Zakładki:
......
.......
........
.........
Dekret warszawski
E-varsaviana
Fotoblogi i blogi warszawskie
Informatory
Komunikacja warszawska
Różne
Warszawa
Warszawa - z obiektywu forumowiczów
Warszawa przedwojenna
Warszawa wojenna
Wycieczki po Warszawie z przewodnikami
Żydzi Warszawy

blogi










site statistics


niedziela, 02 stycznia 2005
Odbudowa Mariensztatu

Przedwojenny Mariensztat z Mostem Kierbedzia i wiaduktem.
Mariensztat to moje natchnienie,
Mariensztat to drogie kamienie,
na Mariensztacie Warszawę poznacie
piękniejszą niz marzenie.

Więc kiedy księżyc w czwartej kwadrze
w kołysce nieba się przebudzi,
na Mariensztacie lubię patrzeć
na roześmiane twarze ludzi.

           K. I. Gałczyński


  Mariensztat był odbudowywany równocześnie z trasą W - Z i miał stanowić dla niej piękne, zabytkowe tło. Z wojny wyszedł spalony, ale nie był całkowicie zniszczony. W ruderach mieszkali ludzie. Trasa W - Z tak została poprowadzona, że konieczne było zburzenie części spalonych i zniszczonych budynków przy dawnym wiadukcie Pancera (niżej na zdjęciu). Trzeba było ich mieszkańcom zapewnić jakiś dach nad głową. To stało się między innymi powodem odbudowania Mariensztatu aż do Bednarskiej i prawie całkowicie od nowa. Początkowo miała być odbudowana tylko ulica Mariensztat.
  Urbanisci postanowili w pierwszym rzędzie rozebrać bezpowrotnie budynki zasłaniające skarpę, na której wznosi sie kościół Sw. Anny. Skarpa została odsłonięta, co dodało jej uroku. Wcześniej, na skutek obsuwania się ziemi została wzmocniona.   Terminy goniły wykonawców tu tak samo jak na trasie W - Z. Wśród murarzy pracował na Mariensztacie słynny wówczas Mirosław Krajewski - twórca trójek murarskich. Budynek na rogu Mariensztatu i Sowiej został postawiony w ciągu 19 dni. Pośpiech powodował różne błędy. Na przykład dwóm sąsiednim budynkom zamieniono piętra. Trzeba było to burzyć i stawiać od nowa.
  Bardzo duży wpływ na wygląd osiedla mariensztackiego mieli plastycy, z rzeżbiarzem Jerzym Jarnuszkiewiczem na czele. Do tej pory piękne rzeźby i mozaiki, jak np zegar robią wrażenie. Mariensztat długo był najchętniej odwiedzanym miejscem w Warszawie. Urokliwe uliczki zachęcały do spacerów. Domy z pięknymi detalami, z płaskorzeźbami zapraszały do następnych wizyt. Mariensztat był opiewany w wierszach i piosenkach. "Małe mieszkanko na Mariensztacie to moje szczęście, to moje sny" śpiewała cała Warszawa. Niestety, trasa W - Z odcięła osiedle od Starówki i obecnie leży na uboczu tras wycieczkowych. Nikt nie ma pomysłu na ożywienie tego urokliwego miejsca. Rynek aż się prosi o ogródek kawiarniany i muzykę. Wtedy pewnie warszawiacy zmęczeni szumem Starego Miasta przychodziliby tu łapać oddech.
   Mniejsza też uwagę przywiązuje się do zachowania niepowtarzalnego stylu tego zakątka. Do tej pory ciągnie się w sądzie sprawa ogromnego gmachu, budowanego bezprawnie na Bednarskiej. Na Mariensztacie przy Dobrej powstał budynek nic nie mający z tym miejscem wspólnego.
   Mariensztat, podobnie jak trasa W - Z został oddany 22 lipca 1949 roku.
piątek, 31 grudnia 2004
Powstaje trasa W - Z

