|
Archiwum
Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy
Tagi
|
sobota, 14 stycznia 2012
Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy, tom XV
Wreszcie ukazał się dawno oczekiwany XV tom "Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy" Jarosława Zielińskiego. Obejmuje ulice na litery Ob - Oż. Długi czas czekania wynagradza grubość pozycji - ma aż 632 strony, w tym około 150 zajmują zdjęcia. Tom opisuje ulice: Objazdową, Obozowa, Oboźną, Oczki, Ogrodową, Okopową, Okólnik, Okrąg, Okrzei, Oleandrów, Olesińską, Olszewską, Olszową, Opaczewską, Opoczyńską, Ordynacką, Ossolińskich, Otwocką, Owsianą i Ożarowską. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam na Opaczewskiej opis niedużej kamieniczki spod numeru 26, który robi wrażenie najstarszego domu na całej Ochocie. Tymczasem została wybudowana w latach 1928 - 1930. Jest najstarsza, ale na Opaczewskiej. Ma bardzo małomiasteczkowy wygląd na tle okolicznych budynków. Jak widać, w tomie znalazły się nieduże uliczki mokotowskie. Tradycyjnie oprócz zdjęć są zamieszczone również mapki.
wtorek, 13 grudnia 2011
Domki fińskie na Jazdowie
Jest na Jazdowie miłe miejsce do spacerów wśród fińskich domków zatopionych w zieleni, tuż przy Alejach Ujazdowskich, Pięknej i Myśliwieckiej ale jednocześnie z dala od miejskiego gwaru. Osiedle jest klimatyczne i unikalne. Idealnie wpisuje się w skarpę warszawską. Zostało wybudowane już w 1945 roku. Domki przyjechały ze ZSRR, który je otrzymał od Finlandii w ramach reparacji wojennych. Były przeznaczone dla odbudowujących Warszawę. W kwietniu i maju 1945 roku nadeszło do Warszawy 500 domków. W BOS trwała gorączkowa dyskusja nad tym, gdzie domki postawić. Józef Sigalin w swoich wspomnieniach pisze, że zakładano prowizoryczność osiedla ale i bliskość Śródmieścia, gdzie trwała intensywna odbudowa miasta. Wybrano wówczas trzy lokalizacje: Górny Ujazdów, Szwoleżerów i Wawelską. 25 czerwca 1945 roku rozpoczęto montaż pierwszego domku na Jazdowie. Składanie odbywało się bardzo szybko. Już 31 lipca do kierownictwa BOS przyszedł meldunek, że na dzień 1 sierpnia zostanie ukończona budowa osiedla Ujazdów Górny, składającego się z 90 domków fińskich, w tym wg typu 2 - 64 sztuki. Osiedle było pierwszym wybudowanym w Warszawie po wojnie i choć obecnie jest zmniejszone do 29 domków, istnieje nadal. Na Wawelskiej z ogromnej kolonii pozostały dwa domki, na Szwoleżerów nie ma ani jednego. Domki nie są byle jakimi barakami. To są domki wykonane z bardzo dobrego materiału, o ciekawej architekturze. Ulica, przy której stoją, nazwę otrzymała dopiero w 1971 roku. Przed wojną była wewnętrzną drogą łączącą szpital w Zamku Ujazdowskim z koszarami przy zbiegu z Górnośląską. Pamiątką z czasów przedwojennych jest stojący pod numerem 5 ceglany pawilon szpitalny z drugiej połowy XIX wieku.
Domki na Jazdowie są bardzo zadbane przez mieszkańców. Odmalowane, z porządnymi dachami, ładnymi oknami. Z werandami i ogródkami. Wszystkie są w świetnym stanie, z wyjątkiem jednego, którym opiekowało się miasto. Opuszczony, z zabitymi dyktą oknami, z połamaną, zapadniętą werandą, stoi jak wyrzut sumienia zawiadujących mieniem komunalnym w Warszawie. Jest jeszcze jeden wielki walor. To jest teren ogólnie dostępny. Każdy może spacerować alejkami jak po własnym ogrodzie. Od kilku dni na osiedlu wrze, bo burmistrz Śródmieścia chce mieszkańców wysiedlić, domki rozwalić zaś teren przeznaczyć na cele administracyjne a osiedle koliduje z przyszłym planem zagospodarowania, którego jeszcze nie ma. To ciekawostka, bo najpierw powinien być plan a potem przygotowania do realizacji. Prawdopodobnie miasto myśli o następnych ambasadach. Jeśli one tu powstaną prawie cała skarpa zostanie zamknięta dla warszawiaków. Zniknie jeszcze jedno magiczne miejsce. Chciało by się zapytać dla kogo jest miasto. Czy dla warszawiaków czy dla aroganckich urzędników? W tych domkach mieszkało wielu słynnych ludzi, miedzy innymi Jonasz Kofta.
