blogi








site statistics




Blog > Komentarze do wpisu
Wielkanoc u Branickich w Wilanowie

W styczniu 1945 roku Braniccy z Wilanowa wraz z Radziwiłłami, Zamoyskimi i Krasickimi zostali wywiezieni przez NKWD do Krasnogorska. Przebywali tam jako internowani prawie trzy lata. Jedna z córek Branickich, Anna, pisała w czasie pobytu pamiętnik w formie listów do narzeczonego. W jednym z nich wspominała, jak się obchodziło Wielki Tydzień w pałacu.

Tak więc pisze:

W Wielki Piątek na śniadanie jadłyśmy bułki bez masła i błagałyśmy mamę, aby pozwalała nie słodzić kawy. Przecież musimy się umartwiać!

Potem cały dzień był poważny i niepodobny do wszystkich innych. Siedem razy trzeba było być w kościele, by dostąpić jakiegoś odpustu. Więc co parę godzin wkładałyśmy nasze jesionki w brązowa kratę, beżowe berety i szłyśmy z Mamą lub z panną Józefą do kościoła. (...) Na klęczniku klęczeli dwaj chłopcy w białych komżach i dwie dziewczynki w welonach na twarzach. Adoracja. Kilka kobiet płakało w głos koło nas, a gospodarz wilanowski, stary Pyrka, leżał krzyżem na zimnej, kamiennej posadzce. (...) Później całą gromadką obchodziliśmy stacje Męki Pańskiej. (...)

Często w popołudnie wielkopiątkowe zabierała nas Mama na Groby do Warszawy. Siadało się wtedy do Hispany, otulało nogi kraciastym pledem i po piętnastu minutach jazdy Misiukaniec stawał przed kościołem św. Aleksandra. Uczepione rąk Mamy brnęłyśmy w tłumie do jasnego, cudownego Grobu. Pełno tam było najpiękniejszych kwiatów, świec ogromnych, lampek kolorowych, złota, srebra, a z góry, gdzieś spod kopuły, nuciły swe trele kanarki. Potem jechałyśmy do kościoła Świętego Krzyża, stamtąd do Wizytek, do Karmelitów, do Bernardynów, do katedry, do Jezuitów, do Kapucynów - na Miodową, a w drodze powrotnej do kościoła Zbawiciela. Wszędzie były morza kwiatów i setki świec, wszędzie tłumy ludzi, wszędzie kościelni z halabardami, pilnujący porządku, wszędzie u drzwi roiło się od żebraków i kalek, a panie z różnych komitetów sprzedawały na jakieś cele obrazki i dzwoniły groszami w skarbonkach.

W sobotę pałac wilanowski przygotowywał święconkę.

Na środku ogromnego, białego stołu stał postument, porosły rzeżuchą, a na nim duży baranek z dzwonkiem przyczepionym wstążeczką do szyi i z czerwoną chorągiewką na druciku. W koło niego na najbardziej zaszczytnych miejscach stały torty. (...) Były wielkie jak młyńskie koła. (...) Na rogach stołu stały baby - bardzo wysokie i grube w białej skorupie lukrowej, osypane gęsto kolorowym maczkiem. Koło nich na półmiskach leżały mazurki: makaronikowe, orzechowe, krucje z czekoladą, "moczone" (specjalnośc Grzegorza), mazurek rymanowski trójkolorowy, pakowaniec, przekładaniec, fedora i szereg kruchych mazurków, powleczonych dżemami z pomarańcz, moreli czy truskawek. Jeden lepszy od drugiego!.

Po obu stronach stołu stały duże pieczone indyki, którym - według tradycji - Grzegorz ozdobił nóżki wycinanym kunsztownie papierem. Były szynki tonące w kolorowych galaretkach z napisem "Alleluja" wypisanym smalcem, było pieczone prosię trzymające w ryjku jajko, były różne gatunki kiełbas piętrzących sie wiankami, były pasztety, cielęcina wędzona i pieczona, salceson, poledwica, kiszki pasztetowe. (...) Na okrągłym półmisku leżała pstra piramida pisanek.

Wieczorem przyjeżdzał probosz parafii z organistą i najlepszym wilanowskim gospodarzem i święcił stoły, najpierw duży, potem drugi mniejszy dla służby pałacowej. Kolacja w Wielką Sobotę po święceniu była już mięsna. Po postym Wielkim Piątku zachęcała do jedzenia.

Mieszkańcy pałacu na piątą rano szli na rezurekcję, łącznie z zaspanymi dziećmi. A potem obywało się szaleństwo świętowania - jedzenie i podejmowanie gości, wizyty i rewizyty. Nasiadówki przy stole to nie nasz pomysł. :-)

poniedziałek, 28 marca 2005, eela

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2005/03/30 17:14:21
Ale sie goszcza! Juz trzy dni tak biesiaduja i konca nie widac!
-
Gość: Demetrius, 200.79.192.11.cableonline.com.mx
2006/06/19 03:45:09