Widok od strony praskiej.
    Był rok 1947. Warszawa liczyła już 500 tys. mieszkańców i most Poniatowskiego przestał wystarczać do intensywnego ruchu na Pragę, tym bardziej, że wiosenna kra zniosła prowizoryczny most drewniany. Konieczna była odbudowa mostu Kierbedzia. Studia nad tą przeprawą przez Wisłę były prowadzone już przed wojną, bowiem wiadukt Pancera wówczas stwarzał spore problemy komunikacyjne. Zmiana regulacji ruchu na placu Zamkowym doczekała się nawet konkursu. Po wojnie ocalały częściowo filary i fragmenty wiaduktu. Stanowiło to bazę do projektu trasy wschód – zachód w BOS.
   Powstał śmiały, efektowny projekt, w tamtych warunkach zaliczający się do najnowocześniejszych w Europie. Miał swoich przeciwników. Podstawą ich protestów była niewiara w możliwości wykonawcze. Ogromne koszty też robiły swoje. Jednak urbaniści brali pod uwagę rozwój komunikacyjny stolicy i chcieli stworzyć arterię przyszłościową.
   Wysokie gremium ustaliło, że most będzie gotowy na 22 lipca 1949 roku. Powstała właśnie nowa, świecka tradycja, że duże realizacje oddaje się tego dnia, w rocznice Manifestu Lipcowego. Ogromna budowa, łącznie z odbudowywanym jednocześnie Mariensztatem miała zostać ukończona w ciągu 2 lat. Dzisiaj trudno uwierzyć w tamto tempo, zwłaszcza, że jedyna siłą byłą często siła własnych mięśni robotników. Przy budowie Trasy W-Z było ich 3.5 tysiaca. Ludzi pościąganych z miejscowości dość odległych od Warszawy. Często po 12 godzinnej harówie wracali do siebie i więcej się na budowie nie pokazywali.
   Montaż mostu rozpoczął się w bardzo niesprzyjającym okresie pogodowym, żeby zdążyć przed wiosennym ruszeniem lodów. Zaplanowano na to zaledwie 90 dni. Potem skrócono ten czas jeszcze o 15 dni. Na początku grudnia most Śląsko – Dabrowski miał osadzone wszystkie przęsła. Tempo było tak szybkie, że podobno goście zagraniczni sprawdzali nocą, czy to co zostało wybudowane za dnia, nie jest przypadkiem tekturowa dekoracją. :-)
   Dziś trudno sobie wyobrazic atmosferę tamtych lat. Towarzyszyło budowie ogromne zainteresowanie warszawiaków. Całe rodziny przychodziły jak na widowisko. Oczywiście nie obyło sie bez propagandy, a jakże. Padło hasło: "Na szantaż bomby atomowej odpowiemy wzmożona pracą, szybszym tempem naszego budownictwa". Słychać było dźwięki "Międzynarodówki".
    Trasa W - Z została puszczona Lesznem, ponieważ mniej tu było zabytków niz na Elektoralnej, równiez branej początkowo pod uwagę. Leszno, będące przed wojną ładną ulicą, zostało prawie całkowicie zburzone. Strona północna po upadku powstania w getcie, południowa pierzeja ocalała z wojny - pod trasę W - Z. Nie wszystkie wyburzenia były uzasadnione. Wiele kamienic można było z powodzeniem odbudować. W 1962 roku przy poszerzaniu ulicy przesunięto na rolkach kosciół Karmelitów Trzewiczkowych, który znalazł się na środku jezdni. To też było wysokiej klasy osiągnięcie. Niżej na zdjęciu widać ten kościół przed wojną.