Historia Warszawy została brutalnie rozcięta przez lata okupacji. Po 1945 roku zaczęto ją pisać w pewnym sensie od nowa. Domki fińskie na Jazdowie są pierwszym ogniwem tej nowej historii. Czy nie zasługują na zachowanie? Na Jelonkach stoją domki po budowniczych Pałacu Kultury i budzą powszechny zachwyt. Jakoś burmistrz Bemowa nie mówi o wyburzeniu. Pięknie się wpisały w krajobraz dzielnicy. Mieszkańcy Jazdowa domki sobie ucywilizowali. Porobili łazienki, bo kiedyś tu były sławojki. Mają ciepłą wodę, ogrzewanie, niektórzy dobudowali sobie werandy. Domki są pogrodzone od lat 80-tych, kiedy to zomowcy spali ludziom pod oknami. Na zebraniu mieszkańców burmistrz nakazał doprowadzić domki do stanu pierwotnego. Wtedy będą mogli w nich pozostać do czasu uchwalenia planu zagospodarowania. Do końca stycznia wszyscy z Jazdowa mają złozyć podania o mieszkania zamienne. Ci, którzy domków nie doprowadzą do stanu pierwotnego i nie złożą podań, będą musieli się natychmiast wyprowadzić. Mało tego, za trzy lata wstecz zostaną im naliczone opłaty za dobudowane części domków i opłaty dzierżawne za użytkowanie ogrodów. Sensu w tym nie widzę żadnego. Jeśli domki mają być zburzone, to po co narażać ludzi na koszty związane z demolowaniem obecnego stanu. Jeśli zaś mają być jeszcze przez jakiś czas użytkowane to czy nie lepiej podnieść użytkownikom czynsze, doliczyć metraże dobudowanych werand i opłaty dzierżawne za ogródki? A może chodzi o to, żeby z przywróconych do prymitywnego stanu domów wyrzucić lokatorów pod pretekstem warunków nie licujacych z XXI wiekiem?
Urzędnicy miejscy czasami tak się zachowują, jakby po nich miał nastąpić koniec świata. Nie sięgają myślą w przód, granicą jest z reguły koniec kadencji. Domki są unikatem, osiedle jest pięknie urządzone bez nakładów finansowych miasta. Teren jest komunalny, domki też. Nowe prawo lokalowe daje możliwość nie przedłużania umowy najmu z rodziną głównego najemcy po jego śmierci. Przecież te domki bedzie można w przyszłosci odzyskać i na coś przeznaczyć. Choćby na oryginalne hoteliki. Na pewno wielu turystów wolałoby tu nocować niż gnieździć się w molochu hotelowym w centrum miasta. Ale pan burmistrz tak daleko myślą nie sięga, bo on już wtedy prawdopodobnie burmistrzem nie będzie. Dziwi mnie zachowanie konserwatora zabytków, zresztą nie pierwszy raz. Mam nadzieję, że plan zagospodarowania przestrzennego ocali osiedle.
