blogi










site statistics


Blog > Komentarze do wpisu
Nadchodzi epoka tramwajów

Od 1800 roku miejską komunikacje publiczną stanowiły w Warszawie dyliżanse. W 1822 roku na ulice Warszawy wyjechał pierwszy konny omnibus. Służył on do komunikacji podmiejskiej. Śmiesznie trochę brzmi ale te podmiejskie okolice to były Bielany, Młociny, Marymont i Łazienki. Początkowo omnibusy kursowały tylko w święta i na zamówienie. Po jakimś czasie zaczęły jeździć codziennie i zmieniły wówczas nazwę na żurnaliery.

Pierwszy miejski omnibus pojawił się w roku 1836, jeżdżąc na trasie Plac Saski – Królikarnia. Po ośmiu latach powstała linia omnibusowa od pałacu Mostowskich aż do Marszałkowskiej. Gdy Warszawa miała już dwa dworce kolejowe, zaistniała konieczność zapewnienia między nimi lepszego i szybszego połączenia.

W 1865 roku Rada Administracji Królestwa polskiego dała zezwolenie na budowę pierwszej warszawskiej miejskiej linii szynowej. Po roku budowy oddano do użytku miejską „żelazną drogę konną” na trasie o długości 6.2 km (razem z mijankami, bo linia była jednotorowa) od Dworca Wiedeńskiego do Petersburskiego (obecny Wileński) i także powstającego wówczas Dworca Terespolskiego (obecny Wschodni). Trasa tramwaju międzydworcowego prowadziła ulicami Marszałkowską – Królewską – Krakowskim Przedmieściem – Placem Zamkowym – mostem Kierbedzia, wybudowanym 1864 roku, do Targowej. Miała ona trzy odgałęzienia: ulicą Wileńską do Dworca Petersburskiego, Targową i Kijowską do Dworca Terespolskiego, i Królewską do Placu Grzybowskiego. Istniała też bocznica w kierunku Wisły do przystani, gdzie przybijały parowce z towarami. Tramwaje nazywano popularnie ropuchami, mieściły trzydziestu kilku podróżnych, łącznie z tymi, którzy siedzieli na dachu. pokaż powiększenie

Pod koniec lat 70-tych zaczęto mysleć o rozwoju komunikacji tramwajowej konnej na większym obszarze miasta. Ogłoszony przetarg wygrali Belgowie i ostro zabrali się do modernizacji starej sieci i budowania nowej. Szybko powstały dwie remizy tramwajowe a na Mokotowie dodatkowo w pobliżu wlotu obecnej Goworka oprócz zajezdni była również lecznica dla koni. Po trzech latach długość torów tramwajowych wynosiła 21.5 km a kursowało 150 wozów na 11 liniach. Linie, prawdopodobnie ze względu na duży analfabetyzm wśród warszawiaków, były oznaczane kolorami, w nocy paliły się kolorowe lampy. Nowe wagony, zwane belgijkami, były lżejsze od poprzednich i miały dwie klasy, pierwszą z miękkimi siedzeniami i drugą z twardymi. Dziennie przewożono w 1899 roku około 30 tys. osób.
pokaż powiększenie

Przy szybko rozrastającym się mieście tramwaje konne, poruszające się z prędkością 7 km/godz. stały się niewystarczające i miasto zaczęło myśleć o wprowadzeniu tramwajów elektrycznych, znanych już w innych miastach Polski. Pierwsza próbę elektryfikacji podjęto w 1903 roku.

26 marca 1908 roku odbyło się bardzo uroczyste otwarcie pierwszej elektrycznej linii tramwajowej, z mszą i procesją z Nowego Miasta. Radość warszawiaków była ogromna, tym bardziej, że oddanie linii do użytku kilkakrotnie przekładano. Nie dotrzymywanie terminów to nie nasz wynalazek. :-) Na trasie gromadziły się tysiące mieszkańców w celu podziwiania. Pierwsza linia biegła od Placu Krasińskich do Placu Unii Lubelskiej ulicami: Miodową, Krakowskim Przedmieściem, Królewską i Marszałkowską. Tramwaj miał numer „3” i przemierzał trasę w ciągu 25 minut. Wagony miały kolor czerwono – żółty, dwie klasy i zabierały 40 pasażerów. Jednocześnie pielęgnowano tramwaje konne. W pewnym okresie przedsiębiorstwo Tramwaje Warszawskie miały sławę jednego z najlepiej zarządzanych przedsiębiorstw komunikacyjnych na świecie. Niestety, potem zaczęły się przepychanki między magistratem a tramwajami i dobra passa się skończyła. Nic nowego...

Karolina Beylin w swojej książce pisze, że z okazji tego wydarzenie po Warszawie krążyły różne dowcipy. Autorem jednego z nich był dyrektor tramwajów elektrycznych. Powiedział, że przynajmniej dyrekcja nie będzie już otrzymywac takich raportów jak ten, napisany przez jednego z konduktorów: pokaż powiększenie "Donoszę wielmożnemu Dyrektorowi, jako przy rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej z powodu rozbrykania się pasażerowie poszli piechotą. Co się tyczy konia, który z uporem wierzgał, zaprząg uszkadzając, tenże był wyprzęgnięty i zamieniony przez konia przeciwnego. Którego to powodu wymyślano na mnie i na Wielmożną Dyrekcję."

