem 25 przebywał Robert Lindley, syn Wiliama. Pod numerem 7 było mieszkanie Stefanii Sempołowskiej. Mieszkał tutaj równiez Stanisław Wojciechowski zanim został prezydentem RP. Przy Smolnej 30 23 października 1905 roku zaczęło działać pierwsze w Królestwie gimnazjum z polskim językiem wykładowym. Fundatorem był carski generał Paweł Chrzanowski, Polak z pochodzenia. W 1915 roku prawa do szkoły od wdowy po generale odkupił Maurycy Zamoyski. W czasie PW szkoła spłonęła. Została odbudowana po wojnie ale bez secesyjnej elewacji.
Po wojnie Smolna wyszła częściowo okaleczona. Dalsze zniszczenia przyniósł jej rok 1955, gdy w Warszawie odbywał się Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. W pobliżu Muzeum Narodowego i Nowego Światu miała się odbyć manifestacja. W związku z tym, aby zapewnić dużo miejsca, wyburzono cała linię reprezentacyjnej al. 3 Maja, stanowiącej południowa pierzeję Smolnej. Zostały tylko dwa domy, Smolna 11 i 13. Reszta zajął znany nam dzisiaj skwer i trawniki. |