sobota, 10 grudnia 2011
Port Czerniakowski i fundacja "Ja Wisła"
Gdybyście chcieli dać swej woli znak Wyciągnąć rękę i powiedziec TAK! ZOSTAWCIE HERBATNIKA! Zostawcie Herbatnika nie usuwajcie go Niech stoi na pochylni Wszyscy go widzieć chcą słowa: Zbigniew Mysłowiecki, lirnik powiatowy Od dawna waży się los dawnego Portu Czerniakowskiego, fundacji "Ja Wisła" i barki "Herbatnik". Barka jest wyciągnięta na piach przy resztkach dawnych pochylni vis a vis Torwaru. W tym miejscu często odbywają się imprezy organizowane przez fundację. Zadaszona barka służy za estradę. Obok jest miejsce na ognisko. Barka miastu przeszkadza. Fundacja wyremontowała bata, łódź z płaskim dnem, służącą dawniej piaskarzom warszawskim. Jest też krypa "Nieuchwytny". Przez cały sezon od wiosny do późnej jesieni można nimi pływać po Wiśle w rejsach organizowanych przez Fundację. Wycieczki są krótkie, np. na Bielany aby ze skarpy podziwiać wschód słońca nad rzeką. Można wypłynąć na cały dzień, są również rejsy kilkudniowe w pionierskich warunkach. Przemek Pasek z osobami z fundacji organizują również dłuższe przechadzki wzdłuż Wisły po praskiej stronie od mostu Gdańskiego do Łazienkowskiego. Jesienią był nocny marsz z pochodniami i czołówkami przez piaski plaży i nadwiślańskie chaszcze. Można było podziwiać pięknie iluminowane mosty mosty i panoramę Warszawy. Bieganie po ostrogach, ścieżkach i wertepach, potykanie się w ciemnościach, pilnowanie pochodni własnych i cudzych dostarczyło niesamowitych wrażeń.
Fundacja, chcąc warszawiakom przybliżyć Wisłę, na ogrodzeniu baraków Straży Miejskiej przy Czerniakowskiej w pobliżu Trasy Łazienkowskiej, utworzyła plenerowa galerię, składająca się z ponad 200 zdjęć Wisły w granicach Warszawy. Zdjęcia są przeważnie sprzed wojny ale również jest pewna ilość powojennych. Zdjęcia są bardzo ciekawe. Widać, że Wisła, w odróżnieniu od dzisiejszych czasów, kipiała życiem. Pod mostem kolejowym płyną żaglówki, na przystani przy Zamku Królewskim tłumy warszawiaków wyprawiaja się do Młocin. Są z wizytą statki Wojennej Flotylli Wiślanej. Widzimy brzegi oblepione zacumowanymi barkami. Jest piękne zdjęcie pływającej przystani Państwowej Żeglugi na Wiśle. Ta odratowana barka z dwudziestolecia miedzywojennego obecnie niszczeje w Porcie Praskim. Na Solcu chłopcy łowią ryby. Można zobaczyć jak dawniej zimą wyrąbywało się lód a potem ciągnęło bosakami do brzegu. W Porcie Czerniakowskim stały również wojskowe krypy mieszkalne. Można zobaczyć jak wyglądał port w 1904 roku bezpośrednio po wybudowaniu. Do przepraw przez Wisłę służyły łodzie zwane łodygami. Na zdjęciu widać panów w cylindrach, panie w eleganckich kapeluszach. Całkiem inny świat.
Miasto chce się pozbyć jedynego portu należącego do niej i jedynego po lewej stronie Wisły, choć można by tu zrobić raj dla warszawiaków. Jest sporo naturalnego miejsca i dla wodniaków, i dla rekreacji. Są zaniedbane przedwojenne bulwary, na górze rośnie szpaler potężnych topoli, posadzonych w tym czasie gdy budowano port. Bulwary są niewidoczne, zasłonięte przez chaszcze i rozmaite nędzne samosiejki. Miasto przystąpiło do sporządzania w tym miejscu planów zagospodarowania przestrzennego. Wiadomo, że teren jest bardzo cenny dla deweloperów. Już krążą wieści, że wzdłuż Czerniakowskiej równoległe do linii portu ma powstać wielki, długi biurowiec. Czy to najlepsze miejsce dla białych kołnierzyków?. W pogoni za zyskiem ratusz zapomina o mieszkańcach i swoich wyborcach. 