W okresie międzywojennym linie tramwajowe intensywnie się rozwijały, wprowadzono tramwaje nocne. Przez skrzyżowanie Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi przejeżdało 60 tramwajów na godzinę, a na Krakowksim Przedmieściu w godzinach szczytu natężenie ruchu było jeszcze większe. Tempo prac przy prowadzeniu nowych linii oszołamia nawet dziś. Na Rakowieckiej 1340 metrów torów zbudowano zaledwie w 67 dni. W latach 30-tych wprowadzono podświetlane słupki tramwajowe z reklamami takie jak ten z Krakowskiego Przedmieścia. Podobne istniały po wojnie i nagle zniknęły. Na samych przystankach pojawiły się słupki z literą "T". Od 1934 roku w wagonach doczepianych wolno było przewozić psy. Pasażerowie wsiadali tylnymi drzwiami, wysiadali przednimi. Planowano zbudować linie tramwajowe do Ząbek, Zielonki i Wawra, do którego już było nawet wyprofilowane torowisko i stała częśc słupów trakcyjnych. Ambitne zamierzenia niestety przerwała wojna. Komunikacja warszawska była trzecią po poczcie i kolei miejską instytucją, która działała wzorowo. Bajka...

Latem przy ładnej pogodzie na trasach prowadzących przez most Poniatowskiego doczepiano do tramwajów na trzeciego letnie wagony. Bardzo popularna była wtedy jazda na przedniej platformie odkrytej. Właśnie taka, z powiewem wiatru i zapchem bzów została uwieczniona w wierszu Juliana Tuwima
pokaż powiększenie A w maju
Zwykłem jeździć, szanowni panowie,
Na przedniej platformie tramwaju!
Miasto na wskroś mnie przeszywa!
Co się tam dzieje w mej głowie:
Pędy, zapędy, ognie, ogniwa,
Wesoło w czubie i w piętach,
A najweselej na skrętach!
Na skrętach - koliście
Zagarniam zachwytem ramienia,
A drzewa w porywie natchnienia
Szaleją wiosenną wonią,
Z radości pęka pąkowie,
Ulice na alarm dzwonią,
Maju, maju! - -
Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju,
Wielce szanowni panowie!...

Na zdjęciu jest tramwaj przejeżdzający przez plac Za Żelazną Bramą obok pałacu Lubomirskich i kramów.

czwartek, 26 maja 2005, eela

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2005/05/26 22:31:19
Podziwiam pasje... lub to co daje sile aby tyle pisac o tranwajach
-
Gość: sowka, *.aster.pl
2005/05/27 15:04:04
ok:)
-
2005/05/27 20:09:46
kopytko.... ;)
-
2005/05/28 07:53:32
Bardzo ciekawe, tylko czemi konczy sie na roku 1939? Podczas okupacji tez sie
wiele dzialo ciekawego w Warszawskich
Tramwajach, a i po wojnie takze. Dzieki temu, ze mielismy ustroj jaki mielismy, tramwaje w Warszawie ocalaly, byly nawet zmodernizowane w latach tzw. komuny, dzieki czemu torowiska sa w wiekszosci standardu tzw. light railway, czyli szybkiego tramewaju, a od konca lat 1950tych wprowadzac zaczeto nawet szybkie tramwaje (najpierw czeskie ze Skody, pozniej podobne z Konstalu w Chorzowie). Teraz pora na wymiane taboru na nowoczesny niskopodlogowy (byle nie francuski badz Siemensa, bo z nimi mamy tu w Melbourne powazne klopoty) oraz doprowadzenie tramwajow na Ursynow i inne wielkie osiedla ich pozbawione (na poczatek Tarchomin), oraz zintegrowanie sieci tramwajowej z siecia WKD, ktora ma ten sam rozstaw torow i to same napiecie w sieci co tramwaje.
Pozdrowka z Melbourne
-
Gość: Kagan, *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au
2005/05/28 16:30:20
tramwar2.republika.pl/
-
2005/05/29 23:17:55
Kagan, wielki Boże. :-) Z Warszawy jesteś?
-
Gość: Kagan, *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au
2005/06/05 13:27:17
Wiekszosc zycia spedzilem w Warszawie, choc urodzilem sie w miescie Lodzi.
W Warszawie mieszkalem od ok. roku 1950 do pamietnego roku 1981, a wiec dluzej niz w Melbourne, gdzie mieszkam (z malymi przerwami) od roku 1984.
Pozdr.
Kagan
antyracjonalista.blox.pl/
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2005/06/12 16:20:09
Tramwaje z napędem elektrycznym mamy w Warszawie od 1908 (wkrótce 100-lecie). Wagony miały kolor czerwonożółty. Potem jednak były czerwone (na zdjęciach są wyraźnie jednobarwne) i dopiero Niemcy w czasie okupacji stopniowo wracali do taboru czerwonożółtego. Jeszcze po wyzwoleniu można było spotkać czerwone tramwaje, a były to modele podobne do przedstawianych tu na fotografiach. Co prawda nie uwieczniono ich w piosence „Mkną po szynach czerwone (bo w piosence są niebieskie) tramwaje ...”, ale znalazły swoje miejsce w przedwojennych żarcikach. Był jeszcze w Warszawie inny zakamuflowany pozamiejski i nieco potężniejszy tramwaj (EKD) noszący nazwę kolejki (dla tramwajarzy nasze tramwaje i tak są pociągami), którego wagony miały barwę niebieskożółtą. Szkoda, że teraz mamy tramwajowy bełkot kolorowy.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/11/16 10:33:44
korad skiernierki dertorszy pkp