   Tunel pod Krakowskim Przedmieściem był budowany metoda odkrywkową. W związku z tym trzeba było zburzyć 5 kamienic i pałac Tepplera, znajdujący się dokładnie na wylocie tunelu spod Miodowej. Spowodowało to ogromne wzburzenie konserwatorów i warszawiaków, uważających, że tunel powinien być drążony. Niestety, przerastało to ówczesne możliwosci techniczno – finansowe. Przez jakiś czas zagrożony był też pałac Radziwiłłów i „Gruba Kaśka”. Po zażartych dyskusjach zdecydowano się pozostawić te cenne zabytki. Patrząc dziś na efektowny, ukryty między platanami pałac, trzeba podziękować tym, którzy zażarcie o niego walczyli jak również o cenną, niedawno pięknie odnowioną studnię z Tłomackiego.
    Gdy już powstała betonowa skorupa tunelu, można było zasypać cały wykop i rekonstruować domy z Krakowskiego Przedmieścia, stojące na płycie tuż przy trasie. Większość z nich miała wysoką wartość historyczną i była zniszczona w znacznym stopniu, od 50% do 95%. Najbardziej w czasie działań wojennych ucierpiała kamienica Johna, ta w której znajdują się schody ruchome. Najtrudniejsza też była jej rekonstrukcja, bowiem trzeba było zbudować tunel, doprowadzający ruch pieszy do schodów ruchomych oraz pochylnie tych schodów. W podziemiach kamienicy miała się mieścić maszynownia schodów, zaprojektowana i wykonana w Moskwie. W kierunku wschód – zachód urządzenie mieściło się doskonale, natomiast z kierunkiem północnym, czyli do Placu Zamkowego, był dramat. Zabrakło 80 centymetrów. Nie można było przesunąć muru w kierunku kamienicy Prażmowskich, bo miała ona już bardzo zaawansowane w odbudowie elewacje. Trzeba by je rozbierać. W tej sytuacji zdecydowano się na przesunięcie jednej ściany kamienicy Johna. Jest ona dłuższa o 80 cm od swojego historycznego pierwowzoru. Mało kto o tym wie. Ot, taka ciekawostka. W ogóle ta kamienica miała okropnego pecha. Nie było dokumentów z przedwojennej inwentaryzacji. Dach został skonstruowany „na nosa”. Okazał się za wysoki, fatalnie to wyglądało. Trzeba go było rozebrać i obniżyć o półtora metra. Przy rekonstruowaniu tych kamienic posługiwano się głównie obrazami Canaletta. Mają one obecnie czysty wygląd osiemnastowieczny.
   Trasa jest bardzo udaną i efektowna inwestycją. Nie tylko nie zepsuła wyglądu tej części Warszawy, ale dodała mu uroku. Nawet doczekała się uwiecznienia w piosenkach.
niedziela, 19 grudnia 2004
Próżna nadzieja na Próżnej