18 listopada w rozmowach z Urzędem Miasta fundacji zaproponowano na preferencyjnych warunkach piętnastoletnią dzierżawę działki na Cyplu Czerniakowskim. Ma ona sporo zalet i jedną istotną wadę. Nie ma dostępu do wody. Ze względu na charakter fundacji jest całkowicie nieprzydatna. W dodatku są do niej jakieś roszczenia. Z jednej strony niby ratusz fundację docenia, z drugiej nie rozumie specyfiki działalności. Przemek Pasek przedstawia swoje stanowisko: Fundacja doprowadziła do wpisania portu do rejestru zabytków. Miasto, niestety, decyzję uchyliło. Musi to budzić zaniepokojenie. O tej sprawie niewiele się mówi. O ile perspektywa budowania wieżowców w parku Świętokrzyskim spowodowała wielkie protesty, o tyle plany ratusza w stosunku do jedynego portu miejskiego nie przebijają się do świadomości warszawiaków. W tej chwili rozpoczęła się wycinka drzew na skarpach portu. Ma być wyciętych około 150. Oficjalnie ogałacanie skarp jest wstępem do pogłębienia portu i remontu nabrzeży. A jak będzie to sie okaże, ponieważ nie został rozstrzygnięty przetarg na remont portu. Najtańsza oferta była dwa razy wyższa niz kwota przeznaczona przez miasto. Podobno urząd miał zdobyć brakujące pieniądze, ale może się wszystko skończyć na wycince drzew. A mogłoby tu być tak pięknie. Więcej na ten temat można przeczytać na stronie Ja Wisła
niedziela, 27 listopada 2011
Siekierki
Siekierki to osada leżąca na uboczu ulicy Czerniakowskiej, w zakolu Wisły. Mało kto tutaj zagląda z miasta. Jeśli już to najwyżej na Bartycką do centrum handlowego albo w sierpniu na Kopiec Czerniakowski. Ta część Dolnego Mokotowa ma długą historię. Wieś Siekierki powstała w XVII wieku na miejscu zaginionej po wojnach szwedzkich wsi Czarnowo. W XVIII wieku rozciągały się tutaj tereny łowieckie Augusta II, który je wydzierżawił od Lubomirskich. „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” z 1879 roku podaje, że jest to wieś nad Wisłą w powiecie warszawskim, w gminie Mokotów i należy do parafii Wilanów. Leży dwie wiorsty od Warszawy, między Solcem a Czerniakowem i ma 211 mieszkańców. Tenże słownik informuje, że w 1827 roku stało tu zaledwie 20 domów z 117 mieszkańcami. Siekierki wchodziły w skład dóbr Czerniaków. Przed wojną na Siekierkach przy ulicy Nadrzecznej był dwór i folwark. Do dzisiejszych czasów nic nie pozostało. Nie ma nawet fundamentów. Jednym śladem po dziedzińcu dworskim jest potężne drzewo. Na terenie dawnego folwarku są ogródki działkowe. Po wojnie przez jakiś czas był tutaj PGR. Na ogrodzeniu Domu Kultury przy Siekierkowskiej można obejrzeć stare zdjęcia z lat pięćdziesiątych. Widać sielski, wiejski krajobraz, łąki, żniwa, żniwiarzy, stogi na polach. Na Wilanówce kąpią się dzieci. Nad Wisłą na plaży ludzie wypoczywają, piaskarze na baty ładują piasek, wędkarze łowią ryby. Ulice bardziej przypominają wiejskie piaszczyste drogi niż miejskie ulice. Przy Gościńcu widać w tle stogi siana. Choć Siekierki wraz z Mokotowem zostały włączone do Warszawy w 1916 roku, długo była tutaj wieś. Przed II wojną światową były zabudowane przeważnie chatami z bali, krytymi strzechą. Wszystko niemal spłonęło po upadku Powstania Warszawskiego. Niemcy podpalali całe ulice. Domy murowane zostały odbudowane przez właścicieli, którzy wrócili w 1945 roku.
Mieszkańcy uprawiali pola, utrzymywali się z wydobywania piasku. Przy Cytrynowej, Daktylowej i Figowej były nieduże parcele, gdzie mieszkali dorożkarze warszawscy. Jeszcze kilka lat po wojnie mieli tutaj swoje stajnie. Ulice są wąziutkie, często gruntowe. Zupełnie jakby to nie była Warszawa. Domki są nieduże, przeważnie parterowe z gankami. Gdzieniegdzie widać pozostałości gołębników, resztki komórek. W pobliżu kościoła stoi kaplica. Tutaj podobno w czasie wojny miało miejsca objawienie. Dziewczynce na pniu wiśni ukazała się Matka Boska. Właścicielka drzewa upamiętniła to wydarzenie kapliczką. Parcelę pod kaplicę podarowali spadkobiercy właścicielki. Kościół wybudowany został na miejscu po przedwojennej ślizgawce. W pobliżu Trasy Siekierkowskiej jest stawek porośnięty trzciną i tatarakiem. Jest to fragment Wilanówki, gdzie przed wojną było kąpielisko. W latach 60-tych ubiegłego wieku mieszkało na Siekierkach około 3 tys. osób. Olgierd Budrewicz pisał:
„Siekierki składają się z kilku garści czerwonych domków, rozrzuconych po polach i łąkach, niekiedy powiązanych czymś w rodzaju drogi. Są one siołem w postaci chemicznie czystej, ich ludność zajmuje się na ogół uprawianiem gospodarstw małorolnych, hodowlą krów oraz podobnie użyteczną robotą.”
Główna ulica, Bartycka była wybrukowana kocimi łbami, pozostałe ulice to były często wertepy, wiosną i jesienią tonące w błocie. Wiele do momentu wybudowania wału przeciwpowodziowego było zalewanych przez powodzie. Do tej pory są tam ulice gruntowe, bez kanalizacji. W niektórych miejscach są jeszcze pompy uliczne, na zimę malowniczo okręcane powrósłem ze słomy, aby nie zamarzły. Osada została bardzo zaniedbana po wojnie. Miasto tu nie inwestowało i nie pozwalało nic budować. Pociągnięcie pierwszej szosy asfaltowej stało się wielkim wydarzeniem. Do tej pory jest dużo pustych parceli, porosłych chaszczami. Na niektórych powstają nowe domy. Siekierki powoli zaczynają likwidowac wieloletnie zaniedbania. Przed wojną były plany, aby między Łacha Siekierkowską a Jeziorkiem Czerniakowskim utworzyć wielki park sportowy ze stadionami i torem regatowym. Główną aleją miała być obecna ulica Wolicka. Całość miała być jakby sportowym uzupełnieniem dzielnicy Marszałka Piłsudskiego. Nigdy to nie zostało zrealizowane. Podobno na miejscu jednego z projektowanych stadionów stoi kościół. Na Siekierkach wszyscy się znają. Tu nie ma wielkomiejskiej anonimowości Są dwa miejsca integracyjne: kościół i dom kultury „Dorożkarnia”.
W "Dorożkarni” narodziła się fantastyczna plenerowa „Galeria Miejsc Zapomnianych”. Są to miejsca, które w przeszłości były na Siekierkach ważne a istnieją już tylko w pamięci mieszkańców. W tych miejscach stoją obecnie betonowe słupy z informacjami, co tu kiedyś było. Takich punktów jest 13. „Galeria” jest częścią arcyciekawego autorskiego projektu „Korzenie Siekierek”. Więcej można się dowiedzieć ze strony internetowej korzenie Siekierek - historia pisana losami rodzin . W ramach projektu odtworzona została mapa przedwojennych siedlisk, dom po domu, ulica po ulicy. Zapoczątkowany jest opis dziejów wszystkich rodów siekierkowskich. Są to czasami historie niesamowite. Można pozazdrościć lokalnego patriotyzmu i inicjatywy. Na początku Siekierek przy Bartyckiej stoi kopiec, usypany z gruzów Warszawy. Obecnie nosi nazwę Powstania Warszawskiego. Od 1 sierpnia przez 63 dni pali się znicz. Kopiec jest dobrym punktem widokowym.
piątek, 11 listopada 2011
Kronikarki zburzonej Warszawy
Jutro kończy się w DHS na Karowej wystawa "Kronikarki", przedstawiająca zdjęcia Warszawy z lat czterdziestych, zrobione przez dwie kobiety: Zofię Chomętowską i Marię Chrząszczową. Na fotografie Chomętowskiej czasami można się natknąć, bywają widokówki z jej ujęciami. Chrząszczowa jest praktycznie nieznana. Obie fotografowały ruiny Warszawy od wiosny 1945 roku. Ich zdjęcia znalazły się na słynnej wystawie "Warszawa oskarża" w 1945 roku. Obie fotografki zdjęcia swoje wklejały do albumów ale w różny sposób. Chomętowska zamieszczała wszystkie stykówki, nawet nieostre. Chrząszczowa starannie selekcjonowała i wybierała najlepsze. Obie zdjęcia opisywały. Te albumy są obecnie własnością Muzeum Historycznego m.st. Warszawy. Chomętowska przekazała zdjęcia w 1979 roku. Wówczas Muzeum urządziło jej wielką wystawę, na której były nie tylko obrazy ruin ale również i przedwojennej Warszawy. Album Chrząszczowej znalazł sie w zbiorach Muzeum już po jej śmierci. Jej fotografie nigdy nie były przezentowane publicznie w szerszym wyborze. Na wystawie można kupić album ze zdjęciami obu fotografek. |