"Modlitwa zamordowanych"
Bronisław Linke, 1942
    Ulica Próżna jest jedyną ocalałą ulicą warszawskiego getta z zachowaną ubustronną zabudową. Pod koniec lat osiemdziesiątych cztery kamienice omal nie zostały zburzone. Tylko dzięki protestom entuzjastów z ZOK domy te ocalały. Nieremontowane, powoli zamieniały się w rudery.
    W połowie lat 90-tych ulicą zainteresował się amerykański filantrop Ronald Lauder. Postanowił wskrzesić przeszłość i przywrócic Próżnej przedwojenny żydowski charakter - miała być ulicą tętniąca życiem, z koszernymi restauracjami, sklepami, hotelami dla turystów. Powstała spółka Próżna Street Company, która kupiła w 1997 roku dwie kamienice, jedną od miasta, drugą od spadkobierców i zobowiazała się rozpocząć remont w ciągu 12 miesięcy. Miała również odnowić elewacje na kamienicach 12 i 14, stojących po drugiej stronie (nie należały one do getta - Próżna była podzielona na pół) oraz wyremontować całą ulicę, wymienić szosę, chodniki i postawić nowe latarnie. Nic do dnia dzisiejszego nie zostało zrobione. Z kamienic wyprowadzono lokatorów, na zewnątrz przybyło daszków, żeby odpadające elementy nie zabiły przypadkowych przechodniów. Swego czasu spółka tłumaczyła zastój zmianą koncepcji zagospodarowania i nieporozumieniami z gminą Centrum. Pierwotnie kamienice 7 i 9 miały być biurami, potem był pomysł na eleganckie hotele. Kamienice 12 i 14 wg spółki powinny najpierw mieć na koszt miasta przeprowadzony remont kapitalny. Przepychanki i nic nie robienie trwa juz 7 lat.
    Obecnie spółka chce zmienić akt notarialny, ponieważ ma się zmienić właściciel kamienic, bedzie nim teraz austriacki developer Warimpex AG, deklarujący rozpoczęcie prac 1 stycznia 2006 roku, czyli za rok. W kamienicach ma być hotel. Nowy właściciel chce je nadbudować. Społecznicy z ZOK protestują i słusznie. Warszawskie kamienice nie maja szczęścia do nadbudowy. Ta z Placu Zbawiciela jest koszmarna, z Mokotowskiej ze szklanym daszkiem nieudana. Nic się natomiast już nie mówi o odtworzeniu niepowtarzalnego, żydowskiego charakteru. Żal serce ściska, gdy się patrzy na powolne konanie unikatowej w skali miasta ulicy, która by mogła być perełką tej okolicy, łącznie z odnowionym Placem Grzybowskim.
    Próżna przed wojna należała do lepszych ulic, mieszkali tu Żydzi zamożni i wykształceni. Domy były eleganckie, z dębowymi schodami, ze sztukaterią, której smętne resztki jeszcze można zobaczyć, z kutymi balkonami. Obecnie tylko wiatr po niej hula i śmieci. Wygląda jak z koszmarnego snu, wszędzie drewniane rusztowania. Wieczorami słychac tylko własne kroki, bo przechodnia jak na lekarstwo. A jeszcze 10 lat temu, mimo że zrujnowana, była pełna zycia. W każdej kamienicy na dole był sklep. Sklepy poznikały. Ten ze śrubami wyprowadził się z szafami, które przed wojną stanowiły oryginalne wyposażenie żydowskiej restauracji. Nikt nie pomyślał, aby je od właściciela odkupić. Swego czasu ciekawie o tej ulicy pisał Jerzy Majewski.
wtorek, 14 grudnia 2004
Krakowskie Przedmieście bez drzew.

    Krakowskie Przedmieście w 1915 roku.
    Przy okazji remontu władze miejskie chcą Krakowskie Przedmieście całkowicie ogołocić z drzew. Stołeczny konserwator wpadł na pomysł, aby odsłonić elewacje najcenniejszych zabytkowych budynków. W związku z tym oprócz drzew chorych proponuje wycięcie również drzew zdrowych, które się nadmiernie rozrosły. Na to miejsce mają być posadzone drzewa nie rosnące tak wysoko. Jest tez propozycja, aby częśc drzewek wymienić na takie jak były przed wojną, kuliste strzyżone. Tymczasem naczelny architekt Warszawy urodził własną wizję. Chce wyciąć prawie wszystkie rozrośnięte drzewa i zastąpić je skarlałymi w donicach, wymienianymi co 5 - 1o lat. Zamiast eleganckiej, zazielenionej ulicy otrzymamy klepisko z mizernymi drzewkami w donicach. Drzewa również są ozdobą Krakowskiego Przedmieścia, nie tylko budynki. Mam nadzieję, że ten poroniony pomysł nie przejdzie. Komu przeszkadza na przykład zazieleniony skwer przy kościele Wizytek? Daje trochę cienia w letnie upały.
    Na zdjęciu jest zieleń mieszana. Oprócz kulistych drzewek przy pomniku Mickiewicza, widać również drzewa rozrośnięte. Na Krakowskim Przedmieściu zawsze było sporo zieleni. Można to zobaczyć na starych fotografiach.